Protokoły mędrców Syjonu a rewolucja bolszewicka

Do 1914 roku po Protokoły... sięgali przede wszystkim członkowie oraz sympatycy wspomnianej już Czarnej Sotni. W wyniku krwawego pogromu w Kiszyniowie, który został zorganizowany przez ich pierwszego wydawcę, zginęło aż 45 Żydów, a kilkuset zostało rannych. W trakcie walki z liberałami, jaka towarzyszyła wyborom do I (1906), II i III Dumy (1907), również korzystano z tego falsyfikatu. Ukazały się wówczas aż cztery wydania Protokołów..., którym dano tytuł Wragi roda czełowieczeskogo (Wrogowie rodzaju ludzkiego). Miały one służyć podparciu tezy, iż państwa liberalne są finansowane przez Żydów, stanowiących jakoby większość kandydatów do Dumy. Przy jej to pomocy spodziewają się oni podporządkować sobie Rosję, obracając jej ludność w niewolników. Czarnosecinna propaganda pod pewnymi względami przypominała późniejsze publikacje hitlerowskie. Obok żądań deportacji Żydów na Syberię czy za krąg polarny, rozlegały się w niej głosy domagające się ich fizycznej eksterminacji. Działalność Związku Narodu Rosyjskiego była tym niebezpieczniejsza, że organizacja ta posiadała moralne poparcie Cerkwi oraz finansową i polityczną pomoc ze strony władz państwowych. Świadczyła o tym między innymi depesza, którą wysłał Mikołaj II do władz Czarnej Sotni w trakcie procesu kijowskiego o mord rytualny (1913). Car dziękował im za starania o wydanie wyroku skazującego na głównego oskarżonego, Bejlisa.

Mimo to kolportaż Protokołów... przebiegał dość opornie, zwłaszcza że Ministerstwo Spraw Zagranicznych odmówiło na ten cel subwencji, o którą prosili przywódcy Związku Narodu Rosyjskiego. Ekspertyza przeprowadzona na zlecenie ministerstwa wykazała bowiem, że jest to falsyfikat. W związku z tym car według jednych relacji miał zabronić ujawnienia jej wyników, a według innych oświadczyć, że należy dać spokój całej tej sprawie, ponieważ "czystych spraw nie można bronić nieczystymi środkami".

Dopiero wybuch rewolucji bolszewickiej sprawił, iż Protokoły... zaczęły robić wręcz błyskawiczną karierę. W wydarzeniach, które zainicjował październik 1917 roku, wielu ujrzało realizację wizji mędrców Syjonu: "wyślemy na ulice [...] całe tłumy robotników. Tłumy te z rozkoszą będą przelewały krew tych, którym w prostocie ducha zazdroszczą od najmłodszych lat, a których dobytek będą mogły wówczas grabić". Jezuickiej inspiracji zamachów na królów francuskich (Henryka III i Henryka IV) przeciwnicy Towarzystwa Jezusowego nigdy nie potrafili dowieść. Udziału masonów w doprowadzeniu do wybuchu rewolucji francuskiej i ścięcia pary królewskiej można się było tylko domyślać. Natomiast znaczny procent Żydów w politycznych i wojskowych władzach czerwonej Rosji rzucał się wszystkim w oczy. W nich to widziano inspiratorów zamordowania Mikołaja II wraz z jego najbliższą rodziną. Nieprzypadkowo chyba wśród trzech książek, które towarzyszyły carycy w ostatnich dniach jej życia, znajdowały się właśnie Protokoły... (w wydaniu Siergieja Nilusa).

W latach 1988-1990, w związku z okrągłą rocznicą tej egzekucji, dopuszczono w telewizji radzieckiej do głosu również monarchistów, którzy i tym razem obciążyli mędrców Syjonu (nie używając jednak tej nazwy) winą za tragedię, jaka w lipcu 1918 roku rozegrała się w Jekaterynburgu. Przy okazji przypomniano również, że na ścianie piwnicy, gdzie dokonano tej haniebnej zbrodni, znaleziono potem dwuwiersz Heinego mówiący o biblijnym władcy Baltazarze: został on zabity, ponieważ obraził Jehowę. Motyw ten nie jest czymś nowym w historii: już egzekucję Ludwika XVI przypisywano zemście potajemnie działających templariuszy. W ten sposób, po czterystu latach, mieli wziąć odwet na dynastii, której daleki przodek spowodował zagładę zakonu. Po ścięciu króla jakiś nieznajomy wskoczył rzekomo na szafot, by wykrzyknąć: "Jakubie de Molay [był to ostatni wielki mistrz templariuszy] zostałeś pomszczony".

Rozpętany przez bolszewików terror stanowił w oczach wielu przedstawicieli białej Rosji spełnienie zawartych w Protokołach... zapowiedzi: "Należy podtrzymywać terror, usposabiający do ślepego posłuszeństwa" (I, 19). W latach wojny domowej nie chciano pamiętać, że jej ofiarami padali również ci Żydzi, którzy wystąpili przeciwko rewolucji (obok popów i księży rozstrzeliwano także rabinów). Już wówczas była ona przedstawiana jako dzieło spowodowane w znacznej mierze przez "inorodców", o czym miał świadczyć masowy udział Żydów, Polaków, Łotyszów, a nawet Chińczyków w organach czerezwyczajki (notabene było to zgodnie z tradycjami feudalizmu, w którym władcy swą gwardię przyboczną starali się zawsze rekrutować z cudzoziemców). Tezę tę lansował między innymi Sołżenicyn w pogadankach telewizyjnych, wygłaszanych po powrocie do Rosji.

Do wydziałów propagandy białej armii trafiło z natury rzeczy wielu członków dawnej Czarnej Sotni (formalnie została rozwiązana w 1910 roku). Dzięki między innymi nim, masowe nakłady Protokołów... pojawiły się zarówno nad Donem, gdzie walczyły oddziały Denikina, jak i na podporządkowanym Wranglowi Krymie, w opanowanym przez "białych" Kijowie (jesień 1919 roku), czy wreszcie w Omsku, siedzibie sztabu Kołczaka. Protokoły... wydawano także na Dalekim Wschodzie (we Władywostoku i Chabarowsku). Ponieważ prostym żołnierzom mogły się one wydać zbyt trudne w odbiorze, sporządzono dla nich parostronicowe skróty, z którymi, poprzez głośną lekturę, zapoznawano także analfabetów.

Podjęto także próbę zaktualizowania niejako treści Protokołów..., rozpowszechniając na przełomie lat 1919 i 1920 kolejny falsyfikat, jakim była rzekoma instrukcja Ligi Izraelskiej. Zyskała ona w późniejszej literaturze miano "dokumentu Zundera", gdyż miała być rzekomo znaleziona przy poległym bolszewickim oficerze żydowskiego pochodzenia o tym właśnie nazwisku. Zapowiadając bliskie już zwycięstwo, wzywała ona swych członków do kontynuowania walki o całkowite zniewolenie narodu rosyjskiego, zniszczenie jego religii i kultury. Rewolucja była w tej instrukcji ukazana jako wynik istniejącego od dawna spisku Żydów, a zarazem jego ukoronowanie. W rzeczywistości sympatyzowała z nią przede wszystkim inteligencja żydowska, pozbawiona w carskiej Rosji, ze względu na pochodzenie, dostępu do wyższych uczelni, stanowisk państwowych i życia politycznego. Natomiast drobni i wielcy kupcy przemysłowcy, zamożniejsi rzemieślnicy, z których się ta grupa etniczna w znacznej mierze składała, skłaniali się raczej ku kadetom (konstytucyjnym demokratom).

Pogromy, jakie wybuchały dość często na terenach zajętych przez białych, dawały się we znaki wszystkim warstwom ludności żydowskiej. Ich sprawcy niewiele przejmowali się jej opcjami politycznymi; wystarczała sama przynależność do narodu, wobec którego stosowano zbiorową odpowiedzialność za wybuch i tryumf rewolucji. Przyświecało temu hasło Biej Żyda, spasaj Rossiju. Pogromy, jakie miały miejsce w latach 1918-1920, pociągnęły w sumie ponad sto tysięcy ofiar śmiertelnych oraz nieznaną nam nawet w przybliżeniu liczbę rannych i poszkodowanych. Mordów dokonywano z wyjątkowym nieraz okrucieństwem, kontynuując w ten sposób niesławną tradycję carskiej Rosji.

Niemieccy czytelnicy

Biała propaganda dość rychło zatroszczyła się o dostarczenie Protokołów... na biurka wpływowych polityków w Londynie, Paryżu i Rzymie, a nawet w Waszyngtonie. Rozpowszechniano je także (w przekładach na różne języki) wśród delegatów na konferencję pokojową w Wersalu. Na przełomie stuleci przybyły one z Paryża do Rosji, w dwadzieścia lat później zaczęły odbywać drogę powrotną: ze Wschodu na Zachód. Za pomocą tego falsyfikatu chciano przekonać polityków przeciwnych interwencji wojskowej w rosyjską wojnę domową, że ich skrupuły są całkowicie bezpodstawne. W istocie mamy tu bowiem do czynienia z międzynarodowym spiskiem, który postawił sobie za cel obrócenie mieszkańców Rosji w niewolników światowego żydostwa. Jako pierwsi chyba zaczęli głosić tę tezę dwaj publicyści związani z kołami Czarnej Sotni, mianowicie Piotr Szabelski-Bork i Fiodor Winberg, którzy dość rychło znaleźli się na emigracji. Założyli oni w Berlinie czasopismo "Łucz Swieta", w którego trzecim numerze (z maja 1920 roku) ukazał się pełny tekst Protokołów... W dwa lata później Winberg wydał książkę Krestnyj put' (Droga krzyżowa), gdzie obszernie rozwijał tezę o żydowsko-masońsko-bolszewickim spisku, jaki wybuchł w Rosji. Dość szybko została ona przełożona na niemiecki (Der Kreuzweg). Powtarzając znane nam już dobrze tezy o wolnomularskich korzeniach francuskiej rewolucji, Winberg obarczał Żydów (a konkretnie ich związek Alliance Israélite Universelle) winą za ruchy rewolucyjne, jakie miały miejsce w Niemczech 1918 roku. Mędrcy Izraela kierowali, jego zdaniem, zagraniczną polityką Anglii i Francji, doprowadzając do wybuchu wojny. Sprzysiężeniu temu może się skutecznie przeciwstawić ścisły sojusz Rosji i Niemiec, pod warunkiem oczywiście, że w obu tych krajach rządy będą sprawowane przez prawicową dyktaturę. Jego polityczny program sprowadzał się do hasła Deutschland und Russland über alles! Über alles in der Welt! (Niemcy i Rosja ponad wszystko, ponad wszystko w świecie!).

Winberg miał rację, sądząc, iż w nowej ojczyźnie znalazł szczególnie podatny grunt dla rozpowszechniania Protokołów mędrców Syjonu. Szok, jaki spowodowała niedawna klęska Niemiec, sprawił, iż w tamtejszych kołach prawicowych szczególny rozgłos zyskała teoria "noża w plecy" (tak zwana Dolchstosslegende). Cios ten mieli Niemcom zadać przede wszystkim Żydzi; przypomnijmy, że już wcześniej antysemityzm był w tym kraju silniej rozpowszechniony niż to miało miejsce we Francji czy w Wielkiej Brytanii. W styczniu 1918 roku skrajnie nacjonalistyczny miesięcznik "Deutschlands Erneuerung" (Odnowa Niemiec) poinformował czytelników, że już w 1913 roku żydowscy bankierzy zebrani w Paryżu, postanowili doprowadzić do obalenia wszystkich królów i cesarzy w Europie, aby na gruzach ich tronów ustanowić własną finansową dyktaturę.

W czasie wojny zaś twierdzono, iż to nasłani z zagranicy żydowscy agitatorzy prowadzą defetystyczną propagandę, która ma na celu doprowadzenie do wybuchu rewolucji. Tezę tę powielano u schyłku 1918 roku w licznych ulotkach, obarczających Żydów winą za antywojenne manifestacje oraz strajki. Książę Otto zu Salm-Horstmar, który okazał się później tak aktywnym propagatorem Protokołów..., pisał wówczas, że "obaj Żydzi", Lenin i Trocki, należeli do loży masońskiej w Paryżu.

Teza o odpowiedzialności Żydów oraz światowego wolnomularstwa za klęskę Niemiec doczekała się popularyzacji w prasie i książkach rozchodzących się w dużej liczbie egzemplarzy. Znajdowały one wielu czytelników, chętnie wierzących, że tylko podstępna koalicja złożona z angielsko-amerykańskich bankierów i żydowskich bolszewików była w stanie pokonać tak waleczny naród. Stworzyło to sprzyjający grunt do niemieckiej edycji Protokołów..., która ukazała się w początkach 1920 roku pod tytułem Die Geheimnisse der Weisen von Zion (Tajemnice mędrców Syjonu). Protokołami zaczytywali się przede wszystkim wodzowie przegranej wojny: z entuzjazmem mówili o nich ekscesarz Wilhelm, przebywający na wygnaniu w Holandii oraz uchodzący za bohatera wojennego generał Erich Ludendorff. Poszukiwano na gwałt kozła ofiarnego i nawet rewelacje wspomnianego już Gravesa, który na łamach "Timesa" (1921) wykazał, iż stanowiły one w znacznej mierze plagiat, nie mogły ostudzić tego entuzjazmu.

Prawdziwości Protokołów... broniły zawzięcie nacjonalistyczne pisma w rodzaju miesięcznika "Auf Vorposten" oraz publicyści związani z antysemicką organizacją Verband gegen Überhebung des Judentums (Związek walki przeciwko przewadze żydostwa), który zresztą sfinansował ich niemiecką edycję. Rychło po pierwszym wydaniu ukazały się następne; już w 1921 roku osiągnięto w sumie nakład 120 tysięcy egzemplarzy. Ze szczególnym entuzjazmem czytywano je w środowiskach studenckich i drobnomieszczańskich, które za parę lat miały stać się oparciem dla ruchu narodowo-socjalistycznego. Zdaniem Normana Cohna Protokoły... przyczyniły się poważnie do popularyzacji "nazistowskiego obłędu w okresie demokratycznych i liberalnych rządów weimarskiej Republiki". Kiedy w 1933 roku Hitler i jego zwolennicy objęli władzę, ukazała się właśnie 33 edycja tego pamfletu. Nakłady późniejszych wydań dochodziły do 100 tysięcy egzemplarzy. Protokoły... stały się więc literaturą masową już w przedhitlerowskich Niemczech. O powszechnym zainteresowaniu, jakie budziły, świadczy fakt, że Alfred Rosenberg, późniejszy oficjalny ideolog nazizmu, ogłosił rodzaj komentarza do nich (Die Protokolle von Zion und die jüdische Welt-politik). Książka ta w ciągu jednego roku (1923) doczekała się aż trzech wydań. Towarzyszyły temu edycje innych dzieł mających na celu zdemaskowanie żydowsko-masońskiego spisku, takich jak książki Goedschego, Gougenota des Mousseaux czy Osman-Beya, wydane w ubiegłym stuleciu, lub omawiana poprzednio instrukcja rzekomego KC Międzynarodowej Ligi Żydowskiej. Tylko bezgranicznej łatwowierności ludzkiej, występującej w każdej zresztą epoce, można przypisywać, że już wówczas znajdowały wiarę najbardziej fantastyczne opowieści, między innymi o satanistycznych "czarnych mszach" na Kremlu, które mieli odprawiać Trocki oraz inni żydowscy przywódcy bolszewickiej rewolucji. Piszę "już wówczas", gdyż i obecnie w niektórych kołach chętnie powtarza się informację, jakoby sam Lenin brał udział w tych satanistycznych obrzędach.

Wydawcy i entuzjaści Protokołów... przeszli niebawem od słów do czynów, biorąc aktywny udział w mordach politycznych, popełnianych wówczas w Niemczech. Wspomniany przeze mnie Szabelski-Bork założył w Berlinie terrorystyczną organizację wzorowaną na Czarnej Sotni. 28 marca 1922 roku dokonała ona w tamtejszej filharmonii zamachu na prezydium zebrania rosyjskich emigrantów, poświęconego zorganizowaniu pomocy dla ofiar głodu na Powołżu. Szło o zabicie Pawła Milukowa, przywódcy kadetów, który choć uszedł z Rosji przed grożącą mu tam niechybną śmiercią, to jednak w oczach skrajnej prawicy uchodził za dobrze zakonspirowanego agenta mędrców Syjonu. Milukowa nie udało się wówczas zamordować, zginął natomiast Władimir Nabokow, ojciec późniejszego pisarza o tym samym imieniu. "W berlińskiej sali odczytowej - wspomniany autor Lolity - ojciec mój osłonił Milukowa przed kulą dwóch łajdaków i podczas gdy bokserskim ciosem powalał jednego z nich, został śmiertelnie raniony strzałem w plecy". Szabelski-Bork został za swój czyn skazany na 14 lat więzienia, ale szybko go wypuszczono. Kiedy do władzy doszli hitlerowcy, zaczął otrzymywać miesięczną pensję, pozwolono mu też na założenie partii rosyjskich faszystów. Czynny przy przygotowywaniu zamachu inny wydawca Protokołów..., mianowicie wspomniany już parokrotnie Winberg, musiał w obawie przed aresztowaniem opuścić Niemcy. W parę miesięcy później wstrząsnęła Niemcami śmierć ministra spraw zagranicznych republiki Weimarskiej, Walthera Rathenaua, zabitego przez przedstawiciela skrajnej prawicy, która widziała w nim grabarza Niemiec. Rathenau był z pochodzenia Żydem; wykorzystywała to prasa narodowych socjalistów od dawna prowadząca przeciwko niemu ostrą kampanię polityczną. Zarzucano ministrowi, iż działając na szkodę Niemiec, realizuje instrukcje mędrców Syjonu, a co więcej, sam jest jednym z nich. Jak wykazał proces w tej sprawie, obaj zabójcy Walthera Rathenaua pozostawali pod silnym wpływem lektury Protokołów... (jeden z nich został od razu zastrzelony przez policję, drugi popełnił samobójstwo). Do ich lektury przyznał się również Ernest Techow, towarzyszący zamachowcom w aucie, z którego strzelali. Na inspirującą rolę Protokołów... wskazał także prezes sądu w sentencji wyroku. Pociągnęło to za sobą zaostrzenie na pewien czas cenzury prasowej i sankcji prawnych wobec wszystkich, którzy powoływali się na ten falsyfikat. "Nastały złe czasy dla Protokołów..., ale nie miało to trwać długo" - pisze Cohn.

Europa zabiera się do lektury

Przetłumaczenie Protokołów... na angielski zapewniło im szeroki rozgłos również i za oceanem, zwłaszcza że wśród entuzjastycznych czytelników tego falsyfikatu znalazły się nader wpływowe osoby. Już parę lat wcześniej zaczęto w Wielkiej Brytanii mówić o światowym spisku uknutym przez Żydów. Była to angielska odmiana teorii znanej nam z terenu Niemiec z tą oczywistą różnicą, iż te zajęły w jej brytyjskiej wersji miejsce ojczyzny Wilhelma II. Na krótko przed końcem wojny ukazała się książka England under the Heel of the Jews (Anglia pod żydowskim butem); stanowiła ona w znacznym stopniu kompilację z prac znanego niemieckiego socjologa, Wernera Sombarta, który zajmował się rolą Żydów w dziejach gospodarczych świata. Anonimowy autor pisał o spisku żydowsko-niemiecko-bolszewickim, którego przywódcy stawiają sobie za cel opanowanie świata. Tezę tę znajdujemy również w oficjalnym sprawozdaniu brytyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych za rok 1919, gdzie czytamy między innymi, iż bolszewizm posiada swoje źródła w niemieckiej propagandzie i jest wspierany przez międzynarodowe żydostwo, dążące do podporządkowania sobie całej światowej gospodarki. Podobne stanowisko zajmował także rosyjski korespondent konserwatywnego "Timesa", Robert Wilton. W książce traktującej o ostatnich dniach rządów Romanowych (The Last Days of the Romanovs, 1920) Wilton pisał, że bolszewicy to po prostu żydowscy agenci Niemiec, a cała ich rewolucja stanowi w istocie żydowsko-niemiecki najazd na Rosję. Czyż inaczej doszłoby do wymordowania carskiej rodziny oraz do wzniesienia Judaszowi pomnika w Moskwie? Pomnik był wymysłem antybolszewickiej propagandy, natomiast jej liderzy mogli się zawsze powołać na to, iż przyjazd Lenina i jego najbliższych towarzyszy do zrewolucjonizowanej Rosji nastąpił nie tylko za zgodą niemieckiego sztabu generalnego, ale i przy jego bezpośredniej pomocy.

Trudno się więc dziwić, iż angielski przekład Protokołów..., który ukazał się w styczniu-lutym 1920 roku (a więc w tym samym mniej więcej czasie co i niemiecki), znalazł wielu łatwowiernych czytelników, tym bardziej, że wyszedł z tej samej drukarni, która tłoczyła Biblię oraz księgi modlitewne Kościoła anglikańskiego. Prowadzona przez firmę Eyre & Spottiswoode Ltd. typografia nosiła oficjalnie w nazwie tytuł On His Majesty's Service (OHMS), co pozwalało antysemickiej propagandzie kontynentalnej twierdzić, że Protokoły... ukazały się za aprobatą rządu Jego Królewskiej Mości. Nawet "Times" poświęcił im 8 maja 1920 roku artykuł, w którym czytamy, iż jak dotychczas nikt nie dowiódł, że mamy tu do czynienia z falsyfikatem. Jeśli nawet przyjmiemy takie stwierdzenie, to jak w takim razie wyjaśnimy proroczą wizję przyszłości zawartą w Protokołach...?. Czyżbyśmy po to - zapytywał dalej organ brytyjskich konserwatystów - za cenę straszliwych ofiar uniknęli zaprowadzenia Pax Germanica, aby na jego miejsce realizować Pax Judaica? Mędrcy Syjonu nie okazują się wcale czymś lepszym od Wilhelma II i jego pomocników. Jeśli mędrcy są naprawdę autorami Protokołów..., to wszystkie kroki, jakie były podejmowane przeciwko Żydom, należy uznać za usprawiedliwione. W podobnym duchu był utrzymany wstępny artykuł "The Spectatora", również z maja 1920 roku. Jeden z najbardziej wówczas wpływowych tygodników twierdził, iż choć fałszerstwo nie jest wykluczone, to Protokoły..., napisane z ogromnym talentem i zatrważającą moralnie perfidią, i tak wyszły z żydowskich kręgów. Wtórował temu "Morning Post", który w lecie tegoż roku opublikował całą serię artykułów swego rosyjskiego korespondenta, Victora Marsdena. Uzasadniając słuszność tezy o masońsko-żydowskim spisku, odwoływał się on raz po raz do świadectwa Protokołów... Marsden dokonał ich nowego przekładu na angielski, który doczekał się wielu wznowień (jeśli wierzyć Cohnowi, jeszcze w latach sześćdziesiątych XX wieku były sprzedawane w Londynie).

Podobnie jak niemieccy nacjonaliści oraz antysemici wiązali spisek żydowsko-masoński ze słynną Dolchstosslegende, tak ich angielscy koledzy obciążali mędrców Syjonu winą za powojenne kłopoty imperium: powstanie w Irlandii, zamieszki w Egipcie, niepokoje w Indiach. Wszystko to miały być kolejne ogniwa w łańcuchu negatywnych reakcji, zapoczątkowanych przez wybuch bolszewickiej rewolucji, ta zaś stanowiła konsekwencję spisku uknutego przez Żydów. Głównym celem tej "złowrogiej sekty" jest zniszczenie chrześcijaństwa oraz wszystkich religii poza judaizmem - pisano w książce The Cause of World Unrest (Przyczyny światowych niepokojów) wydanej z przedmową naczelnego redaktora "Morning Post". Również "The Spectator" bił na alarm, domagając się powołania specjalnej komisji rządowej, która zbadałaby tę sprawę. Jeśli dojdzie ona do wniosku, że wszystkie te oskarżenia posiadają realne podstawy, trzeba to wyraźnie powiedzieć opinii światowej. Musimy zedrzeć maskę z tej jakże niebezpiecznej konspiracji oraz zmienić swój stosunek do Żydów, pisał "The Spectator" w numerze z 16 października 1920 roku. Pozbawienia ich wszelkiego wpływu na politykę domagały się również inne pisma, a lord Alfred Douglas założył specjalny tygodnik, "Plains England", poświęcony szerzeniu antysemickiej propagandy oraz obronie tezy o autentyczności Protokołów... Inne z pism ("The Hidden Hand") zaczęło drukować do nich długie komentarze, twierdząc, że nawet niedawny strajk górników wywołali Żydzi.

Przez pewien czas wydawało się, iż antysemityzm zbliżony do niemieckiego stanie się czynnikiem dominującym w angielskim życiu politycznym. Tak się jednak nie stało, między innymi dzięki ujawnieniu przez zagranicznego korespondenta "Timesa" francuskich źródeł tego pamfletu (por. rozdział Pamflet Joly'ego ukazał się wcześniej). Organ konserwatystów lojalnie przyznał się do pomyłki, publikując obok rewelacji Gravesa artykuł zatytułowany Koniec "Protokołów". Dla Anglii oznaczało to rzeczywiście zmierzch ich popularności. Szanująca się typografia Eyre & Spottiswoode odmówiła ich dalszego druku, następne dwa wydania ukazały się już w bardzo podrzędnym i podejrzanym wydawnictwie. Tylko paru ekscentryków usiłowało bronić autentyczności Protokołów..., sugerując, iż Joly był Żydem, który niepotrzebnie zdradził makiawelskie plany swoich współwyznawców. Protokoły... zostały tak dalece skompromitowane, że kiedy w latach trzydziestych powstała brytyjska partia faszystowska (British Union of Fascists), nawet ona nie próbowała ich wykorzystać do celów antysemickiej propagandy. Uczyniono to natomiast za oceanem.

Protokoły mędrców Syjonu Henry'ego Forda

Już w październiku 1919 roku ich fragmenty zaczęła ogłaszać pod sensacyjnymi tytułami (Czerwona Biblia głosi przemoc oraz Czerwony plan zniszczenia świata) wychodząca w Filadelfii gazeta "The Public Ledger". Przezornie wykreśliła ona jednak wszelkie wzmianki o Żydach: ów niebezpieczny spisek został przypisany samym tylko bolszewikom. Dopiero na wiosnę następnego roku amerykańskie gazety, z "Chicago Tribune" na czele, poczęły otwarcie pisać o żydowskich przywódcach rewolucji październikowej. Twierdzono, iż stawiają oni sobie o wiele ambitniejsze plany niż zaprowadzenie komunizmu w samej tylko Rosji. Spiskowcy działają wszędzie na szkodę świata anglosaskiego: dążą oni do skłócenia Japonii ze Stanami Zjednoczonymi i Anglią, przeciwko której podburzają także Arabów.

Propaganda antysemicka była na terenie USA czymś nowym; demoniczny obraz wroga bolszewika, za którego plecami stoi żydowski spiskowiec, wchodził na miejsce wroga Niemca, któremu tak wiele uwagi poświęcała amerykańska propaganda z lat wojny. Zrodziła ona atmosferę ogólnej podejrzliwości, w której każdy człowiek odmiennie myślący wydawał się być niebezpiecznym przeciwnikiem (było to niejako preludium do maccartyzmu, towarzyszącego później w Stanach Zjednoczonych rozwojowi "zimnej wojny"). Na fali tych nastrojów doszło do pierwszych amerykańskich edycji Protokołów...; rozgłos zapewniła im długa seria artykułów, podpisana przez znanego przemysłowca, Henry'ego Forda, i ukazująca się w jego gazecie "The Deaborn Independent" (od maja do października 1920 roku). Już w listopadzie tego roku wszystkie one wyszły w książce pod wspólnym tytułem International Jew: the World Foremost Problem (Międzynarodowy Żyd: Najważniejsze zagadnienia wszechświatowe). "The Deaborn Independent" ukazywało się w nakładzie 300 tysięcy egzemplarzy, wspomniana zaś książka osiągnęła liczbę pół miliona egzemplarzy i doczekała się przekładu na niemiecki, rosyjski i hiszpański. Jej skrócona niemiecka wersja weszła później do podręcznego księgozbioru hitlerowskiej propagandy. Polski przekład ukazał się dwukrotnie: w 1922 roku (Poznań) i w 1998 roku (Warszawa).

Książka Forda ukazywała światowy spisek jako dzieło Żydów-bolszewików, nie zaś masonerii. Do specyfiki amerykańskiej należało i to, że autor na plan pierwszy wysuwał zagrożenia, jakie niesie on dla purytańskiej moralności. W sposób rozkładowy mędrcy Syjonu starają się wpłynąć przede wszystkim na młodzież, co widać wyraźnie na przykładzie Rosji, gdzie do szkół wprowadzono wychowanie seksualne. Notabene podobnym argumentem będą później szermować zwolennicy Stowarzyszenia "Pamięć", zarzucający Żydom, iż upowszechniają w ZSRR kosmopolityczną cywilizację, starając się w ten sposób rozłożyć od wewnątrz rosyjską kulturę oraz obalić wynikający z niej system wartości moralnych.

Wracając do Forda, nie miał on większego pojęcia ani o Rosji, ani też o przywódcach bolszewickich, skoro zapytywał, dlaczego Lenin, choć sam twierdzi, że nie jest Żydem, każe swe dzieci (!) uczyć tego właśnie języka oraz wydaje proklamacje po żydowsku. Zdaniem Forda niedawna wojna toczyła się pomiędzy "Wszechżydem", który ujarzmił Wielką Brytanię, a Niemcami. On też wyszedł z niej jako ostateczny zwycięzca, podporządkowując sobie całą angielską gospodarkę. Obecnie pragnie to samo uczynić ze Stanami Zjednoczonymi, wykorzystując w tym celu idee tolerancji i liberalizmu. Z chwilą gdy mędrcy Syjonu osiągną swój cel, narzucą całemu światu panowanie królewskiego domu Dawida. Jego gwiazdę zdołali już zresztą uczynić herbem bolszewickiej Rosji.

Choć amerykański przemysłowiec umieścił swe nazwisko na okładce tej książki, to jednak była ona w rzeczywistości raczej dziełem niemieckiego dziennikarza, Augusta Müllera, członka redakcji "The Deaborn Independent", i Borysa Brasola, emigranta z Rosji, ongiś bliskiego współpracownika Iwana G. Szczegłowitowa, rosyjskiego ministra sprawiedliwości w latach 1906-1915. Ten ostatni był notabene głównym organizatorem procesu Bejlisa.

Książka podpisana przez Forda wywołała ostre protesty nie tylko w kołach żydowskich, ale i wśród politycznej elity amerykańskiej, od prezydenta Wilsona poczynając. Oburzenie było tak wielkie, że jej nominalny autor musiał w końcu się ugiąć i ustąpić pod naporem opinii publicznej. W czerwcu 1927 roku Ford napisał list do przewodniczącego Komitetu Żydów Amerykańskich, Louisa Marschalla, w którym oświadczył, iż wprawdzie podpisywał się pod artykułami zamieszczonymi w "The Deaborn Independent", a następnie pod książką, w której zostały one zebrane, to jednak nie miał żadnego pojęcia o treści tych publikacji. Ludzie, którzy je napisali, stwierdził Ford, nadużyli jego zaufania. Oburzony tym, co zostało zrobione, odwołuje zarzuty zawarte w pracy International Jew... i przyrzeka wycofać książkę ze sprzedaży. Nie było jednak w mocy Forda, który w całej tej sprawie zachował się bardzo niepoważnie, żeby nie powiedzieć głupio, wstrzymać dalszego obiegu książki. Zyskała ona międzynarodowy rozgłos, ukazując się w szesnastu językach, przede wszystkim po niemiecku.

W 1920 roku wyszły aż trzy przekłady Protokołów... na język francuski. Najszerszy krąg czytelników zdobyła czwarta edycja, oparta bezpośrednio na tekście rosyjskim, a przygotowana do druku przez Rogera Lambelina, notabene zagorzałego rojalistę, który marzył o restauracji we Francji dynastii Orleańskiej. Protokoły... musiały mieć znaczne powodzenie, skoro do 1925 roku edycja Lambelina doczekała się aż dwudziestu pięciu wydań! Połączył on wszystkie poprzednie teorie o wpływie mędrców Syjonu w jedną całość. Jak pamiętamy, w Wielkiej Brytanii pisano, iż pozostają oni w sojuszu z rządem niemieckim, podczas gdy w Niemczech czyniono z rządów angielskiego i francuskiego posłusznych wykonawców światowej konspiracji Żydów. Natomiast Lambelin twierdził, że rządzą oni wszystkimi ważniejszymi stolicami świata: od Moskwy po Paryż, Berlin i Londyn, a nawet Waszyngton, gdzie na usługach "mędrców" pozostaje sam prezydent Wilson.

Nie trzeba dodawać, iż Protokoły... znajdowały wielu czytelników wśród rosyjskiej emigracji przebywającej nad Sekwaną. We wszystkich zresztą krajach, gdzie uzyskała ona polityczny azyl, propagowała ten falsyfikat, w którym dopatrywano się wręcz proroczej zapowiedzi wydarzeń zapoczątkowanych przez wybuch rewolucji bolszewickiej. "Któż mógł zaprzeczyć - pisze Norman Cohn - iż świat rzeczywiście przeżywa epokę wojen i rewolucji, kryzysów gospodarczych oraz inflacji?". Zwolennicy autentyczności Protokołów... zawsze powoływali się na świadectwa kół antysemickich w innych państwach. Po przekładach na niemiecki, angielski, francuski i włoski posypały się tłumaczenia na języki skandynawskie. Protokoły... ukazały się także w Rumunii, Grecji, Bułgarii, na Litwie i Węgrzech, a nawet w Chinach oraz Japonii, gdzie w ich kolportażu pośredniczyła emigracja rosyjska. Za sprawą ruchu hitlerowskiego weszły po jego zwycięstwie w Niemczech do lektur obowiązkowych.

Obowiązkowa lektura hitlerowców

Klęska wojenna kajzerowskich Niemiec stworzyła sprzyjające warunki do szybkiego wzrostu antysemityzmu w tym kraju; jak już wspomniałem poprzednio, rodzi ona kręgi zapalonych czytelników Protokołów mędrców Syjonu. Rasizm staje się jednym z kamieni węgielnych doktryny narodowych socjalistów, którzy - tworząc zbiorowy obraz wroga - do jednego kotła wrzucają Żydów oraz ich najbliższych pomocników: jezuitów, wolnomularzy i bolszewików. Od rzekomych instrukcji mędrców Syjonu do podstawowego dla ideologii hitlerowskiej dzieła Alfreda Rosenberga, Mythus des 20. Jahrhunderts (Mit XX wieku), wiedzie prosta droga, niewiele zresztą mająca wspólnego z zasadami logiki i zdrowym rozsądkiem. Mnóstwo za to z mistycyzmem i niemalże średniowieczną wiarą w złe siły działające na szkodę czystej rasy germańskiej. O ile przed wiekami ucieleśniały je czarownice, to w mitologii narodowego socjalizmu ta sama rola przypadła Żydom.

Hitler dość wcześnie zapoznał się z Protokołami...; na pewno znał je dobrze w momencie, gdy wystąpił na arenie publicznej działalności politycznej. Już wówczas za ciężką sytuację gospodarczą Niemiec obwiniał mędrców Syjonu, którzy, jak wynika z ich Protokołów..., chcą głodem sprowokować masy do rozpoczęcia "drugiej rewolucji pod gwiazdą Dawida" (pierwszą miało być - zdaniem Hitlera - powstanie republiki weimarskiej). Osadzony po nieudanym puczu w monachijskim, dość komfortowym więzieniu, zaczął tam dyktować Mein Kampf. Znaczna część tej książki, która stała się dla hitleryzmu tym samym co Krótki kurs historii WKP(b) dla stalinizmu, zajęło omówienie dróg, którymi Żydzi dążą do objęcia panowania nad światem. Ma im to ułatwić liberalny system rządów oraz takie instytucje życia demokratycznego jak parlament czy wolna prasa. Nietrudno wykryć w tym zbieżności z Protokołami mędrców Syjonu, na które zresztą autor Mein Kampf powołuje się expressis verbis.

"Znaczna część Mein Kampf to nic innego, jak wolny przekład Protokołów [...] lub komentarz do nich - na temat tego, jak Żydzi dążą do panowania nad światem, i w jaki sposób należy ich powstrzymać" - pisze Walerij Kadżaja. Temat światowego spisku, jaki mieli oni uknuć, powracał wielokrotnie w trakcie rozmów Hitlera z politycznymi przyjaciółmi. Wygłaszał w nich poglądy, które choć dziś wydają się nam być pospolitymi bredniami, wówczas wywierały pożądany efekt.

Tak więc, zdaniem Hitlera, kapitalizm wprowadzili Żydzi, dążąc tą drogą do degeneracji natury ludzkiej. Jako pierwszy postąpił tak biblijny Józef w Egipcie. Wywołało to w końcu sprzeciw jego - wiernych narodowym interesom - mieszkańców, którzy wygnali Żydów ze swego kraju. Na ich czele stanął Mojżesz, którego Hitler uważał za pierwszego bolszewika i prekursora Lenina, należącego do tej samej rasy. Hitler zgadzał się również z krążącym wówczas poglądem, iż Jezus nie był Żydem, lecz Aryjczykiem; właściwe chrześcijaństwo stworzył dopiero święty Paweł. Zaszczepiona przez niego w cesarstwie doktryna, doprowadziła do jego upadku. Manewr ten Żydzi powtarzali następnie w dziejach dość często: ich dziełem miała być rewolucja francuska, liberalizm i systemy demokratyczne, wreszcie rewolucja rosyjska. Stanowi ona ostatni rozdział w walce, którą Żydzi od wieków prowadzą przeciwko narodom całego świata.

Głównym propagatorem tezy o istnieniu takiego właśnie sprzysiężenia był jednak Alfred Rosenberg, czołowy teoretyk hitleryzmu. Już w latach 1919-1933 opublikował aż pięć broszur poświeconych tej tematyce, jak również cały tom komentarzy do Protokołów... Na ten sam temat wypowiadał się również Joseph Goebbels; propaganda antysemicka, prowadzona różnymi sposobami, ułatwiła niewątpliwie hitlerowcom dojście do władzy, ale nie ona przecież zadecydowała o ich zwycięstwie. Nader pouczające może tu być zestawienie dwóch liczb: w ciągu dwunastu lat (1921-1933) Protokoły... rozeszły się w ogólnym nakładzie 100 tysięcy egzemplarzy. Tymczasem głośna pacyfistyczna powieść Remarque'a Na zachodzie bez zmian (1929) została w tymże roku wydana w nakładzie 250 tysięcy egzemplarzy.

Z czasem jednak antysemicka propaganda zaczęła robić swoje; działo się to zresztą pod znacznym wpływem kryzysu gospodarczego. W warunkach ubożenia społeczeństwa, nawet niewielkie, ale stałe, dochody osiągane przez żydowskiego właściciela sąsiedniego sklepiku czy warsztatu rzemieślniczego budziły złą krew i utwierdzały w przekonaniu o konieczności wprowadzenia ekonomicznych sankcji. Kiedy po objęciu władzy przez Hitlera (30 stycznia 1933 roku) jego partia zarządziła jednodniowy bojkot żydowskich sklepów, inny czołowy propagator antysemityzmu, Julius Streicher, nie omieszkał odwołać się do Protokołów mędrców Syjonu. Na łamach oficjalnego organu NSDAP pisał on, iż dzięki przejęciu przez partię rządów poniosły krach "bazylejskie plany" (mędrców Syjonu). Przypomnijmy, że właśnie w Bazylei odbył się pierwszy kongres ruchu syjonistycznego.

Od 1933 roku Protokoły... weszły do obowiązkowej lektury obywateli III Rzeszy. Były one tym groźniejsze, iż w przeciwieństwie do Mein Kampf ten pamflet, powstały w kręgu carskiej ochrany, naprawdę czytywano. Z przedmów do jego licznych wznowień dowiadywano się, przed jak wielkim nieszczęściem hitlerowcy uratowali Niemcy, obejmując w nich władzę. Na opisywany w Protokołach... światowy spisek Żydów powoływał się szef służb bezpieczeństwa Reinhard Heydrich, rozwiązując w 1935 roku wszystkie organizacje mogące jeszcze uchodzić za opozycyjne.

Protokoły... służyły także usprawiedliwianiu hitlerowskiej polityki zagranicznej, jako posiadającej rzekomo wyłącznie obronny charakter. Za swe główne zadanie III Rzesza uważała - jeśli wierzyć jej ówczesnym przywódcom - obronę Europy przed azjatycko-żydowskim sprzysiężeniem, które zdołało już podporządkować sobie Związek Radziecki. Propaganda hitlerowska przedstawiała go jako kraj Untermenschów, rządzony przez Żydów, niewiele przejmując się tym, iż przeprowadzane przez Stalina czystki zlikwidowały znaczną część elity partyjnej tego właśnie pochodzenia. Żydem, pół-Żydem lub przynajmniej człowiekiem ożenionym z Żydówką stawał się w prasie niemieckiej każdy polityk (od Roosevelta poczynając), który ośmielał się przeciwstawić ekspansjonistycznej polityce III Rzeszy. Po zawarciu paktu Ribbentrop-Mołotow jej propaganda musiała dokonywać karkołomnych wysiłków, aby usprawiedliwić wejście w sojusz z państwem rządzonym przez mędrców Syjonu. Po 22 czerwca 1941 roku wszystko wróciło jednak do normy.

"Antysemici wszystkich krajów, łączcie się"

Propagandę antysemityzmu starano się szerzyć również poza granicami hitlerowskich Niemiec. Hitlerowi bardzo przypadł do gustu pomysł Maksa Erwina von Scheubner-Richtera, który już od 1923 roku proponował, aby czerwonej międzynarodówce przeciwstawić międzynarodówkę wrogów mędrców Syjonu, w myśl sparafrazowanego hasła Manifestu Komunistycznego: "Antysemici wszystkich krajów, łączcie się!". Scheubner-Richter nie zdążył już urzeczywistnić swojej idei, ponieważ został zastrzelony w czasie puczu monachijskiego. Podjęła ją natomiast z całym entuzjazmem propaganda hitlerowska, czyniąc to w przekonaniu, iż hasło walki ze spiskiem żydowskim może się stać cenną zasłoną dymną dla realizacji wielkomocarstwowych interesów III Rzeszy. Z trzech książek, stanowiących niejako "świętą trylogię" nazizmu: Mein Kampf, Mit XX wieku i Protokoły mędrców Syjonu, tylko te ostatnie były wykorzystywane na zewnątrz. Ich rozpowszechnianie spoczywało wyłącznie w rękach jednej organizacji, mianowicie Weltdienstu, którym kierował oficer rezerwy D. Ulrich Fleischhauer. Centrum znajdowało się w Erfurcie, skąd na cały świat rozsyłano literaturę antysemicką w różnych językach, w tym również Protokoły mędrców Syjonu.

Oficjalnie twierdzono, iż Weltdienst pozostaje całkowicie niezależny od rządu niemieckiego i partii hitlerowskiej (NSDAP). W rzeczywistości organizacja otrzymywała obfite subwencje z obu tych źródeł. Dzięki nim właśnie mogła nie tylko rozpowszechniać wspomnianą literaturę, ale i wydawać (w różnych językach) własny dwutygodnik, noszący tę samą co i ona nazwę. Weltdienst urządzał także międzynarodowe konferencje, na które zjeżdżali się potajemnie przedstawiciele ruchów antysemickich z różnych państw świata (w 1937 roku przybyli oni do Erfurtu aż z 22 krajów). Celem tej organizacji było "stworzenie międzynarodowej siatki fanatycznych antysemitów, scementowanej ślepą wiarą w Protokoły... i obejmujący cały świat spisek żydowski.

Dojście Hitlera do władzy musiało pociągnąć za sobą renesans zainteresowań czytelniczych dla Protokołów... Propaganda III Rzeszy zadbała o ich dostarczenie mniejszości niemieckiej w USA, wśród której rozprowadzano również przekład antysemickiego dzieła Henry'ego Forda. Do kolportażu Protokołów... przyczyniły się także organizacje antysemickie i parafaszystowskie działające w Stanach Zjednoczonych oraz Kanadzie. Zdecydowanie przeciwne polityce ekonomicznej Franklina Delano Roosevelta sugerowały, iż cały New Deal powstał z żydowskiej inspiracji. Nie cofano się przy tym przed podburzaniem do czynnych wystąpień. Nie były to jednak w sumie grupy zbyt wpływowe. Ponieważ zaś sprzyjały wyraźnie hitlerowskim Niemcom - zostały w okresie II wojny światowej zakazane, co musiało zahamować dalszą edycję Protokołów..., rozchodzących się przedtem w tysiącach egzemplarzy. Nadal natomiast kolportowano je na terenie Ameryki Łacińskiej (Argentyna) oraz w Południowej Afryce, gdzie były wykorzystywane do prowadzenia rasistowskiej propagandy.

Z Protokołów... korzystali zarówno frankiści, aby usprawiedliwić bunt ich wodza przeciwko republice hiszpańskiej, która miała być tworem żydomasonerii, jak i Japończycy, choć w obu tych krajach nie mieszkała ludność żydowska. Delegat przybyły z Tokio na kongres Weltdienstu wojnę Japonii z Chinami tłumaczył spiskiem żydowskich wolnomularzy, którzy chcieli wykorzystać ten kraj do agresji przeciwko Japonii. Tokio musiało po prostu uprzedzić grożący jej atak; Cohn słusznie w związku z tym zauważa, iż wkraczamy tu w świat farsy, ale jeśli idzie o całą historię Protokołów..., to nader często obraca się ona w tragedię, i to krwawą.

Powróćmy jednak do Europy. We Francji na wzorach hitlerowskich opierał się niejaki Darquier de Pellepoix, zakładając ruch, który nazwał Rassemblement antijuif de France (Antyżydowskie zgromadzenie Francji). Wzywał on otwarcie do masakry ludności żydowskiej; organ tego ruchu, dwutygodnik " La France Enchainée " (Spętana Francja), zajmował się kolportażem Protokołów..., rozprowadzanych między innymi wśród czytelników w charakterze premii. Darquier wzywał rodaków, aby nie mieszali się do "wojny żydowskiej", którą mędrcy Syjonu pragną rozpętać przeciwko III Rzeszy, czyniąc to rzekomo w obronie najpierw Czechosłowacji, a następnie Polski. Kiedy powstało kolaboracyjne państwo francuskie, Darquier zajął w nim (1942) wysokie stanowisko komisarza do spraw ludności żydowskiej (jego poprzednikiem na tym urzędzie był Vallat). Nadzorował deportację dziewięciu tysięcy obcych Żydów do Niemiec; po wojnie schronił się w Hiszpanii i tam umarł. Do Francji nie mógł powrócić, gdyż został tu zaocznie skazany na śmierć jako jeden z przestępców wojennych.

Podobnie potoczyła się kariera innego propagatora wiary w autentyczność Protokołów..., jakim był, skądinąd utalentowany pisarz francuski, Ferdinand Céline. W głośnym pamflecie politycznym Bagatelles pour un massacre (Pogromowe drobiazgi, 1937) wypowiadał się on za bezpardonową walką z Żydami. Uzasadniał jej konieczność tym, że Protokoły... oraz Mowa rabinów... świadczą o potędze, jaką stanowią mędrcy Syjonu, i zagrożeniu, które stwarzają dla świata. Céline uważał więc oba te dokumenty za całkowicie autentyczne; wydaje się wszakże, iż samą wizję "masakry Żydów" traktował jako hiperbolę intelektualną, nie przypuszczając, że może zostać naprawdę urzeczywistniona.

W Polsce obszerne fragmenty Pogromowych drobiazgów ogłosił na przełomie lat 1938 i 1939, związany z Obozem Narodowo-Radykalnym tygodnik "Prosto z mostu". Tamże 24 lipca 1938 roku ukazał się reportaż Karola Zbyszewskiego, opisujący z satysfakcją wywożenie Żydów do Dachau ze świeżo przez III Rzeszę zajętej Austrii. Czytamy w nim miedzy innymi: "W Polsce trzeba czekać na taki widok może stulecie, warto więc tu poświęcić dwie godziny. [...] Zatrąbiły auta, wywiozły za jednym zamachem wszystkich Żydów z Neustadtu. Będą nareszcie porządnie pracować w tym koncentracyjniaku w Dachau". Zbyszewski nie musiał czekać aż stu lat; już w 1940 roku również i w Polsce założono pierwsze lagry z komorami gazowymi, w których ginęli zarówno Polacy, jak i Żydzi. Wydaje się jednak, że ludzie typu Zbyszewskiego czy Céline'a, głoszący podobne poglądy, podzielali mimo wszystko złudzenia XIX wieku. A więc nie wierzyli ani w możliwość eksterminacji całych grup etnicznych z powodu ich rasowej odrębności, ani w to, że Dachau oraz podobne mu obozy staną się miejscami zbiorowej zagłady.

We Włoszech propagowaniem Protokołów... zajmował się jeszcze przed dojściem faszystów do władzy Giovanni Preziosi, znany jako zagorzały antysemita, atakujący zawzięcie Żydów w swym piśmie "La vita Italiana". Ponieważ jednak reżim Mussoliniego był w tym względzie o wiele mniej gorliwy od rządu Hitlera, więc i Preziosi aż do 1938 roku musiał polegać wyłącznie na sobie. Jeszcze w 1937 roku tamtejsza prasa nie chciała zamieścić recenzji z kolejnej edycji Protokołów..., a księgarnie odmawiały przyjęcia ich do kolportażu. W końcu jednak Mussolini musiał się zdecydować na rozpoczęcie otwartej kampanii antyżydowskiej. Preziosi otrzymał nie tylko poważne wsparcie finansowe, ale jeszcze przed końcem 1938 roku został powołany na stanowisko ministra. Szczyt kariery osiągnął jednak w faszystowskiej republice, jaka powstała w 1943 roku na północy Włoch, po ich kapitulacji, za którą Preziosi nie omieszkał oczywiście obarczać winą żydowsko-masońskiego spisku. W marcu 1944 roku Mussolini musiał go, pod naciskiem Hitlera, powołać na komisarza do spraw rasy. Pozostając na tym stanowisku przyczynił się Preziosi do deportacji kilku tysięcy Włochów żydowskiego pochodzenia, którzy zostali następnie straceni przez Niemców. Ofiar byłoby zapewne więcej, gdyby Mussolini mimo wszystko nie hamował gorliwości Preziosego, który w obawie przed odpowiedzialnością popełnił potem samobójstwo. Sprawiedliwość nakazuje przyznać, iż reżim faszystowski starał się chronić Żydów na okupowanych przez Włochy terytoriach w Grecji, Chorwacji i na południu Francji.

Na krótko przed wybuchem II wojny światowej Lászlo Endre ogłosił książkę, w której dowodził autentyczności Protokołów... Kiedy w marcu 1944 roku Niemcy przystąpili do okupacji Węgier, stał się jako minister kolaboracyjnego rządu najbliższym współpracownikiem Adolfa Eichmanna, który przybył do Budapesztu, aby stamtąd kierować deportacją wielu tysięcy Żydów węgierskich. Energiczna działalność Endrego sprawiła, iż w ciągu tylko sześciu pierwszych tygodni blisko pół miliona ofiar trafiło do komór gazowych Oświęcimia. Stracony jako przestępca wojenny w marcu 1946 roku, jeszcze w noc przed egzekucją napisał Endre pożegnalne wyznanie wiary, w którym między innymi czytamy: "Protokoły mędrców Syjonu są autentyczne. [...] Żydzi posiadają w swych rękach środki do opanowania całego świata i zniszczą wszystko, co mogłoby się stać przeszkodą na drodze do realizacji tego celu".

Te trzy przykłady wzięte z terenu Francji, Włoch i Węgier świadczą, że propagatorzy Protokołów... w okresie II wojny światowej nie cofali się przed udziałem w eksterminacji ich mitycznych autorów. Słowa Céline'a, że dokument ten usprawiedliwia masakrę Żydów, stały się wówczas ponurą rzeczywistością. Warto dodać, iż pierwszy czeski przekład Protokołów..., opracowany przez V. Zábranskiego, ukazał się w 1909 roku jako aneks do książki Gougenota de Mousseauxe'a Le Juif et le Judaism. Uległ on niebawem konfiskacie, która po interpelacji poselskiej została cofnięta. Już w 1910 roku Protokoły... doczekały się w Czechach aż sześciu wydań, do których doszły w republice czechosłowackiej dwa dalsze (1921 i 1927).

W Polsce międzywojennej

Zdaniem Normana Cohna echa literatury Protokołów mędrców Syjonu odnajdujemy w liście biskupów polskich, wydanym 18 lipca 1920 roku, czyli w szczytowym momencie ofensywy Armii Czerwonej na Warszawę, a skierowanym do episkopatów wszystkich krajów. Czytamy w nim, iż bolszewizm jest "ujawnieniem się na ziemi ducha Antychrysta". Dąży on do podboju całej Europy, a Polska stanowi ostatnią barierę, która może go przed tym powstrzymać. Komunizmem kierują Żydzi, "którzy we krwi swojej noszą tradycyjną nienawiść do chrześcijaństwa". Można oczywiście - pisał ksiądz J. Urban w komentarzu do listu biskupów - dyskutować, czy to właśnie Żydzi wywołali rewolucję, czy też po prostu się do niej przyłączyli, można się spierać o autentyczność Protokołów Rady Najwyższej Mędrców Syjonu, świeżo ogłoszonych w Polsce i w Anglii. Nie sposób jednak przeczyć temu, iż dzięki bolszewizmowi Żydzi mogą osiągnąć cel, o jakim marzyli przez całe wieki, a mianowicie władztwo nad światem.

W latach II Rzeczypospolitej ukazało się co najmniej dziewięć wydań Protokołów...; pierwsze z nich wyszło w 1920 roku, następne w 1923 roku (w Biblioteczce Żydoznawczej antysemickiej organizacji "Rozwój"). Kolejne edycje pochodzą z lat 1925, 1926, 1930, 1934, 1936, 1937 i 1938. Korzystano przy tym z co najmniej dwóch różnych przekładów: tak więc edycje z lat 1923, 1925, 1937 i 1938 niewiele się w zasadzie od siebie różnią (występują tylko drobne zmiany natury stylistycznej). Natomiast przekład z 1934 roku wyszedł spod innego pióra. W żadnym jednak z wydań Protokołów... nie podano nazwiska tłumacza ani też informacji, na której z obcojęzycznych edycji zostało ono oparte.

Wszystkie te wydania były zaopatrywane we wstęp oraz posłowie. Stosunkowo najmniej napastliwie brzmiały one w pierwszej edycji. Czytamy tam, iż po powstaniu 1863 roku stosunki polsko-żydowskie uległy znacznemu pogorszeniu. Stało się to za sprawą ludności żydowskiej, która napłynęła do Królestwa Kongresowego z głębi Rosji. Również w czasie ostatniej wojny i zaraz po odzyskaniu niepodległości zajęła ona wobec Polski i Polaków stanowisko nie tylko nieżyczliwe, ale nawet wręcz wrogie. Musimy się przeto bronić - pisał anonimowy autor Wstępu - aby na miejsce powstałej po latach z gruzu ojczyzny nie "wyrosła tak upragniona przez Żydów Judeo-Polonia". Było to wyrażenie ukute jeszcze przed I wojną światową, kiedy to ruch syjonistyczny domagał się szerokiej autonomii kulturalnej i narodowej dla ludności żydowskiej w Królestwie Polskim, zwłaszcza na terenie samorządów miejskich.

Zdaniem podpisanego inicjałem W. K. autora Posłowia do edycji Protokołów... z 1920 roku stanowią one "zbiór najautentyczniejszych dokumentów", wyjaśniających przyczynę niedawnej "wielkiej wojny", tłumaczących rozwój bolszewizmu w Rosji, ruchy rewolucyjne w Niemczech, wreszcie klauzule traktatu pokojowego, dotyczące ochrony mniejszości narodowych. "Żmija żydowska", dawniej lekceważąca sobie Warszawę jako miasto gubernialne imperium, teraz wyciągnęła ku niej swój łeb. Świadczy o tym zażydzenie administracji, korpusu oficerskiego, urzędów. Żydzi opanowali Rosję oraz Węgry, obecnie pragną uczynić to samo z Polską. W związku z tym autor Posłowia domaga się zwołania światowej konferencji, która ułożyłaby kontrplan, mający na celu zapobieżenie realizacji planów mędrców Syjonu. W. K. podkreśla jednak, iż jest przeciwko pogromom; wypowiada się natomiast za bojkotem ekonomicznym, towarzyskim i kulturalnym (między innymi literatury tworzonej przez pisarzy żydowskiego pochodzenia). Winniśmy studiować uważnie Protokoły..., aby Polska nie stała się "łupem potęgi ciemnej, dążącej przez wszechniewolę do wszechwładzy".

Przedmowa tajemniczego W K. została powtórzona w edycji Protokołów... z 1925 roku, która ukazała się nakładem pisma "Hasło Narodowe". Natomiast wydanie z 1934 roku zaopatrzono we wstęp, zaczerpnięty z rosyjskiej edycji Protokołów... (1905) oraz z ich londyńskiego wydania (The Jewish Peril-Protocols of the Learned Elders of Zion 1920). Ultraprawicowe pismo "Merkuriusz Polski Ordynaryjny" drukowało w 1935 roku obszerne fragmenty Protokołów... Dwa ostatnie w przedwojennej Polsce wydania Protokołów... (z lat 1937 i 1938) były firmowane przez "Samoobronę Narodu", oficynę związaną z ONR. Zaopatrzyła je ona w obszerną przedmowę pióra Bolesława Rudzkiego, który we Wstępie do wydawnictwa został nazwany "znakomitym żydologiem, znawcą i badaczem kwestii żydowskiej". Był to publicysta katolicki, stały współpracownik, adresowanej do inteligencji, poznańskiej "Tęczy". Na łamach tego miesięcznika zamieszczał między innymi artykuły o masonerii, niebezpieczeństwie żydowskim i niemieckim. Spod pióra Rudzkiego wyszła też broszurka W szponach komunizmu (Poznań 1937).

W obszernym słowie wstępnym do Protokołów... Rudzki scharakteryzował wielowiekową walkę Izraela o zapanowanie nad światem. Przedrukował on tu zaczerpniętą z omawianej już powieści Biarritz mowę, którą "znakomity mędrzec syjoński, rabin Reichhorn" wygłosił w 1856 roku na cmentarzu w Pradze (por. rozdział Spotkania przywódców Izraela}. Rudzki powołuje się również na inny falsyfikat, mianowicie manifest programowy, z którym Adolf Cremieux miał zapoznać twórców "Wszechświatowego Związku Żydów" (1860). Za pomocą Alliance Israelite Universelle Żydzi, jak twierdził Rudzki, spodziewali się zawładnąć światem. Cremieux mówił, iż przyszedł czas, aby przystąpić do niszczenia wszystkich państw oraz religii, za wyjątkiem oczywiście judaizmu, "i ustanowienie na całym świecie jednego tylko państwa żydowskiego, w którym naród żydowski będzie żywiołem panującym i w którym będzie obowiązywała tylko jedna, jedyna religia, mianowicie żydowska". Następnie Rudzki kreślił dzieje powstania Protokołów...

Po kompromitującym doświadczeniu z aferą Taxila Kościół dość długo nie zajmował oficjalnego stanowiska w sprawie autentyczności Protokołów... Kiedy to wreszcie uczynił na łamach "Osservatore Romano" (1938) określił je jako niewątpliwy falsyfikat. Mimo to propaganda antysemicka również w Polsce chętnie odwoływała się do tego tekstu. Co prawda nie cała: na przykład Henryk Rolicki, autor książki Zmierzch Izraela (trzy wydania przed 1939 rokiem, następne w 1989 i 1996), stanowiącej klasyczny wykład spiskowej teorii dziejów, w których Żydzi odgrywać mieli kluczową rolę, ogranicza się do lakonicznej wzmianki o Protokołach... Omawiając postać oraz działalność Aschera Ginzberga, Rolicki stwierdza: "Jemu to fama przypisała autorstwo sławnych Protokołów mędrców Syjonu. Co do ich autentyczności nie mam zamiaru zabierać głosu". Pod pseudonimem Rolickiego ukrywał się Tadeusz Walery Kazimierz Gruziński (1888-1940), prawnik i publicysta politycznie związany z Obozem Narodowo-Radykalnym. Na temat autentyczności Protokołów... nie wypowiadał się również i Roman Dmowski. Był on jednak dość odosobniony. Z Rolickim i Dmowskim nie zgadzała się pod tym względem większość publicystów katolickich (jak ksiądz J. Kruszyński czy T. Jeske-Choiński) wierzących w prawdziwość tego dokumentu. Protokoły... gęsto cytowane w ich pracach miały świadczyć o diabelskim spisku żydowskim, mającym na celu podporządkowanie sobie nie tylko Polski (wspomniana już Judeo-Polonia), ale i całego świata. Niektórzy twierdzili nawet, że istnieje już taki światowy rząd Żydów z siedzibą w Paryżu.

Najgorliwszym obrońcą tezy o autentyczności Protokołów... był ksiądz Stanisław Trzeciak (1873-1944), przypomniany przed czterdziestu laty przez Tadeusza Mazowieckiego w artykule o antysemityzmie, ogłoszonym na łamach "Więzi" (wszedł on następnie do jego książki Druga twarz Europy, Warszawa 1990). Niezależnie od tego, na jaki temat ksiądz Trzeciak się wypowiadał, we wszystkich niekorzystnych dla Kościoła oraz wiary zjawiskach politycznych i obyczajowych, aktach ustawodawczych i rewolucjach widział rękę mędrców Syjonu. Realizację Protokołów... miała stanowić kodyfikacja prawa, dopuszczająca między innymi śluby cywilne oraz rozwody (S. Trzeciak, Talmud, bolszewizm i projekt prawa małżeńskiego w Polsce, Warszawa 1932), dowodem działalności mędrców było swobodne szerzenie się zepsucia obyczajowego (Pornografia narzędziem obcych agentów, Warszawa 1938). Protokoły... stanowiły - zdaniem księdza Trzeciaka - kolejne ogniwo w ciągnących się poprzez wieki działaniach żydowskich na szkodę chrześcijaństwa. Zapoczątkował je już Talmud, o którym pisał obszernie między innymi w książkach Mesjanizm a kwestia żydowska (Warszawa 1934) i Talmud o gojach a kwestia żydowska w Polsce (Warszawa 1939 - ta ostatnia liczyła blisko 400 stron druku!).

W 1936 roku ukazała się książka księdza Stanisława Trzeciaka Program światowej polityki żydowskiej (konspiracje i dekonspiracje), poświęcona niemal w całości obronie autentyczności Protokołów... W kilka miesięcy po pierwszej wyszła druga edycja, znacznie poszerzona przez autora. Ksiądz Trzeciak uwzględniał literaturę niemiecką i francuską, przede wszystkim jednak sięgał do rosyjskiej. Obficie cytował więc wywody Butmiego, jak również odwoływał się do Nilusa. Choć zgadzał się z tezą, iż Protokoły... były dziełem Aschera Ginzberga, to jednak podkreślał, iż rojenia jednego fanatyka nie zasługiwałyby na większą uwagę, gdyby nie stało za nim poparcie narodu, do którego należał. W Protokołach... został bowiem - zdaniem księdza Trzeciaka - zawarty pewien program polityczny, moralny i gospodarczy, realizowany z żelazną konsekwencją przez międzynarodowe żydostwo. Jako materiał dowodowy ksiądz Trzeciak przytaczał, obok wypowiedzi proroków ze Starego Testamentu, wspomniane już falsyfikaty, takie jak list księcia Żydów w Konstantynopolu do hiszpańskich Żydów (1489), czy mowę wygłoszoną przez rabina Reichhorna na cmentarzu żydowskim w Pradze, którą - jak pisze Trzeciak - Herman Goedsche zamieścił w swojej "kilkutomowej" (?) powieści Biaric (sic!), rozbijając ją tylko dla efektu na dwanaście części. Każdą z nich wypowiada jeden z przedstawicieli "12 pokoleń izraelskich, w formie nieco teatralnej". Nie mogło też zabraknąć oczywiście ulotki, jaką Komitet Centralny Międzynarodowej Ligi Izraelskiej miał rozpowszechniać wśród żydowskich komisarzy Armii Czerwonej.

W instrukcjach mędrców Syjonu znajdujemy - zdaniem Trzeciaka - wyjaśnienie wszystkich ważniejszych wydarzeń dziejów najnowszych. Przede wszystkim przebieg rewolucji w Rosji, na Węgrzech i w Hiszpanii wskazuje, że działano tam na podstawie jednej i tej samej metody, a tę metodę znajdujemy w Protokołach... Zgodnie z zawartymi w nich naukami, niszczy się w Polsce wielką własność ziemską, z kolei w Rosji Żydzi forsują kolektywizację, prześladują kler chrześcijański i życie religijne, kierują policją polityczną. Na Półwyspie Iberyjskim "za palenie synagog w wiekach średnich, palą dziś po setkach lat kościoły, a za palenie Żydów na stosach, palą katolików". Ksiądz Trzeciak nie miał żadnych wątpliwości co do tego, iż obradującemu w sposób otwarty kongresowi syjonistycznemu w Bazylei towarzyszyły tajne posiedzenia, na których odczytywano Protokoły mędrców Syjonu. Ich autentyczności dowiódł proces w Bernie, gdzie zresztą oskarżeni wzywali Trzeciaka na jednego ze świadków obrony, których - jak pisze - zaprzedany Żydom sąd nie chciał wysłuchać. Swą opinię na temat autentyczności Protokołów... zdołał on jednak ogłosić w zbiorze dokumentów (Gerichts-Gutachten zum Berner Prozess), jakie Ulrich Fleischhauer, subwencjonowany przez propagandę hitlerowską, opublikował w III Rzeszy (Erfurt 1935). Trzeciak zawarł ją w artykule Die Protokolle der Weisen von Zion - der politische Katechismus des Judentums (Protokoły mędrców Syjonu - politycznym katechizmem żydostwa).

Na usługach mędrców Syjonu mieli pozostawać świadkowie Jehowy; ksiądz Trzeciak poświęcił im w swej książce osobny obszerny rozdział, w którym wyraża oburzenie faktem tolerowania "świadków" w katolickiej Polsce. Tadeusz Mazowiecki słusznie zauważa: "Wystarczy wziąć do ręki którąś z klasycznych pozycji polskiego antysemityzmu, aby się przekonać, jakich to cech i dążeń nie przypisywano żydostwu lub kto tym dążeniom nie służył. Indywidualizm i kolektywizm, rewolucja francuska i rewolucja rosyjska - wszystko to są wymysły i dzieła żydowskie: Barthou i Roosevelt, Benesz, badacze Pisma Świętego, Rasputin, Kiereński i Lenin - to tylko jedni z wielu narzędzi światowej polityki żydowskiej".

Stanisław Trzeciak wszystko tłumaczył na niekorzyść oskarżonego: jeśli karczmy były utrzymywane w większości przez Żydów, to dlatego, że starali się oni rozpijać "gojów". Jeśli natomiast bolszewicy w czasie rewolucji rozbijali magazyny z wódką, to tylko dlatego, że w Protokołach... czytamy: "Pijaństwo będzie również zakazane przez prawo i karane jako występek przeciw człowieczeństwu, ludzi zmieniających się pod wpływem alkoholu w zwierzęta" (XXIII, 3). Zdaniem księdza Trzeciaka, Francja, starając się skłonić Polskę do wojny prewencyjnej przeciwko Niemcom, czyniła to w interesie Żydów, którzy opanowali ster rządów nad Sekwaną.

Wniosek nasuwał się jasny: "Żydzi są głównymi krzewicielami komunizmu, a komunizm to nie choroba dusz, ale światowe oszustwo żydowskie, obmyślone w tym celu, by w duchu Protokołów mędrców Syjonu ułatwić Żydom panowanie nad światem". Należy więc ze wszystkich sił pracować nad odżydzeniem Polski; winien to czynić każdy, "kto nie chce, by przyszłe pokolenia polskie służyły Żydom na ziemi polskiej, zlanej krwią pradziadów, kto nie chce śladami Rosjan w tułactwie marnieć na obczyźnie". Należy jednak przyznać, iż jako środek walki ksiądz Trzeciak zaleca bojkot gospodarczy, wyklucza natomiast "używanie wszelkiego rodzaju gwałtów, czy brutalnej siły, które najkategoryczniej potępić trzeba. [...] Żydzi muszą wyjść z Polski, bo oni są nieszczęściem narodu". Ksiądz Trzeciak nie wierzy w możliwość ich nawrócenia: "Żydzi ochrzczeni oddają żydostwu niewymowne usługi, pracują po cichu wprawdzie, ale pożytecznie dla sprawy żydowskiej, bez nich Izrael [...] nie mógłby wejść do duszy i serca narodów rdzennych". Świadczą o tym bolesne dla katolicyzmu doświadczenia z maranami w Hiszpanii czy frankistami w Polsce, którzy pozornie tylko porzucili judaizm. Głównie jednak na przykładzie Francji Trzeciak stara się udowodnić, iż Protokoły... są "programem wszechświatowej polityki żydowskiej". Stąd nasuwa się więc jasny wniosek: trzeba być kimś mocno naiwnym lub całkowicie ograniczonym, by mimo oczywistych dowodów, mówić jeszcze o Protokołach... jako o falsyfikacie lub plagiacie.

Należy jednak przypomnieć, iż ksiądz Trzeciak nie wyraził tu oficjalnego stanowiska Kościoła, choć z drugiej strony jego publikacje nie spotykały się z krytyką w pismach katolickich. Być może pod wpływem holocaustu zmienił swoje poglądy w kwestii żydowskiej, na co wskazywałby fakt wypowiedzenia się za przyjmowaniem dzieci żydowskich do zakładów prowadzonych przez zakonnice katolickie. Podobną ewolucję przeszli niektórzy inni przedwojenni propagatorzy antysemityzmu, między innymi ksiądz Franciszek Godlewski i Jan Mosdorf. Wiadomo natomiast, że ksiądz Trzeciak należał do nielicznej w Polsce grupy potencjalnych kolaborantów, którzy na przełomie lat 1939 i 1940 prowadzili z władzami III Rzeszy rozmowy w sprawie powołania proniemieckiego rządu. Jego udział w tych pertraktacjach stanowił poniekąd logiczną konsekwencję nagród oraz innych dowodów uznania, jakie przed wybuchem wojny otrzymywał od władz III Rzeszy za udział w erfurckich zjazdach Weltdienstu, jak też za antyżydowską publicystykę, demaskującą knowania mędrców Syjonu. Notabene ksiądz Trzeciak chwalił nie tylko Hitlera, nazywając go dobrym pasterzem, który broni stada przed żydowskimi wilkami, ale i Stalina. O ile bowiem Trocki, oczytany w Protokołach mędrców Syjonu dążył do wywołania w ich interesie światowej rewolucji, to "goj Stalin" słusznie - zdaniem księdza Trzeciaka - przepędził "zbrodniczego warchoła". Autor tych słów zginął jednak nie z rąk żydowskich, lecz niemieckich: ksiądz Trzeciak został zabity 8 sierpnia 1944 roku przed barykadą, wzniesioną w dniach powstania warszawskiego.

Protokoły mędrców Syjonu a holocaust

Nad eksterminacją Żydów Hitler zaczął się zastanawiać dość wcześnie, o czym ewidentnie świadczą niektóre fragmenty Mein Kampf; pisze on tam między innymi, że gdyby na początku wojny zatruto gazem 12 czy 15 tysięcy tych "hebrajskich niszczycieli ludu" (dieser hebraischen Volksverderber), oszczędziłoby to życie milionom frontowych żołnierzy. Do myśli tej powrócił, rozpoczynając II wojnę światową, nie czynił zresztą z tego większej tajemnicy. W wygłaszanych publicznie mowach (od przemówienia w Reichstagu z 30 stycznia 1939 roku poczynając) zapowiadał on, że wojna przyniesie zagładę Żydów w całej Europie. Realizował ją z niesłychanym uporem i konsekwencją, nieraz ze szkodą dla wysiłku militarnego Rzeszy (likwidacja robotników żydowskich, pracujących na potrzeby Wehrmachtu, używanie tak potrzebnych frontowi ciężarówek do deportacji Żydów do obozów zagłady). Hitler był głęboko przekonany o istnieniu światowego spisku Żydów, który w ten sposób zwalczał. Wiarą w jego istnienie starał się również zarazić opinię publiczną państw toczących walkę z III Rzeszą. Świadczy o tym fakt, iż w dywersyjnych audycjach propagandowych, nadawanych głównie w języku angielskim, w samym tylko 1943 roku aż 70-80 procent czasu było poświęcone szerzeniu antysemityzmu.

W czasie rozmów prowadzonych w Kwaterze Głównej Wehrmachtu Hitler porównywał Żydów do bakterii, z którymi musi prowadzić równie bezwzględną walkę jak ta, którą w ubiegłym stuleciu toczyli Pasteur i Koch. Holocaustowi towarzyszyło sięganie do najbardziej brutalnych motywów, występujących w jeszcze średniowiecznej propagandzie antyżydowskiej, mianowicie do pomówień o mordy rytualne. Miały one świadczyć o kryminalnych z natury skłonnościach narodu żydowskiego. Tematyką tą zajmowali się ludzie z tytułami doktorskimi, wśród nich należy wymienić Johanna von Leersa, profesora na uniwersytecie w Jenie. Ten specjalista również od Protokołów mędrców Syjonu zdołał po wojnie zbiec do Egiptu.

Kiedy Niemcy zaczęli ponosić klęski na wszystkich niemal frontach, aby wzmocnić ich chęć do dalszej walki, straszono rodaków widmem rzezi, jaka w razie zwycięstwa aliantów grozi im z rąk światowego żydostwa. Niemcy mieli zresztą podstawy do obaw, że spotka ich ten sam los co ludność w krajach okupowanych przez III Rzeszę, zwłaszcza iż alianci domagali się od Berlina bezwarunkowej kapitulacji. Nasuwa się pytanie, w jakim stopniu ludność, walczącej do końca z dużą zawziętością III Rzeszy, ulegała tak prymitywnej w końcu propagandzie. Niektórzy wzruszali na nią zapewne do końca pogardliwie ramionami, ale większość, w miarę ponoszonych klęsk, coraz bardziej chyba wierzyła, iż ma do czynienia z koalicją kierowaną centralnie przez potężny a wszechświatowy spisek żydowski. O jego istnieniu była na pewno głęboko przeświadczona SS-mańska obsługa obozów koncentracyjnych. Posyłając do komór gazowych kobiety i dzieci, czynili to w przekonaniu, że niszczą najgorszego wroga III Rzeszy. Bezpieczeństwo rasie panów miała zapewniać tylko likwidacja świata Untermenschów, kierowanego przez Żydów. Ta ideologiczna motywacja wyjaśnia sposób traktowania sowieckich jeńców wojennych, których setki tysięcy wymarło w niemieckich obozach.

Komendant Oświęcimia, Rudolf Hoss, doszedł w więzieniu do przekonania, iż holocaust był błędem, ponieważ zdyskredytował Niemcy. Nie omieszkał jednak dodać, iż na skutek ich klęski światowe żydostwo przybliżyło się do ostatecznego celu, jakim jest władztwo nad światem. Po II wojnie światowej niektórzy z przedstawicieli antysemickiej propagandy zaczęli z kolei twierdzić, iż świat żydowski w Ameryce dlatego tak spokojnie przyglądał się zagładzie swych europejskich współwyznawców, ponieważ spodziewał się, iż zdoła ona skłonić pozostałych do odbudowy własnego państwa w Palestynie.

Propaganda hitlerowska, starając się niejako usprawiedliwić holocaust, do ostatnich dni III Rzeszy pisała o Protokołach mędrców Syjonu oraz światowym spisku Żydów. Jeszcze w styczniu 1945 roku Goebbels twierdził, że to oni właśnie stoją za plecami Rosjan, Anglików i Amerykanów, którzy w imię żydowskich interesów składają na polach tej bezcelowej wojny całe hekatomby ofiar. Mimo eksterminacji lwiej części europejskich Żydów oficjalna propaganda III Rzeszy nadal głosiła, iż jej celem jest zniszczenie dominacji żydowskiej nad światem. Znalazło to również odbicie w tych wydawnictwach, jakie z inspiracji hitlerowskiej ukazywały się na terenie Generalnego Gubernatorstwa (GG).

W 1943 roku nakładem wydawnictwa "Nauka i Sztuka" ukazała się w Krakowie kolejna edycja Protokołów... zatytułowana Protokoły mędrców Syjonu, czyli wykłady mędrca syjońskiego, wtajemniczonego w plany podboju świata przez Żydów. Stanowiła ona wierne powtórzenie omawianych już wydań z lat 1937 i 1938, które przygotował Bolesław Rudzki. W tej samej oficynie wydawniczej, działającej niewątpliwie na zlecenie okupanta, ukazały się również inne druki antysemickie, wśród nich niewielka (licząca 47 stron druku) broszura "dr. Władysława Wardzińskiego", zatytułowana Światowy spisek żydostwa. Jej autor omawiał szczegółowo Protokoły... jako autentyczny dokument, ukazujący zbrodnicze plany mędrców Syjonu.

"Dr Władysław Wardziński" [czy nie był to pseudonim?] wspominał o wieku wydaniach Protokołów..., jakie pojawiły się w różnych językach i odwoływał się do niechętnych Żydom opinii ojców Kościoła. Z prac sobie współczesnych przytaczał wspomnianą już książkę Henry'ego Forda, studia Stanisława Trzeciaka i Henryka Rolickiego. Kulturę okresu II Rzeczypospolitej przedstawiał jako zdominowaną przez Żydów. "Pan Słonimski, pan Leśmian - różne Winawery i Handelsmany [...] nadawali ton, pouczali, co jest, a co nie jest zgodne z >>postępem<<. Reguła nauk z Protokołów mędrców Syjonu była zachowana w całości" - pisał "dr Wardziński", oburzający się na panoszenie się w teatrze "wszelkich Zelwerowiczów, czy Kalinówny". Złowrogo brzmiały te słowa, jeśli przypomnieć, iż Bruno Winawer (dramatopisarz i popularyzator nauki) i Marceli Handelsman (wybitny historyk) nie przeżyli hitlerowskiej okupacji, a Słonimskiego i Tuwima jedynie wyjazd z Polski uratował przed komorą gazową.

Czyniąc wyraźną aluzję do trwającej eksterminacji polskich Żydów, autor broszury z tryumfem oznajmiał, iż ich zbrodniczy program zawarty w Protokołach... nie doczekał się realizacji dzięki narodowemu socjalizmowi, którego wódz podjął nieubłaganą walkę z całą potęgą "światowego żydostwa". Na walkę tę, prowadzoną z jednej strony przeciwko żydowskim kapitalistom, a z drugiej "przeciw żydowsko-komunistycznemu wywrotowi i międzynarodówkom", mędrcy Syjonu odpowiedzieli wywołaniem "wojny wszechświatowej, która objęła już wszystkie kontynenty". Czytając "z całym zrozumieniem ich Protokoły...", na pytanie, czy jest to "naród wybrany", możemy udzielić kategorycznej odpowiedzi: "Naród wybrany?... Nie! Naród przeklęty przez Boga!".

Podobną opinię znajdujemy także w broszurze Ich ukryte cele. Sześć rozdziałów o Żydach jako winowajcach obecnej wojny ("Księgarnia Powszechna", Kraków 1943). Podpisany na niej Ludwik Bronowski (zapewne również pseudonim) twierdził, że ich eksterminacja znajduje pełne usprawiedliwienie i uzasadnienie w Protokołach mędrców Syjonu. Realizując zawarty w nich program, Żydzi rozpętali dwie wojny światowe. Pragną zniszczyć religię i zapanować nad wszystkimi narodami; piszą o tym wyraźnie "w owym światowym programie żydostwa, który ku rozgoryczeniu Żydów dostał się w ręce chrześcijan". Zdaniem "Bronowskiego" najgorsza kara jest jeszcze za mała dla żydowskich bluźnierców: należy się im nie tylko męka na ziemi, ale i wieczne potępienie w zaświatach. To Żydzi umęczyli Chrystusa i mordują niewinne dzieci chrześcijańskie, aby pić ich krew.

Według autora broszury Polska była pierwszą ofiarą mędrców Syjonu, którzy popchnęli ją do wojny, podobnie jak później wciągnęli do niej również państwo ich pachołka, Stalina. Są oni odpowiedzialni za wymordowanie polskich oficerów w Katyniu oraz za śmierć kilkuset tysięcy polskich dzieci w Rosji sowieckiej. Sam Bóg zdecydował o zagładzie tego narodu. Jest ona dziełem "młodych i mocnych sił Europy, walczących z tajemną potęgą żydostwa i nie znających kompromisu, dopóki odwieczny wróg ludzkości, Żyd, nie zostanie zniszczony".

"Ludwik Bronowski" powoływał się na Apokalipsę, przypisywaną świętemu Janowi, antybolszewicką propagandę z okresu wojny 1920 roku, gwałty towarzyszące odwrotowi Armii Czerwonej "z Galicji" (w lecie 1941 roku), jak również na wypowiedzi polskiej prasy emigracyjnej o martyrologii rodaków w Rosji sowieckiej. Do broszury dołączono reklamę innej, wydanej w tym czasie żydożerczej pracy Śmiertelny wróg chrześcijaństwa, która to "książka godnie kontynuuje prace Niemojewskich, Lutosławskich, Trzeciaków i innych naszych pisarzy, szermierzy walki z plagą żydostwa".

Choć w omawianych publikacjach ze zrozumiałych względów nie wspominano o metodach i rezultatach tej walki, to jednak ich autorzy starali się za wszelką cenę przekonać czytelników, iż likwidacja gett, obozy masowej zagłady, komory gazowe - wszystko to stanowiło w pełni usprawiedliwioną odpowiedź na "szatańskie plany mędrców Syjonu". Korzystając ze świeżego ujawnienia masakry katyńskiej, propaganda hitlerowska starała się obciążyć Żydów winą za przestępstwa czerwonego totalitaryzmu. Było to zgodne z twierdzeniem, jakie towarzyszyło kolportażowi Protokołów mędrców Syjonu od samych początków XX stulecia, a mianowicie z tezą, iż zawierają one wręcz proroczą wizję kolejnych rewolucji, za których pomocą Żydzi będą się starali zawładnąć światem.

Aby usprawiedliwić i uzasadnić holocaust, propaganda hitlerowska nie wahała się sięgać nawet do tych przedwojennych publikacji antysemickich, które ukazywały Żydów jako zdecydowanych przeciwników polskich dążeń niepodległościowych. Tak więc w 1942 roku wznowiono książkę Władysława Boqueta Przez Morze Czerwone ku gettom Europy. Powstanie i dzieje narodu żydowskiego. Świadectwem przestępczej działalności Izraelitów są dla jej autora zarówno księgi Starego Testamentu, jak i... Quo vadis Henryka Sienkiewicza, z którego ma wynikać, że to Żydzi sprowokowali tak okrutne prześladowanie pierwszych chrześcijan.

Jako cegiełki do budowy przyszłej monografii (Obraz Żyda w polskojęzycznych publikacjach propagandy hitlerowskiej) chciałbym tu wskazać na dwie broszurki Zbigniewa Kowalewskiego, mianowicie Śmiertelny wróg chrześcijaństwa (Warszawa 1943) i Żydzi się przedstawiają (Warszawa 1944). Obie te broszurki ukazały się nakładem koncesjonowanego "Wydawnictwa Glob" przy poparciu Wydziału Propagandy rządu GG w Krakowie. Co prawda Protokoły... expressis verbis cytowane tylko w drugiej z broszur Kowalewskiego, który notabene podpisał się już na niej jako Kowalewsky. Natomiast w Śmiertelnym wrogu chrześcijaństwa wspomina się tylko o żydowskim spisku: jego świadectwem miała być ulotka, znaleziona przy dowódcy "11 pułku sowieckich strzelców", niejakim Zunderze, a skierowana "do przewodniczących sekcji Międzynarodowej Ligi Izraelickiej".

Równocześnie Kowalewski rozpisuje się szeroko na temat mordów rytualnych, popełnianych rzekomo przez Żydów. Przed ich dążeniem do zawładnięcia światem osłaniają Europę najlepsi synowie Niemiec, Włoch, Węgier, Finlandii, Norwegii, Holandii, Francji, Słowacji i wielu innych narodów, żyjących na tym kontynencie. Kto przeszkadza w tej obronie, "ten działa przeciwko europejskiej wspólnocie ludów i tym samym traci prawo do ochrony i życia" - stwierdza złowrogo Kowalewski. Powołuje się on na antyżydowskie wypowiedzi katolickich synodów kościelnych, jak również na antysemicką broszurę Sebastiana Miczyńskiego Zwierciadło Korony Polskiej z roku 1618, którą propaganda hitlerowska wydała w przekładzie niemieckim w 1941 roku.

Czyżby wizjonerstwo?

Każdy uważny czytelnik Protokołów... musi zgodzić się z opinią, iż zostały one sporządzone w wyjątkowo niestaranny sposób. Spod pokładów bełkotu, nieporadności kompozycyjnych, naiwności oraz oczywistej ignorancji (dotyczy to zwłaszcza rozdziałów poświęconych sprawom finansowo-skarbowym) przebija w nich jednak miejscami trafna wizja ustroju totalitarnego, zwłaszcza w tej postaci, w jakiej został on urzeczywistniony w Związku Radzieckim. Zasadnicza myśl przewodnia Protokołów... brzmi jak następuje: pod hasłami sprawiedliwości społecznej dla wszystkich, "wolności, równości i braterstwa", należy obalić dotychczasowy ustrój, wykorzystując w tym celu istniejące w nim instytucje (parlament, partie polityczne, prasę różnych odcieni, wolność stowarzyszeń, swobodę sumienia). Na jego gruzach powstanie imperium, w którym wszystkie tu instytucje przestaną praktycznie istnieć. Mędrcy Syjonu po to pragną zniszczyć wszelki porządek publiczny, normy prawne i więzy społeczne, by na ich miejsce wprowadzić jeszcze ostrzejsze rygory, rozbudowując aparat przemocy do granic w historii ludzkości niespotykanych. Chcą zbudować wszechpotężne państwo, którego nieżydowscy mieszkańcy będą poddani stałej kontroli i pozbawieni w praktyce jakichkolwiek praw obywatelskich.

Jest to mechanizm działania, który od rewolucji angielskiej 1640 roku sprawdzał się przynajmniej częściowo w dziejach Europy. Cromwell, który wystąpił przeciwko tyranii Karola II, znajdując poparcie w znacznej części parlamentu, osiągnął następnie władzę wielokrotnie silniejszą od tej, którą posiadał ścięty król, a parlament po prostu rozpędził. Nie sposób też porównywać zakresu władzy Robespierre'a i Ludwika XVI, Lenina i Mikołaja II. Przywódcy obu tych rewolucji zaczynali od głoszenia haseł "wolności, równości i braterstwa", aby następnie wprowadzić rządy samowładne, o których się ich koronowanym poprzednikom nie śniło. Przypomnijmy, że Lenin w styczniu 1918 roku rozpędził parlament (Konstytuantę), która została powołana w wyniku pierwszych w dziejach Rosji demokratycznych wyborów. Stalin polecił uchwalić najbardziej demokratyczną w jej historii konstytucję (1936), co nie przeszkadzało mu w kontynuowaniu krwawych czystek i zapełniania łagrów milionami niewinnych ofiar. Jak wynika zaś z wielu pamiętników, ludzie osadzeni w jego więzieniach z pewną nostalgią wspominali warunki panujące w carskich "tiurmach".

Czy znaczy to jednak, że przywódcy Rosji Radzieckiej byli pojętnymi uczniami instrukcji zawartych w Protokołach mędrców Syjonu? Nic podobnego! Po prostu twórcom tego falsyfikatu nie był zapewne obcy program radykalnego skrzydła rosyjskich rewolucjonistów, a ściśle biorąc Katechizm rewolucjonisty, opracowany przez S. G. Nieczajewa (1847-1884). Wywołał on powszechne oburzenie nie tylko w kołach prawicy; Nieczajew twierdził, iż "cel uświęca środki", o tym samym mówi osobny paragraf (I, 12) Protokołów... Nieczajew pisał, że dla dobra rewolucji dopuszczalne jest stosowanie najdalej idącego terroru, podeptanie wszelkich zasad moralnych i praw obywatelskich, wzajemne donosicielstwo i szpiegostwo. Moralne jest tylko to, co służy obaleniu starego porządku. I o tym Protokoły... często wspominają; czytamy w nich między innymi, że w nowym państwie obywatele będą musieli poddać się stałemu nadzorowi policji. Raczkowski, spiritus movens Protokołów..., jeden z asów ochrany oraz współzałożyciel Czarnej Sotni, musiał bez wątpienia być doskonale oczytany w pracach rosyjskich przeciwników caratu. W związku z tym nasuwa się pytanie o charakterze bardziej ogólnym, a mianowicie, czy owo wizjonerstwo Protokołów... nie wynikało po części i z tego rozeznania sytuacji, jakie zawsze zwykło cechować policję polityczną w krajach pozbawionych wszelkich demokratycznych instytucji. A więc takich, gdzie barometrem nastrojów oraz opinii publicznej nie są debaty parlamentarne czy wolna prasa, lecz raporty konfidentów, tkwiących nieraz w samych sztabach rewolucyjnych, z drugiej zaś strony ich doniesienia o rozmowach prowadzonych w knajpach lub w zakładach pracy. Raczkowski, mając pełny dostęp do tych materiałów, mógł być dobrze zorientowany w planach skrajnej lewicy. Nie sposób też przypuścić, aby nie czytał Biesów Fiodora Dostojewskiego, w których zostały one przedstawione w mocno skarykaturyzowanej formie.

Jeden z publicystów radzieckich; określając Protokoły... mianem politycznej i moralnej Apokalipsy naszego stulecia, słusznie zauważa, że mógłby je napisać któryś z rewolucjonistów występujących w tej powieści: Stawrogin, Szigalew czy Piotr Wierchowieński (postaci tej Dostojewski nadał niektóre rysy Nieczajewa). Ponieważ autorzy zajmujący się Protokołami... zwrócili dotąd uwagi na te zastanawiające zbieżności, chciałbym się nad nimi bliżej zatrzymać. "Tam szpiegostwo - mówi Wierchowieński o programie Szigalewa. - U niego każdy członek społeczeństwa pilnuje drugiego i ma obowiązek denuncjowania go". W Protokołach... (XVI, 8) czytamy: "Zgodnie z programem naszym trzecia część poddanych będzie śledziła pozostałe części w poczuciu obowiązku, w myśl zasady służeniu dobrowolnego państwu. W czasach tych zajęcie szpiega i denuncjanta nie będzie hańbiło. Przeciwnie nawet - będzie chwalebne". W innym miejscu Biesów Szigalew dochodzi do "ostatecznego wniosku, iż ludzkość musi być podzielona na dwie nierówne części. Dziesiąta część otrzymuje wolność osobistą i nieograniczoną władzę nad pozostałymi dziewięcioma dziesiątymi. Tamci zaś zatracają osobowość, stają się stadem". Protokoły..., choć nie określają tego w procentach, to jednak mówią w gruncie rzeczy to samo: w imperium stworzonym przez Żydów tylko oni mają tworzyć warstwę panującą, natomiast "gojów" nazywa się ślepym tłumem i zwierzętami. Przy okazji zresztą pada to samo co i w Biesach określenie: "goje to stado baranów...".

Z kolei to, co mówi Wierchowieński ("Puścimy w ruch pijaństwo, oszczerstwo, denuncjację! Rozplenimy niesłychanie rozpustę!") współbrzmi z tak częstymi zaleceniami mędrców Syjonu, aby dążyć do rozkładu obecnego społeczeństwa za pomocą alkoholu, a w czołowych państwach Europy rozwijać pornografię ("literaturę szaloną, brudną, wstrętliwą" XLV, 3). W całości Protokołów... przewija się wyraźnie myśl, którą Dostojewski wkłada w usta Szigalewa: "Zaczynam od nieograniczonej wolności, lecz kończę na nieograniczonym despotyzmie. Muszę jednak zaznaczyć, że innego rozstrzygnięcia zagadnień społecznych nie ma i być nie może".

Biesy są, moim zdaniem, książką genialną, w której autor nie tylko ukazał rewolucjonistów, ale i (ustami Szigalewa) przewidział kierunek, w jakim pójdzie znaczna część Europy XX stulecia, a mianowicie określił zasady i sposób funkcjonowania ustroju totalitarnego. Czynił to niekiedy ze wstrząsającą dokładnością, żeby choć przypomnieć taką uwagę Dostojewskiego o rewolucjonistach: "Oni wszyscy, ponieważ nie umieją prowadzić spraw, okropnie lubią oskarżać o szpiegostwo". Jeśli więc Raczkowski naprawdę doradził anonimowemu autorowi Protokołów..., aby sięgnął do Biesów, to okazał wręcz znakomity dar przewidywania. Wykorzystanie w Protokołach... programu Nieczajewa, który istotnie został kiedyś sformułowany, w oczach wielu czytelników uwierzytelniło ten falsyfikat. Zwrócił już na to uwagę Norman Cohn, pozostawiając jednak bez odpowiedzi pytanie: skąd u Joly'ego, a następnie w Protokołach... znalazła się wręcz prorocza miejscami wizja XX wieku? Aby odpowiedź na to pytanie odnaleźć, należy sięgnąć do wielkich utopistów XVI-XVII wieku, przede wszystkim zaś do Tomasza Campanelli. Społeczeństwo, jakiego zbudowanie zalecają, dzieli się przecież na ślepo posłuszny tłum i nieomylnych mędrców, którzy nie radzą się nikogo z rządzonych (to samo postulował Szigalew). Campanella przewiduje w swym państwie instytucję ludzi, którzy otrzymują lżejszą pracę oraz lepsze wynagrodzenie, ale za to "pełnią obowiązki wywiadowców i donoszą państwu wszystko, co posłyszą". Jest to więc swoista odmiana "czarnej utopii". Nie darmo Aleksander Nekricz i Michał Heller swą najnowszą, "czarną" historię ZSRR zatytułowali Utopia u władzy.

Uwiarygodnieniu Protokołów... w oczach potomnych posłużyło również przepisanie z pamfletu Joly'ego wskazówek na temat sposobów, jakimi panujący, nie likwidując parlamentu ani prasy różnych odcieni, może mimo to zwiększyć zakres swej władzy. Służyć temu celowi ma między innymi ustanowienie ścisłej kontroli prasy, likwidacja autonomii uniwersytetów, powoływanie ich profesorów z grona ludzi posłusznych rządowi, sądzenie przeciwników politycznych na równi z pospolitymi przestępcami, co ma zrujnować reputację opozycjonistów w oczach społeczeństwa. Może to wyglądać na wnikliwą antycypację wydarzeń, jakie istotnie miały miejsce w naszym stuleciu.

O ile w Rosji radzieckiej przejście do totalitarnej formy rządów następowało dość gwałtownie, to w państwach tak zwanej demokracji ludowej przez pewien czas zachowywano pozory, tak jakby ich kierownicy realizowali odpowiedni punkt Protokołów... (X, 1): pamiętajcie, że "rządy i narody w polityce zadowalają się pozorami". Utrzymywano więc system wielopartyjny, w dalszym ciągu wychodziła prasa różnych kierunków, a najważniejsze decyzje formalnie nadal należały do parlamentu. Stopniowo jednak stronnictwa te likwidowano lub przekształcano w formalne przybudówki partii rządzącej, a w Sejmie, z którego faktyczna opozycja została wyeliminowana, zaczęli zasiadać wyłącznie ludzie posłuszni rządowi. Autonomia wyższych uczelni przestała faktycznie istnieć, prasa ulegała uniformizacji, środki masowego przekazu poddano surowej cenzurze. Ale stosowanie takiej polityki nie wymagało wcale sięgania do Protokołów mędrców Syjonu. Joly, a za nim ich autorzy, opisali po prostu pseudoliberalny system rządów Napoleona III, który i w tym względzie naśladował swego wielkiego imiennika. Za rządów Bonapartego cenzura kontrolowała teatr w stopniu, o jakim Ludwik XVI nie miał nawet pojęcia. Już wówczas publikowano artykuły sławiące dobrodziejstwa rządów cesarza. Rzekomi mędrcy Syjonu pisząc: "Przy każdej sposobności będziemy drukowali artykuły, w których przeprowadzimy porównania między poprzednikami a naszymi dobroczynnymi rządami" (XIV, 2), nie wymyślili więc niczego nowego.

Protokoły... okazywały się "prorocze" na każdym niemal zakręcie historycznym. Antysemicki pamflet pod tytułem Judeopolonia, powstały zapewne w kręgach zbliżonych do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, a wydany po raz pierwszy w 1981 roku, został wznowiony już po obradach Okrągłego Stołu, którymi według jego autora (autorów?) mieli oczywiście sterować Żydzi. Notabene Towarzystwem Okrągłego Stołu nazywał się klub towarzyski założony w początkach XVIII wieku w Dreźnie, któremu Kazimierz Marian Morawski przypisał plany rozbioru Polski.

Gdyby autorzy Judeopolonii byli nieco bardziej oczytani, nie omieszkaliby wykorzystać tej zbieżności nazw. Jako motto tej broszury zamieszczono dwa cytaty z Protokołów... Pierwszy z nich mówi: "Na usługach naszych mamy ludzi wszelkich poglądów, wszelkich zasad, odnowicieli monarchii, demagogów, socjalistów, wszystkich zaprzęgliśmy do pracy". Każdy z nich na własną rękę "toczy jak czerw resztę władzy, usiłuje obalić cały ustalony układ" (IX, 6).

Drugi z cytatów dotyczy strajków, których nie zna przemysł państwa opanowanego przez Żydów: "Strajki jest to sprawa najniebezpieczniejsza dla rządu. Skończą się one z chwilą, kiedy my posiądziemy władzę" (XXIII, 2). Nie można powiedzieć, aby oba motta były w pełni trafnie dobrane. Wprawdzie do Okrągłego Stołu istotnie zasiedli przedstawiciele różnych kierunków politycznych, to jednak strajki wcale się nie skończyły. Co więcej, za przykładem polskich robotników poszli dość rychło radzieccy, a więc mieszkańcy kraju, w którym zwolennicy tezy o żydowsko-masońskim spisku od dawna reprezentowali wpływową część opinii publicznej.

Antysyjonizm w Rosji

Trudno zdawałoby się o większy kontrast niż ten, jaki zachodził pomiędzy historycznymi losami Polski i Rosji, i to już od XVII wieku poczynając. Pierwsza zaczęła wówczas tracić stopniowo różne ziemie na rzecz sąsiadów, by w końcu całkowicie zniknąć na pewien czas z mapy Europy. Druga - z państwa o powierzchni pół miliona kilometrów kwadratowych (XV wiek) stała się mocarstwem, którego obszar liczył (w momencie rozwiązania Związku Radzieckiego) ponad 22 miliony kilometrów kwadratowych! Polska, jako jedyne chyba państwo w dziejach świata - choć była członkiem zwycięskiej koalicji - z wygranej dla niej wojny wyszła z terytorium zmniejszonym o 76 tysięcy kilometrów kwadratowych (z 386 tysięcy w 1939 roku do 312 tysięcy w 1945 roku). Przekształcona w Związek Radziecki Rosja nie tylko utrzymała posiadłości w Azji, ale i rozciągnęła swą militarną oraz polityczną kontrolę na znaczną część Europy Środkowowschodniej.

A mimo to w obu państwach, Polsce i Rosji, pojawiały się w XX wieku książki oraz artykuły, przedstawiające je jako sui generis ofiary dziejów; kraje, którym ciężkie straty zadał spisek żydowsko-masoński, sterowany przez demonicznych mędrców Syjonu. Pomijając narodowe kompleksy, takie spojrzenie na dzieje przynosiło potrójne niejako korzyści. Wynikało z niego bowiem, iż musimy być czymś ważnym na mapie Europy, skoro nad naszym zniszczeniem pracuje tak potężny spisek o światowym zasięgu.

Mędrcy Syjonu szkodzą Rosji (czy Polsce) dlatego, ponieważ dzięki swej kulturze duchowej i wartościom moralnym reprezentuje ona śmiertelne zagrożenie dla ich planów władztwa nad światem.

Spiskowa teoria dziejów tłumaczyła też wszelkiego rodzaju nieszczęścia, jakie spadały (i nadal spadają) na Polskę (recte Rosję). Jej wizję już w latach trzydziestych XX wieku zaczęła upowszechniać "biblia stalinizmu", którą był Krótki kurs historii WKP(b).

Dzieje partii bolszewickiej jawią się w tej książce jako ciąg nieustannych walk z potężną konspiracją, która zdołała umieścić swych ludzi na najwyższych szczeblach władz partyjnych i państwowych, w wojsku i w gospodarce, w kulturze i służbie bezpieczeństwa. Była to niejako kolejna wersja tej wizji dziejów, jaką dawały Protokoły mędrców Syjonu. Z tą tylko różnicą, iż miejsce przewrotnego Żyda-masona zajmował w dziele Stalina skrajnie niebezpieczny i wszechobecny trockista, stały uczestnik "wielkiego spisku przeciwko ZSRR", o którym traktowała słynna książka M. Sayersa i A. Kahna pod tym właśnie tytułem. Notabene został w niej omówiony, i to wcale obszernie, proces przywódców polskiego podziemia, jaki w czerwcu 1945 roku odbył się w Moskwie ("proces szesnastu"). Karol Irzykowski marksistowską teorię literatury nazwał dość złośliwie systemem podejrzeń. To samo da się jednak powiedzieć i o metodzie materializmu historycznego. Skoro stalinizm nie miał zaufania do własnych obywateli, to trudno się dziwić; że tę samą podejrzliwość przenosił na teren polityki zagranicznej.

Na arenie międzynarodowej główne skrzypce w spisku antyradzieckim grał "światowy imperializm", przy czym na czoło wysuwało się w nim zawsze to państwo, z którym ZSRR znajdował się aktualnie w stanie ostrego konfliktu politycznego. Na ogół jednak po II wojnie światowej etatowym niejako wrogiem Związku Radzieckiego bywały Stany Zjednoczone, stąd też tak zwanych syjonistów pomawiano przede wszystkim o to, iż są agentami CIA. Warto podkreślić, iż powielano w zasadzie tę samą kalkę pojęciową, jakiej używali, od 1917 roku poczynając, przeciwnicy bolszewizmu. Z tą tylko dość istotną różnicą, iż ci pisali o żydowsko-komunistycznej konspiracji, natomiast radziecka publicystyka polityczna w 1953 roku, a następnie w 1967 roku i w następnych latach, zaczęła twierdzić, iż powstała w 1897 roku Światowa Organizacja Syjonistyczna stale knuje spiski przeciwko władzy radzieckiej. W tym celu już 2 maja 1918 roku "syjoniści" mieli zwołać w Moskwie tajne zebranie swych zwolenników, noszące wyraźnie kontrrewolucyjny charakter. Pod nazwą walki z syjonizmem i w Rosji, i w Polsce kamuflowano wystąpienia antysemickie. W 1968 roku po Warszawie krążył dowcip, iż profesor Witold Doroszewski, zapytany, jak się właściwie to słowo pisze, rzekomo odpowiedział, że obecnej pisowni nie zna, ale przed wojną "syjonista" pisano przez "ż"...

Obok Ameryki głównym wrogiem ZSRR miał być Watykan, który zresztą od dawna postawił sobie jakoby za cel ujarzmienie Rosji i przekształcenie jej mieszkańców w niewolników papiestwa. Teza ta nie była w propagandzie rosyjskiej czymś nowym; na długo przed wybuchem rewolucji 1917 roku formułowali ją prawosławni przeciwnicy katolicyzmu.

Kamuflaż słowny, mianowicie zastąpienie w języku komunistycznego imperium (lingaa sovietici imperii) określenia "Żyd" słowem "syjonista", pozwalał z jednej strony na unikanie oskarżeń o naśladownictwo hitlerowskiej propagandy, z drugiej zaś na lansowanie tezy światowego spisku, którym właśnie sterują wszechobecni i wszechwładni syjoniści. Tezę taką zawierał już akt oskarżenia sformułowany w słynnym procesie Rudolfa Slanskiego oraz towarzyszy (grudzień 1952 roku), kiedy to przed sądem w Pradze czeskiej stanęła grupa wyższych funkcjonariuszy partyjnych, głównie żydowskiego pochodzenia. Motywacja wyroku potępiającego spisek "burżuazyjnych syjonistów", jaki zapadł w tej sprawie za niewątpliwą aprobatą Stalina, zapowiadała powtórzenie się podobnego procesu również i w Moskwie.

Sprzyjał temu niechętny stosunek Stalina do Żydów, przechodzący w ostatniej dekadzie jego życia w otwarty antysemityzm. Zgłoszona przez powstały w okresie II wojny światowej Antyfaszystowski Komitet Żydowski propozycja utworzenia na Krymie żydowskiej republiki autonomicznej została przez podejrzliwego dyktatora potraktowana jako próba budowy tam przyczółka dla przyszłej agresji ze strony USA. Komitet uległ likwidacji w sierpniu 1952 roku, kiedy to rozstrzelano większość jego członków. Podobny los spotkał w latach 1948-1952 wielu żydowskich intelektualistów: pisarzy i aktorów. Przypuszcza się, iż finałem procesu "morderców w białych kitlach" (lekarzy żydowskich zatrudnionych na Kremlu) miała być w zamysłach Stalina ich publiczna egzekucja w Moskwie. To z kolei pozwoliłoby wywołać pogromy antyżydowskie; które posłużyłyby jako uzasadnienie deportacji całej ludności tego pochodzenia gdzieś na daleką Syberię czy nawet za krąg polarny. Nie jest wykluczone, iż w pewnym momencie Stalin uznałby, że dojrzał czas, aby Protokoły mędrców Syjonu ogłosić oficjalnie druidem. Jego śmierć przystopowała jednak całą tę akcję.

Zerwanie stosunków dyplomatycznych pomiędzy Tel Awiwem a Moskwą, które nastąpiło po słynnej wojnie "sześciodniowej" Izraela z jego arabskimi sąsiadami w czerwcu 1967 roku, zapoczątkowało kolejny etap "antysyjonistycznej" kampanii w ZSRR. Odtąd w prasie radzieckiej dość często zaczęły się pojawiać artykuły o żydowsko-masońskim spisku, kierowanym przez "syjonistów", którzy dążą do zdobycia władzy nad światem. Szczytowy okres tej kampanii przypadł na lata 1977-1978. Była ona ze zgorszeniem przyjmowana między innymi przez prasę amerykańską. Głośnym echem odbił się w niej artykuł profesora Walerego Emeljanowa, który w 1978 roku pisał na łamach "Komsomolskiej Prawdy", iż rząd Cartera stanowi "największe skupisko Żydów i masonów, jakiego Ameryka jeszcze nigdy dotąd nie znała".

Publikacjom owym towarzyszyły wielonakładowe broszury i książki o wyraźnie antysemickim ostrzu. Co najmniej od 1974 roku propaganda demaskująca "światowy spisek syjonistyczny" zaczęła dochodzić do głosu w treściach szkolenia partyjnego. Przed "syjonizmem" ostrzegali też lektorzy towarzystwa "Znanije" (radziecki odpowiednik polskiego Towarzystwa Wiedzy Powszechnej), zajmującego się upowszechnianiem wiedzy. Co prawda w publikacjach "czołowych pogromców syjonizmu": Lwa Korniejewa, Jurija Iwanowa, Władimira Bolszakowa, jak również w pracach zbiorowych na ten temat, brak otwartych powołań na Protokoły mędrców Syjonu.

Dokonane wszakże przez amerykańskich sowietologów (W. Koreya, Y. Tsigelmana) zestawienie argumentów "antysyjonistycznych" z tekstem Protokołów... wykazało, iż stanowiły one jedno z głównych źródeł natchnienia dla takich autorów jak Iwanów czy Korniejew. Polemika antyżydowska sięgała także do wspomnianych wcześniej, przedrewolucyjnych jeszcze dzieł Osman-Beya i Butmiego. W przypadku Protokołów... są to najczęściej swobodne parafrazy ich poszczególnych paragrafów; zdarzają się jednak i wręcz dosłowne z nich zapożyczenia. Czytelników interesujących się bliżej tym problemem odsyłam do cennej pracy zbiorowej na temat korzeni oraz skutków antysemityzmu, występującego w Związku Radzieckim: Anti-Semitism in the Soviet Union: Its Roots an Consequences (T. Freedman, Nowy Jork 1984). Sporo miejsca zajmują w tej pracy teksty paralelne, zestawiające odpowiednie fragmenty Protokołów... z radzieckimi publikacjami na temat światowego spisku syjonistów.

Nie wiem, czy w chwili, gdy się ukazywała praca amerykańskich sowietologów, Protokoły... były już w Rosji wydawane w ramach bezdebitowego obiegu. W każdym razie ma to miejsce obecnie, o czym nadal informuje rosyjska telewizja. Przypomnijmy że z tak zwanego "drugiego obiegu" korzystały także, zwłaszcza w ostatnich latach, władze bezpieczeństwa, jak również skrajnie prawicowe organizacje w ZSRR, chętnie obarczające "inorodców" (tak się określa nie-Rosjan, głównie Żydów, choć nie tylko) winą za wszystkie nieszczęścia, jakie przyniosła rewolucja 1917 roku oraz rozpętana przez nią wojna domowa. Antysemicka propaganda, choć prowadzona oczywiście z inną motywacją, znajdowała poparcie we wpływowych kołach partyjnej biurokracji rządzącej Związkiem Radzieckim.

Na początku lat osiemdziesiątych powstało w Moskwie (przy Ministerstwie Przemysłu Lotniczego ZSRR) wspomniane już "historyczno-patriotyczne" towarzystwo Pamiat' (Pamięć), stawiające sobie za cel ochronę zabytków rosyjskiej kultury i historii. Niebawem jednak okazało się, iż za główne swe zadanie uważa ono walkę z międzynarodowym spiskiem, którego przedstawiciele mieli przeniknąć do centralnych instytucji życia politycznego, do władz państwowych i partyjnych, do prasy oraz środków masowego przekazu. W wydanej przez Pamiat' Odezwie do narodu rosyjskiego czytamy: "Wszystkie knowania masonów i syjonizmu w naszym kraju są wymierzone w naród rosyjski i w naszą Ojczyznę". Ta obca agentura, działająca w Związku Radzieckim od samych jego początków, miała doprowadzić do zniszczenia wielu cennych zabytków rosyjskiej kultury. Jej zbrodnicza działalność trwa nadal; w dalszym ciągu "świadomie i planowo wyniszczana jest rosyjska przyroda i rosyjska kultura, rzeki i jeziora. Celem spisku jest zatrucie narodowej kultury obcymi miazmatami i unicestwienie rosyjskich talentów".

Ilustracją spiskowej teorii dziejów są powieści, jakie ukazują się w wielotysięcznych nakładach u naszego wschodniego sąsiada. Tak więc w 1970 roku oficer marynarki, Iwan Szewców, wydał tam dwie książki o wyraźnie antysemickim ostrzu. Pierwsza z nich to W imię ojca i syna, gdzie Trocki, alias Bronstein, występuje w roli typowego agenta syjonizmu i prowokatora na skalę światową. Akcja powieści przebiega w dwudziestu latach i poświęcona jest walce, jaką Stalin musiał stoczyć z syjonistycznym spiskiem, który opanował Komitet Centralny. Druga z książek, nosząca tytuł Miłość i nadzieja, opublikowana przez wydawnictwo wojskowe w nakładzie 200 tysięcy egzemplarzy, roi się od łotrów, noszących z reguły czysto żydowskie nazwiska. Einstein jest w niej oskarżony o "kradzież teorii względności" jakimś (niewymienionym z nazwiska) badaczom, Trocki zaś bierze udział w spisku, mającym na celu zamordowanie Lenina, które zlecono Fani Kapłan. Choć "Komsomolska Prawda" określiła oba te utwory jako "stek plugawych, ciemnych i jadowitych bredni", to z obroną pospieszyła o wiele wyżej w hierarchii partyjnych autorytetów stojąca "Prawda", której zdaniem powieść W imię ojca i syna nie zawiera nic fałszywego ani sprzecznego z faktami. Twórczość Szewcowa posiada zresztą nie tylko antysemickie ostrze, służy ona także umacnianiu rosyjskiego nacjonalizmu poprzez bezkrytyczną apoteozę mocarstwowych tradycji tego kraju. Przewijający się w jego powieściach wyraźny nurt ksenofobii oraz niechęci wobec wpływów Zachodu nawiązuje do tradycji słowianofilskich. Poczytność Szewcowa wzmaga i to, że wiele scen pozostaje na pograniczu pornografii.

Ten sam nurt twórczości odnajdujemy w prozie Wiktora Iwanowa, którego Sądny dzień ("Nasz Sowremiennik" 1988) twórczo przyswoił sobie poprzednie doświadczenia historyczne, "od Protokołów mędrców Syjonu poczynając", jak zjadliwie zauważył "Ogoniok". Zdaniem Iwanowa to właśnie wolnomularze obalili cara, wywołali drugą wojnę światową, a następnie przystąpili do moralnego rozkładania społeczeństwa w Rosji. W tym celu nasyłają do niej dywersantów; należy do nich niejaki Jefim, główny bohater tej powieści. Ma on z jednej strony tumanić ludzi religią, z drugiej zaś... szerzyć wśród nich pornografię. Dlatego na przywiezionej ze sobą do Rosji maszynie poligraficznej drukuje i Pismo Święte, i pocztówki o obscenicznej treści. Całą ta działalnością kierują oczywiście masoni, których rodowód autor wyprowadza jeszcze z czasów króla Salomona. Wolnomularze przejęli sporo cech od pitagorejczyków i esseńczyków, niemało od templariuszy i jezuitów, najwięcej wszakże od Żydów. "Obecnie zaś na polecenie CIA - deprawują zdrową rodzinę radziecką".

Na łamach "Naszego Sowremiennika", który drukował podobne androny coraz wyraźniej i śmielej występowano w obronie autentyczności Protokołów..., a członkowie stowarzyszenia Pamiat' domagali się nawet oficjalnego ich wydania. Ponieważ to nie nastąpiło, musieli się zadowolić rozdawaniem ulotek wzywających do powołania specjalnego trybunału, który sądziłby wszystkich "syjonistów", winnych udziału w masowej eksterminacji obywateli Związku Radzieckiego, jaka miała miejsce od 1917 roku. Towarzyszyła temu produkcja minifalsyfikatów, stanowiących rzekome instrukcje Żydów z Izraela dla ich współwyznawców, przebywających jeszcze w Rosji. Podczas pierwszych dni procesu K. Ostaszwili-Smirnowa, który na czele bojówki zakłócił 18 stycznia 1990 roku zebranie grupy pisarzy moskiewskich i kierował ich pobiciem, rozdawano ulotkę, zatytułowaną Katechizm Żyda w ZSRR. Czytamy w niej między innymi: "Oskarżajcie o antysemityzm tych, co starają się was zdemaskować. Przyklejajcie im etykietę antysemity. Każdy, komu ją przyczepicie, stanie się bezbronny, albowiem wszyscy pozostali oddadzą go wam na pożarcie i zniszczą własnymi rękami. Demaskujcie ich i kompromitujcie pod każdym pretekstem i przy użyciu wszystkich środków. (...) Pozbawiajcie ich kontaktów i oparcia. Odbierajcie im możliwość efektywnej pracy. Izolujcie ich i podburzajcie tłum przeciwko nim, pozbawiajcie ich odpowiedzialnych stanowisk w społeczeństwie. Oskarżajcie o nieposłuszeństwo i warcholstwo, wzywajcie ich do władz i administracji, ciągajcie po komitetach partii i milicji, a jeśli to się uda, również i po sądach". Ulotkę tę miano rzekomo opracować w Tel Awiwie w 1958 roku. Skazanie Ostaszwilego na dwa lata łagru (popełnił w nim samobójstwo) umocniło zapewne u jego sympatyków wiarę w autentyczność tego dokumentu.

Wiele już złego powiedziano o materializmie historycznym. Była to istotnie dość prymitywna oraz jednostronna teoria, wyjaśniająca wszystko przez stosunki produkcji i czynniki gospodarcze. Trudno jednak zaprzeczyć, iż marksizm stanowił równocześnie pewną próbę racjonalizacji dziejów. Jego stopniową likwidację zapoczątkował już stalinizm: w ujęciu czwartego klasyka marksizm jako metoda interpretacji historii kończył się tam, gdzie zaczynały się interesy rosyjskiego imperializmu, i to na całej przestrzeni jego dziejów. W chwili obecnej natomiast rozpad imperium pociągnął za sobą całkowitą likwidację doktryny uzasadniającej jego istnienie (nazywanie jej marksizmem staje się zresztą coraz bardziej umowne). W zaistniałej pustce ideologicznej pojawiły się upiory. Doraźnym wystąpieniom antysemickim sekunduje dość systematyczna kampania prasowa, nawiązująca do broszurek, jakie na temat Protokołów mędrców Syjonu publikowały w latach wojny domowej wydziały propagandy przy sztabach Denikina, Kołczaka oraz Wrangla (por. rozdział Protokoły mędrców Syjonu a rewolucja bolszewicka], jak również do publikacji antysemickich, jakie ukazywały się na emigracji. Jest to niewątpliwie wynik pilnej lektury tamtych wydawnictw oraz rezultat odradzania się nacjonalizmu rosyjskiego z całą towarzyszącą mu nowomową, w której pojęcia syjonista i rusofob są używane wymiennie.

Każdy odbiorca rosyjskiej prasy oraz telewizji łatwo spostrzeże, iż dominuje w niej nurt, który nazwałbym "wściekłością na historię". Raz po raz zadawane jest pytanie, jak to się mogło stać, że tak utalentowany naród znalazł się obecnie we wręcz katastrofalnej sytuacji. Dlaczego ludność państwa władającego milionami hektarów urodzajnej ziemi i wielkimi zasobami bogactw naturalnych przez przeszło 70 lat musiała stać w kolejkach, stale odczuwając brak elementarnych artykułów? Kto pozostaje odpowiedzialny za masową i krwawą eksterminację rosyjskiej elity umysłowej? Rozgoryczenie jest tym większe, iż dawniej można się było powołać na militarną potęgę Związku Radzieckiego, dzięki której Kreml zdołał poddać znaczną część Europy Środkowowschodniej swej kontroli. Dziś, wobec upadku imperium, odpada ta ostatnia satysfakcja; rodzi się natomiast coraz powszechniej przekonanie, iż całe zło zaczęło się od rewolucji oraz od terroru, jaki jej towarzyszył. Temu wszystkiemu winni są zaś nie sami Rosjanie, lecz "inorodcy", przede wszystkim zaś Żydzi.

"Dawno minęły te czasy, kiedy antysemici wstydzili się swych poglądów i dawali im wyraz po kryjomu. Dzisiaj antysemityzm głośno daje o sobie znać ze szpalt takich pism, jak >>Nasz Sowremiennik<<, >>Mołodaja Gwardia<<, >>Literaturnaja Rossija<< i >>Moskowskij Literator<<. Wysunięto już żądania wprowadzenia normy procentowej (numerus clausus) przy przyjmowaniu Żydów na wyższe uczelnie, do pracy w instytutach naukowych czy wydawnictwach [...]. Tylko patrzeć, kiedy zażądają ponownego, jak za caratu, wyznaczenia granicy dopuszczalnego osiedlania się Żydów..." - pisze rosyjski publicysta Walentin Oskocki. Przytacza on wypowiedzi Walentina Pikula, autora nader popularnych w ZSRR powieści historycznych, z których wynika, iż obalenie caratu było dziełem syjonistycznego spisku (tych "sił tajemnych, które reżyserowały historię"). W istocie, nie ma w tej kwestii zbyt wielkiej różnicy pomiędzy poglądami Sołżenicyna a artykułami, które ukazywały się na łamach "Naszego Sowremiennika". Wszędzie rewolucja jest przedstawiana jako suma ogromnego zła, którego Rosjanie nie mogliby wyrządzić sami sobie. Jej zwycięstwo nie wynika bynajmniej z winy samych Rosjan, którzy na miejsce jednego jarzma dali sobie pokornie narzucić drugie, o wiele gorsze i okrutniejsze, ale z ich uwikłania w piekielną intrygę zmontowaną przez mędrców Syjonu. Starają się oni ich oczernić w oczach innych narodów. To Żydzi tworzą "czarną legendę" na temat Rosjan.

Pojęcie to wprowadził do historiografii hiszpański historyk, Julian Juderias, w swej słynnej książce La leyenda Negra. Estudios acerca del concepto de Espańa en el extianejro (Czarna legenda. Studia na temat wizji Hiszpanii w oczach obcych). Określił on ją jako zespół negatywnych, krzywdzących i niczym nieuzasadnionych opinii, które, od XVI wieku poczynając, krążą zarówno po Półwyspie Iberyjskim, jak i w Ameryce Łacińskiej. Zdaniem Juderiasa szerzą ją głównie wrogowie katolicyzmu i Kościoła, zarzucający jego ojczyźnie fanatyzm, ciemnotę i okrucieństwo. Przedstawiają oni Hiszpanów w roli wrogów postępu, tolerancji i kultury, zamieszkujących najbardziej zacofany z krajów naszego kontynentu. Książka Juderiasa, utrzymana w polemiczno-apologetycznym stylu, od pierwszego jej wydania w 1914 roku do chwili obecnej doczekała się przeszło dwudziestu edycji, budząc cała masę polemik. Zasadność "czarnej legendy" do dziś rozpala namiętności w całej Ameryce Łacińskiej.

Otóż czytając wydane w 1989 roku obszerne studium Igora Szafarewicza Rusofobia, miałem wrażenie, że wreszcie pojawił się "rosyjski Juderias". Podobnie jak jego hiszpański poprzednik, tak i Szafarewicz polemizuje w niej ostro z opiniami "szkalującymi" jego rodaków oraz samą Rosję. Nieprawdą jest - pisze - jakoby okrucieństwo czy despotyzm stanowiły cechę specyficzną tylko dla jej dziejów, a sama rewolucja 1917 roku konsekwentnie z nich wynikała. Jedynie oszczercy Rosjan twierdzą, iż w stalinizmie doszedł do głosu ich charakter narodowy, niezdolny do stworzenia ustroju opartego na zasadach wolności i demokracji. Mylą się głęboko lub działają w złej wierze ci, którzy utrzymują jakoby od rządów Iwana Groźnego do stalinowskiej dyktatury wiodła konsekwentna droga, wyrażająca się w pogłębianiu oraz doskonaleniu despotycznych form rządu. Szafarewicz, ubolewając, że podobne poglądy znajdują przychylny rezonans również i w części prasy radzieckiej, przytaczał liczne kontrargumenty, w których rozpatrywanie nie będę się tu wdawał. Dla zasadniczego tematu mojej pracy istotne jest co innego, a mianowicie twierdzenie, iż skrajny nurt żydowskiego nacjonalizmu cechuje nienawiść do Rosji, jej historii i w ogóle wszystkiego co rosyjskie.

Na dowód tego autor Rusofobii przytacza wypowiedzi rosyjskich dysydentów żydowskiego pochodzenia z Andriejem Siniawskim (A. Tercem) na czele. Jego zdaniem ta nienawiść oraz pogarda dla wszystkich nie-Żydów wyziera z każdego opowiadania Babla, które poświęcił Konarmii. Jedynie Żydzi są tam ukazywani z sympatią i współczuciem. Szafarewicz nie oszczędza nawet popularnych powieści satyrycznych Ilfa i Piętrowa (Dwanaście krzeseł oraz Złoty cielec}. Zarzuca ich autorom, iż nakreślili tam postacie przedstawicieli dawnej rosyjskiej kultury - szlachty, popów czy inteligencji - w sposób sugerujący czytelnikowi, iż ma tu do czynienia nie z ludźmi, ale niemalże zwierzętami, które można z satysfakcją myśliwego zlikwidować.

Biorąc tak masowy udział w rewolucyjnym ruchu rosyjskim, Żydzi mieli - zdaniem Szafarewicza - nadzieję, że po jego zwycięstwie przekształcą się w warstwę panującą w nowym państwie. Tak się też i stało: mimo że stanowili oni zaledwie 1-2 procent mieszkańców Rosji radzieckiej, to jednak dając upust swej nienawiści do rosyjskiej kultury oraz tradycji, kierowali w istocie dziełem ich zniszczenia, jak również eksterminacją grup i warstw, które były nosicielami tych wartości. Szafarewicz powołuje się też na udział Żydów w wymordowaniu carskiej rodziny (istotnie, byli nimi Swierdłow, który ją bezpośrednio zarządził, oraz Jakowlew, główny wykonawca kaźni), w kierowniczych organach GPU, likwidujących najbardziej wartościowe elementy rosyjskiego chłopstwa (walka z tak zwanymi kułakami), w niszczeniu prawosławia: wiary, duchowieństwa i Kościoła. Czynili to z nienawiści do Rosji. Z tych samych pobudek wylewali też całe kubły pomyj na jej wielkich synów, nazywając na przykład Piotra Wielkiego syfilitykiem czy pederastą, a Michaiła Kutuzowa "reakcyjnym działaczem".

Dyskusja z tymi tezami, utrzymanymi niemalże w duchu komentarzy do Protokołów mędrców Syjonu, nie miałaby oczywiście większego sensu. Ograniczę się przeto do dwóch tylko uwag. Po pierwsze, falom terroru stalinowskiego towarzyszyło właśnie odwoływanie się do nacjonalizmu rosyjskiego i gloryfikacja polityki carów, nawet tej, prowadzonej wobec narodów podbitych przez Rosję. Wysadzano w powietrze zabytkowe cerkwie czy klasztory, w tym samym jednak czasie zaczęto sławić Piotra Wielkiego i Iwana Groźnego, z którymi to carami Stalin się porównywał (i lubił, gdy w filmach i powieściach czyniono to samo).

Historia niełatwo układa się w schematy podsuwane jej przez Szafarewicza. Również jego teza, jakoby to głównie Żydzi "szkalowali" Rosjan, nie wytrzymuje konfrontacji z faktami. Rusofobia jest poświęcona w znacznym stopniu polemice z książką Richarda Pipesa Russia under the Old Regime, która ukazała się przed kilkunastoma laty w przekładzie rosyjskim (oczywiście na Zachodzie), a następnie w tłumaczeniu na polski (Rosja carów, Warszawa 1990). Ale przecież analogiczne tezy rozwijał już cytowany przez nas Jan Kucharzewski, dowodząc w swym wielotomowym "serialu historycznym", iż zaprowadzony przez bolszewizm ustrój stanowi ukoronowanie despotyzmu, jaki panował w Rosji od wieków. Stalinizm to jego zdaniem zrusyfikowany marksizm.

Tymczasem jeśli już ktoś psuł Rosji opinię od stuleci, czynili to raczej Polacy niż Żydzi. Jeśli oczywiście szkalowaniem można nazwać pisanie prawdy o terrorze i despotycznym systemie sprawowania władzy. Zbrodnie Iwana Groźnego demaskowały niemal na bieżące książki, jakie - między innymi z inspiracji Stefana Batorego - ukazywały się w szlacheckiej Rzeczypospolitej. Z aktualnie prowadzonych badań nad literaturą lagrową wynika zaś, że już pod koniec lat dwudziestych XX wieku zapoczątkowali ją ci Polacy, którym udało się ujść z Wysp Sołowieckich. Sięgając do klasyki tego typu literatury, warto wspomnieć, że Gustaw Herling-Grudziński (Inny świat) i Józef Czapski (Na nieludzkiej ziemi) wydali swe relacje o "archipelagu Gułag" na długo przedtem, zanim opisał je Sołżenicyn. Notabene ten ostatni zarówno w poglądach na rusofobię, jak i na rolę Żydów w wywołaniu rewolucji bolszewickiej zbliża się do tez zaprezentowanych przez Szafarewicza, z którym zresztą łączy Sołżenicyna od lat bliska przyjaźń. Poglądy te znalazły wyraz w jego powieści Lenin w Zurychu.

"Pierestrojka" nie położyła kresu tego typu propagandzie, lecz wręcz przeciwnie, zintensyfikowała ją. Wspomniany poprzednio Sergiusz Nilus jest we współczesnej Rosji otoczony swoistym kultem przez pewne kręgi Cerkwi prawosławnej. Do jego wielbicieli należał zmarły przed kilkoma laty metropolita Petersburga Joan, będący także zagorzałym propagatorem Protokołów... Z inicjatywy Joana powstało stowarzyszenie "Prawosławny Sankt Petersburg", które ustanowiło nagrodę literacką imienia Nilusa. W preambule do jej regulaminu czytamy, iż Sergiusz Nilus jest znany prawosławnemu ludowi przede wszystkim jako człowiek, który opublikował Protokoły mędrców Syjonu.

 






*** JANUSZ TAZBIR - PROTOKOŁY MĘDRCÓW SYJONU - Autentyk czy falsyfikat, cz. 1








ŻYDZI A SPRAWA POLSKA