Gazeta Wyborcza - 20/06/1997
Irena Morawska
Jak Emilię z Kalabrii od złej pani wykradłam - 1
Nałożę ulubioną sukienkę Emilii. Na pewno ją rozpozna i zrozumie, że przybywam od bliskich, na ratunek.
Do redakcji "Gazety" zadzwoniła Jolanta G. Jej brat, Roman G., wysłał do pracy we Włoszech sasiadkę, Emilię. Listy od Emilii są dziwne, coraz bardziej obce. Rodzina podejrzewa, że Emilia trafiła do sekty albo jest maltretowana psychicznie przez pracodawczynię.
Drzazga dziękuje, lamentuje i obiecuje
Spotkałam się z Jolantą. Opowiedziała, że pracodawczynią Emilii jest Regina Drzazga, od lat mieszkająca we Włoszech. Jakiś czas temu Drzazga napisała list do matki Jolanty. Wspominała w nim, że kiedy w dzieciństwie ciężko zachorowała, lekarzem, który jej pomógł, był nieżyjący już ojciec Jolanty. Teraz Drzazga prosi wdowę o inną pomoc. Potrzebuje odpowiedniej osoby, nadającej się do niej i do jej smutnej sytuacji życiowej. "Taka osoba ma możliwość usystematyzowania się przy mnie, dzięki mnie, na resztę życia. Błagam o łaskawe wyszukanie odpowiedniej osoby".
Drzazga daje w liście do zrozumienia, że prosząc o taką pomoc, rewanżuje się równocześnie za opiekę, jakiej doznała od doktora G., z którym, jak dodała, "jest bardzo podobna charakterialnie". "Odpowiednia osoba" wiele u niej zyska.
Jolanta G. jest przekonana, że włoska historia Emilii będzie ciekawa dla reportera. Proponuje: Rodzeństwo G. daje ten temat "Gazecie", "Gazeta" zaś płaci za detektywa, który pojedzie do Włoch, wydobędzie Emilię z opresji i przywiezie do Polski.
Zastanawiam się. Nie odpowiadam na propozycję. Na razie będę szukać informacji w Polsce.
Truskawkowy domek
Emilia urodziła się jako drugie dziecko Ireny K. Wówczas mieszkała w P. na Pomorzu. W tym samym miesiącu i roku jej "Pani" - Regina Drzazga - poślubiła Antonio P., bogatego Włocha z Kalabrii.
Był wrzesień 26 lat temu.
Ojca nie wzruszyły narodziny Emilki. Pił jak co dzień. Kilka lat później odszedł. Irena procesowała się o alimenty. Dzieci - Andrzej, Emilka i Asia - nawlekały tytoń i doglądały, czy dobrze się suszy.
Pojawił się ojczym. Bił matkę. Andrzej uciekł do ojca (który za kobietą osiadł w innym województwie), Emilia i Joanna płakały i pielęgnowały przyrodniego brata, Adasia. Gdy podrosły, przepędziły ojczyma. Pozostały po nim rozwalone siekierą drzwi i przekraczające wyobraźnię długi. Trzeba było sprzedać ciągnik i dom.
Wynajęły mieszkanie w innym województwie, w W. Irena sprzątała w szkole. Córki posłała do internatu: Joanna wybrała technikum ekonomiczne, Emilia - rolnicze. Planowała studia na SGGW, ale do studiowania są potrzebne pieniądze.
Na wakacjach Emilia i Joanna zbierały w Niemczech truskawki.
Rok temu za truskawkowe pieniądze kupiły kawałek ziemi, a na niej sypiący się domek z trzema izbami i wychodkiem pod niebem. Starczyło jeszcze na kolorowy telewizor z pilotem i sukienkę dla Ireny, bo rzadko kiedy sama sobie coś kupiła.
Joanna i Emilia zostały kierowniczkami pobliskich sklepów. Zarabiały po sześćset złotych. Większość wchłaniał zakupiony dom.
Emilka łapie okazję życia, nie bacząc na punkty
List Reginy D. był kuszący. Osoba, która miała się przy niej "usystematyzować", korzystałaby z doskonałych warunków. "Mieszkanie jest duże, 350 m, bardzo czyste i przyjemne. Praca byłaby przyjemna i bieżąca: dla osoby szczerze zainteresowanej, chętnej i pracowitej, nie byłaby ta praca żadnym problemem [...] To jest okazja życia!".
Regina gwarantowała pokój z łazienką i 100 dolarów tygodniowo. Do listu załączyła "punkty" - spisane na dwóch kartkach maszynopisu obowiązki "osoby".
"Punkty" Reginy D. mówiły o tym, jak "osoba" ma wyglądać: zaczesane do tyłu włosy, krótko obcięte, nie malowane paznokcie, "osoba" czysta, schludna, skromna. "Osobie" nie wolno się malować, chodzić w szlafroku ani wygłaszać własnych opinii. "Osobie" nie wolno też mieć związków emocjonalnych z rodziną.
Roman G. uznał, że idealna "osoba" znajdzie się w rodzinie jego sąsiadki, Ireny.
Irena zwołała naradę z córkami. W podnieceniu przeliczały przyszłe dolary na złotówki. Wychodziło bardzo dużo. Do tego wyżywienie, dach nad głową. Zadecydowały: do Włoch pojedzie Emilka.
Chciała rzucić okiem na "punkty", z którymi miała zapoznać się przed podjęciem decyzji o wyjeździe. Gdy upomniała się o nie, Roman G. powiedział: "Jesteś dorosła, jedziesz na własne ryzyko".
Będziesz moim kawałkiem ojczyzny - pisze Regina
Po pierwszej rozmowie telefonicznej z Emilią Regina napisała: "Jestem szczęśliwa z poznania i usłyszenia Ciebie. Jesteś już, mimo iż Cię jeszcze osobiście nie znam, bliska mojemu sercu, tym bliższa, że pochodzisz z moich stron: z Pomorza. Jestem pewna, że będzie nam dobrze razem i że przy Tobie znajdę wreszcie tę pogodę i spokój ducha, którego tak mi brakuje. Będziesz moją rodziną i moim kawałkiem Ojczyzny"...
Emilia zaciągnęła pożyczki w banku i u przyjaciół (pracodawczyni nie pokrywała kosztów podróży). Kupiła prezenty dla pracodawczyni. Na konto włoskiego zarobku założyły w domu centralne, bo zimno i wilgoć nie dawały żyć.
Emilia współczuła przyszłej pracodawczyni, którą (jak się dowiedziała) "opuścił okrutny mąż". Chciała wesprzeć cierpiącą.
Rozwiązała umowę z właścicielem sklepu, zapakowała trochę rzeczy, książeczkę do nabożeństwa, różaniec i wsiadła do pociągu. Rodzina pomachała jej i powierzyła opiece Matki Bożej Licheńskiej.
Emilia posłusznie unika wścibskich spojrzeń
"Kawałek Ojczyzny" jechał do Kalabrii blisko czterdzieści godzin. Regina Drzazga odebrała go 7 października 1996 r. na stacji Lamezia Terme. Samochodem panda powiozła Emilię do Serra San Domenico, miasteczka położonego wysoko w górach. ("Drogi są tu tak kręte, że żołądek latał mi w brzuchu, jakby był na karuzeli. Coś okropnego" - pisała potem Emilia). Przed wjazdem do miasta Regina kazała Emilii położyć się na tylnym siedzeniu. Tłumaczyła, że nie ma jeszcze pozwolenia na pracę i lepiej uniknąć wścibskich spojrzeń.
Regina jest mądra, inteligentna i czuła
Po kilku dniach Irena, Joanna i Adaś stłoczyli się nad pierwszym listem od Emilii. "Moi kochani! Minęły trzy dni, gdy jestem pod jednym dachem z p. Reginą. Jestem wciąż w szoku po przebytej drodze. Musiałam dopłacać do każdego biletu tzw. suplemento. Całe szczęście miałam te 50 000 lirów".
Opisała dom Drzazgi: "Mieszka w kamienicy trzypiętrowej i zajmuje mieszkanie na ostatnim piętrze. Jest ogromne i jeszcze teraz w nim błądzę. Są cztery łazienki i multum pokoi, które trzeba każdego dnia sprzątać. Za sprzątanie zabieram się o godz. 8.00, kończę ok. 18.00. Do tego dochodzi palenie całą zimę w kominku. Wszystko musi być zrobione pedantycznie, gdyż p. Regina jest osobą pedantyczną pod każdym względem...".
I opisała pracodawczynię: "Wyższa ode mnie, blond włosy, chodzi w dżinsach i bluzie sportowej. Jest bardzo spokojna, mądra, inteligentna i czuła".
Emilia pisze, że brak jej wolności
Emilia powiadomiła, że pieniądze za pracę wyśle dopiero w listopadzie, bo Regina będzie płacić jej co miesiąc, a nie co tydzień. Przeprosiła za to i skomentowała, że jej pracodawczyni nie rozumie, co to są długi i pożyczki. Martwiła się: "Jak będziecie żyć? Musicie sobie jakoś poradzić. Później regularnie wysyłane przeze mnie pieniądze będą dla Was pomocą...". I dodała, że brak jej wolności. "Ale do tego można się przyzwyczaić, zwłaszcza że mam dużo pracy, która pozwala zapomnieć o wszystkim".
Pytała: "Co słychać w domu? Jak nasz nowy piec w kuchni, czy zdaje egzamin? Czy w domu jest ciepło? Jak zapłaciliście za centralne? Jak nasz Adaś się uczy? Co w Polsce? Co w pracy? Czy oddałaś pieniądze i książkę p. Jadzi? Czy Beata urodziła?".
Widocznie Regina D. zakazała Emilii przyjmowania listów od koleżanek, bo Emilia pisała: "Powiedz dziewczynom, aby do mnie nie pisały. P. Regina jest fajna, ale muszę stosować się do jej zasad. Trudno, żyje się dalej".
Matka Emilii wzdycha: - "Brakuje mi wolności", co to znaczy?
Zapytała o to w liście.
Emilia wyjaśniła, że nie wychodzi z domu, bo nie ma pozwolenia na pracę i pracodawczyni mówi, że "jak złapie ją policja, to wsadzi do więzienia". Emilia "słońce ogląda tylko przez szybę", sprząta i czeka na listy, bo "one są najważniejsze".
Kolejny list z Kalabrii, pisany pośpiesznie, trochę chaotycznie, niemal w całości poświęcony jest trosce o rodzinę: "Jak mamusia? Czy jest zdrowa? Co z rentą? Niech mamusia się oszczędza i mniej pracuje! Później wszystko się ułoży. Ubezpiecz dom! Nie, nie krzycz na Adasia! Adaś, słuchaj się Asi i mamusi i ucz się, bo wówczas coś w życiu osiągniesz.
Cieszy mnie, że mam Was i zawsze mogę na Was liczyć. To mnie podnosi na duchu. Ufam, że Bóg czuwa nad nami wszystkimi...".
Następny list Emilii odkrywa szczegóły pobytu: "...wszystko musi być złożone w kostkę tak jak w wojsku. Łóżko musi być posłane w taki sposób, że nie mieściłoby się to Wam w głowie.
Okazało się, że moja poprzedniczka zachowywała się źle i później zniknęła, tak że p. Regina ma złe doświadczenia. Mam nadzieję, że Wasze listy nie będą namawiały mnie do powrotu, gdyż moja poprzedniczka ciągle otrzymywała listy, w których matka była zawsze umierająca i ta dziewczyna strasznie rozpaczała, a potem zniknęła...".
W listach Emilii widać coraz większe przerażenie i poczucie winy, że nie wysyła pieniędzy. "Nie mogę przez to spać. Teraz Wszystkich Świętych, znowu wydatek. Tak mi ciężko, że jestem taka bezradna.
Wie mamusia, że zawdzięczam mamusi bardzo, bardzo dużo. Tego po prostu nie da się opisać, dlatego musi mamusia o siebie dbać, żebyśmy mogły jeszcze porozmawiać.
Asia, szanuj mamusię i nie krzycz tyle. Życie jest jedno i trzeba go przeżyć w spokoju."
Mimochodem pisze: "Pani Regina patrzy na listy i myśli, że ja (jak poprzedniczka) opisuję ją w złym świetle...".
Upragnione pieniądze nie przychodzą
Rodzina nie rozumiała tych listów. Co znaczy, że Regina patrzy na listy?
Kolejne wiadomości od Emilii przyszły dopiero w połowie grudnia. Napisała, że pieniędzy nie przyśle, bo pracodawczyni płaci co kilka miesięcy.
"Pierwszy miesiąc był dla mnie bardzo trudny. Musiałam dużo rzeczy się nauczyć u Pani Reginy, która jest jedyna w swoim rodzaju. Jest dla mnie bardzo dobra i wyrozumiała, ale żyjemy pod jednym dachem, jak rodzina, i jej kłopoty są moimi i odwrotnie. Na początku bardzo trudno było mi to zrozumieć. Byłam zapatrzona tylko w siebie, ale teraz jest inaczej."
Dalej Emilia pisze: "Zdrowie i spokój są najważniejsze. To, co zdążycie zrobić przy domu, to dobrze, a co nie - mówi się trudno. Nie musicie szaleć z tynkowaniem i zmianami. Ważne, że macie własny kąt i dach nad głową. Odpocznijcie sobie. Trzeba żyć życiem codziennym, bo inaczej można dostać kota. Każdy z nas niesie krzyż, który otrzymał od Pana Boga. Wy tam, ja tu. Jak mi Roman opowiadał o p. Reginie, to wszystko wyglądało inaczej. Gdybym przeczytała list, który przysłała p. Regina, to na pewno bym się nad tym wyjazdem głęboko zastanowiła. List ten zawierał >>punkty<<, które powinnam była osobiście przeczytać, a oni mi powiedzieli to, co chcieli.
Adam, pamiętaj, nauka jest potęgą. Twoja wiedza otworzy ci wszystkie drzwi: i pracę znajdziesz lepszą, i ludzie będą cię cenić. Dla mnie jest to szkoła życia, która jest twarda jak beton".
Pani jest osobą silną charakterialnie
Irena podupadła na zdrowiu. Joannie przyśniła się Emilia: "Jest mi tu dobrze" - mówiła przez łzy.
Joanna wstała mokra od łez i potu o trzeciej rano. Chodziła wte i wewte po pokoju. I zobaczyła, że w kuchni tak samo chodzi Irena.
Na Gwiazdkę Emilia napisała: "Chcę, żebyście zrozumieli, że pomyliliśmy się co do tego wyjazdu i do Pani Reginy. Pani jest osobą bardzo silną charakterialnie, wymagającą wobec siebie i innych. Jest, jeśli można tak powiedzieć - generałem, który wie, czego chce. Z Panią nie ma żartów. Pani jest tutaj osobą bardzo znaną, szanowaną i podziwianą. Ma bardzo duże znajomości na policji, w sądach i u adwokatów, dlatego Pani wie, z jakimi zamiarami ja tutaj przyjechałam. Na początku zachowywałam się bardzo źle, listy, które do Was pisałam, to same pierdoły. Teraz zrozumiałam, jakie błędy popełniłam, i chcę je naprawić, i odzyskać w oczach Pani zaufanie.
Nadepnąć Pani na odcisk to znaczy mieć będziemy przez nas boleści, możemy wszystko stracić. Pracę, dom i całe nasze życie.
Pani powiadomiła policję, że ja przebywam u niej, i cokolwiek by się stało, to ja odpowiadam za wszystko.
Listów nie będę do Was pisała, bo nie mam chęci ani czasu, bo plotkujecie na temat Pani, co jest niewybaczalne. Jeszcze nie urodził się taki, kto zrobiłby Pani krzywdę.
Nie liczcie na pieniądze, które kiedyś tutaj otrzymam. Wy żyjecie swoim życiem, a ja swoim, które chcę ułożyć przy Pani, jeżeli Pani mi pozwoli...".
Irena stanęła przed Romanem G.
- Gdzieżeście posłali moją córkę?!
N. pamięta Reginę
Kim jest Regina D.? Dowiedziałam się, że w N. mieszka jej dawna koleżanka, 56-letnia rencistka, Bożena Witkowska.
N. - niewielkie miasteczko nieopodal Bydgoszczy. Starsi mieszkańcy pamiętają rodzinę D.: Reginę, jej matkę - Irenę i ciotkę - Cecylię, które samotnie wychowywały Reginę.
Wiele osób nie chce o Reginie rozmawiać. Starsza kobieta: - Ta "gestapówa" panią na nas nasłała? Pewnie i Włochy mają jej dość! Ona chce tu wrócić i bada, co o niej sądzimy?
Bożena Witkowska radzi, bym ostrożnie zbierała materiał o Reginie, bo ktoś może ją o tym powiadomić. Wówczas Emilia będzie miała jeszcze większe kłopoty.
I nie z przyjaźni ją zawiadomią, ale żeby jej dołożyć. Regina jest w N. znienawidzona.
Fragment listu Reginy D. sprzed lat do Bożeny W.: "...Dostałam wiadomość, że moja Ciotka miała wylew do mózgu i jest sparaliżowana. Możesz sobie wyobrazić, jak to przeżyłam! Dziś okazało się, że to nieprawda! Ktoś napisał, żeby zrobić mi >>niespodziankę<<! Tacy są dziś ludzie! Taki świat!...".
Bożena i Regina poznały się w N. w końcu lat 60. Regina była tam farmaceutką, Bożena, ówczesna urzędniczka w CPN, wpadła po jakiś lek. Pogadały sobie.
Poza tym, że Regina jako jedyna w mieście miała wówczas dżinsy, Bożena niewiele o niej wiedziała. Ledwie sprowadziła się do N. za mężem. Regina skarżyła się "na ten motłoch i hołotę w N.", opowiadała o fantastycznych wojażach zagranicznych. Nigdy nie zdradzała, dlaczego tak łatwo dostawała paszport. - Nauczyła mnie, że jeśli sama o czymś nie mówi, lepiej nie pytać.
Bożena zbiera siły, by opowiedzieć o swoim pobycie "w piekle", czyli u Drzazgi. Nie może postawić kawy na stole. Tak drżą jej ręce. - Gdyby pani spotkała diabła, zapomniałaby pani o tym?
Regina łączy się z Bożeną w cierpieniu
Gdy Bożena wróciła od Reginy z Włoch, miała tak stargane nerwy, że spadła z krzesła, gdy kukułka wyskoczyła z zegara.
W połowie lat 80. Bożena miała wypadek samochodowy. Córka przyjaciół, którą wiozła, zginęła. Ona ledwie przeżyła. Gdy w szpitalach składano ją przez kilka miesięcy, porzucił ją mąż. Regina D. pisała wtedy z Włoch: "Los cię tak samo prześladuje jak mnie! Jakże jesteś mi bliska! Jest mi smutno, bardzo smutno, bo wiem, co znaczy być w potrzebie i nie mieć nikogo przy boku. Samotność jest najgorszą rzeczą, jaka może przytrafić się człowiekowi! Poznałam to na własnej skórze, bo zawsze byłam sama...".
I namawiała Bożenę na przyjazd: "Byłoby nam dobrze razem, bo obydwie jesteśmy pobite przez życie i ludzi, dlatego znamy cierpienie. Gdybyś mogła i zechciała przyjechać do mnie na 4 lata? Potrzebuję Twojej serdeczności, Twego uśmiechu, Twego optymizmu w życiu. Jesteś mi bardzo potrzebna, bo jestem na dnie".
Bożena nie chciała tam jechać. W jej listach Regina wyczuła wahanie. Napisała: "Miałabyś okazję dorobić się u mnie przez te lata, odłożyć sporo i byłoby ci spokojnie i dostatnio po powrocie do Kraju. Osoba, którą wspólnie znamy, pomogłaby ci wyrobić paszport...".
Bożenę, która nagle znalazła się na łasce skromnej renty, skusiła taką zachętą.
Pojawia się argument o wyspie skazańców
- Przywitała mnie różami, ale bez uśmiechu - wspomina Witkowska. - Ona nigdy się nie uśmiechała. Idąc przez dworzec Stazione Termini w Rzymie, powiedziała: "Jedną dziwkę zostawiłam na tym dworcu w upał, bez paszportu, bez pieniędzy i bez podpasek. A bardzo by się jej wtedy przydały".
Bożena pamiętała, że Regina nie lubi zbędnych pytań, więc nie będzie pytać, czym podpadła "ta dziwka".
- Gdy tylko wzięła ode mnie paszport, zaczął się koszmar - wspomina. - Krzyknęła: "Wpadłaś w paszczę lwa!".
Zaczęły się pretensje o źle położoną łyżeczkę, nie tak wyprasowaną poszwę. Gdy Bożena upominała się o wypłatę, dawna koleżanka szydziła: "Ciesz się, że masz mnie i dach nad głową".
Syn Reginy, Massimiliano (wówczas piętnastolatek), nic nie mówił, nie uśmiechał się, nie płakał. - Maska! - tak go określa Bożena. - Żal mi było tego chłopca. Miał przykazane traktować nas jak powietrze.
Drzazga lubiła otaczać się kilkoma Polkami jednocześnie. Razem z Bożeną przebywały u niej dwie inne. - Miałyśmy zakaz rozmawiania ze sobą - wspomina. - Regina śledziła nas. Napuszczała na siebie i mawiała: "I tak wiem, o czym rozmawiacie, bo w domu są podsłuchy". Podsuwała nam donosy do podpisania, gdy nie chciałyśmy tego zrobić - głodziła nas i wyzywała dodatkowo.
Donosiła m.in. na kobiety, które kiedyś zatrudniała, że handlują dolarami, źle się prowadzą, nielegalnie przebywają we Włoszech, pracują na czarno. Wysyłała je do polskiego MSZ, do ambasady.
Szantażowała, że jeśli nie będą uległe, czeka je to samo. Podczas jednego ze sporów z sąsiadem Regina zapytała Bożenę, kto miał rację: ona czy sąsiad. Bożena odpowiedziała, że sąsiad. - Tak mnie palnęła w twarz, że jedynkę mi wybiła - wspomina Witkowska. - A potem mówiła: "Ciesz się, że nie wracasz do tej chamskiej Polski w worku foliowym".
- Żądała, byśmy mówiły, że jest piękniejsza od księżnej Diany. Jak mówiłam coś nie po jej myśli, straszyła: "Poślę cię na wyspę skazańców, jak jedną dziwkę!".
Regina urządza Bożenie wigilię
Kiedy Bożena po raz kolejny upomniała się o paszport, Regina oddała go, zapłaciła za pracę i powiedziała: "Na Boże Narodzenie jedziemy do Serra San Domenico, wspólnie spędzimy Wigilię, a potem sobie wyjedziesz". - Tam zaprowadziła mnie do opuszczonego domku na terenie tartaku (własności jej męża) i kazała mi się rozebrać do naga.
Było to krótko po tym, jak Drzazga postraszyła Witkowską, że "pośle ją do kraju w foliowym worku". - Tak strasznie się jej wtedy bałam. Stałam tam jak sparaliżowana. Krew ze mnie odpłynęła. Byłam przekonana, że ona mnie zabije. Więc się rozebrałam. A ona zabrała moje rzeczy, torebkę z dokumentami, pieniądze, notes i zamknęła na święta. Bruna Zaffino, która przyszła sprzątać po świętach, znalazła mnie wycieńczoną z głodu i zimna.
Bożena płacze: - Takiego upokorzenia nigdy nie doznałam.
Po wizycie u Drzazgi Bożena W. leczy się u kilku specjalistów. Łyka leki na uspokojenie.
Szukam kobiet, które były u Reginy we Włoszech
Bożena wylicza nazwiska kobiet, o których wie, że były u Drzazgi: Teresa O. z Poznania, Barbara K. z Łodzi, Janina O. z Lądka Zdroju, Barbara W. z Kalisza, Eleonora Sz. z N., Maryla B. z N., Zofia O. z okolic Warszawy.
Próbuję odszukać pokrzywdzone przez Drzazgę osoby. U Teresy O. z Poznania nigdy nie odpowiada telefon. Barbara K. z Łodzi zmarła w marcu tego roku. Kilka lat temu pojechał po nią do Drzazgi mąż, Mirosław. Mówi: - Jeśli istnieje piekło, to żona przeżyła je u Drzazgi.
Adresu i telefonu Janiny O. z Lądka Zdroju nie udaje mi się ustalić. Barbara W. z Kalisza - po wyjściu za mąż we Włoszech zamieszkała w Niemczech.
Eleonora Sz., kobieta zostawiona przez Drzazgę na rzymskim dworcu bez pieniędzy, paszportu i podpasek, wyjechała za Ocean.
Marylę B. Drzazga wyrzuciła na ulicę, gdy dowiedziała się, że zachorowała na płuca. Przygarnął ją zakon sióstr antoninek w Rzymie. Potem zamieszkała w Rzymie.
Zofia O. spod Warszawy niechętnie wraca do "horroru sprzed lat".
Z Drzazgą wytrzymała dwa dni.
- Gdy przyjechałam do jej mieszkania w Rzymie, były u niej dwie Polki - wspomina. - Porozumiewały się między sobą jakimiś dziwnymi gestami i spojrzeniami. Pomyślałam: "Boże, co się tu dzieje?".
Któraś z kobiet zdołała wyjaśnić Zofii, że w tym domu Polkom nie wolno ze sobą rozmawiać.
Jedna z nich skorzystała z tego, że do domu przybył jeden żołądek, i zjadła śledzia. Drzazga wykryła ten brak i wpadła w furię. Przy okazji pobiła Zofię parasolką. Zofia uciekła.
Detektyw M. planuje akcję "porwanie"
Na drugie spotkanie w "sprawie uprowadzenia Emilii" Jolanta G. przyprowadziła detektywa Wiesława M., wynajętego przez Romana G., brata Jolanty, do przeprowadzenia "akcji" - wyrwania Emilii z S.S. Domenico w Kalabrii. Detektyw przyszedł z teczką dyplomatką i telefonem komórkowym.
- Lecimy do Mediolanu, a tam chłopaki czekają z samochodami. I mkniemy do tej Kalabrii.
- Po co do Mediolanu? - zapytałam. Z Rzymu jest znacznie bliżej.
- No to skoczy się do Rzymu.
- A jak pan sobie wyobraża porwanie?
- Trzeba się liczyć z tym, że ta Regina D. ma konszachty z policją. Zmienimy tablice rejestracyjne i nas nie namierzą.
Jolanta G. pyta mnie o pieniądze. Nic nie obiecuję.
Regina pomija imię ojca
Drzazga skończyła farmację w Poznaniu w połowie lat 60. Znalazła pracę w bydgoskiej aptece.
Była wówczas wysoką blondynką. Włosy ścięte na zapałkę. Nosiła spodnie, drewniaki. Ręce w kieszeniach. Prowadziła pamiętnik. Notowała w nim zachowanie i wypowiedzi pracowników.
- Cierpiała, gdy ludzie wokół niej żyli zgodnie. Wyobrażała sobie, że knują spisek przeciw niej - mówi Jadwiga C., farmaceutka z N. - Intrygi to jej żywioł.
Po pół roku tak skłóciła personel, że interweniowała Centrala Farmaceutyczna. Żadna apteka w Bydgoszczy nie chciała kłótliwej, apodyktycznej pracownicy. Cefarm skierował ją do N., do apteki, którą kierowała Eleonora Chojnacka.
- W środowisku szumiało o sposobie, w jaki Drzazga skończyła studia: gdy jej nie szło, zjawiali się faceci w garniturach i mawiali do profesorów: "Ta pani musi zdać". I "ta pani" miała wkrótce u mnie pracować. Pot mnie oblał - wspomina Eleonora Chojnacka.
Postanowiono "kupić" Chojnacką. Ambicją każdej apteki jest robienie leków na recepty. - I dobiliśmy targu: Cefarm dał mi zezwolenie na robienie leków, ja zatrudniłam Drzazgę jako zastępczynię.
Pierwszy zgrzyt zaistniał już przy przyjęciu do pracy. Regina niedokładnie wypełniła kwestionariusz osobowy. Brakowało w nim imienia ojca. Gdy kadrowa naciskała, Regina krzyknęła: "No, niech pani pisze! Imię ojca: Brunon".
Przychodziła do pracy, kiedy miała ochotę. Czasem przysyłała matkę albo ciotkę. Mówiły: "Pani magister zachorowała".
Regina postanowiła wygryźć kierowniczkę. - Leki, które powinny stać w cieniu, wystawiała na słońce. Potem słała anonimy, że Chojnacka się nie nadaje, bo leki są zepsute.
Przed świętami każda farmaceutka miała wolny dzień, tzw. babkowe. W tym dniu kolejno się zastępowały. - Regina wzięła "babkowe", ale na zastępstwo nie przyszła. Tak skłóciła personel, że wszystkie przez nią płakałyśmy.
Dwóch panów ustawia kierowniczkę apteki
Kierowniczka napisała do wojewódzkiej centrali, że nie chce dłużej pracować z Drzazgą. Dyrektor zbladł nad podaniem: "Czy pani wie, co pani robi?! Przecież ona panią wykończy!". - Ale ja i tak byłam prawie nieżywa, a personel na tabletkach uspokajających. Powiedziałam to.
Kilka dni po złożeniu pisma w dyrekcji do apteki zadzwoniła milicja. - Nogi się pode mną ugięły - wspomina Eleonora Chojnacka. - Narkotyki jakieś czy co?
Milicja wezwała kierowniczkę na posterunek. - Wprowadzono mnie do jakiegoś pokoju, a tam dwóch facetów w garniturach, krawatach i z legitymacjami MSW (do dziś żałuję, że nie spisałam tych nazwisk). "Jak się pani pracuje?" Odpowiedziałam, że źle z Drzazgą, bo się nie nadaje. A jeden z nich, ten bardziej chamowaty, z krzykiem: "A czy ona zawsze musi mówić: >>tak jest!?<<". Nogi znów mi się ugięły, ale odpaliłam odważnie. "Tak! Póki ja za wszystko odpowiadam materialnie". Na to ten chamowaty: "Zachowuje się pani, jakby była na własnym zagonie!".
Eleonora Chojnacka popłakała się. - Ten drugi próbował mnie uspokoić. Powiedział: "Niech pani wycofa to pismo, ona jest nam potrzebna". Nie miałam wątpliwości, że to kablówka.
Kierowniczka pismo wycofała.
Wkrótce zdjęto kierownika miejscowego sanepidu. Jego miejsce zajęła Regina D.
Roman G. pomija oficjalne drogi
Jolanta G. powiadomiła mnie, że jej brat, Roman G., chce się ze mną spotkać. Przyniesie kasetę z rozmowami: z Emilią i Reginą. Rozmowy nagrano 16 i 18 stycznia tego roku, wieczorem.
Roman G. ponawia propozycję - czy "Gazeta" wyłoży 20 tys. zł na "akcję"?
- Dlaczego nie spróbuje pan walczyć o Emilię oficjalną drogą? Z pomocą ambasady, policji?
- To jest niemożliwe. A jeśli nawet, to trwałoby bardzo długo.
Roman G. udostępnia mi kasetę.
Emilia prosi, by do niej nie dzwonić
Pierwsza rozmowa. Po dwóch sygnałach w słuchawce odzywa się niski, szorstki głos:
- Pronto!
- Dzień dobry, pani Regino, Roman G. się kłania.
- Aaa, dobry wieczór.
- Dzwonię, żeby dowiedzieć się, co tam u Emilki słychać? Bo pisaliśmy, a nie mamy informacji...
- Nie rozumiem.
- Jak się sprawuje?
- Dobrze, dobrze...
- Jest pani zadowolona?
- Tak, powiedziałabym, że tak.
- A jak ona się miewa?
- Eee, dobrze. Czuje się dobrze.
- Mogę z nią porozmawiać? Jest może gdzieś w pobliżu?
- Tak, oczywiście.
Emilia zimno: - Halo.
- Cześć Emilia. Jak sobie dajesz radę?
- Dobrze.
- Zadowolona jesteś?
- Tak. Bardzo. Pani, u której pracuję, okazała się bardzo, bardzo dla mnie wyrozumiała. Bardzo dobra, bardzo... no naprawdę, pod każdym względem.
- No to świetnie, cieszę się. Pani cię słyszy, jak mówisz?
- Tak.
- I to, co ja mówię, też słyszy?
- Tak. Posłuchaj, Roman, ja mam do ciebie prośbę: powiedz w moim domu, żeby oni tu więcej nie dzwonili ani wy. Ja nie chcę tu przyjmować żadnych telefonów. Ja tu przyjechałam do pracy, nie mogę wisieć na telefonie.
- Jasne, jasne...
- Posłuchaj, Roman! Pani chce mieć spokojne życie. Wasze telefony, czy mojej siostry, czy od was..., wprowadzają mnie w stan... Ja tu chcę nowe życie rozpocząć, mi tu jest bardzo, bardzo dobrze. Ja do Polski nie chcę wracać. A jeżeli te telefony będą i będą listy z mojego domu, które mnie denerwują... Powiedz w domu moim, że ja napisałam trzy listy i każdy z nich zawiera prawdę: ja chcę tu zostać, chcę rozpocząć nowe życie. Tu jest w ogóle, w ogóle inaczej niż w Polsce. Ja nie chcę mieć kontaktów z Polską! Rozumiesz?!
- Emilka, pamiętasz, gdzie się urodziłaś?
- Hm... no pewnie. (śmiech)
- No to powiedz, gdzie się urodziłaś?
- Dlaczego wy ciągle mnie sprawdzacie?! Ja nie wiem... co wy myślicie... tu jest tak porządny dom, tak porządna osoba, że ja przy tej pani to wiesz co? Nawet nie mogłabym jej butów czyścić, rozumiesz?
Regina nie życzy sobie intruzii
Druga rozmowa.
- Dobry wieczór, pani Regino, Roman G. się kłania ponownie.
- Słucham.
- Dzwonię w delikatnej sprawie: otóż była tu przed chwilą mama Emilii u nas, no i ma obawy, że Emilia nie przysyła do domu pieniędzy na spłacenie długu, który zaciągnęła w banku. I to jest wbrew umowie zawartej między Emilią a panią...
- Proszę pana, ja panu mogę powiedzieć tylko jedno: ja zostałam bardzo oszukana. Bo przyjechała tu osoba, która okazała się zupełnie inna, niż mi było powiedziane...
- No, ale...
Regina nie dopuszcza Romana do głosu: - Ja te sprawy załatwiam bezpośrednio z zainteresowaną, która u mnie pracuje, która u mnie jest. I to jest kwestia między nią i mną. Nie ma absolutnie żadnych... intruzii z zewnątrz. Nie zgadzam się absolutnie, bo w tych "punktach" sławnych, o których się tak źle wyrażono, było wyraźnie napisane, że nie ma żadnych intruzii z zewnątrz: żadnych spraw rodzinnych, żadnego wtrącania się, nikogo. Nie mam nic więcej do dodania na ten temat.
Odłożyła słuchawkę.
Emilia i Regina mówią jak siostry
Uderzyło mnie podobieństwo głosu obu kobiet - szorstki, chropowaty, stanowczy.
Następnego dnia pojechałam do domu Emilii. Padał deszcz, Irena piekła ciasto drożdżowe. Opowiadała i płakała.
- Niech pani nas tak nie zostawi - szepnęła.
Krystyna G. opowiada o Wioletcie
Odnajduję Krystynę G. spod N., szkolną koleżankę Reginy Drzazgi. Kiedy zmarł mąż Krystyny, rodzina znalazła się w kłopotach. Córka Krystyny, Wiola, zdała maturę, syn jeszcze się uczył. Drzazga skądś się o tym dowiedziała. Zaproponowała Wioletcie pracę.
Regina Drzazga i jej mąż mieli we Włoszech trzy mieszkania. Jedno z nich w Rzymie. Wioleta G. przeszła przez każdy z trzech domów. Umówiły się, że Krystyna będzie do niej dzwoniła w każdy ostatni poniedziałek miesiąca. - Ale telefony podnosiła Regina - wspomina Krystyna. - Wychwalała córkę pod niebiosa. Za każdym razem córka "gdzieś wyszła". Z listów nic złego nie wynikało. Czułam jednak, że coś tam jest nie w porządku. Ale uspokajałam się: jak będzie źle, to po prostu wróci.
Ale Krystyna nie wiedziała, że Regina zabiera pracownicom paszporty. A gdy się upominają, straszy policją. Nie wyobrażała sobie, że jej dorosła córka, silna i samodzielna, pozwala się bić.
Regina pisała donosy na ojca Hejmo z zakonu sióstr antoninek w Rzymie, który przygarnął jej kilka ofiar. Wiozła tam Wioletę albo inną ze swych służących i - pod groźbą - kazała oddać anonim w sekretariacie. Potem rewidowała, czy dziewczyna nie ukryła w ubraniu kartki z donosem.
U Drzazgi Wioleta pracowała z dwiema Polkami. Regina zabierała im listy, a te do domu - dyktowała. Kiedyś Wioletta nie chciała oddać Reginie listu od matki i zjadła go na oczach pracodawczyni. Wspomina Krystyna: - Drzazga złapała córkę za włosy, biła ją i wrzeszczała: "Kim ty jesteś!? Polską kurwą! A ja mam pochodzenie! Jestem córką niemieckiego oficera! Nikt jeszcze ze mną nie wygrał!".
Wioleta i dwie pozostałe dziewczyny (Bogusia i Krysia) postanowiły uciec. Przygotowywały się do tego parę miesięcy. Któraś podpatrzyła, że Drzazga trzyma paszporty w torebce. Bogusia wykradła klucz od drzwi (bo ciągle były zamykane), a Wiolka paszporty. I tak jak stały - uciekły.
Krystyna nie wie, co stało się z koleżankami Wiolety. Jej córka została w Rzymie. Krystyna do niej przyjechała. - To już nie było moje dziecko - wspomina. - Ręce jej się trzęsły, niespokojnie wodziła oczami.
W Rzymie Wiolka związała się z Polakiem. Zostawił ją z dzieckiem.
- Może nie mógł z nią wytrzymać? - zastanawia się Krystyna.
Kilka miesięcy po ucieczce Wioletty od Drzazgi zmarł syn Krystyny, brat Wiolety. Lekarze źle zoperowali wyrostek. Krystyna pojechała z pielgrzymką do Papieża. W Rzymie spotkała się z córką. Potem z wycieczką pojechały na Monte Cassino.
Pod Monte Cassino na Krystynę czekał list. Ktoś chciałby się spotkać, porozmawiać. Poniżej podpis "Włoszka" i numer telefonu. Wioleta wpadła w histerię. To był numer Reginy D.
Krystyna list zignorowała.
Po powrocie do kraju co tydzień przychodziły do niej anonimy. Krystyna wiedziała, kto jest nadawcą. Nadawczyni pisała, że syn Krystyny zmarł, bo "ta polska dziwka" uciekła od niej i zostawiła ją w potrzebie, że ona widzi w szklanej kuli, że córka zginie, a Krystyna na starość oślepnie.
Odwiedzam biuro detektywa M.
Ponownie zadzwoniła do mnie Jolanta G. Zawiadomiła, że następnego dnia u detektywa jest "zebranie w sprawie wydobycia Emilii". Napomknęła, że detektyw, Wiesław M., rezygnuje szlachetnie z honorarium, ale "jego ludzie" zażądali po 25 dolarów za godzinę.
Dodała, że Roman G. zapalił się do zrobienia filmu o "tej sprawie". Jest już kamera i "wejście" do jednej ze stacji telewizyjnych. Ale copyright należy do Romka - zawiadomiła.
Był początek kwietnia. Ja już wiedziałam, że pojadę do Kalabrii, ale trzymałam to w tajemnicy przed rodzeństwem G. Nie miałam wątpliwości, że do Emilii trzeba pojechać jak najszybciej.
Miałam swój plan na uratowanie Emilii. Ale na spotkanie poszłam z ciekawości. Biuro detektywa M. (na tabliczce napis: dr nauk prawnych) mieści się na parterze jednego z wieżowców Warszawy. M. przyjął mnie w niebiesko-żółtym dresie i adidasach. Roman G. już był: elegancki, w garniturze. Detektyw podał nam sok, rozłożył mapę, wyjał lupę. I rzucił znad Kalabrii: - Czegoś się pani dowiedziała?
- Tego i owego. Baba jest dość niebezpieczna. Trzeba uważać.
Detektyw: - Chcemy wyruszyć 14 kwietnia.
Ja: - Mogłabym pojechać wcześniej na rekonesans.
- A jak się spotkamy?
- Na miejscu. W jakimś barze.
- A skąd pani wie, że tam jest bar?
- Bo wiem. Pan też już to powinien wiedzieć.
- A jak się spotkamy?
- Podam panu numer telefonu komórkowego, który będę miała we Włoszech.
Roman G.: - Rozejrzała się pani za pieniędzmi?
- Mam nadzieję, że dla siebie uda mi się zdobyć.
- Hmmm... Potrzebne są. I kamera też.
Detektyw odkłada lupę. - Mam znajomego posła z dojściem do telewizji. Pomógłby zdobyć pieniądze na film, pan Romek by napisał scenariusz.
Pan Romek spojrzał w sufit: - Chyba bym nie umiał...
Detektyw: - No to pani pomoże. Pomoże pani?
Poznaję dramat pochodzenia Reginy D.
Ci w N., którzy nie boją się rozmawiać o Reginie D., opowiadają, że w czasie wojny matka Reginy, Irena D., miała romans z niemieckim oficerem. Gdy brzuch Ireny zrobił się widoczny, mieszkająca z nią siostra, Cecylia, zamykała ją w komórce. - Każdy wiedział, że w tym brzuchu jest szwabski bachor - opowiada 83-letnia Henryka K.
W 1942 roku urodziła się Regina.
"Skażonej Niemcem" Ireny nikt już nie chciał. W N. uważano, że splamiła honor miasta.
Dwie siostry - Irena, pracownica fizyczna w drukarni, i Cecylia, księgowa - samotnie wychowywały Reginę. Dominująca w rodzinie Cecylia trzymała obie w srogiej dyscyplinie.
I w nienawiści.
Ireny nie znosiła za to, że hańbą okryła rodzinę. Biła ją, targała za włosy. Reginy nienawidziła za to, że to "znajda". - Gdy Reńka ryczała w wózku na ulicy, Cecylia robiła nad nią gesty poduszką, tak jakby chciała ją udusić - wspomina Henryka K.
Gdy Regina była mała, Cecylia kupiła jej buciki, lakierki. Najpiękniejsze lakierki w N. Ale Reginie nie wolno było w nich chodzić. Cecylia skryła je w kredensie i powiedziała, że Renia dostanie je, gdy zasłuży.
Po latach Regina pisała do Bożeny Witkowskiej: "Ciotka ma pretensję do całego świata, że ja dla niej straciłam serce! Jak mogę jeszcze je mieć po tym, co przeszłam jako dziecko?".
Ciotka Cecylia z jednej strony karciła Renię na każdym kroku, z drugiej - kazała jej być najlepszą.
Żeby przykryć hańbę Ireny.
Jej wojenny romans zżerał te trzy kobiety. Nie umiały sobie z tym poradzić. Raniły wszystkich wokół. Tak, jakby uważały, że cudzy ból złagodzi ich własny.
Dzieci wołały za Renią: "ge-sta-pó-wa!", "es-es-man-ka!". Ktoś na ścianie kamienicy, w której mieszkały, wykaligrafował: "SS".
Regina gardziła miastem, które tyle o niej wiedziało, i matką. Gardziła rodziną, która po wojnie odwróciła się od jej matki i ciotki (młodsza siostra i brat Ireny zerwali z nimi kontakt i zamieszkali w innych miastach).
Pojawia się Włoch z bukietem bzu
Na początku 1971 r. N. obiegła wieść, że "jędza z sanepidu złowiła makaroniarza". - Wokół śnieg, a Włoch przysyłał jej bzy - wspomina farmaceutka z N.
W środku komunizmu i zimy miasto gadało o bzie, Włochu i nie zasłużonym szczęściu Reńki.
Ciotka i matka zaczęły biegać do mięsnego i od drzwi, bez kolejki, wołały: "Pół kilo szynki dla pani magister, proszę". I szynka lądowała na ladzie, kolejka się oblizywała, a Regina coraz wyżej nosiła głowę.
Ślub wzięła we wrześniu 1971 r. W warszawskim Pałacu Ślubów. Bożena pożyczyła jej różową sukienkę.
Detektyw nie uprowadzi Emilii
Znając już Reginę D. z opowiadań, byłam pewna, że zabroni mi rozmawiać z Emilią. Mogłam mieć tylko nadzieję, że uda mi się dopiąć przynajmniej tego, że Emilia mnie zobaczy. Wymyśliłam, że ubiorę się w jej sukienkę. Żeby bez słów wiedziała, że przychodzę od bliskich i może oczekiwać pomocy.
Czy Regina zechce ze mną rozmawiać? Czy wpuści mnie do mieszkania? Zamierzałam wykorzystać jej słabość do komplementów (choć wiedziałam już, że jest przebiegła). Powiem, że zbieram materiał do reportażu o Polakach, którzy osiedlili się we Włoszech i odnieśli sukces.
Miałam też w zanadrzu drugą wersję. Emilia pisała, że w soboty odwiedzają przydrożną figurkę Matki Boskiej. Pomyślałam, że w jej ubraniu w sobotnie popołudnie pojawię się u stóp Madonny. Coś z tego musi wyniknąć.
Wiedziałam już, że w podróży do Kalabrii mogę liczyć na pomoc moich włoskich przyjaciół (samochód, telefon komórkowy, ochronę).
Na dwa dni przed wyjazdem do Włoch zadzwonił Roman G. Powiadomił mnie, że zrezygnował z detektywów, bo nie udało się zebrać pieniędzy. Nie powiedziałam, że mam już bilet na samolot.
Biorę do torby sukienkę Emilii
Następnego dnia ponownie odwiedziłam matkę i siostrę Emilii. Poprosiłam o jakieś ubranie Emilki. Joanna wyciągnęła barwną bluzkę i długą do kostek spódnicę, kostium szczególnie bliski Emilii: kiedyś przez miesiąc oglądała kolorowy materiał na wystawie sklepowej i żałowała, że nie stać jej na to. Po jakimś czasie kupiła jednak to marzenie z witryny i sama uszyła ubranie.
Kiedy je pakowałam, Irena w skupieniu pochyliła się nad kawałkiem kartki w kratkę. Pisała coś do Emilki. Joanna przyniosła święty obrazek. Poprosiła, bym go dała albo przynajmniej pokazała Emilii.
W czwartek 10 kwietnia poleciałam do Włoch. Za dwa dni planowałam spotkanie z Reginą i Emilią. Być może pod przydrożną figurką Madonny.
Imiona i nazwiska głównych bohaterek oraz nazwa miejscowości we Włoszech zostały zmienione.