*** Andrzej Chąciński - Nasza mała destabilizacja cz. 1
Życie - 2001-06-13
...Andrzej Brycht zaproponował druk swoich wierszy, mówiących o pracy w
kopalni w okresie stalinowskim. Wiersze, przygotowane do druku w numerze 7.
"Współczesności", zdjęła cenzura. Zamiast tych, redaktor
zdecydował zamieścić inne wiersze Brychta. Oto jeden z nich: "Urodziłem
się w poczekalni dworcowej pełnej kurew, alfonsów i glin/ siedzę okrakiem na
szynach onanizując wyobraźnię/ czekam na pociąg, który utnie mój
czas". Po wydrukowaniu tych wierszy kilkanaście pism opublikowało
komentarze w stylu: "oj, młodzi, źle się bawicie! Uważajcie! ".
Opublikowane w następnym numerze opowiadanie Brychta pt. "Balbina"
wzbudziło jednak duże zainteresowanie w środowisku literackim.
*** Andrzej Chąciński - Nasza mała destabilizacja cz. 2
Życie - 2001-06-21
...Jedną z pierwszych inicjatyw nowego zastępcy redaktora naczelnego było
przeprowadzenie przy włączonym magnetofonie dyskusji wybranych członków
zespołu na temat decyzji pozostania na Zachodzie pisarza Marka Hłaski. Od
udziału w dyskusji nie można było się uchylić. Niektórzy jej uczestnicy
dopiero w czasie nagrania zdali sobie sprawę, że Lenart, starając się
szeroko omawiać sytuację Hłaski, próbuje uzyskać po kolei od każdego z
uczestników dyskusji, wyrażone w tej albo innej formie, potępienie decyzji
pisarza. W rozmowie padło parę ostrych sformułowań. Jeden z uczestników
powiedział: "Hłasko przez swoją decyzję przekreślił swoje
pisarstwo". Z innych ust padło: "Hłasko popełnił jednoznaczny
akt polityczny, nasze ustosunkowanie się do tego rodzaju aktu powinno też być
jednoznaczne".
*** Andrzej Chąciński - Życie Andrzeja Brychta
Życie - 2001-05-17
...Czy Brychtowi ktoś powiedział, że w taki sposób powinien
przedstawić czytelnikom sylwetki Giedroycia, Herlinga-Grudzińskiego i
Kisielewskiego? Trudno znaleźć odpowiedź na to pytanie. Jednak wydaje się,
że bliższe prawdy może być stwierdzenie, iż reportaże nie były pisane pod
dyktando. Ich autor chciał działaczom partii pokazać, do czego jest gotowy.
Do działań podobnych do tych, które wykonał dwanaście lat wcześniej, kiedy
po dwutygodniowym pobycie w Monachium powiedział: "pojechałem, zobaczyłem
i przy...doliłem".
*** Robert Krasowski - Czekając na odwilż, czyli umysł nadal zniewolony (Andrzej Walicki)
Życie - 2002-06-29
...Walicki nie zgodził się z Herbertem czy Herlingiem-Grudzińskim, że
intelektualiści zaangażowali się w komunizm ze zwykłego oportunizmu.
Podobnie jak Miłosz dostrzegł w tym intelektualną chorobę. Bardzo dobrze
poznał środowisko najsilniej komunizujące - warszawskich filozofów. Zarówno
tych od Schaffa, którzy trwali u boku partii co najmniej do końca lat 60., jak
też rewizjonistów - Baczkę, Kołakowskiego oraz ich mentora - Krońskiego. I
dostrzegł u nich ideowy autentyzm. Widział jak ci młodzi hunwejbini wykańczają
Tatarkiewicza, słyszał, że Baczko przychodził na seminarium Kotarbińskiego
w mundurze, ale obok agresji i woli robienia kariery dostrzegł także szczerość.
*** Maciej Urbanowski - Śmierć radykała (Stanisław Brzozowski)
Życie - 2001-04-19
...Nie chodzi mi tutaj o zagadkę przyczyn śmierci Brzozowskiego - gruźlica,
to pewne, ale może też straszliwe kłopoty materialne pisarza, oskarżenia o
współpracę z Ochraną (do dziś wiadomo jedynie na pewno o młodzieńczym
"sypnięciu", po którym następowały dalsze kontakty, co do których
charakteru do dziś dnia nie mamy pewności), których konsekwencją była
dwukrotna, mordercza w gruncie rzeczy, podróż z Florencji do Krakowa na
"sąd partyjny", a może też poczucie osaczenia, niezrozumienie,
swego rodzaju bojkot, jaki towarzyszył pisarzowi w ostatnich latach życia?
*** Piotr Gontarczyk - Myśli betoniarza (Albin Siwak)
Życie - 2000-10-21
...Siwak jest dziś przekonany, że
kiedy w 1980 roku wybuchł strajk w Stoczni Gdańskiej, to z klasą robotniczą
można się było dogadać. Ale przyjechali KOR-owcy, robotników skołowali i
zaczął się w kraju wielki zamęt. Siwak opowiada z przejęciem, jak to w jego
kombinacie "Solidarność" zakładał znany pijak i nierób. Judził,
pisał donosy, a potem zmarł z pijaństwa. "W całym kraju zapanował
terror jemu podobnych: niszczono w różny sposób organizacje związkowe.
Wyrzucano siłą z lokali rady zakładowe. Wywożono ludzi za bramę na
taczkach. Znikąd ratunku i pomocy, każdy odwraca się i udaje, że to nie jego
sprawa".
*** Ostatni wywiad z Januszem Szpotańskim, autorem "Towarzysza Szmaciaka"
Życie - 2001-10-15
...A kto się Słonimskiemu przeciwstawiał?
Przed wojną Irzykowski, ośmieszył go w
"Beniaminku". I on nienawidził Irzykowskiego, kłamał na jego temat.
A po wojnie napadł na niego Sandauer. Stary Sandał to była przedziwna postać. Zachowywał się bardzo przyzwoicie w
okresie stalinowskim. Ale potem doszedł do wniosku, że wszyscy byli
stalinowcami i czyhali na jego życie. A w końcu postanowił robić karierę. I
robił ją na wszystkich. Wszystkich napadał bez wyjątku. Napadł nawet na
swego ukochanego Gombrowicza, że to pedryl... Popierał tylko tę banalistkę
Wisławę Szymborską.
*** Cezary Gmyz - Poeta Pegaza (Marcin Świetlicki)
Życie - 2001-02-23
...Skończyło się dzieciństwo.
Baczność - mówi Pani.
Napiszemy felieton do
kolorowego
pisemka. To doprawdy jest
zajęcie dla prawdziwych
mężczyzn. I poprowadzimy
telewizyjny program kulturalny.
Mieliśmy tonąć, jednak utrzymamy
się na powierzchni. I skończyło
się dzieciństwo.
*** Andrzej Rafał Potocki - Stoczony do poziomu literata (Sergiusz Piasecki)
Życie - 2001-04-14
...Edycja
"Kochanka Wielkiej Niedźwiedzicy" stała się kluczem, który w 1937
roku otworzył autorowi drzwi od celi najcięższego zakładu karnego
przedwojennej Rzeczypospolitej - Świętego Krzyża. - Byłem w więzieniach sześć
razy - przyznawał po latach. - W sumie odsiedziałem 14 lat. Po raz ostatni
jedenaście lat bez przerwy. Piasecki został skazany na karę śmierci
prawomocnym wyrokiem wileńskiego sądu doraźnego za dwa napady rabunkowe z
bronią w ręku.
*** Jacek Wakar - Śmieszy, tumani... (Daniel Olbrychski)
Życie - 2000-12-22
...Może największą rolą Olbrychskiego w kinie Wajdy
jest Karol Borowiecki z "Ziemi obiecanej". To on pociąga za sznurki w
przedsięwzięciu trójki przyjaciół. To on wydaje rozkaz strzelania do
robotników.
Dziś bohater w interpretacji Olbrychskiego budzi podziw i przerażenie. To człowiek
w pełni świadomy swej siły, gotowy dla swych interesów i swoiście
pojmowanych zasad popełnić wszystkie bezeceństwa. "Ja nie mam nic, ty
nie masz nic..." - powtarzają Borowiecki, Welt i Baum. Jest w nich siła i
bezwzględność w drodze do celu. Ale to, co najważniejsze, czai się w
spojrzeniu Borowieckiego - Olbrychskiego: namiętność marzeń o wielkiej
fortunie, ale też przeraźliwe zimno i determinacja, gdy zrozumie, jaką trzeba
zapłacić cenę.
*** Odszedł pisarz, pozostał salon - Polska kultura po śmierci Gustawa Herlinga-Grudzińskiego
Życie - 2000-10-19
...Tymczasem twórczość promowana przez salon zdominowany
przez fatalny sojusz barbarzyńcy z dzikusem, splecionych wulgarną więzią
wzajemnej pogardy i fascynacji, jest - i zawsze będzie - dokładnym przeciwieństwem
twórczości witalnej, której doskonałym symbolem stał się Szekspir.
Salonowy styl wysoki, ceniący wyrafinowanie, jest z zasady swojej zmanierowany
i pusty, na kształt "Zeszytów Literackich", w iście nekrofiliczny
sposób celebrujących swoje - bynajmniej nie parnasowe, raczej po prostu tchórzliwe
- "oddalenie od życia".
*** Tomasz Burek - Profil z chimerą - Twórczość Gustawa Herlinga-Grudzińskiego
Życie - 2001-04-05
...Rozczarowany zahamowaniem politycznych przemian i moralną niemocą literackiej
odwilży w Polsce, zaczął przywiązywać coraz większą wagę do prawdy o Rosji, jaką
opowiadała "inna Rosja", niepokorna i nielegalna, Rosja prześladowanych
rękopisów i "samizdatu". Z niekłamanym entuzjazmem powitał "Doktora Żiwago"
Borysa Pasternaka. Darzył podziwem przywracane pamięci dzieła Babla i
Mandelsztama, Bułhakowa i Płatonowa.
*** Zbigniew Żbikowski - Kapitan martwej armii (Paweł Jasienica)
Życie - 2001-04-14
...Po ośmiu tygodniach aresztu Jasienicę prowadzą z celi do
komendanta. Czeka na niego szef Wydziału Politycznego UB. - Wyjdzie pan na
wolność, zobaczymy, czy to się ojczyźnie opłaci - mówi do niego ubek.
Uwolniony Jasienica wraca do publicystyki. Dalej pisze artykuły polemiczne i
reportaże, jak te o odbudowie Politechniki Gdańskiej i zagospodarowywaniu Ziem
Odzyskanych. Niebawem jednak, w styczniu 1950 roku, wykonuje niezrozumiały
zwrot - niespodziewanie opuszcza "Tygodnik Powszechny" i przechodzi do
czasopisma Stowarzyszenia PAX.
*** Cezary Gmyz - Na schodach (Bronisław Geremek)
Życie - 2001-01-12
...Uchodzi za polityka
gabinetowego. Jako jeden z nielicznych z pierwszej linii prawie nie korzysta z
limuzyn z przyciemnianymi szybami. Niemal codziennie można go spotkać na
samotnym spacerze po Warszawie. Uchodzi za frankofila, ale podkreśla
anglosaskie przywiązanie do procedur demokratycznych, przedkładając nad wino
szklaneczkę szkockiej whisky i angielską fajkę. - Zacząłem ją palić we
Francji - zastrzega jednak.
*** Dariusz Nowacki - Naprawdę mniej niż popiół ("Popiół i diament" Jerzego Andrzejewskiego)
Życie - 2001-05-31
...Jeszcze w latach 80. w niektórych opracowaniach dotyczących powojennego piśmiennictwa powtarzano, że "Popiół i diament" Jerzego Andrzejewskiego należy do najlepszych powieści, jakie ma literatura polska po roku 1945. Nawet ci, którzy postanowili zdemaskować tę powieść jako dzieło wysoce szkodliwe i bez mała agenturalne, zachwycali się powabem i skutecznością trucizny.
*** Krzysztof Górski - WYPISAĆ TAMTEN CZAS (Marek Nowakowski)
Życie - 2001-06-15
...Zanim zaczął pisać, miał jeszcze parę istotnych doświadczeń. Pracował cztery miesiące na dole w kopalni Rybnickiego Zjednoczenia Węglowego. Miał tam wypadek: złamany palec. Kopalnia to była dobra szkoła. Ciekawe doświadczenie, ciekawi ludzie, zewsząd. Mieszkali w pięcioosobowych pokojach w hotelu górniczym.
*** Cezary Michalski - Postkomunizm Jadwigi Staniszkis
Życie - 2002-05-11
...W oficjalnej wersji to masy dzielnych ludzi, pod wodzą
demokratycznej opozycji i za przyzwoleniem Czesława Kiszczaka obaliły system,
odzyskały suwerenność i położyły podwaliny pod społeczeństwo
obywatelskie. Wersja Jadwigi Staniszkis wygląda odrobinę inaczej. Rosjanie
decydują się na podzielenie z Amerykanami kontrolą nad Europą Środkową głównie
pod naciskiem zapoczątkowanego przez administrację Ronalda Reagana kolejnego
etapu wyścigu zbrojeń. Czynią to także dlatego, że pogłębiająca się
niewydolność systemu może doprowadzić do wybuchu o wiele groźniejszego niż
najbardziej nawet niekontrolowana wersja "pieriestrojki".
*** Krystian Brodacki - Człowiek filmu (Józef Szczepański)
Życie - 2001-04-27
...- Poręba wymyślił, że w scenie, w której Niemcy niosą
na kocu zastrzelonego Hubala, ten nagle dochodzi do siebie, wyciąga rewolwer
(który nie wiem jakim cudem wciąż ma przy sobie) i zabija jednego z Niemców...
Absurdalne! Udało mi się przekonać Porębę, by zrezygnował z tego pomysłu.
*** Mateusz Wyrwich - PÓŁPORTRET BEZ KANALII (Jacek Kaczmarski)
Życie - 2001-06-08
...Pierwszy program Jacka
Kaczmarskiego w wolnej Polsce - "Wojna postu z karnawałem" - w 1992
roku podzielił jego dawnych zwolenników na wrogów i przyjaciół. Część
odbiorców i krytyków uznała ten program za antykościelny. Odpowiadając na
te zarzuty, Kaczmarski wykręcał się opowiastkami filozoficznymi. Kluczył. Złośliwi
komentowali: Rozpił się i nie panuje nad sytuacją. Inni byli bardziej
wyrozumiali: Kilka lat poza krajem pozbawiło go wyczucia Polski.
*** Tomasz Zbigniew Zapert - Narodowiec w kulturze (Stanisław Piasecki)
Życie - 2001-07-19
...W stolicy powstało opus vitae Piaseckiego - tygodnik "Prosto z mostu". Rozwinął się on z literackiego dodatku dziennika "ABC" w roku 1935. Pierwszy nakład wynosił 6 tysięcy egzemplarzy. Po czterech latach wzrósł pięciokrotnie. "Prosto z Mostu" stało się najpoczytniejszym społeczno-polityczno-kulturalnym periodykiem polskim międzywojnia.
*** Władcze telewizory - wywiad ze Zdzisławem Krasnodębskim
Życie - 2001-03-20
...Według badań
amerykańskiego socjologa Roberta Putnama istnieje zależność między typem środka
przekazu, na podstawie którego ludzie kształtują swój obraz rzeczywistości,
a poziomem obywatelskiej świadomości i aktywności. Mówiąc najkrócej,
ludzie, którzy czytają prasę, częściej biorą udział w różnych
inicjatywach politycznych i społecznych. Słowo pisane skłania do namysłu i
przez to wpływa pozytywnie na świadomość i na aktywność obywatelską i społeczną.
Niestety, wręcz przeciwnie jest u telewidzów, choć i tu występuje zróżnicowanie
w zależności od rodzaju oglądanych programów.
*** Niemcy - naród zorganizowany - wywiad ze Zdzisławem Krasnodębskim
Życie - 2002-06-15
...Zawsze mówiono - po prawej i lewej
stronie - że model niemiecki i cała Europa ma być alternatywą dla modelu
amerykańskiego. Tutejsze społeczeństwo jest zorganizowane i solidarne. Od chórów,
zespołów tanecznych, aż po zrzeszenia religijne czy związki zawodowe. To z
jednej strony powoduje, że konflikty są wyrażane mniej radykalnie. Z drugiej
jednak strony właśnie dzięki owej sieci instytucjonalnej stale negocjuje się
interesy grupowe, różne punkty widzenia.
*** Ucieczka w antyk - wywiad z Zygmuntem Kubiakiem
Życie - 2000-09-14
...Kiedy bardzo późno zdołałem wreszcie wyjechać do Paryża - byłem
tam po raz pierwszy w dopiero w latach 80. - szukałem książek moich
ulubionych autorów. I w tych bardziej popularnych, bardziej uczęszczanych księgarniach,
na przykład w dzielnicy łacińskiej, niczego nie było. Żadnej książki
Bremonda, Maritaina. Tamto wszystko umarło. Tego wszystkiego, czym ja żyłem,
już nie było. Nie interesują się tym. Moim zdaniem to jest wielka strata i
może to wszystko kiedyś powróci, ale teraz to odeszło.
*** Literaci feudalni - rozmowa z Zygmuntem Kubiakiem
Życie - 2001-01-11
...Nie interesuję się ani literaturą Polski Ludowej, ani
jej dzisiejszą kontynuacją. Nie chcę wymieniać nazwisk autorów, zwłaszcza
ludzi już nieżyjących. Ale musi mnie pan zrozumieć. Jest np. pisarz, który
stał się sztandarowym liberałem, a ja pamiętam jego zdanie z czasów
stalinowskich, a chyba nawet z początku epoki gomułkowskiej, że tępienie
przesądów religijnych jest takim samym obowiązkiem higienicznym jak tępienie
wszy i pluskiew.
*** Zdzisław Zblewski "Leksykon PRL"
Życie - 2000-11-18
...Dupa - treść słynnego transparentu niesionego podczas
manifestacji ulicznej w Sopocie w trakcie odbywającego się tam w sierpniu
1956 I Festiwalu Muzyki Jazzowej. Po latach ścisłej cenzury nie
tylko politycznej, ale także obyczajowej napis szokował swoją
"bezkompromisowością" i stanowił wyraz przemian zachodzących
w środowisku młodzieżowym.
*** Gdzie się podziały białe skarpetki? - Moda przełomu dekady
Życie - 2000-09-23
...U progu nowych, rynkowych czasów stanęliśmy
przyodziani od stóp do głów w dekatyzowany turecki dżins, tzw. marmurek. Ten
rozchwytywany na bazarach towar przywożony był przez zaradnych pionierów
wolnego handlu kursujących regularnie pomiędzy Polską a Istambułem już
przez całą drugą połowę lat 80. Emblematyczną zaś postacią dla naszych
wczesnokapitalistycznych, szybkich geszeftów był człowiek w białych
skarpetkach. Szły owe skarpetki zwykle w parze z mokasynami z dyndającymi frędzelkami,
a uzupełnieniem stroju były przykuse spodnie, zwężane ku dołowi i ściągana
w pasie kurtka, skórzana, najczęściej turecka.
*** Tomasz Zbigniew Zapert - Prawdziwa historia życia kapitana Żbika
Życie - 2002-03-30
...Szczególnie starannie wybrano nazwisko bohatera. Tego
"drapieżnika spotykanego w mieszanych kompleksach leśnych na terenie Polski" -
jak czytamy w encyklopedii przyrody - "cechuje przebiegłość, inteligencja i
szybkość w działaniu", a więc niezbędne atrybuty pogromcy wszelkiego rodzaju
przestępstw.
Komiksowy kapitan łapał zatem in flagranti imperialistycznych
agentów, unieszkodliwiał międzynarodowych przemytników brylantów, aresztował
rolnika, którego zazdrość o kobietę skierowała na drogę zbrodni, rozbił gang
cyrkowców z zawodu, a włamywaczy z zamiłowania, poskromił bandę "gitowców"
terroryzującą pewną szkołę, położył kres działalności grupy złodziei kolejowych,
odzyskał wartościowe znaczki pocztowe i rzeźby.
*** Robert Krasowski - Pochwała kultury masowej
Życie - 2001-09-10
...Mijały lata, a dzieci wyśmiewanych "kulturowych półproduktów" zdobyły
wykształcenie i wdarły się na szczyty społecznej hierarchii. A społeczeństwo
masowe stało się ostoją stabilnej demokracji. Nawet ludzie stojący najniżej w
hierarchii osobistej kultury okazali się wystarczająco cywilizowani, by
zrozumieć i docenić demokratyczne reguły. I sprawiły to cywilizacyjna
działalność kultury masowej oraz rosnąca zamożność, które pozwoliła zrealizować
masowe marzenia.
*** Antoni Dudek - Czas przeszły niedokonany
Życie - 2000-11-23
...Przyczyn wstrzemięźliwości polityki pierwszego rządu III Rzeczypospolitej wobec
pogrążonych wówczas w głębokim kryzysie postkomunistów, Wildstein upatruje
zarówno w osobie premiera Tadeusza Mazowieckiego, który miał za sobą długoletnią
praktykę aktywności w PRL prowadzonej "z pozycji radykalnie słabszego,
uzależnionego od woli komunistycznych dyktatorów", jak i w pewnej naiwności jego
współpracowników.
*** Demony Kaukazu
Życie - 2001-04-12
...Michał Lermontow w "Bohaterze naszych czasów" ustami Pieczorina wygłasza szereg
refleksji i spostrzeżeń na temat stosunków panujących na zdobywanym przez Rosjan
terytorium. Ceni Czeczenów za waleczność, odwagę, lecz równocześnie przypisuje
im zdradliwą zmienność, wybuchowość i niezrozumiałą nienawiść wobec Rosjan.
*** Zejście z bieżni - o Leszku Balcerowiczu
Życie - 2000-12-01
...Nawet bliscy współpracownicy wicepremiera i jego zwolennicy przyznają, że nie
umie i nie chce szukać kompromisów ani udawać, że zgadza się ze swoim partnerem.
Nie zna taktyki słownej gry, wzajemnych uprzejmości, powolnego uzgadniania
stanowisk. Zawsze wszystko sprawdza i wie lepiej. Można go szanować, trudno
lubić.
*** Oczy szalone
Życie - 2000-09-09
...Terlecki i Purzycki lubią wspominać wybory 1990 roku. Takie czasy nie wrócą już
nigdy. O kampanii 1995 roku mówią, że wygraliby ją dla Wałęsy, gdyby to oni ją
prowadzili. Dziś nie daliby się wynająć tak od razu.
Purzycki: - Sztuką jest
podciąć przeciwnika udając, że nic takiego wielkiego mu się nie robi. Podczas
tej kampanii najpierw trzeba by jakoś zrazić do Kwaśniewskiego te miliony
wielbicieli, potem mu je odbić. Ale na to potrzeba co najmniej roku. Na miesiąc
przed wyborami tylko cud może pomóc. Ale np. na miejscu Olechowskiego zrobiłbym
psikusa Kwaśniewskiemu - wydrukowałbym plakat, na którym stoją razem: Olechowski
- wysoki i przystojny, a obok niski i pękaty Kwaśniewski. I napis pod spodem:
wybór jest prosty! Dobra kampania negatywna musi istnieć, to pewne.
*** Jasio, co poszedł nie na tę wojnę, co trzeba
Życie - 2002-01-05
...Śledztwo prowadzone przez FBI nie wykazało, aby Walker
wpadł w Kalifornii w sidła ludzi, rekrutujących przyszłych bojowników "świętej
wojny". Nie można jednak wykluczyć, że prowadzona w niektórych ośrodkach
islamskich gniewna retoryka o niesprawiedliwości w Ameryce, krzywdzie muzułmanów
i knowaniach syjonistów wpłynęła na stan umysłu świeżo nawróconego muzułmanina w
jego poszukiwaniu "czystego" islamu. Adaś i spółka !
*** Paweł Paliwoda - Prywatny obywatel
Życie - 2001-02-20
...Czy publicznie wypowiadane przez Adama Michnika słowa
i podejmowane przez niego działania nie są istotnym czynnikiem współkształtującym
społeczne kryteria moralnych i politycznych wyborów? Czy ludzie myślący
inaczej niż Michnik nie są przez niego i media z nim związane przedstawiani
jako osoby ułomne intelektualnie i moralnie? Czy zatem Adam Michnik w istocie
nie wybacza w nie swoim imieniu, nie swoim winowajcom?
*** Piotr Semka - I śmieszno, i straszno
Życie - 2001-03-09
...Oto Adam Michnik co rusz dzieli się ze swoimi czytelnikami -
wycinkami na swój temat. Autoobsesja Michnika wokół własnej osoby przekracza
granice, do których latami zdążył nas już przyzwyczaić. Niczym przeczulona
na swoim punkcie gwiazda przekopuje się przez stosy gazet, by z nożycami w ręku
wycinać wszelkie opinie na swój temat... W tym tygodniu mistrz nożyc trafił
na nowy trop. Na deskę hańby na drugiej stronie "Wyborczej" trafił
redaktor naczelny "Znaku" Jarosław Gowin, który pozwolił sobie na
niedostatecznie uniżone wobec "Gazety" opinie. Kto będzie następny,
skoro już nawet w krakowskim "Znaku" hula demon nonsensu? Czy można
sobie wyobrazić naczelnego "Frankfurter Allgemeine Zeitung", który
na czołówce swojej gazety cytuje ze świętym oburzeniem w oczach tych
niegodziwców z innych gazet, którzy ośmielili się z nim nie zgodzić? Czy
miewa takie zachcianki choćby Serge July - bliski druh Michnika z paryskiej
"Libération"?
*** Rafał A. Ziemkiewicz - To hipokryzja
Życie - 2001-11-14
...Adam Michnik wmawiał nam uparcie - gdy leżało to w interesie jego
formacji - że nic w tym złego, jeśli były konfident SB jest ministrem,
dyplomatą lub posłem. Rękami swych podwładnych i sam osobiście wylewał kubły
pomyj na zwolenników lustracji. Lżył ich, posługiwał się histeryczną
przesadą i świadomą demagogią, usiłując lustracyjne procedury -
analogiczne do normalnych w cywilizowanym świecie procedur clearingowych -
przedstawić jako "czystki" czy sądy kapturowe.
W międzyczasie rozwścieczony Michnik na łamach "GW" grozi "Życiu" i Ziemkiewiczowi procesem sądowym. No koment.
*** Robert Krasowski - Michnikowi w odpowiedzi
Był Maleszka może najlepszym "agentem wpływu" ulokowanym w opozycji lat 70-tych. Znał plany kierownictwa krakowskiego SKS i
takież plany warszawskiego KOR, bowiem odgrywał rolę łącznika SKS z KOR.
Raporty od niego odbierało kilku funkcjonariuszy, w końcu zaś przejęty został
przez samego szefa Wydziału III (SB) Komendy Wojewódzkiej MO w Krakowie ppłk
J. Billa.
Życie - 2001-12-12
...Kolejna wątpliwość dotyczy kwestii jeszcze ważniejszej. Dlaczego
Michnik nie odpowiada Ziemkiewiczowi tekstem, ale grozi procesem jemu i gazecie?
Publicystyka jest przecież działalnością intelektualną. Tu na argumenty
odpowiada się argumentami. Jeśli Michnik nie zgadza się z tezami Ziemkiewicza,
czemu tego nie napisze, czemu nie opublikuje polemiki - bądź na łamach "ŻYCIA",
bądź swojej gazety? Przecież wolność słowa właśnie na tym polega, że się
z kimś polemizuje, a nie grozi mu procesem.
****************************
Lesław Maleszka podpisywał swe raporty, czy może
raczej ponaglenia do wytężonej pracy SB kilkoma pseudonimami m.in.
"Tomek", "Ketman", "Return". W roku 1980 Maleszka
jako "Tomek" pobrał z kasy SB 30 tys, złotych (swoją drogą
ciekawe, czy kasę brał na każdy z pseudonimów, czy też w teczkach SB
"Tomek" był jego najważniejszym pseudonimem). W czerwcu 1977 pan Lesław
pod pseudonimem "Return" raportował:
"W wypadku uzyskania jakichś danych o kryminalnej przeszłości osób
zaangażowanych w działalność SKS-u należy to bezwzględnie wykorzystać do
moralnej kompromitacji tych osób... W wypadku pojawienia się np. ulotek SKS
należy spowodować ukazanie się kontrulotek... Kompromitacja Batko, Wildsteina,
Sonika i Ruszara oznaczałaby praktycznie nie istnienie SKS-u... Są niektóre
osoby, w stosunku do których można wykorzystać kontakt z przestępcami,
alkoholizmem czy narkomanią tak jak to jest np. w przypadku Wildsteina. Jeżeli
nawet w chwili obecnej nie ma danych świadczących o takim prowadzeniu się jak
Wildstein, to można je zaaranżować."
Obecnie Lesław Maleszka jest dziennikarzem i co ważne, redaktorem
(redaguje teksty innych) "GW". Decyzją Adama Michnika pisze teksty
pod pseudonimem (!!! kolejnym w karierze). Na forum dyskusyjnym gazeta.pl można
znaleźć takie informacje na temat aktualnych losów Ketmana - "Po przejściowym
gniewie w Michniku zwyciężył duch 'grubej kreski' i zezwolił Maleszce
redagować. Bywa widywany na Czerskiej, ale raczej wieczorami - pewno dostaje
wszystko mailem do domu. Przez jakiś czas Maleszka był zdołowany, ale
ostatnio odzyskał pozycję. W 'GW' panuje straszna frustracja z tego powodu,
szczególnie u młodszych dziennikarzy."
*** Piotr Gontarczyk - Prawdziwa twarz Maleszki
Gazeta Polska - 27.07.2005
...W 1991 r. nad "Ketmanami" zaczęły zbierać się czarne chmury. Powołano
rząd Olszewskiego, w którym szefem MSW został Macierewicz, a Urzędu Ochrony
Państwa - Piotr Naimski. Wszyscy trzej to zwolennicy lustracji, osobiście znani
Maleszce. Donosił na nich jeszcze w latach 70. W czerwcu 1992 r., kiedy
ogłoszono tzw. listę Macierewicza, "Gazeta Krakowska" wspólnie z "Wyborczą"
ruszyła do brutalnego ataku. "Granat w szambie", "Zacieranie brudnych śladów",
"Czy nie mieliście skrupułów?", "W świecie widm i upiorów", "Olszewski chciał
wyprowadzić wojsko na ulicę", "Brudne czyny" - to tylko niektóre tytuły
publikowanych w gazecie Maleszki artykułów.
*****************************
*** Cezary Michalski - Biesy 2001
Życie - 2001-02-08
...Dzisiejsi polscy liberałowie zbytnio przypominają Karmazinowa -
szlachetnego, ale i zanadto poczciwego liberała z "Biesów" (jego
pierwowzorem był równie szlachetny, ale i zanadto poczciwy Turgieniew), który
do samego końca nie potrafił zrozumieć, że Piotr Wierchowieński (literacki
pierwowzór liderów nowej lewicy), jest najgorszym możliwym sprzymierzeńcem w
walce o poszerzanie obywatelskich swobód.
*** Robert Krasowski - Politycy naszych czasów (polemika z Michalskim)
Życie - 2001-06-07
...Nic zatem dziwnego, że zdolny naukowiec z PAN-u lęka się publikować
w prawicowej prasie. Albo że wybitny historyk pisze do gazety, którą
prywatnie nazywa "najgorszą szmatą". Nic dziwnego, że pewne
wydawnictwo wycofuje się z druku książki wybitnego intelektualisty, w której
padły słowa krytyczne wobec dyrektora ważnej fundacji, a inne wykreśla tekst
autora, który wziął w obronę znajdującego się w niełasce poetę. Kiedy się
robi wywiad z polskim intelektualistą, z reguły składa się on z dwóch części
- pierwszej przy włączonym magnetofonie i drugiej, prywatnej, w czasie której
rozmówca wszystko odwołuje.
*** Sarmaci to my - wywiad z Jackiem Kowalskim
Życie - 2001-02-24
...Konfederaci utworzyli regularną armię, z huzarami, dragonami, jazdą
zaciągu towarzyskiego.
Byli to jednak prawie wszystko ludzie z zerowym doświadczeniem militarnym.
Kitowicz pisze złośliwie, że "rozkazywanie absolutne nad obywatelami,
uniżoność od panów największych, rozpusta i debosz nęciły do siebie na
potęgę wszystkich golców, wieśniaków krnąbrnych albo pracy nie lubiących",
że "za jednę lub dwie godziny strachu w potyczce i ucieczce wytrzymanego
dosyć było nagrody bujać wygodnie po kraju w ozdobie obrońcy wiary i wolności,
i do tego być dobrze płatnym".
*** Czarna księga komunizmu - Wielki Głód
Życie - 2000-12-02
...Zarówno raporty GPU, jak raporty dyplomatów włoskich z Charkowa
informują o przypadkach ludożerstwa: "Każdej nocy uprząta się w
Charkowie prawie 250 trupów osób zmarłych z głodu lub na tyfus. Zauważono,
że wiele z nich nie ma wątroby, którą prawdopodobnie wyciągnięto przez
szerokie nacięcie. Policji udało się w końcu złapać kilku tajemniczych »chirurgów« , którzy zeznali, że z tego mięsa robili farsz do
pierożków, sprzedawanych następnie na targowisku".
*** Agata Bielik Robson - Nowa lewica i kapitalizm
Życie - 2001-06-07
...O ile bowiem pozytywna część myśli lewicowej, jak to trafnie
zauważył Laclau, pogrąża się w kryzysie - upada wiara w komunistyczną
utopię i system gospodarczy alternatywny do wolnorynkowego - o tyle na plan
pierwszy wybija się jej czysta negatywność, obdarzona szlachetnym mianem
"teorii krytycznej". Nie ma już idei, ku której można by
"wyprowadzić ludzkość", ale nadal jest ten sam stary wróg -
irracjonalny dom niewoli zbudowany z przesądów tradycji, okowów represyjnych
norm, absurdalnych międzyludzkich zależności.
*** Francis Fukuyama - Koniec ery industrialnej
Życie - 2000-11-30
...Są wszelkie dane po temu, by sądzić, że od końca XVIII wieku mniej więcej do połowy XIX nastąpił okres gwałtownie pogłębiającego się rozkładu moralnego w obu tych krajach. Wzrosły wskaźniki przestępczości w niemal wszystkich wielkich miastach, rodziny uległy rozbiciu i rosła ilość nieślubnych dzieci; stosunki społeczne tworzyły dystans między ludźmi i "wybuchła" konsumpcja alkoholu, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych: w roku 1830 była na głowę mieszkańca chyba trzykrotnie wyższa niż dzisiaj.
*** Robert Krasowski - Realizm polityczny, czyli jak nauczyć Polaków, że warto się kierować rozumem
Życie - 2002-06-01
...Nurt myślenia ugodowego nie
zrodził się nagle. Wyłonił się z fascynacji historią, charakterystyczną
dla polskiej myśli po upadku Powstania Listopadowego. Większość Polaków w
ślad za Mickiewiczem i Lelewelem zanurzyła się w dzieje po to, by wydobyć z
nich narodową mitologię, opowieść o szlachetnych ludziach kochających wolność
z tak zaraźliwą namiętnością, że okoliczni despoci nie mogli tego wytrzymać.
Przyszli więc i ukrzyżowali - bo w takiej poetyce opisywano historię -
Chrystusa narodów.
*** Rafał A. Ziemkiewicz - Są takie gazety, w których nigdy bym nic nie napisał - wywiad
Życie - 2002-06-17
...Kiedy mówię o białych murzynach, chodzi mi o to, że główną przyczyną polskich
nieszczęść i cierpień jest to, że jesteśmy społeczeństwem niewolniczym,
pańszczyźnianym. Mamy tę pańszczyznę głęboko zapisaną w genach, to ona określa
nasze wybory polityczne, nasze wyobrażenie o państwie. Całe pokolenie ludzi nie
może odżałować, że Gierek już nie żyje i PRL się rozsypał.
*** Przemysław Gintrowski - Pan Bóg dał mi odrobinę talentu - postać
Życie - 2001-06-22
...Śpiewanie przez Gintrowskiego wierszy Herberta poecie początkowo się nie
podobało. Z czasem jednak zaakceptował je i obdarzył twórczość Gintrowskiego
uznaniem. Zaprzyjaźnili się. Dla kompozytora poeta stał się duchowym mistrzem.
Herbert dla Gintrowskiego "tekściarzem", jak podpisał się na jednej z kartek do
Gintrowskiego: "Zbigniew Herbert - tekściarz Gintrowskiego".
*** Janusz Lewandowski - Modernizacja w Polsce jest już nie do zatrzymania - wywiad
Życie - 2001-12-29
...W istocie Polska ma dwa oblicza. Pierwsze -
zapobiegliwe i otwarte. Od kilku dekad jesteśmy Fenicjanami współczesnej Europy
krążącymi po bazarach Zachodu i Wschodu. Jesteśmy zapalonymi konsumentami
wszelkich zachodnich nowinek. Z drugiej strony, w tym samym kraju istnieją
pokłady lęku i nieufności wobec rynku i "bezbożnej Europy", wołania o protekcję
i opiekuńczą rękę państwa. Wychylamy się więc od średniej europejskiej w obie
strony.
*** Żongler z Hamburga - Janusz Rudnicki - postać
Życie - 2001-03-29
...Aczkolwiek, bądźmy sprawiedliwi, potrafi zdobyć się i na takie zdania: "Pan
Stanisław, pan Stanisław powtarzałem w duchu i tak tych słów dotykałem, jak kot
dotyka łapą kłębka wełny".
Tłumaczy go tylko fakt, iż jest pisarzem chorym
na polskość. Pisząc o swojej Polsce, pisze w rzeczywistości o swojej pozycji w
Niemczech, gdzie zapewne nie było mu łatwo, przynajmniej na samym początku.
Proza Rudnickiego jest projekcją gastarbeitera, który ma głowę na karku, jest
inteligentny, wykształcony i nie może patrzeć na hołotę, która wszędzie psuje mu
opinię.
*** Kadrówka - Ludzie spod znaku "Solidarności"
Życie - 2000-08-25
..."Wojna na górze" postawiła Mazowieckiego przeciw Wałęsie w wyborach
prezydenckich. Premier doznał upokarzającej porażki. Wyprzedził go nie tylko
szef "Solidarności", ale również nikomu nieznany Stan Tymiński. Mazowiecki podał
się do dymisji. Stanął na czele Unii Demokratycznej. Kolejnego upokorzenia
doznał, gdy z partyjnego siodła wysadził go Leszek Balcerowicz.
*** Barwy walki - "Libération"
Życie - 2000-09-09
...Numer "La Cause du Peuple" poświęcony morderstwu w Bruay
przygotował maoistowski aktywista znany wtedy jako "Marc". Od razu wiedział, że
notariusz zabił, a redakcyjnej koleżance, która domagała się dowodów bardziej
przekonujących niż samotna konsumpcja blisko kilograma mięsa, odpowiedział:
"Mówisz tak, burżujska córko, bo boisz się, że niebawem ujrzysz głowę twego ojca
zatkniętą na szczycie piki".
*** Cezary Michalski - Burzliwy romans z Polską
Życie - 2001-05-02
...Jedną z najdziwniejszych postaci przeżywających w
czasie Sejmu Czteroletniego swoje spotkanie z Polską był Jan Potocki. Jego głośne
niegdyś dokonania polityczne i naukowe zostały dzisiaj zapomniane. Przeszedł
do historii dzięki czemuś, co było dla niego i jego bliskich jedynie rozrywką.
Jest dzisiaj pamiętany, i to nie tylko w Polsce, jako autor powieści
fantastycznej "Rękopis znaleziony w Saragossie". Jedna z legend
literackich głosi, że kolejne fragmenty "Rękopisu..." powstawały
przy łóżku chorej żony, której początkowo Potocki miał opowiadać baśnie
tysiąca i jednej nocy, a kiedy te się skończyły, zaczął wymyślać własną
opowieść, zamykając ją w sześćdziesięciu dniach i nocach.
*** Cezary Michalski - Mesjasz bezpaństwowców
Życie - 2001-05-10
...Dlaczego Andrzej Towiański, litewski mistyk religijny, przybysz znikąd,
mógł zostać potraktowany poważnie przez najwybitniejsze postacie Wielkiej
Emigracji? Dlaczego ludzie tacy jak Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki czy
generał Skrzynecki, nie potrafili ujrzeć w Towiańskim tego, kogo bez trudu
dostrzega w nim dzisiaj Krzysztof Rutkowski czy Jarosław Marek Rymkiewicz, to
znaczy jakiejś skarlałej wersji Rasputina, używającego pięknej "księżniczki
izraelskiej" Ksawery Deybel do otępiania zmysłów ofiar Mistrza?
*** Cezary Michalski - Ketman w wykonaniu Adama Mickiewicza
Życie - 2002-06-29
...W czasie półrocznego śledztwa po rozbiciu przez Nowosilcowa
konspiracji filomackiej lider wileńskiej młodzieży Tomasz Zan zeznawał w ten
sposób, żeby nie obciążać Mickiewicza i namawiał do podobnego zachowania
innych oskarżonych. Wiele osób chciało go uratować i te starania zakończyły
się, do pewnego stopnia, sukcesem. Dostał wyrok nieznaczny. Nie został uwięziony.
Pojechał na przymusowe osiedlenie do Rosji i to do tych sympatyczniejszych
guberni. Początkowo przebywał w Odessie, później w Moskwie. Od początku
swojego pobytu w Rosji Mickiewicz zachowuje się jak człowiek całkowicie złamany.
Nie oznacza to smutku, obnoszenia się z żałobą po stracie ojczyzny i po
skazanych na zsyłkę przyjaciołach. Wręcz przeciwnie, poeta świetnie się
bawi. Odwiedza odeskie salony, romansuje, nawiązuje serdeczne znajomości.
*** Cezary Michalski - Ziemie nieodzyskane
Życie - 2001-07-30
...Polskie "ziemie nieodzyskane". I
"nieodzyskane" wcale nie dlatego, że dzisiaj większość ich
mieszkańców, poza wielkimi miastami nieodwołalnie skażonymi przez kresową
inteligencję, głosuje na SLD. Problem raczej w tym, dlaczego ci ludzie głosują
na SLD. Otóż głosują na SLD tak samo, jak głosowaliby na Cara czy Żelaznego
Kanclerza. Dzisiaj wierzą, że to właśnie SLD znowu coś im zorganizuje i
pozwoli "organizować", bo przecież niczego im nie zorganizowała słaba
i pozbawiona autorytetu władza "solidaruchów".
*** Cezary Michalski - Smutek spełnionych marzeń
Życie - 2002-06-15
...Sącząc tequillę sunrise w restauracji "Enchilada" i
patrząc na dobrze ubranych młodych ludzi przechadzających się deptakiem po
nabrzeżu Wezery, poczułem się nagle takim kosmonautą. Tyle tylko, że ja miałem
już za kilka dni wrócić z powrotem do gwiazd, do mojego fatalnego i
heroicznego miejsca urodzenia, skąd za pośrednictwem satelity dobiegał mnie
oskarżycielski okrzyk posłanki Samoobrony: "Kał szczura! Kał
szczura!". Tym bardziej wypadało jednak wracać. Jak pisał wielki poeta,
może największy, bo lubił mówić prawdę o stanie otaczającej nas
rzeczywistości: "taką przebodli nas ojczyzną".
*** Cezary Michalski - Trzynaście lat później
Życie - 2002-06-07
...Państwo, które ma realnie jednopartyjny
system polityczny, a konflikty interesów rozgrywane są poza systemem lub na
jego marginesie, jest państwem chorym i niedemokratycznym. Taka właśnie jest
Polska w półtorej dekady po przewrocie ustrojowym 1989 roku. Może coś się
zmieni przy okazji wyborów samorządowych. Może PO i PiS stworzą jakiś
skuteczniejszy agregat polityczny. Na razie rośnie tylko poparcie dla
Samoobrony, co dowcipnie, na łamach swoich elitarnych gazet, skomentują Ogórek
i Majcherek. A zatem na razie nic się nie zmieni.
*** Dziwne lata dziewięćdziesiąte, czyli wśród wytworów warszawskiej inteligencji
O losie intelektualisty w latach 90. Robertowi Krasowskiemu opowiada Cezary Michalski
Życie - 2002-03-16
...Wywodziłem się ze środowiska
"bruLionu". Ukształtowała nas epoka, w której Michnik, Jastrun,
Janda itd. siedzieli po kościołach, występowali jako gwiazdy kultury chrześcijańskiej,
obcałowywali się z księżmi. Irytowały nas te czułości, za którymi nie
stał jakikolwiek ideowy związek, więc postanowiliśmy być antyklerykalni. A
tu nagle ci, którzy obściskiwali się przed ołtarzami, zaczęli bredzić o państwie
wyznaniowym. A przecież w świecie, w którym ja żyłem, w świecie wytworów
inteligencji warszawskiej, Bóg okazał się jednym z najsłabszych graczy. Więc
zrobiłem to, co robi młody człowiek o kontestacyjnym usposobieniu - wziąłem
stronę słabszego.
*** Tak zwana globalizacja - z Zygmuntem Baumanem rozmawia Witold Gadomski
Gazeta Wyborcza - 09-11-2001
*** Myśli parę o władzy, ciele i spokoju ducha (w pół wieku po zgonie Stalina) - Zygmunt Bauman
Gazeta Wyborcza - 07-03-2003
Jest to raczej obraz stanu ogólnego lewicy światowej, która po upadku ZSRR a co za
tym idzie upadku projektu utopijnego pogrążyła się w odmętach nihilizmu. Cóż
obecnie zostało z wielkiej tradycji lewicowej? Bełkotliwa metoda "kłamstw
dla sprawiedliwości", wskazywania coraz bardziej absurdalnych dowodów
degeneracji systemu demokratycznego kapitalizmu. Pacyfistyczna obrona
najgorszego rodzaju satrapów. Kompletny brak zainteresowania dla poprawy bytu
"niższych klas" i protest przeciw "narzucaniu Trzeciemu Światu
ludobójczego konsumeryzmu". Określanie demokracji jako najgorszego
rodzaju totalitaryzmu itd. itp. I wreszcie wybuch nieskrywanej radości z ataku
na WTC, który miał zapowiadać upadek zachodniego Babilonu. Nie
jest to już kwestia degrengolady nurtu politycznego, który miał wielkie zasługi.
To sprawa zagrożenia nihilizmem jakie niesie myślenie lewicowe społeczeństwu
demokratycznemu.
Skąd u intelektualisty Baumana taka zajadła złość do tak
zwanego świata zachodniego? Czy to reminiscencje z lat młodości, której
owocem było m.in. dzieło z 1953 r. pt. "Obiektywny charakter praw
przyrody i społeczeństwa: w świetle pracy J. W. Stalina 'Ekonomiczne problemy
socjalizmu w ZSRR' - referat przygotowany na Uczelnianą Konferencję Kół
Naukowych Uniwersytetu Warszawskiego"?
*** RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ - Chytry niewolnik
Tekst ten świadczy o dorastaniu emocjonalnym i intelektualnym tzw. polskiej
prawicy. Jeszcze 10 lat temu, gdyby ukazał się w "GW" i jego autorem
byłby Andrzej "Mirek" Szczypiorski zostałoby to uznane za kolejny
"antypolski wyskok i wyraz pogardy lewicowych pięknoduchów dla Narodu
Polskiego".
Polityka - nr 36/2001
...Do powszechnej świadomości nie dotarło, że istnieją różne partie, a
nie jak kiedyś tylko jedna. Podjęcie aktywności w którejkolwiek z nich
oznacza zapisanie się do "onych". Zabawna jest anegdota, jak swego
czasu Jarosław Kaczyński, wówczas w najostrzejszej opozycji, na spotkaniu z
ludnością, którą przyjechał agitować przeciwko rządowi, sam zasypany
został pretensjami i wyzwiskami za złe rządy. Gdy zaś usiłował wytłumaczyć,
że przecież on nie rządzi, przeciwnie, jest w opozycji, usłyszał: "co
pan gada, przecież ciągle pana w telewizji pokazują!".
W świetle jakże słusznych uwag Rafała Aleksandra można
zrozumieć czemu Polacy (no, powiedzmy część) przyjęli z entuzjazmem Leppera. Autentyczna
"chamskość" "Samoobrony" ukazuje fikcję "socjalną" politycznych alternatyw
- partyjek Macierewicza, Giertycha itd - bo to jednak inteligenci, warszawka... "Samoobrona" i
Lepper to swojskie mordy i to gwarantuje "prawdziwość" ich
alternatywności.
*** Piotr Zaremba - W poszukiwaniu smaków i zapachów polityki
Dziennik - 23 grudnia 2006
...Albo znany polityk lewicy, który ledwie trafił w wahadłowe drzwi z kuluarów na salę posiedzeń, a potem kiwał się na swoim fotelu, podczas gdy reporterzy na galerii zakładali się, czy puści pawia. Nie puścił. Nikt o tym nie napisał. Poważni dziennikarze (a wszyscy byli poważni) czymś takim się nie zajmowali. Rekord dyskrecji pobito w przypadku incydentu, który z perspektywy lat można by uznać za nieprawdopodobny. Nieoceniony w takich przypadkach Ryszard Czarnecki zaczął zwoływać kolegów, bo "coś dzieje się w ubikacji". Chodziło o toaletę w sejmowym hotelu, ale taką na dole, dostępną dla wszystkich. Okazało się, że w kabinie zabawiali się: córka jednego z ministrów prezydenta Wałęsy i ochroniarz, który woził jej ojca. Ostatecznie spłoszeni hałasami amatorzy przyjemności uciekli, przebijając się przez tłumek gapiów. Całą historię znali chyba wszyscy sejmowi dziennikarze. Nikt nie puścił pary z ust.
*** Piotr Zaremba - Alkoholowe opary nad Wiejską i okolicami
Dziennik - 25 kwietnia 2009
...Gdy w parlamencie drugiej kadencji (1993 - 1997) mieszkańcy okolicznych domów dotarli do marszałka Józefa Zycha ze skargami na nocne hałasy dobiegające z gmachu Sejmu, ten nie kwapił się do podejmowania śledztwa, będąc przekonanym, że to harcują jego koledzy z PSL. Spróbowali go wyręczyć dziennikarze "Gazety Wyborczej". Śledztwo jednak szybko zamarło, gdy okazało się, że sprawcami są... rozhulani posłowie UW tworzący tak zwaną Frakcję Rozrywkową. To oni, pod dowództwem Zdobysława Milewskiego i profesora Krzysztofa Luksa, potrafili wybiegać nocą do sejmowego ogrodu, chóralnie rycząc najpospolitsze kibolskie pieśni. Doczekali się nawet w końcu skarcenia przez szefa klubu profesora Geremka.
*** Piotr Zaremba - Słowa ostre niczym miecz, czyli o plotkach w polityce
Dziennik - 31 grudnia 2007
...Już w 1995 r. Aleksander Kwaśniewski szczerze wierzył w prezydenckie aspiracje Józefa Oleksego. Wiele jego zachowań wobec marszałka było podyktowanych właśnie pogłoskami przedstawiającymi jowialnego Józia jako potencjalnego prezydenta. Kwaśniewski wspólnie z Wałęsą tak zabiegali, aby Oleksy został szefem rządu, bo miało mu to utrudnić start w wyborach. Co zabawne, Wałęsa wierzył, że osobiście popularny polityk może być dla niego groźniejszym rywalem niż Kwaśniewski. Przed 2000 rokiem nastąpił już wysyp prezydenckich kandydatów wewnątrz AWS, przyprawiając Mariana Krzaklewskiego o nerwowe drgawki. W niektórych przypadkach wieści były prawdziwe, w innych przesadzone. W otoczeniu przewodniczącego na długo przed oficjalnym typowaniem pretendenta łowiono każdą informację mającą demaskować rywali. Z Gdańska dochodziły pogłoski, że żona marszałka Macieja Plażyńskiego zamówiła sobie medialne szkolenia. No tak - widzi się już w roli pierwszej damy! Kłopot polega na tym, że jedni plotki preparują, a inni działają pod ich wpływem. Wrogowie Jerzego Szmajdzińskiego chętnie przedstawiali go jako potencjalnego konkurenta Leszka Millera do urzędu premiera. Koronnym dowodem miała być grzywka upodabniająca ówczesnego ministra obrony do... Johna Fitzgeralda Kennedy'ego.
*** Robert Mazurek - Mazurek - agent wywiadu
Dziennik - 29 grudnia 2006
...Kilka miesięcy temu umówiłem się na wywiad z wicepremierem Romanem Giertychem. Po czterdziestu minutach czekania na bramce w ministerstwie wróciłem do domu. Minister dzwonił z przeprosinami i winę za nieporozumienie zwalił na komunistycznych, a jakżeby inaczej, ochroniarzy w siedzibie resortu edukacji, których nie zdążył jeszcze zwolnić. Umówiliśmy się na dzień następny. Ani ochroniarze, ani sekretariat ministra o żadnym wywiadzie nie wiedzieli. Widocznie Giertych nadal nie zdążył ich zwolnić. Odwróciłem się na pięcie i wyszedłem. Przez następną godzinę minister wydzwaniał do mnie nieustannie. Dostałem też kilka SMS-ów z przeprosinami. W końcu odebrałem telefon (wicepremier skutecznie blokował mi komórkę) i zapowiedziałem, że teraz to nieprędko dam się zaprosić.
*** Michał Majewski, Paweł Reszka - Jak premier Tusk kiwa kolegów
Dziennik - 2 sierpnia 2008
...Opowiada poseł Platformy, który kiedyś regularnie kopał z Tuskiem: "Ludzie niechętnie występują w jego drużynie, bo się wydziera i ciągle ma pretensje. Wprowadza nerwową atmosferę. Bywa, że jest naprawdę nieprzyjemnie. Kiedyś drużyna Tuska, który nie był wtedy jeszcze premierem, przegrywała jedną bramką. A szef Platformy bardzo nie lubi przegrywać. Tuż przed końcem meczu ówczesny poseł Czesław Fiedorowicz miał piłkę na prawym skrzydle. Znakomicie dośrodkował, ale jedyny napastnik nie sięgnął futbolówki. Ta przeleciała dosłownie kilka centymetrów nad jego głową. "Tusk zaczął tak krzyczeć, że Fiedorowicz miał prawie łzy w oczach" - opowiada polityk PO. Fiedorowicz nie jest już posłem PO. O całej historii mówi dyplomatycznie. "To normalne u strzelających, że zwalają winę na tych, co im podają. Do tego Tusk nie lubi górnych podań. No i kiedy jest na boisku, liczy się dla niego tylko piłka" - tłumaczy.
*** Erotyczne immunitety - Pamiętnik Anastazji P.
...Okazało się, że kiedyś dziewczyny postanowiły posła Jurka upić, potem przetransportować do pokoju, gdzie posłanka Sierakowska miała się przy nim położyć, a ktoś miał wykonać parę zdjęć.
Poseł Marek Jurek ma strasznie słabą głowę, szybko się upił, więc pierwsza część planu świetnie się udała, druga też, bo przeniosły go do pokoju, natomiast trzecia i najważniejsza nie, ponieważ Sierakowska w ostatniej chwili stchórzyła. I nic z tego nie wyszło.
Szkoda, byłoby mnóstwo śmiechu.
Zostało udowodnione, że Marzena Domaros pracowała dla UOP i pułkownika Lesiaka. Być może jej książka była elementem jakiejś "operacji psychologicznej". Być może. Czy była zmyślona? O poziomie ówczesnych elit politycznych (i elektoratu) niech świadczy uwaga Radosława Sikorskiego, który stwierdził, że gdyby Krzysztof Kononowicz pojawił się na scenie publicznej na początku lat 90. bez wątpienia dostałby się do Sejmu. Albo Senatu.
Może byłby wtedy bezkompromisowym działaczem KPN-u?
Zanim "Res Publica" do szczętu zbankrutuje i zniknie, trzeba wyrwać z www co ciekawsze teksty
*** W Warszawie - Paweł Śpiewak - Bez korzeni
Res Publica Nowa
...W Warszawie łatwiej niż na przykład w Krakowie zrobić karierę. W królewskim
mieście o wszystkich ważnych rozdaniach decyduje urodzenie w Krakowie lub
przyjaźnie z ważnymi krakowskimi rodzinami. Ludzie z zewnątrz są słabo i
niechętnie dopuszczani. Jest to miasto społecznie zamknięte. W Warszawie nikt
nie pyta, skąd ktoś jest, z jakiej wywodzi się rodziny. Po prostu dostaje pracę
i musi wykazać się odpowiednią przebojowością i pracowitością. Miasto wsysa
kolejne grupy nowych Polaków, dla których przepustką są wystarczająco duże
pieniądze, by kupić mieszkanie.
*** W Warszawie - Jerzy Pilch - Ekspres InterCity
Res Publica Nowa
...Rozmaici frajerzy nieustannie mnie pytają: Jak możesz żyć w Warszawie? Jak
mogłeś się przenieść z narkotycznego i fantastycznego Krakowa do Warszawy -
miasta bez wyrazu? Przecież masz swoje piękne i osobne miejsce na ziemi,
opiewaną w twych utworach Wisłę - tam powinieneś być i żyć. Na wszystkie te i
inne, zawsze wariantowo podobne, pytania odpowiadam teraz globalnie... W Krakowie pod koniec prawie nic mi nie wychodziło i dalej jestem bliski
przyznania racji pewnemu mojemu przyjacielowi, który zwykł mawiać: Kraków dobre
miasto, ale na emeryturę. Być może również Wisła to jest dobre miejsce na
emeryturę, Warszawa w żadnym wypadku. Warszawa nie tylko jest kiepskim miejscem
na emeryturę, Warszawa także szczęśliwie zabija w człowieku wszelkie (a miewałem
takie) instynkty emerytalne. Jeśli teraz powiem, że Warszawa działa na człowieka
odmładzająco, może w takiej frazie zabrzmieć banał i żenada.
*** W Warszawie - Małgorzata Baranowska - Są takie miejsca
Res Publica Nowa
...Udaliśmy się z kilkoma przyjaciółmi do pobliskiej (w stosunku do Pałacu
Staszica) restauracji na obiad. Nagle pewna nie znana nam osoba z Kanady pilnie
i miło zażądała rozmowy. Po co? - By uświadomić nam, jacy jesteśmy szczęśliwi.
Tu, w Warszawie, nie tylko jest ciekawie, kipi życie, na każdym kroku coś
starego (sic!), ale ludzie się do siebie odnoszą nadzwyczajnie. A szło o
zwykłą, najzwyklejszą rozmowę. Co chwilę wykrzykiwała: "Tu ludzie rozmawiają ze
sobą! Tu ludzie rozmawiają!". Męczyło mnie to przez następną prawie
dekadę. "Rozmowa kontrolowana". "Ludzie tu rozmawiają". A jednak dalej się tu
rozmawia. Dziwnie zapyziałe, małe miasto rozciągnięte na olbrzymiej
przestrzeni, widziane z daleka - czy wyglądało inaczej? Być może. Jego siła nie
w budynkach? Warszawa ma to coś. Siłę. Skąd? Nie wiadomo. Ale to miasto
niezmiernie bogate. Bogate w siłę odradzania się, nowatorstwa, łapania
okazji.
*** Paweł Śpiewak - Słowniczek słów modnych i niemodnych (w humanistyce)
Res Publica Nowa - październik 2002 r.
...Antyglobaliści sugerują, że pogłębiają się nierówności między krajami
rozwiniętymi. Antyglobalizm ściśle łączy się z antyamerykanizmem, a konkretnie z
żywiołową wręcz niechęcią do restauracji McDonald's. Oto symbol panowania ducha
amerykańskiego nad światem. Z kolei antyamerykanizm lewicy spotyka się z
antyamerykanizmem islamu, głównie Palestyńczyków, co prowadzi do tego, że
demokratyczna lewica, dawniej otwarcie zwalczająca antysemityzm, dzisiaj zdaje
się co najmniej obojętna wobec tej kwestii.
*** Jan Sidorowicz - POWSTANIE WARSZAWSKIE - BEZ NIEDOMOWIEN
...Wedlug posiadanych danych, w chwili przystapienia do walki, oddzialy mialy
(liczac tylko podstawowa bron piechoty):
- 98 recznych karabinow maszynowych
z zapasem 160 naboi na kazdy
- 604 pistoletow maszynowych z zapasem 200 naboi
na kazdy
- 1386 karabinow z zapasem 170 naboi na kazdy
Ponadto posiadano
2660 rewolwerow z 20 nabojami na kazdy i okolo 50 tysiecy granatow recznych
glownie wlasnej produkcji. Oddzialy tzw. szturmowe liczyly okolo 30 tysiecy
zolnierzy, wiec jak widac, tylko co pietnasty mial bron dluga.
*** Dariusz Baliszewski - Tajemnica doktora Z.
Newsweek Polska
...Jak zapisał we wspomnieniach obecny wówczas w Buzułuku późniejszy bohater spod Monte Cassino gen. Klemens Rudnicki: "Treść była bowiem kompromitująca, i to w najwyższym stopniu. Zawierała ona list szefa Muszkieterów, a więc znanego mi Witkowskiego do generała Andersa, w którym wzywał generała do uderzenia na tyły bolszewickie, gdy tylko przyprowadzi swą armię na front przeciwniemiecki".
Tekst wielce pikantny, ale jak słychać autor mało wiarygodny i chorobliwie skłonny do kreowania spisków. Co bardziej ekscentryczne jego odkrycia to
- Armia Krajowa otruła marszałka Rydza-Śmigłego
- generał Sikorski i jego świta nie zginęli w samolocie, lecz kilka godzin przed jego katastrofą, a na pokład wniesiono już trupy - tu już konspiracja piętrowa, redaktor Wołoszański powinien poprawić redaktora Baliszewskiego, że oczywiście kilka godzin przed, ale zamiast generała został zabity sobowtór itd.
Artyści znani, ale cuś niezadowolnieni
*** Maria Nurowska - Skoro mnie pokochali... - wywiad
Rzeczpospolita - 2000.11.25
...W naszym kraju jestem persona non grata, głównie z
powodu mojego okropnego charakteru. Np. Olgę Tokarczuk wszyscy lubią, bo jest
miła, z nikim się nie awanturuje. Ja natomiast bez przerwy się z kimś kłócę, bo
kiedy czuję, że coś jest niesprawiedliwe, to nie zwracam uwagi, jakie mogę
ponieść konsekwencje, tylko idę o tę sprawiedliwość się wykłócać.
Wielu ludzi zazdrości mi sukcesu. To, co mam, zawdzięczam
własnej pracy. Nikt mi niczego nie podarował, na przykład "Tango dla trojga" w
Polsce krytyka zlekceważyła, była jedna poważna recenzja. W Niemczech piszą o
"genialen berblendtechnik" w tej książce i o tym, że to "meisterhaft geknpftenn
buch". Teraz "Niemiecki taniec" ukazał się w Polsce i funkcjonuje na rynku. I
nic - cisza.
*** JAN JAKUB KOLSKI - To ja jestem główny nurt - wywiad
Trybuna, 4-5 X, 2003
...Na drugi dzień po Gdyni zadzwonił do mnie Piotr Szulkin, reżyser bardziej
doświadczony ode mnie, starszy, o większym dorobku, i powiedział, że kiedy
artysta wrażliwy przechodzi przez próg dojrzałości, to samotność staje się jego
naturalnym środowiskiem. Zamiast mnie pocieszyć powiedział, żebym się do tego
przyzwyczaił, bo tak już będzie. Lata temu w Łagowie, kiedy czekałem na wyjście
widzów z "Historii kina w Popielawach", coś jeszcze bardziej zasmucającego
powiedział mi Marek Piwowski: że u nadwrażliwców z każdym kolejnym filmem ten
proces się pogłębia. To nie jest dobra nowina. Ponieważ źle to znoszę, być może
przyjdzie mi wkrótce zmienić zawód...
*** Krzysztof Majchrzak - Nie polskie, nie srolskie, tylko człowiecze - wywiad
Gazeta Wyborcza - 02-11-2003
...Jednak mimo tych ostrzeżeń to właśnie mama, oboje rodzice, poza słowami,
przekazali mi potężną dawkę miłości do świata, dzięki której jestem człowiekiem
o sercu gotowym do miłości i odważnym.
To jest poważna gra. Bo tu chodzi
o miłość. Artysta bez miłości nie ma prawa przemawiać do ludności miejscowej ani
zagranicznej. Bo wtedy wszystko, co robi, jest toksyczne i szkodliwe.
Tak
jak toksycznie zadziałał reżyser Marek Koterski, przewodniczący tegorocznego
jury w Gdyni. Co on narobił z tym werdyktem! Na jednym z piękniejszych
festiwali, jakie się dotychczas zdarzyły!
*** Marek Kondrat - spowiedź winiarza - wywiad
Dziennik - 2007-04-21
...Aktor sam dla siebie jest centrum świata. Czyta gazetę - wypadek pod Częstochową, a on już jest konduktorem niosącym pomoc innym (śmiech). Tu forma odgrywa znacznie większą rolę niż treść. Zresztą tak jest na całym świecie i jak czytam, że Hugh Grant nie ma zbyt wiele do powiedzenia, to wcale mnie to nie dziwi. Aktor jest od tego, by mówić cudzym tekstem, choć czasami myli mu się on z rzeczywistością. Kiedy w 1980 roku grałem Wysockiego i krzyczałem "Polacy do broni, do broni!", to wydawało mi się, że zaraz to wszystko ruszy, a ja sprowokuję powstanie. Nic dziwnego, aktorom miesza się pod sufitem.
*** Jadwiga Staniszkis: Bywa, że mężczyźni do czegoś się przydają - rozmowa
Dziennik - 23 grudnia 2007
...Związek z Irkiem był o tyle interesujący, że on tworzył złudzenie bezpośredniości, pasji. Głównym motywem jego picia, samoniszczenia i okrutnych gier z innymi ludźmi była nuda. Środowiska literacko-artystyczne były hołubione, miały znacznie więcej przywilejów niż dzisiaj - również przywilejów ekonomicznych (przydział mieszkań, wysokie honoraria za książki, stypendia) - a równocześnie były upokarzane i gnębione przez cenzurę. Ale te oscylacje pomiędzy kopniakiem a marchewką były przytłaczająco nudne. I Irek codziennie czytał po dwie - trzy książki, żeby stworzyć sobie jakiś inny świat, i po to także uprawiał ucieczki w innego człowieka. Przyglądał się komuś uważniej i starał się go rozgryźć. Na przykład wydobyć z niego małość, sprawdzić, do czego jest zdolny, czy da się upokorzyć albo na zamówienie upokorzy innego. Ale ten człowiek, wzięty przez Irka na tapetę, przez moment czuł się ważny. I to było pociągające. Nasz związek nie tworzył pozorów małżeństwa czy tradycyjnie pojmowanej sytuacji uczuciowej. Ja też się wtedy trochę nudziłam, i to było wyzwaniem do momentu, kiedy zauważyłam, że może mnie to bardziej zniszczyć niż nauczyć czegoś nowego.
*** Pierwszy raz starałam się być dobra - z Jadwigą Staniszkis rozmawia Małgorzata Subotić
Rzeczpospolita - 02-04-2010
...Mąż wrócił z kilkutygodniowego pobytu w Afryce i powiedział mi, że nie sprawdzam się jako żona, powinnam zrozumieć i usprawiedliwić jego skoki w bok.
Jak miała pani to zaakceptować? Powiedzieć: - Tak, Michał, możesz mnie zdradzać?
Bardzo wiele żon tak robi. Chociaż z reguły aż tak otwarcie mężowie nie stawiają sprawy. Ja jednak jestem osobą, którą się traktuje jak mężczyznę. Nikt nigdy mnie nie oszczędzał. Gdy coś takiego pomyślał, to mi o tym mówił. Sądząc, że ja i tak wszystko wytrzymam.
Ostatnio profesor Staniszkis mniej jest znana opinii publicznej z swych dokonań intelektualnych, za to bardziej z powodu barwnego życia osobistego. Dwóch jest polskich intelektualistów z rekordowym parciem na szkło, Paweł Śpiewak i Jadwiga Staniszkis. O ile jednak Śpiewak produkuje się codziennie w różnych telewizjach w roli eksperta od wszystkiego, to Staniszkis postanowiła zaszokować publisię ekshibicjonistycznymi wyznaniami. Czy jest jakiś polski dziennikarz, który nie był jeszcze informowany o pożyciu prof. S. z pisarzem Iredyńskim? Czy jest jeszcze jakaś gospodyni domowa, która nie uroniła łzy na wieść o tym, iż pani profesor była tłuczona po głowie kijem od szczotki? Teraz zaś pojawiła się na rynku książka autobiograficzna zawierająca wszelkie drastyczne szczegóły. Co jeszcze jest przewidziane w programie, pani profesor? Film dokumentalny? Serial telewizyjny w kolorze?
*** ANDRZEJ ŁOMANOWSKI - HONOR i ŚMIERĆ KUCHARZA
Przekrój
...Znaleziono go wieczorem w jego własnym domu. Bernard Loiseau, jeden z
najsłynniejszych francuskich szefów kuchni, leżał martwy na dywanie. Przy boku
miał myśliwski sztucer, z którego strzelił sobie w głowę. Prokurator przez trzy
dni dokładnie badał, czy naprawdę było to samobójstwo. Nikt nie chciał uwierzyć,
że kawaler Legii Honorowej i właściciel giełdowej firmy, którego znała i lubiła
cała Francja, mógł odebrać sobie życie. 52-letni szef kuchni zastrzelił się
tydzień po opublikowaniu tegorocznego wydania przewodnika kulinarnego "Gault
Millau". Jego restauracji La Côte dŐOr krytycy przyznali w tym roku 17 na 20
możliwych punktów, czyli o dwa mniej niż rok wcześniej.
*** Juliusz Ćwieluch - Zaklęte rewiry Gesslerów
Przekrój
...Ale kuchni Magdy Gessler nie można było zarzucić nic, oprócz wysokich cen. - Magda wychodziła z założenia, że nowa elita potrzebuje miejsca do spotkań. Ceny były skuteczną zaporą dla przypadkowych gości. Wybranym artystom lub dziennikarzom dawała gigantyczne zniżki. Ich obecność w Fukierze napędzała kolejnych gości. Towarzystwo zaczęło się snobować na jadanie tam - opowiada dawny bywalec. Marta z kolei działała bez medialnego szumu. - Ale z artystowskim zacięciem. Właściwie to ona otworzyła Polakom oczy na zdrową, ale smaczną żywność - mówi Piotr Adamczewski, znawca kuchni. Wysmakowana prostota w stylu zen i dworsko-babciny Fukier to były dwa różne światy, które nie miały szans się ze sobą spotkać. Tak jak nie spotykały się i nie rozmawiały ze sobą obie panie Gessler. Tym bardziej że 7 listopada 1995 roku Piotr Gessler i Magda Ikonowicz wzięli ślub. Ale dwa lata później prywatny detektyw wynajęty przez Piotra zrobił zdjęcie Magdy w objęciach Mariusza Diakowskiego, studenta, który dorabiał w Fukierze jako kelner. Magda odeszła do kochanka. Wybuchł największy skandal obyczajowy wśród restauratorów III RP.
Autor dokonuje wielce ryzykownego porównania rodu Gesslerów do rodziny ze "Zmierzchu bogów". Kto widział ten film, ten wie, że to historia staczania się potężnego rodu do stanu zupełniej degeneracji. Oj, mocna analogia.
A tak całkiem serio to tekst ten daję cudną panoramę powstania i rozwoju przedsiębiorczości po 1989 r.
*** Luiza Zalewska, Piotr Zaremba - Pani na Agorze (Helena Łuczywo - legenda "Gazety Wyborczej")
Dziennik - 14 lutego 2009
...Nawet jeżeli prawdziwe są pogłoski, że korupcyjna oferta producenta filmowego, czy raczej to, jak ją postanowiono rozegrać, wprowadziła wielki rozdźwięk między Michnikiem a Łuczywo, faktem jest, że cała trójka tamtego lata w sposób niestandardowy pertraktowała z Leszkiem Millerem i jego ministrami zapisy nowej ustawy medialnej. To Łuczywo jechała wieczorem 22 lipca do kancelarii premiera i to ją Miller (wiedząc już o nagraniu Rywina) pytał, pokazując ostateczny projekt: "Czy to was zadowala?". Może Łuczywo nie miała wyjścia i musiała uczestniczyć w tej historii? Zapewne jak cała redakcja stała na stanowisku, że skoro postkomuniści specjalnie przygotowują prawo, które ma uderzyć w Agorę, to wszelkie formy przeciwdziałania są dopuszczalne. Ale zapewne też nie zachwycała jej arogancja Michnika, który beształ i posłów, i dziennikarzy innych mediów, gdy próbowali rozwikłać tę aferę. Do dziś w pamięci reporterów "Wyborczej" utrwaliła się scena, kiedy Michnik po swych pierwszych, ostrych komentarzach wchodzi do redakcji, a Łuczywo wściekła, nie bacząc na osoby towarzyszące, wita go słowami: "Coś ty, kretynie, narobił?".
*** RAFAŁ KASPRÓW, LUIZA ZALEWSKA - Od nędzy do pieniędzy (Dziesiąta rocznica "Gazety Wyborczej")
Rzeczpospolita - 1999.05.08
...Ponad dwadzieścia osób stało się współwłaścicielami gazety jeszcze w 1990 roku. W 1998 r. osoby te zgodziły się na to, aby dodatkowe 75 osób zostało współwłaścicielami spółki. 96 kluczowym pracownikom przypada w udziale od kilku tysięcy do ponad 1,7 mln akcji - w sumie ponad 19 mln akcji o wartości prawie 1 mld zł. Najwięcej otrzymały cztery osoby: Helena Łuczywo (wiceprezes Agory), Piotr Niemczycki (wiceprezes Agory), Wanda Rapaczyńska (prezes Agory), Juliusz Rawicz (wicenaczelny "Gazety"). Niewiele mniej niż milion akcji otrzymali również: Seweryn Blumsztajn (kieruje lokalnymi dodatkami), Ernest Skalski (komentator "Gazety") i Piotr Pacewicz (wicenaczelny "Gazety"). Rekordzistą jest Piotr Niemczycki którego 1,7 mln akcji warte jest ok. 80 mln zł.
Za chwilę do Michnika przyjdzie Lew Rywin i złoży propozycję. I cały ten gmach zawali się w gruzy.
Tekst ten został napisany niemal u szczytu potęgi "Wyborczej", za chwilę będzie rok 2002, apogeum potęgi. AGORA będzie ostro działać w sprawie kupna POLSATU i
Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych. Michnik będzie się całować z prezydentem Kwaśniewskim i premierem Millerem, tryumfy
święcić będzie "ideologia III RP" - teksty drukowane na łamach "Gazety" będą terroryzować elity intelektualne i opinię publiczną.
Przedwiośnie?
*** Dyskusja redakcyjna - "Nasz postmoralny niepokój"
Res Publika - luty 2001 r.
...Najbardziej istotnym wyróżnikiem języka neoliberalnego
jest zawarte w nim przekonanie o absolutnej nieuchronności procesu - na przykład
globalizacyjnego. I dlatego jest to język paraliżujący jakąkolwiek wrażliwość.
Ten język "konieczności" mówi nam, że procesu zatrzymać się nie
da, że żyjemy w niepowstrzymanym potoku, który wyrzuca biednych na brzegi, a
istniejące (i stale rozszerzające się) obszary nędzy są czymś
"naturalnym", zjawiskiem, z którym nie ma sensu walczyć.
*** "Nie pójdę na barykadę" - z Leszkiem Millerem, przewodniczącym Sojuszu Lewicy Demokratycznej, rozmawiaMarcin Król
Res Publika - luty 2001 r.
...Gdyby Pan należał do dawnej lewicowej tradycji, toby się Pan przejmował
tym, na przykład, ile ludzi umiera z głodu w Afryce. Ale przecież Pan się
tym tak bardzo nie przejmuje?
Leszek Miller: To prawda. Międzynarodówka socjalistyczna niedawno wyjechała
do Afryki, żeby przejmować się tą sprawą, ale nie ma to większych skutków.
Dlaczego nie spędza mi to snu z powiek? Przede wszystkim dlatego, że widzimy
to samo w Polsce, głód, biedę, a tu nam bliżej i to nam przesłania tamte
sprawy.
*** Jerzy Szacki - Nasz Żeromski
Res Publika - luty 2001 r.
...I wciąż zadaję sobie pytanie, jak to możliwe, że pisarz budzący kiedyś
tyle najgorętszych namiętności znalazł się oto wśród tych klasyków
literatury narodowej, których wciąż nie można wprawdzie pominąć przy układaniu
lektur szkolnych, ale którzy poruszają większość z nas nie bardziej niż
Mikołaj Rej czy Klemens Janicki.
*** Nina Kraśko, Sergiusz Kowalski - Przegląd liberalny
Res Publika - luty 2001 r.
...Balcerowicz, Lewandowski i Gadomski nie mają co do tego wątpliwości. Ich
świat społeczny zbudowany jest z pracodawców i pracobiorców, producentów i
konsumentów. Nie ma w tym świecie miejsca dla idei innych niż te, które
dotyczą wymienionych, praktycznych stron ludzkiej egzystencji. Nie ma takich
rzeczy, jak piękno i współczucie - może są, a nawet na pewno są, tyle że
gdzieś poza decydującą o wszystkim ekonomiczną pragmatyką. W jej ramach
istnieje tylko surowe piękno dobrze skonstruowanego budżetu i współczucie
dla nie dostrzegających tego ignorantów. Ekonomia to nauka ścisła, a
liberalizm to w istocie ekonomia.
*** Bronisław Wildstein - Król na barykadzie
"Rzeczpospolita" - 2001.03.05
...Wbrew pozorom wystąpienia takie jak w "Res Publice" mają swoje znaczenie. Są symptomem szerszego zjawiska. Upadek komunizmu wiązał się z ruiną intelektualnych utopii. Świadomość tego przeorała środowiska intelektualne, a zasady zdrowego rozsądku, egzorcyzmowane dziś jako neoliberalna ortodoksja, upowszechniły się na czas jakiś nawet w tym środowisku.
Intelektualiści jednak, którzy czują się znudzeni i niedocenieni poza murami swoich uniwersytetów, ścianami redakcji i wydawnictw, którzy czują, że to oni w swoje ręce winni wziąć losy tego świata, pozbierali się po ranach zadanych im przez doświadczenie i wołają o nową ideę. Ogarnia ich stan, który Georg Simmel określił jako "jałowe podniecenie". W pogotowiu zawsze czeka idea negatywna: nieludzkość ludzkiego świata. Nieludzkość kapitalizmu, trywialność przedsiębiorców, biznesmenów i polityków, którzy nie chcą słuchać intelektualistów ani aplikować ich kolejnych idei.
Magazyn OBYWATEL
- antyglobalizm, antyamerykanizm, rozkład cywilizacyjny Polski... itd.
Ach, jakże się czują szlachetni, jacy pryncypialni
Lewica bez marksizmu pokazała tak zwaną gołą dupę. Pozostał emocjonalny bełkot, utopijny nihilizm,
postulat - ma być Szwecja w Afryce, już natychmiast, a jak nie, to kapitalizm jest systemem ludobójczym.
W latach 60-tych Korea Płd. miała PKB per capita na poziomie 200 $, tak jak wyzwolone z kolonializmu kraje afrykańskie.
A dzisiaj, w którym afrykańskim kraju żyje się lepiej niż za białego reżimu? Dlaczego Korea goni Europę?
Lewica nie jest zainteresowana takimi fenomenami, woli myślenie roszczeniowe, woli stereotypy marksistowskie
z neokolonializmem, imperializmem...
Właśnie przeczytałem, że faszystowskie instytucje finansowe takie jak Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy (czytaj -
instytucje charytatywne) w celu omotania wyzwolonego z ucisku Zimbabwe nowymi więziami neokolonialnymi(czytaj -
działając z poczucia winy i bojąc się stawiać wymagania, by nie narazić się na zarzut narzucania liberalnej
dominacji) udzieliły pomocy w wysokości 6 miliardów $ w ciągu 20 lat. Z tego zainwestowanych materialnie w kraju zostało przez kacyka
Mugabe 300 milionów $, reszta tradycyjnie znikła.
I co? I nic. Coraz silniej dochodzą głosy o potrzebie powiększenia pomocy finansowej dla krajów Trzeciego Świata.
Która i tak przepadnie i wzmocni roszczeniową postawę kacyków, a więc i spowoduje większą nędzę, bo jak
rozwijać biznes, skoro wszyscy wiedzą, że nędza w Trzecim Świecie wynika z niesprawiedliwej redystrybucji bogactw.
*** Magazyn OBYWATEL - wybór tekstów, cz.1
*** Magazyn OBYWATEL - wybór tekstów, cz.2
*** Guy Sorman - Bóg to ja (religia w USA)
FAKT - EUROPA - 15.09.2004
...Reklama i Kościoły zawsze do siebie pasowały: w XIX wieku, by ściągnąć wiernych na nabożeństwo, pastorzy rozdawali ulotki, w XX wieku kościoły - zanim na ten pomysł wpadli handlowcy - wabiły neonowymi szyldami; od samych narodzin radia pastorzy posługiwali się nim, by nadawać kazania, tak samo w latach 50. wykorzystali telewizję.
Czyż napływ środków i wiernych na niezwykle konkurencyjnym rynku religii nie jest dowodem boskiej przychylności? Wierni chętnie w to wierzą. Uczciwi pastorzy - również. Nikt nie wymaga od nich, by żyli w biedzie, byłoby to postrzegane raczej jako dowód klęski niż świętości. Przed amerykańskimi kościołami na miejscu parkingowym zarezerwowanym dla pastora często stoi luksusowy samochód. Jeżeli Bóg nieraz dopomógł pastorowi, to czy nie pomoże także jego owieczkom?
*** Zachód nie ma granic - Paul Johnson - wywiad
FAKT - EUROPA - 16.06.2004
...Chrześcijaństwo uległo dużym zmianom podczas reformacji i kontrreformacji, religia żydowska miała swe oświecenie w wieku XVIII. Obie te wielkie religie zmodernizowały się. Jak dotąd islam nie zdołał tego uczynić, nie opuścił jeszcze średniowiecza, oczywiście poza Turcją, gdzie fundamentalizm został złamany przez reformy Kemala Atatürka. Na ogół jednak islam znalazł się w sytuacji konfliktu z globalizacją, czyli z procesem, na który praktycznie mamy niewielki wpływ. W tej chwili nie bardzo widać, by islamiści podejmowali duże wysiłki, konieczne, żeby się zasadniczo zmienić. Myślę jednak, że nie mają innego wyjścia - nie można długo bojkotować rzeczywistości i pozostawać ważną religią światową.
Ludobójstwo, eksterminacja, rzeź
*** CHRISTIAN SCHMIDT-HÄUER - RZEŹ ORMIAN - Pierwszy Holocaust
Die Zeit, 24.04.2005
...Yüghaper, która w tym marszu śmierci straciła całą rodzinę, zeznawała w Paryżu 14 maja 1989 roku jako ostatni naoczny świadek tamtych wydarzeń. - Zapędzono nas do Szeddede, do wejścia do pieczary. Otwór wejściowy miał wielkość stołu, ale niżej, w dole, jaskinia rozszerzała się, miała powierzchnię dwóch lub trzech izb. Kobiety chwytano jak worki, podpalano im spódnice i rzucano w dół. Wszystkie krzyczały. Kiedy przyszła moja kolej, sama szybko skoczyłam w dół. Cała zakrwawiona, trzęsąc się, wpełzłam do niewielkiej niszy, gdzie straciłam przytomność. Nazajutrz do jaskini przyszli jacyś mężczyźni. To już nie byli Turcy, tylko Arabowie. Szukali złotych monet. Byłam świadkiem, jak rozpruto brzuch kobiecie, która przyznała się do połknięcia pieniędzy. Mnie szarpali i krzyczeli: "Rozbierać się, rozbierać się!".
*** GRZEGORZ KUCHARCZYK - SZTUKA ZAPOMINANIA
FRONDA nr 34, 2004 r.
...Wyobraźmy sobie Niemcy po II wojnie światowej, po dokonanym na polecenie niemieckiego rządu ludobójstwie Żydów, i sytuację, w której kolejne niemieckie gabinety, większość niemieckich uczonych nie tylko neguje fakt popełnionego przez Berlin ludobójstwa, lecz również czyni wszystko (stosując na przykład szykany i utrudnienia wobec rodzimych i zagranicznych uczonych zajmujących się tą problematyką z innego niż oficjalny punktu widzenia i oskarżają ich z tego powodu o "wrogość wobec niemieckości"), by prawda o nim nie była upowszechniana w Niemczech i poza ich granicami. Trudno sobie coś takiego wyobrazić. Jednak w wypadku Turcji ciągle wypierającej się ludobójstwa popełnionego na Ormianach (począwszy od 1915 roku) to nie są wyobrażenia. To smutna rzeczywistość wspieranego przez Republikę Turecką negacjonizmu.
*** Adam Balcer - Turecko-ormiańskie rozrachunki z historią
Gazeta Wyborcza - 24-25 września 2005 r.
...Dokładne ustalenie liczby ofiar nigdy nie będzie możliwe. Ich przybliżone oszacowanie wymaga sprecyzowania liczby Ormian, którzy przeżyli wojnę. Spośród różnych szacunków najbardziej wiarygodne wydają się dane Richarda Hovannisiana, Charlesa Walkera i Tanera Akcama, tureckiego historyka uznającego wydarzenia z 1915 r. za ludobójstwo. Według nich wojnę przeżyło 150-200 tys. Ormian w Anatolii, do 200 tys. nawróconych na islam (część z nich zginęła w trakcie wojny z rąk nieosmańskich), prawie 200 tys. spośród deportowanych do Syrii i Iraku, blisko 100 tys. uciekinierów w Iranie, Egipcie oraz 150-250 tys. spośród 350 tys. uchodźców na Kaukazie. Co najmniej kilkadziesiąt tysięcy z tych uchodźców zginęło pośrednio lub bezpośrednio na skutek działań armii osmańskiej. Po odjęciu liczby ocalonych od przedwojennej populacji otrzymamy najbardziej prawdopodobną liczbę około 800 tys. ofiar wśród osmańskich Ormian podczas I wojny, w tym około 650 tys. osób, które straciły życie bezpośrednio lub pośrednio w wyniku działań tureckich.

*** Okrucieństwa w Korei - 1950-1953
...Amerykańscy żołnierze kazali uchodźcom porzucić drogę i iść wzdłuż torów kolejowych, dopóki nie znajdą się pod mostem. Zmuszono ich do pozostania tam, a o zmierzchu trzeciego dnia żołnierze usłyszeli pojedyncze strzały z kierunku, z którego spodziewali się wroga. Następnie posłaniec batalionowy przybył z rozkazem zabicia każdego uchodźcy, który przebywał pod mostem. Niepewny, skąd nadszedł rozkaz, jeden z żołnierzy zapytał, kto dokładnie go wydał. Usłyszał w odpowiedzi, że rozkaz pochodzi od oficera 2. Batalionu 7. Kawaleryjskiej. Nagle Amerykanie zaczęli strzelać do ludzi pod mostem z karabinów maszynowych. Wszędzie padały martwe ciała, a przerażeni rodzice ciągnęli krzyczące dzieci do wąskiego kanału pod torami. Uchodźcy próbowali chronić się za ciałami martwych towarzyszy. Matki owijały dzieci kocami i obejmowały je, odwracając się w stronę wejścia do tunelu.

*** Andrzej Talaga - Wojownicy nowej Asyrii
Nowe Państwo
...Kiedy sytuacja stała się dramatyczna, tysiące nestorian z Hakkari porzuciło swoje domostwa i ruszyło do kościoła Mar Odeszo położonego wysoko w paśmie Tal. Rozbili wokół niego wielki obóz i czekali. Rosyjscy generałowie chcieli wykorzystać asyryjskich wojowników na froncie perskim przeciw szykującej się do ofensywy armii tureckiej, namawiali więc patriarchę, by wyprowadził swoich ludzi do Iranu. Benjamin Mar Szymun posłuchał ich i pod koniec lipca zaczął się exodus całego narodu. Tysiące mężczyzn, kobiet i dzieci ruszyło w drogę, która przypominała marsz śmierci. Uciekających opadły niczym stada wilków kurdyjskie plemiona. Nestoriańscy księża nieśli przed sobą spisaną po aramejsku Biblię, wierząc, że święta księga uchroni ich wiernych od kul. Górale woleli konkretniejsze argumenty, wystrzeliwali więc resztki amunicji, a gdy jej zabrakło, walczyli wręcz. Ilu zostało na zawsze na trasie marszu śmierci? Nie wiadomo, współcześni autorzy asyryjscy (choćby Sargon Dadesho) mówią o 50 tysiącach z około 160 tysięcy, którzy mieszkali w Hakkari przed exodusem.
*** OLGA STANISŁAWSKA - JĘZYK, KTÓRYM MÓWIŁ JEZUS CHRYSTUS
Gazeta Wyborcza - 02/05/2001
...Asyryjczycy... Czyli właściwie kto? Sęk w tym, że 1500 lat temu ludzie mówiący tym samym syryjskim językiem, czerpiący z tej samej starożytnej kultury, poszli dwiema odrębnymi ścieżkami. Zanim jeszcze pod wpływem Jakuba Baradeusza wyodrębnił się z łona chrześcijaństwa Syryjski Kościół Prawosławny, własną drogą ruszyli zwolennicy Nestoriusza. Potępieni w Cesarstwie Rzymskim, wywędrowali oni na Wschód i na terenach dzisiejszego Iraku, Iranu i Azerbejdżanu stworzyli Kościół Asyryjski Wschodni. Przez całe wieki jakobici i nestorianie mieszkali z daleka od siebie. Dziś spotykają się na ulicach Chicago czy Sztokholmu. I w Internecie. Rozrzuceni po świecie, w żadnym kraju nie odgrywają większej roli, jak chociażby Koptowie w Egipcie. Internet - zdawałoby się - jest jakby stworzony dla nich. Niniwa, stolica starożytnej Asyrii, leży w gruzach na lewym brzegu Tygrysu, daleko na północy Iraku. Mało kto ją odwiedza. Nineveh-On-Line, strona internetowa założona przez Alberta Gabriala, ma sto tysięcy odwiedzających w miesiącu. Albert Gabrial, inżynier z Iraku, przyjechał do Kalifornii w roku 1992 i w kilka lat zbudował wirtualne imperium. - Internet łączy rozproszone rodziny - mówi - i pozwala nam wreszcie samym pisać naszą historię. Przez setki lat zawsze pisali ją inni...
Ponurą rolę w dziele ludobójstwa Asyryjczyków (i Ormian) odegrali Kurdowie. Oni sami później stali się ofiarami czystek etnicznych w Iraku.
Cóż, zdarza się.

*** Jakub Polit - RZEŹ W NANKINIE 1937-1938
...Jeśli podczas egzekucji jeńców używano zwykle broni palnej, to masakry w samym Nankinie cechowała sięgająca granic perwersji pomysłowość. Ofiary zakopywano żywcem (czasem tylko po szyję; cięto je wtedy mieczami), tratowano końmi i czołgami, wieszano za języki na hakach. Niektórych, zakopanych w ziemi po pas, kazano rozszarpywać wielkim psom, innych krzyżowano, przybijano do drzew i słupów telegraficznych, oddzierano im pasy skóry, odcinano nosy i uszy. Jedną z ulubionych zabaw było wpędzanie Chińczyków na dachy drewnianych przeważnie domów, oblewanie parteru benzyną i podpalanie; nieszczęśnicy, podobnie jak Żydzi w getcie warszawskim sześć lat potem, popełniali samobójstwo rzucając się w dół. Póki nie zabrakło benzyny palono też nankińczyków żywcem gromadnie, po uprzednim spędzeniu na skwery i place. Inny rodzaj rozrywki polegał na "wysyłaniu Chińczyków na ryby" poprzez wpędzanie ich nago do lodowatej w grudniu i styczniu wody Yangzi i na częściowo zamarznięte, otaczające miasto stawy Mo Zhou, Xuan i Wu; próbujących wypłynąć ostrzeliwano i obrzucano granatami. Dzieci, a nawet niemowlęta, nadziewano na bagnety. Jeden z japońskich dziennikarzy wspominał potem, że widział żołnierza pożerającego serce i wątrobę z wypatroszonych przez siebie zwłok; w świetle późniejszych praktyk w czasie wojny na Pacyfiku w doniesieniu tym, z pozoru fantastycznym, nie ma nic nieprawdopodobnego.

*** Agnieszka Rybak - W końcu zabrakło nabojów
Rzeczpospolita - 31-07-2009
...Jedną z relacji złożyła harcerka Szarych Szeregów Wanda Łokietek-Borzęcka. 5 sierpnia z grupą koleżanek przebywała w szpitalu św. Łazarza przy Lesznie. Około godziny 18 na teren placówki wkroczyli Niemcy. Borzęcka była świadkiem, jak jedna z koleżanek - wiedząc już, że tego dnia zginął jej brat - prosiła, by Niemiec ocalił ją dla matki. "Błagałam, mówiąc cytuję: "Boże, co moja biedna mama powie, co się stanie, jak się dowie, że i ja nie żyję, ona skona z rozpaczy". Biedna została wyprowadzona przez tegoż Niemca za mur, tam najprawdopodobniej wykorzystał ją, a potem przyprowadził szlochającą w to samo miejsce i strzelił tak niefortunnie, że żyła jeszcze, męcząc się straszliwie. Po jakimś czasie ten sam łotr dobił ją" - zeznawała Borzęcka. Jej udało się przeżyć, ponieważ uznano ją za zabitą.

*** WŁODZIMIERZ KALICKI - Sprawiedliwy na niebie - Masakra w My Lai - 16 marca 1968
Gazeta Wyborcza - 17/03/2008
...Calley rozkazuje, by ustawić się w linii i wystrzelać wszystkich wieśniaków. Meadlo i Conti patrzą na siebie, opuszczają broń i cofają się. Calley wrzeszczy do Meadlo, by strzelał na rozkaz. I strzela sam wraz z nim. Gdy większość chłopów pada zabita, stojące na końcu kobiety rzucają dzieci na ziemię i zasłaniają sobą. Calley podchodzi i z bliska dobija wszystkich pojedynczymi strzałami. Żołnierze przyprowadzają nad rów kolejne grupy schwytanych Wietnamczyków. Calley za każdym razem wydaje rozkaz, by ich zabić. Oprawcy spychają ofiary do rowu i strzelają z odległości kilku kroków. Gdy w przerwie między egzekucjami spod ciał wypełza zakrwawione dwuletnie dziecko, Calley wrzuca je z powrotem do rowu i zabija jednym strzałem.
Ale nie wszyscy uczestniczą w orgii mordowania. Sanitariusz meksykańskiego pochodzenia George Garza znajduje 6-letniego chłopca z przestrzelonym ramieniem i starannie bandażuje mu ranę. Czarnoskórzy Harry Stanley i Herbert Carter, dwa szczury tunelowe, czyli żołnierze wyspecjalizowani w walkach w wielusetmetrowych tunelach drążonych przez partyzantów Wietkongu, w prymitywnym bunkrze znajdują innego chłopca. Każą mu siedzieć cicho i nie ruszać się.

*** WALDEMAR WOJNAR - Zanim powstały łagry i kacety
...Na terenach obecnej Namibii niemieckie wojska kolonialne dowodzone przez gen. von Trotha rozpoczęły akcję planowego wyniszczania murzyńskiego plemienia Hererów. W przeciwieństwie do obozów hiszpańskich i angielskich, gdzie wysoka śmiertelność wynikała z niedostatków zaopatrzenia i fatalnych warunków sanitarnych, Niemcy postanowili ostatecznie rozwiązać "kwestię murzyńską". Zbuntowanych Hererów wypędzono w bezludne rejony pustyni Kalahari. To, czego nie dokonały karabiny maszynowe, dokończyła natura: niemieckie patrole znajdowały później tysiące zwłok wokół wyschniętych źródeł (studnie już wcześniej zostały zatrute). Dla niedobitków zaś stworzono obozy koncentracyjne, w których znaczono więźniów literami GF (Gefangene) i zmuszano do pracy fizycznej. W nieludzkich warunkach klimatycznych i przy znikomym wyżywieniu niewolnicy ci budowali linię kolejową z Lüderitzbucht do Keetmanshoop. Naoczni świadkowie opowiadali później o mordowaniu niezdolnych do pracy ciosami bagnetu i batożeniu do krwi. W efekcie tych działań, gdy w 1911 roku spisywano ocalałych Hererów, z dawnych 80 tys. doliczono się zaledwie 15 tys.

*** Timothy Snyder - Wołyń, rok 1943
Tygodnik Powszechny - 2000
...Jedną z przyczyn tego, co stało się w 1943 r., sięgającą okresu przedwojennego, była ideologia jednolitości struktury narodowej. OUN założono jako organizację zmierzającą do usunięcia wszystkich "okupantów" z "ziemi ukraińskiej". Kolejnym czynnikiem, już z okresu wojny, było zaabsorbowanie kwestią przyszłego odrodzenia państwa polskiego: obie frakcje OUN zdawały sobie sprawę, że Polska nie zrzeknie się dobrowolnie Wołynia i Galicji. Jako orędownicy niepodległej Ukrainy obejmującej te ziemie, nacjonaliści ukraińscy wiedzieli, że niewiele zyskają na dyskusjach z Polakami w czasie wojny. I OUN-B, i OUN-M wierzyły, że np. przesiedlenie grup ludności w obu kierunkach przyniosłoby rozstrzygnięcie sytuacji. Jednak radykalna OUN-B interpretowała program partii bardziej zdecydowanie niż OUN-M. Chciała zapobiec przywróceniu państwowości polskiej przez wysiedlenie Polaków z Zachodniej Ukrainy jeszcze przed końcem wojny. Wytyczne dla oddziałów OUN-B, sformułowane tuż przed niemieckim atakiem na ZSRR (w maju 1941) mówiły, że pożądane jest usunięcie "Polaków z regionów Zachodniej Ukrainy, którzy nie porzucili marzeń o odbudowie Wielkiej Polski kosztem ziem ukraińskich".
*** Maja Narbutt - Nie czekaj, nie wypatruj - DZIECI WOŁYNIA
Rzeczpospolita - 12.07.2003
...Pamięta, jak potem razem z babcią wędrowała. - Masz nie pokazywać, że się boisz - powtarzała ciągle babcia. Nie bała się, bo niczego nie czuła, była odrętwiała. Po co ma żyć - myślała - jak wszyscy nie żyją. Najpierw szły przez znajome wsie. Babcię znali tu wszyscy, bo odbierała porody. Napotkane Ukrainki tylko smutno kiwały głowami. Potem zaczęły spotykać ludzi uzbrojonych w widły, siekiery i kosy. Jechali na furach, byli weseli, śpiewali, zawinięte rękawy ubrań zachlapane były krwią. Kilka razy je zatrzymano. Babcia ubrana w ukraiński fartuch pożyczony przez Prokopichę mówiła, że idą do Kupiczyna do Hawryły - wiedziała, że mieszka tam taki Ukrainiec .Doszły do polskiej wsi. - Nie patrz, nie rozglądaj się - mówiła babcia. Teresa jednak widziała. Porąbane ciała przy drodze, dzieci powbijane na sztachety, przybite do drzwi na krzyż. Nigdzie żywego człowieka, tylko wyjące psy, wałęsające się koty, ryczące krowy. I tak dotarły do miasteczka, a potem po wielu przejściach polscy kolejarze załadowali je do lokomotywy pociągu towarowego, który jechał do centralnej Polski.
*** Maja Narbutt - Pamięć i zapomnienie - WOŁYŃ 61 LAT PÓŹNIEJ
Rzeczpospolita - 07.08.2004
...To, co się wtedy zdarzyło trwa w pamięci ocalonych z rzezi. Z fotograficzną precyzją wyryły się w niej obrazy i słowa. Dawni mieszkańcy Woli Ostrowieckiej i Ostrówek pamiętają rzeczy porażające swym okrucieństwem i zupełnie błahe. Śmierć najbliższych, dobijanie rannych, ludzi w konwulsjach, krew wypływającą z płytkich mogił. I elegancką uprząż bułanego konia, na którym jechał oficer UPA. Pamiętają ostatnie słowa swych rodziców i znajomych, przywołują zdania: "może Matka Boska nakryje nas swym płaszczem", "żeby zabił od razu, a nie ranił". Cytują po ukraińsku drwiny morderców, wspominają ich śmiech. Pamiętają paraliżujący lęk, czepianie się życia lub dziwne otępienie i rezygnację. Przed oczami przewija im się film - prawdziwy, lecz zbyt drastyczny, by ktoś zechciał go nakręcić.

*** KRZYSZTOF MASŁOŃ - Żyć będziesz jeden dzień
Rzeczpospolita - 2004.01.10
...W sierpniu 1793 r. Wandea miała już swoją armię i osiągnęła jako taki stopień powstańczego zorganizowania. Ale jesienią Konwent zapowiedział wyraźnie: "Rząd rewolucyjny winien jest dobrym obywatelom wszelką narodową opiekę dla wrogów ludu ma tylko śmierć". W tych jesiennych dniach Loara pochłonęła 4800 ofiar. Pierwszą masową egzekucją na tej niebawem już zakażonej rzece było zatopienie 90 księży więzionych pod pokładem brygu "Sława". Duchowieństwo w Wandei zostało zdziesiątkowane. W samym tylko Nantes jednego dnia - 16 listopada 1793 r. - zgilotynowano lub topiono 84 księży. "Ksiądz Joseph Cosneau - cytuję za Secherem - aresztowany w końcu 1794 r. został przywiązany do końskiego ogona i był wleczony do Ancenis przez Saint-Herblon. Tam został porąbany szablami potem przywiązany do deski i zepchnięty do Loary. Na brzegu żołnierze urządzili sobie zabawę strzelając do konającego jak do żywej tarczy". Innego księdza Louisa Jousseta, schwytanego na odprawianiu mszy w lesie, zabito po straszliwych torturach a jego ciało pocięto i rzucono psom na pożarcie.
*** Krzysztof Masłoń - Rembarre! Rembarre!
Rzeczpospolita - 26.01.2008
...Wandea przetrwała, choć została potwornie wykrwawiona i splądrowana. Zmarły w 1970 roku Paweł Jasienica nie mógł znać późniejszych ustaleń historyków, przede wszystkim Reynalda Sechera. Ten urodzony w Wandei badacz na podstawie szczątkowych archiwów - prywatnych i kościelnych - wyliczył, że pomiędzy 1792 a 1802 rokiem na tym terenie zginęło 117 257 mieszkańców, czyli 14,38 proc. populacji. W departamencie Maine-et-Loire wskaźnik ten był wyższy - 20,11 proc. Cholet, będące centrum rebelii, straciło 44 proc. ludności. Ten ostatni szacunek bierze jednak pod uwagę - co akcentuje Andrzej Cisek, autor pracy "Kłamstwo Bastylii" (2006) - "masowe deportacje Wandejczyków do innych departamentów republiki. Nie wiadomo, czy ludzie ci przeżyli. Być może z dala od swoich zostali z zimną krwią wymordowani".

*** Angus Fraser - ZAPOMNIANY HOLOCAUST (Zagłada Cyganów)
...W wyniku niemieckiej inwazji na ZSRR w czerwcu 1941 roku, a także po podjętej niedługo potem decyzji o "ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej", potrzebna była bardziej radykalna koncepcja. Heydrich, któremu powierzono to zadanie, uznał, że "ostateczne rozwiązanie" dotyczy także Cyganów. Przeprowadzanie czystki zaczęto od Generalnej Guberni (tereny Polski nie wcielone do Rzeszy, które podlegały bezpośredniej administracji niemieckiej), ponieważ nie były z tym związane poważne trudności transportowe. W obozie śmierci, usytuowanym nieopodal leżącego na zapadłej polskiej prowincji miasteczka Chełmno, który zaczął funkcjonować w grudniu 1941 roku, do zabijania Cyganów używano tlenku węgla zawartego w spalinach wydobywających się z ciężarówek.

A teraz dwa teksty, które interpretują zjawisko ludobójstwa z perspektywy socjobiologii. Według tej teorii eksterminowanie grup etnicznych przez inne grupy jest zjawiskiem uniwersalnym, zakodowanym w genach. Instynkt ludobójczy powstał w procesie ewolucji gatunku homo i ma uzasadnienie w ochronie grupowego terytorium. Co ciekawe, ksenofobia wydaje się też zachowaniem instynktownym.
*** Jared Diamond - Trzeci szympans
...Kiedy wziąć pod uwagę cywilizacje z wczesnej epoki pisma, udokumentowane relacje świadczą o częstych ludobójstwach. Wojny Greków z Trojanami, Rzymu z Kartaginą, Asyryjczyków z Babilończykami i Persami doprowadzały do jednakowego końca: rzeź pokonanych bez względu na płeć albo zabijanie mężczyzn i branie w niewolę kobiet. Wszyscy znamy biblijny opis, jak to runęły mury Jerycha na dźwięk trąb Jozuego. Rzadziej cytuje się ciąg dalszy: Jozue, posłuszny rozkazom Pana, wyrżnął w pień mieszkańców Jerycha, a także Aj, Makkedy, Libny, Hebronu, Debiru i wielu innych miast. Było to uważane za coś tak zwyczajnego, że Księga Jozuego poświęca tylko po jednym zdaniu każdej rzezi, jakby chciano powiedzieć: oczywiście, że pozabijał wszystkich mieszkańców, a czego innego można było się spodziewać. Jedynym opisem wymagającym szerszego potraktowania była rzeź w samym Jerycho, gdzie Jozue dokonał czegoś naprawdę niezwykłego: oszczędził jedną rodzinę (ponieważ dopomogli jego zwiadowcom).
*** Richard Wrangham, Dale Peterson - Demoniczne samce
...A jednak nauka wciąż jeszcze nie zmierzyła się gruntownie z podstawowymi pytaniami, które wyłoniły się w związku z zabójstwami członków społeczności Kahama: skąd bierze się ludzka brutalność i dlaczego istnieje? Oczywiście dokonał się wielki postęp w sposobie naszego myślenia o tych sprawach. Co najważniejsze, w latach siedemdziesiątych, w tym samym dziesięcioleciu, w którym wydarzyły się zabójstwa członków społeczności Kahama, powstała nowa teoria ewolucyjna, teoria samolubnego genu w doborze naturalnym, różnie nazywana: teorią dostosowania włącznego, socjobiologią lub szerzej ekologią behawioralną. Wędrując przez sale uniwersyteckie, zrewolucjonizowała darwinowskie myślenie, uparcie dowodząc, że ostateczne wyjaśnienie zachowań jednostki bierze pod uwagę tylko to, w jaki sposób zachowanie przyczynia się do zmaksymalizowania sukcesu genetycznego: przekazania genów danego osobnika następnym pokoleniom. Ta nowa teoria, elegancko spopularyzowana w Samolubnym genie Richarda Dawkinsa, jest teraz powszechnie przyjętą wiedzą w naukach biologicznych, ponieważ tak dobrze wyjaśnia zachowanie zwierząt. Tłumaczy z łatwością egoizm, nawet zabijanie. A w końcu zaczęto stosować ją coraz śmielej do wyjaśniania ludzkiego zachowania, chociaż nadal toczy się gorący spór, wciąż nie rozstrzygnięty. W każdym razie ogólna zasada, że zachowanie rozwija się pod kątem służenia egoistycznym celom, została powszechnie zaakceptowana; a myśl, że ludzie mogli nienawidzić i zabijać swoich wrogów za sprawą doboru naturalnego, stała się całkowicie, nawet jeśli tragicznie, sensowna.
*** Janusz Tazbir - Okrucieństwo w nowożytnej Europie
...Prawdą jest, iż kaźń Piekarskiego obfitowała w straszliwe tortury, wzorowane zresztą na mękach zadawanych w Paryżu Ravaillacowi (1610). Oświeceniowy historyk (S. Lauterbach) będzie miał zresztą za złe Polakom, iż w tak okrutny sposób potraktowali człowieka chorego umysłowo. Warto jednak przypomnieć, iż winnych spisków politycznych, jak Samuel Zborowski, czy zdrajców, jak Hrehory Ościk (1580), który wydał Moskwie tajemnice stanu, karano prostym ścięciem głowy, a ich kaźń nie była poprzedzona torturami. Iluż zaś królobójców i zamachowców stracono w Paryżu po wymyślnych torturach i ku aplauzowi widzów. Jakub Sobieski, który przebywał tam w trakcie egzekucji zabójcy Henryka IV, notuje z wyraźnym obrzydzeniem, że "siła ich była, co one sztuczki ciała tego Ravaliaka w chustki uwinąwszy, z sobą brali do domów", aby je następnie (jeśli wierzyć naszemu pamiętnikarzowi) usmażyć z jajecznicą i zjeść. Nawet polskich podróżnych jakiś francuski introligator prosił o skosztowanie tej makabrycznej potrawy, "a żeśmy mu - pisze Sobieski - w oczy obadwaj plunąwszy, szliśmy od niego".
*** Więzienne spotkanie z niemieckim zbrodniarzem
Jacek Kuroń "Wiara i wina. Do i od komunizmu"
...Czy ktoś, kto tego nie robił, wie, co to znaczy torturować człowieka? Przecież nikt z nas nie był sadystą, sadystów natychmiast wysyłano na wschodni front. Proszę mi wierzyć, wolałbym zdychać w polowym szpitalu na gangrenę niż torturować. To jest prawdziwe zabijanie człowieka w sobie, powolne zabijanie. Tak, to prawda, nagle zabija się wszystko i to sprawia radość. Ale później się rzyga i rzyga, nic nie pomaga. I człowiek jest trzeźwy, mimo litrów wypitej wódki. Naprawdę wolałbym być na wschodnim froncie, ale taki był rozkaz führera. Rzygałem i płakałem, ale musiałem. Nie chciałem uciec w chorobę, a mogłem. Ani do szpitala wariatów, chociaż byłem już chory psychicznie. Tak, wiem lepiej niż ktokolwiek inny na świecie - cel nie uświęca środków. Ale za zwycięstwo trzeba zawsze zapłacić. Przegraliśmy i jako przegranych sądzili nas ci, którzy zachowywali się zupełnie tak samo jak my. Trudno, przegraliśmy. Widać nie byliśmy Rzymianami.
Stanisław Cat Mackiewicz
*** Stanisław Cat Mackiewicz - Europa in flagranti
...Przeczytałem ostatnio dwie rozprawy o Brzozowskim, Stawara i Miłosza. Różnię się zasadniczo z obydwoma tymi inteligentnymi ludźmi. Obydwaj wychodzą z założenia, że udział Brzozowskiego w prowokacyjnej sieci policji cesarsko-rosyjskiej jest kłamstwem i oszczerstwem. Na zeznania Bakaja wzruszają ramionami i solidaryzują się z tymi pogłoskami, które sugerują, że kiedy się ma sprzeczne z sobą zeznania agenta rosyjskiej policji i literata polskiego, to należy wierzyć nie Rosjaninowi, lecz Polakowi. Natychmiast obydwaj przyznają, że Brzozowski zdefraudował w młodości pieniądze publiczne, do czego się zresztą przyznał. Mam wrażenie, że historię rosyjskiego ruchu eserów, biografię Burcewa i rolę Bakaja znam. Do Burcewa, wybitnego esera, zgłosił się Bakaj, agent policji śledczej, wypowiedział przed nim "pokajanje", skruchę, że się zajmował pracą tak paskudną i w charakterze ekspiacji powiadomił Burcewa o znanych mu prowokatorach pracujących z ramienia policji politycznej w różnych stronnictwach politycznych, między innymi wydał w ten sposób Brzozowskiego. Ten, kto tak jak ja studiował w swoim czasie gruntownie te wszystkie makabryczne historie, ten nie może mieć źdźbła wątpliwości co do szczerości Burcewa i szczerości Bakaja. Temu ostatniemu nie mogło zależeć na jakichś intrygach przeciw Brzozowskiemu. Od środowisk polskich był zupełnie oddalony. Dla mnie nie ulega wątpliwości, że Brzozowski był prowokatorem. Rehabilitowanie jego jest historycznym błędem.
*** Stanisław Cat Mackiewicz - Kto mnie wołał, czego chciał...
...Dziwne były stosunki na emigracji powojennej. Jedna pani, żona naszego byłego ministra pełnomocnego, była dozorczynią klozetu w jednym z klubów. Syn jej, bardzo dystyngowany młodzieniec, grał z królewną Małgorzatą w tenisa. Anglicy zupełnie nie dopuszczali Polaków do jakiejkolwiek wykwalifikowanej pracy. Całe społeczeństwo angielskie spychało nas do mycia naczyń u Lyonsa lub do innych prac zbyt paskudnych, aby mieć amatorów wśród Anglików. Było kilka polskich kawiarń i restauracji. Wszędzie kelnerkami były panie z inteligencji. W Klubie Marynarzy przez pewien czas usługiwała pani o nazwisku rodziny, która w XVIII w. była najbogatszą rodziną nie tylko w Polsce, lecz w Europie całej.
*** Stanisław Cat Mackiewicz - Klucz do Piłsudskiego
...Żydzi polscy, litewscy, ukraińscy, palestyńscy stanowią oazy Żydów wyjątkowych. Tutaj są właśnie miasta o większości żydowskiej, tutaj naród żydowski zbliża się do typu normalnego narodu, posiada swoje klasy niższe. Żydem normalnym nie jest bynajmniej Żyd narodowy wyznania mojżeszowego, żyjący wśród innych Żydów i obserwujący swą odrębność narodową. Żydem normalnym, Żydem typowym, nomadą żydowskiego geniuszu jest Żyd zasymilowany, tkwiący w jakimś innym społeczeństwie, Żyd będący jednocześnie Francuzem, Anglikiem czy Niemcem. Geniusz żydowski nie objawia się bynajmniej w Herzlach, Nachumach Sokołowach czy Żabotyńskich, jednym słowem w wodzach odrębności żydowskiej, lecz w takich ludziach, których rzekomo tylko pochodzenie łączyło z żydostwem, którzy do swojej żydowskości nie mieli żadnego sentymentu, a czasami nawet niechęć i pogardę, w takich ludziach jak Heine, Marks, Disraeli lub Tuwim, w ludziach całkiem zasymilowanych. Przed Chrystusem jeszcze na Krymie na cmentarzach greckich były nagrobki żydowskie z napisami nie hebrajskimi, lecz greckimi. Na cmentarzach rzymskich nagrobki żydowskie miały napisy znowuż nie hebrajskie, lecz łacińskie. Żydzi przejmowali zawsze języki, wiarę, obyczaje narodów, wśród których żyli, ale oto narody te umierały, a Żydzi istnieją ciągle. Wspaniały, prawdziwie wybrany naród - asymiluje się świetnie i nie asymiluje się nigdy. Niemiec, Polak, Francuz, przeniesiony do innego kraju, w drugim, trzecim pokoleniu traci swoje narodowe cechy, staje się obywatelem tego kraju, w którym mieszka, i nawet wyglądem fizycznym upodabnia się do ludności, wśród której przebywa. Żyd zawsze pozostaje Żydem. Cóż bardziej niemieckiego niż Lorelei Heinego? Gdy ją napisał, twierdzono, że to jakaś autentyczna niemiecka klechda. A jednak jakże żydowski jest Heine. Geniusz żydowski polega na uzyskiwaniu obcej narodowości bez tracenia swojej.
*** Stanisław Cat Mackiewicz - Odeszli w zmierzch
...Aby zaostrzać skalpel, który rani, wspomnijmy tu jeszcze opowiadanie Czechowa Rezydenci albo może lepiej Pieczeniarze. Nędzarz chłop ma starego psa i starego konia, obu półżywych ze starości. Prosi na kredyt trochę owsa dla konia. Sklepikarz jest człowiekiem o dobrym sercu, daje mu owsa, ale radzi odprowadzić konia i psa do hycla. Potem kilka scen wspólnego głodu, i wreszcie słyszymy uderzenie obuchem, które zadaje oprawca ukochanemu staremu koniowi i ukochanemu staremu psiemu przyjacielowi.
Znowu śnieg, sanki dorożkarskie i dorożkarz. Dostał wiadomość, że syn jego zmarł. Próbuje się zwierzać różnym pasażerom swej dorożki. Nie może znaleźć współczujących słuchaczy. Wszyscy go zbywają, śpieszą się, chcą się z nim rozstać; czytelnik rozumie, że wylewy starego dorożkarza krępują ich i nudzą. I wreszcie dorożkarz głęboką nocą odprowadza swoją szkapę do stajni, obejmuje ją za szyję i powiada jej, że umarł mu syn.
- Gdybyś miała źrebaczka i ten źrebaczek zdechł, przecież szkoda, prawda? - mówi.
Klacz dmucha mu na zsiniałe od mrozu ręce.
*** Stanisław Cat Mackiewicz - Był bal
...Prezydent Sadi Carnot został zamordowany przez włoskiego anarchistę Caserio w Lugdunie w 1894 roku. Na jego miejsce wybrany został drugi człowiek tak samo o honorowym nazwisku orleańsko-republikańskim p. Casimir Perier, ale ten po roku miał dość prezydentury i zrezygnował. Na jego znowuż miejsce obrano Feliksa Faure, osobistość majestatyczną, bardziej pewną swej godności i bardziej z niej dumną niż wszyscy monarchowie Europy łącznie z sułtanem jegomościa. "My, panujący" - mówił do króla Belgów. Umarł w dniu 16 lutego 1899 roku jeszcze jako prezydent, jeszcze w Pałacu Elizejskim w tak nieszczęśliwy sposób, że mu zesztywniały palce we włosach bardzo ładnej malarki, która całkiem naga, klęczała przed jego fotelem, wtuliwszy piękną główkę w obnażone uda ekscelencji. Pogrzeb był uroczysty; marszałek senatu wygłosił nad trumną długie przemówienie, w którym użył zwrotu: "I był szczęśliwy aż do ostatniej chwili swego życia". Mowa była oficjalna i jako taka oczywiście nudna, lecz to spostrzeżenie zwróciło uwagę żałobnych słuchaczy swoją trafnością.
*** Władimir Bukowski - I powraca wiatr... - cz. 1
...Z jednej strony otwarty terror i samowola panujące w szpitalu oraz brak kontroli nad sanitariuszami, z drugiej fakt, że nie mieliśmy żadnych praw, sprawiały, że wszyscy balansowaliśmy dosłownie na skraju przepaści i w każdej chwili mogliśmy się obsunąć. Dwaj chłopcy siedzący w jednej celi zaczęli się z nudów mocować. Jeden z nich nieszczęśliwie rozciął sobie łuk brwiowy o kaloryfer, po czym poprosił siostrę o jodynę. Z miejsca zapisano do dziennika obserwacji, że się wzbudzili, i obu zaaplikowano zastrzyki z siarki. Cały czas trzeba się było mieć na baczności, starać się nawiązać dobre stosunki z obsługą i pielęgniarkami.
Na ostatnim piętrze pierwszego bloku, na piątym oddziale, znajdowały się "gumki" - cele obite miękkim materiałem, żeby furiat nie mógł rozbić sobie głowy o mur. Trzymali ich tam pojedynczo i bili podobno bezlitośnie. Stosunkowo niedawno zatłukli tam jakiegoś psychicznego na śmierć - złamali mu kręgosłup. Inny udusił się w skrętce - nie zdążyli rozluźnić. Winnych oczywiście nie znaleziono, zabitych "spisali na straty" - psychiczni zawsze są winni.
*** Władimir Bukowski - I powraca wiatr... - cz. 2
...Od czasu do czasu ktoś nawijał się po pijanemu przed oczy lekarzowi dyżurnemu i wtedy przenoszono go za karę na oddział furiatów, do ordynatora Pozdniakowa, znanego z sadyzmu. Miał dwie ulubione metody: "trzy na pięć" i "pumpy". "Trzy na pięć" - to trzy zastrzyki sulfazyny po pięć centymetrów sześciennych każdy, dwa w pośladki i jeden pod łopatkę. Po takiej procedurze ukarany czuł się dosłownie jak z krzyża zdjęty - nie sposób ruszyć ręką ani nogą. "Pumpy" polegały na wpompowywaniu w uda płynu fizjologicznego, od czego nabrzmiewały one rzeczywiście jak pumpy. Ból piekielny i nie sposób chodzić. Jaki to miało sens z psychiatrycznego punktu widzenia - nie wiem.
*** Michał Karnowski, Piotr Zaremba - Alfabet Rokity
...Trzecim kluczowym czynnikiem w postawie Michnika było żydowskie pochodzenie. O czym krytycy Michnika boją się mówić otwarcie, a o czym on mówi wprost. Żydowskie pochodzenie Michnika skłaniało go do widzenia prawicy w kategoriach ONR-owskiej bojówki tworzącej ławkowe getta na uniwersytetach. Dla Żyda, romantycznego polskiego patrioty, jakim jest Michnik, odrodzenie antysemityzmu byłoby klęską. Był gotów wejść w pakt z diabłem, żeby odrodzenie polskiej prawicy zahamować. Tę prawicę widział w kategoriach, w jakich widzieli ją socjaliści Polscy na przełomie XIX i XX wieku. Tak jak widzieli ją członkowie organizacji bojowej PPS wyruszający pod przywództwem Piłsudskiego na akcje terrorystyczne. Oni bali się endecji bardziej niż carskiej ochrany i rosyjskich żandarmów. Michnik bał się endecji bardziej niż komunistów. Widział przyszłość w kategoriach przeszłości.
*** MARIA ZIÓŁKOWSKA - WYBITNI LUDZIE TEŻ LUDZIE - ich dziwactwa, kaprysy, nałogi i odchylenia
...Wyspiański słabł coraz bardziej. Wybrał się jeszcze - po raz ostatni - do Krakowa zobaczyć "swój teatr" na placu św. Ducha. Przyjechał własną karetą. Nie miał jednakże siły wejść do wnętrza gmachu i dostać się na pierwsze piętro, do gabinetu słynnego aktora, dyrektora tegoż teatru, Ludwika Solskiego. Wniesiono go tam. Wkrótce przejażdżki, nawet krótkie, na wieś, stały się niemożliwe. Teraz chory używał jedynie inwalidzkiego wózka, popychanego ręcznie, dopóki jeszcze miał władzę w rękach. Poruszał się tylko po podwórzu. Doszło niebawem do tego, że musiał pozostawać stale w łóżku. Ale nawet wtedy usiłował coś robić - rysować. Ponieważ palce mu ropiały i puchły dłonie, lekarze robili mu specjalne opatrunki z waty i bandaży, wzmacniając to deszczułkami, by umożliwić mu rysowanie. Nie na długo... Jedyną opiekunką chorego była wówczas ciotka Joanna Stankiewiczowa, która - pogniewana dotąd śmiertelnie z Teofilą - wdarła się niemal przemocą do mieszkania swego ukochanego siostrzeńca i usługiwała mu do końca jego życia. Przygotowywała kleiki, podawała zmieloną szynkę, napoje. Teofila nie widziała potrzeby cackania się z mężem. Uważała, że jedynie kieliszek spirytusu z pieprzem może postawić nieszczęśnika na nogi. Sama zresztą "wzmacniała się tym lekiem" kilka razy dziennie. Nie miała czasu na "ceregiele", musiała doglądać gospodarstwa i dzieci.
*** DARIUSZ KOŁODZIEJCZYK - CZY RZECZPOSPOLITA MIAŁA KOLONIE W AFRYCE I AMERYCE?
Mówią wieki
...W 1655 r. nowym gubernatorem w Gambii mianowany został kapitan Otto Stiel. W okresie tym kurlandzka kolonia w Afryce prosperowała coraz lepiej. Oprócz artykułów wspomnianych wyżej, próbowano zorganizować na szerszą skalę połów pereł. Czarnych niewolników dostarczali z głębi lądu wędrowni kupcy Diula, należący do grupy plemion Mandingo. Z miejscowymi władcami starano się utrzymywać dobre stosunki, wymieniając dary i listy, pisane - a jakże - w języku dyplomacji, po łacinie.
*** Piotr Rogala - Polska na koloniach
Focus Historia - 07/05/2008
...Poważnie tematyka kolonizacji zainteresowała Polaków po I wojnie światowej. II RP miała w ręku wszystkie karty: niepodległość, determinację oraz powołaną Ligę Morską i Kolonialną. Jedyny problem stanowił fakt, że świat był już dawno podzielony. Polska postanowiła mimo to coś ugrać. W pierwszej kolejności zwrócono uwagę na Angolę. Plan kolonizacyjny był prosty: osiedlać tam emigrantów z Polski, a gdy ich liczebność będzie znaczna, rozpocząć starania o odkupienie części terytorium od Portugalii. Ewentualnie utworzyć obszar autonomiczny. 14 grudnia 1928 r. LMiK wysłała ekspedycję, mającą zbadać warunki pod kolonizację. Po 5 latach "pierwszy pionier-kolonista" Michał Zamoyski pisał wyraźnie: "osobiście nikogo na Angolę nie namawiam". Warunki były trudne, a zyski niewielkie.
*** Jacek Wilamowski, Włodzimierz Kopczuk - Tajemnicze wsypy. Polsko - niemiecka wojna na tajnym froncie
...Józef A. Lewandowski z Januszem Łuczkowskim - "Małym", "Leonem" i Janem Lewandowskim - "Janem" wyjechali do Berlina. Tam na jednej ze stacji kolejki podziemnej podłożyli ładunek wybuchowy i w odpowiednim momencie go zdetonowali. W wyniku eksplozji 24 lutego 1943 r. zginęło 36 osób i 78 odniosło rany. Efekt psychologiczny tego wydarzenia był w Berlinie piorunujący. Policja berlińska, po szczegółowych oględzinach terenu, odnalazła kilka fragmentów podłożonego ładunku i wykryła ślady, wskazujące na sprawców z polskiego podziemia. Szef Gestapo, Heinrich Müller zawiadomił o tym podległe komendy i polecił wzmożenie czujności. Nazajutrz berlińska gazeta "Berliner Nachtausgabe" pisała m.in.: "Zamachowcy muszą być za wszelką cenę ujęci. Taki jest rozkaz władz". Jednak Gestapo nie zdołało tego rozkazu wykonać. Nie dowiedziało się, iż zamach bombowy był dziełem grupy bezpośrednio podległej gen. "Grotowi".
*** Marian Brandys - KRÓLESTWO BIAŁORUSI
...Jaki znowu oficer rosyjski?! Co za fatalne mieszanie pojęć i narodów. To Białorusin z krwi i kości. Porucznik Szczepan - po białorusku Sciapan - Sawicki z Ochotniczej Dywizji Białoruskiej generała Bułaka-Bałachowicza. Starsza pani musiała chyba słyszeć o tej dywizji, piszą o niej teraz ciągle w gazetach. To nasi sprzymierzeńcy, pomagają nam bić bolszewików. Po wojnie chcą sobie stworzyć Królestwo Białorusi. Major nieoczekiwanie parska krótkim śmieszkiem. No, z tym Królestwem Białorusi to się jeszcze zobaczy...
Nie mogę już dziś pojąć, dlaczego ta nie słyszana nigdy przedtem nazwa Królestwo Białorusi tak bardzo podziałała mi wtedy na wyobraźnię i wprawiła mnie, a ze mną i mego brata, w stan długotrwałego urzeczenia. Był w tym niewątpliwie jakiś element baśniowy, czar czegoś dalekiego, tajemniczego a dziwnie przy tym znajomego.
*** Aleksandra Porada - Biały proszek, czarne msze - Kiedy tropy prowadzą do pałacu
Polityka - 2006-11-11
...Takich jak Bosse było w Paryżu więcej, a policja wyłapywała je teraz jedną po drugiej: Lepčre, Dodée, Joly, Méline, Trianon... cała siatka kobiet z plebsu, zajmujących się wróżeniem, produkcją afrodyzjaków, handlem truciznami i przerywaniem ciąży. Ich historie były podobne - zwykle obejmowały męża, który odszedł lub pił, zmuszając je do znalezienia jakiegokolwiek źródła dochodów. Ich kariery z reguły zaczynały się od usług wróżbiarskich i często kończyły na dostarczaniu płodów organizatorom czarnych mszy. Dopełnieniem siatki byli celebranci tych mszy, amatorzy czarnej magii (w tym księża, jak Nail, Guibourg i Mariette). Byli i stali dostawcy: aptekarze, alchemicy i znający się na ziołach pasterze, oraz informatorzy: armia krewnych i kumów zatrudnionych jako służba w zamożnych domach, którzy dostarczali wróżkom informacji, dzięki którym mogły one robić wrażenie na swoich klientkach.
*** Tadeusz Konwicki - Ciotki rewolucji
...W latach pięćdziesiątych Polską rządziły ciotki rewolucji. Proszę mnie nie poprawiać. Ja wiem, że w szkołach uczą, iż władzę sprawowali wtedy Bierut, Cyrankiewicz albo Różański. Ale naprawdę wszyscyśmy podlegali bezapelacyjnie ciotkom rewolucji. Były to panie w średnim wieku, ale jeszcze nie stare, choć zdarzały się śród nich i staruchy pamiętające jeszcze Lenina, na ogół niezbyt urodziwe, choć bywały i niebrzydkie, a nawet z pewnymi skromnymi pretensjami męsko-damskimi. Były zazwyczaj czarniawe, przy kości, krótko ostrzyżone, energiczne, zdecydowane w odruchach, rozkochane w marksizmie-leninizmie i fanatycznie oddane władzy ludowej. W większości pochodziły z plutokratycznych domów żydowskich i miały już za sobą pewien staż w przedwojennej partii komunistycznej.
*** Adam Zamoyski - 1812. Wojna z Rosją
..."7 grudnia był najstraszniejszym dniem mojego życia - zanotował książę Wilhelm Badeński. - Mróz doszedł do 30 stopni [minus 37,5 stopnia Celsjusza]. O trzeciej nad ranem marszałek [Victor] wydał rozkaz wymarszu. Ale kiedy przyszło do odegrania pobudki, okazało się, że ostatni dobosz zamarzł na śmierć. Zacząłem chodzić wśród żołnierzy, dodając im odwagi, zaklinając, żeby się podnieśli i stanęli w szyku, ale moje wysiłki były daremne; zdołałem zebrać tylko 50 ludzi. Pozostali w liczbie 300 leżeli na ziemi, martwi i sztywni od mrozu".
"Na tym odcinku drogi po raz pierwszy widziałem ludzi, którzy zostali podczas marszu dosłownie porażeni przez mróz - pisał Heinrich Brandt. - Najpierw nieznacznie zwalniali, potem zataczali się przez chwilę jak pijani, a w końcu padali, by nigdy więcej nie wstać". Nie tylko jego uderzył widok żołnierzy, którzy chwiali się przez jakiś czas tak mocno, jakby byli pijani. Tuż przed upadkiem, albo zaraz po nim, zaczynała im płynąć krew z nosa i ust, a niekiedy również z oczu i uszu.
*** Melchior Wańkowicz - Wojna i pióro
...Siedmiu szesnastoletnich gimnazjalistów, wziętych prosto ze szkoły w ostatnim miesiącu wojny, skierowanych dla obrony mostu, porzuconych przez swego kaprala, organizuje tę obronę przed zbliżającymi się Amerykanami. Regularny żołnierz amerykański nie mógł się domyślić, że tę obroną uczniaki zorganizują wbrew wszelkim prawidłom, czerpiąc natchnienie z zabaw w czerwonoskórych. Toteż udaje im się wysadzić dwa czołgi i powystrzelać wielu żołnierzy strzałami jednego z nich, który ulokował się na drzewie po amerykańskiej stronie rzeki. Pięciu z nich poległo, do dwóch pozostałych przybywa ciężarówka z saperami. Kiedy obecnie Niemcy wycofali się przez ocalony most i Amerykanie następują, należy most wysadzić. Dowodzący saperami porucznik chwali ich, każe iść do domów (wszyscy mieszkają w tymże miasteczku). Chłopcy zabijają porucznika i przepędzają strzałami saperów (niemieckich), którzy mieli wysadzić "ich" most, jakiego kazano im bronić.
*** Andrzej Garlicki - Romansy i awansy
Polityka - 2008-01-19
...Niecałe trzy lata później Piłsudski poznał w Druskienikach dr Eugenię Lewicką. W 1925 r. pojechał do Druskienik już sam, bez rodziny. Informacja w liście do żony z tego czasu, że dr Lewicka zamierza wziąć ślub, nie znajduje potwierdzenia. Nie można wykluczyć, że Piłsudski to wymyślił, aby uspokoić żonę, że dr Lewicka w niczym jej nie zagraża. W jakimś sensie historia się powtarza, z tą różnicą, że to Aleksandra występowała w roli niechcianej żony. Miała wszakże wielką przewagę w postaci ukochanych przez Piłsudskiego córek. "Dr Lewicka - napisał dobrze ją znający Antoni Jaroszewicz - była blondynką o ładnych, błękitnych oczach. Była niedużego wzrostu i miała zgrabną figurę. Odznaczała się przy tym wyjątkowym urokiem i wdziękiem. Miała bardzo przyjemny timbre głosu i szczególną, naturalną i subtelną delikatność w obcowaniu z ludźmi. Znaliśmy ją jako człowieka o wielkiej szlachetności, prawości i uczciwości".
*** Nikołaj Zieńkowicz - TAJEMNICE MIJAJĄCEGO WIEKU (Prohibicja w ZSRR)
...Ale Gorbaczow, Gorbaczow! Trudno pojąć, jak mógł spokojnie patrzeć na to, co się wyrabiało w kraju. Na jego rodzinnym Kaukazie, na Krymie, w Mołdawii, wycięto niemal całą winorośl - tę samą, którą pieczołowicie hodowano dziesięcioleciami. W czasie wojny, gdy opuszczano Krym, szczególnie cenne gatunki winorośli wywożono okrętami podwodnymi, żeby nie wpadły w ręce wroga. A w osiemdziesiątym piątym sami wszystko wykarczowali, zniszczyli. W Dolinie Kumskiej, gdzie skupiło się dwie trzecie winnic Stawropola, zaorano dwadzieścia procent ich areału. Na złom pocięto dziesiątki kosztownych linii rozlewu wina, zniszczono wspaniałe dębowe beki, w których mieściło się po dwa tysiące wiader winnego moszczu. Ale najpoważniejszą konsekwencją była strata kadr, dynastii, które zgromadziły stulecia doświadczeń. W Gruzji i Armenii miejscowi decydenci zmuszali wieśniaków do wylewania na ziemię wina z wielkich drewnianych kadzi, i aby uniemożliwić na przyszłość jego produkcję, własnoręcznie wlewali naftę do odziedziczonych po dziadach opróżnionych pojemników.
*** JAN KUCHARZEWSKI - OD BIAŁEGO CARATU DO CZERWONEGO - EPOKA MIKOŁAJOWSKA
...Niebawem car, na znak swej łaski, mianował Puszkina kamerjunkrem. Puszkin był niezadowolony z niskiego stopnia dworskiego, nadawanego zwykle ludziom młodym. Lecz trzeba było być pokornym, gdyż znowu wypadło prosić cara, przez szefa żandarmów, o pożyczkę dwudziestu tysięcy rubli - z dobrym skutkiem. Car zrozumiał, że tymi datkami przykuwa niesfornego ongi poetę na dobre do stopni tronu.
Puszkin w głębi duszy czuł hańbę swego położenia. "Patrzą oni teraz na mnie jak na niewolnika, z którym mogą postępować, jak im się podoba", pisał w tym czasie do żony. Napomyka coś o chęci zrzucenia jarzma: "Wygnanie lżejsze jest od pogardy". Lecz słabości biorą górę. "Zawiniłem wobec ciebie - pisze niebawem do żony - miałem pieniądze, lecz przegrałem je".
*** JOANNA SIEDLECKA - OBŁAWA
...Konwicki: - Jezus Maria, ależ musiał tam gdzieś leżeć, słaby ten Andrzejewski pewnie, jemu dadzą w końcu *[nagrodę Nobla], bo jak on strasznie się tak doprasza... On się tego nie wstydzi, że on chce, wiesz? Bo my, jak byśmy chcieli, to byśmy to strasznie ukrywali, a on wszystkich zawiadamia. Całą Europę.
Dygat: - On się ośmiesza, dlatego że jemu przecież nie dadzą, bo mimo wszystko tam ten "Popiół i diament" musieli przeczytać.
Konwicki: - Ale on tak agresywnie się domaga, to znaczy, że jego klaka natychmiast ogłasza żałobę, mówi, że to skandal, że to ...
Dygat: - A ty myślisz, że przemówienie nad grobem Jasienicy, to co? A w dupie Jasienicę ma, po co było to przemówienie? Dla jury Nobla.
Konwicki: - To za mało.
Dygat: - To my wiemy, że za mało, ale jemu się zdawało, że...
Konwicki: - On tak teraz tą "Miazgą" celuje, bo już mi Irena powiedziała...
Dygat: - Przecież to jest tak straszna grafomania, na poziomie "Krajobrazu po bitwie".
Konwicki: - On mówił tak, jak dawał czytać te fragmenty Józkowi, pokazywał mu i powiedział: "Słuchaj, tak w przyszłości będzie wyglądać arcydzieło".
Dygat: - I on tak powiedział? Andrzejewski?
Konwicki: - Tak, nie dzisiaj (...) ale kiedyś, za sto lat, tak będą arcydzieła wyglądać.
Dygat: - Jedyny człowiek, którego znam, który tak o sobie mówi, wiesz? Wyobrażasz sobie, jak jemu oczy się zaświeciły, jak się dowiedział, że Jasienica umarł, co?
Konwicki: - Jak od razu uzgodnił, że on musi przemawiać.
*** SŁAWOMIR POPOWSKI - Prawdziwa historia Beni Krzyka
Rzeczpospolita - 27.08.1998
...Beni Krzyka nigdy nie było. - Sprawdzałem wszystkie dostępne archiwa odeskiej policji kryminalnej, cieszącej się sławą jednej z najlepszych w rosyjskim Imperium, i ani razu nie spotkałem się z tym nazwiskiem - mówi mi Igor Szkliajew. - Byli różni odescy bandyci: Spiro Kostia, turecki poddany, zajmujący się - jak byśmy dzisiaj powiedzieli - rekietem, był "killer" Samuel Zechcer, na poły kryminalista, na poły anarchista, który na zlecenie bolszewików wykonywał wyroki śmierci, był Gawrił Kuzniczin, przezywany "Papugajczykiem" i uważany za "atamana" złodziei kolejowych. Był, aresztowany w 1910 roku, Jakow Bender - głośny oszust i "wielki kombinator". Nazwisko Beni nie pojawia się ani razu, a gdyby żył naprawdę, carska ochrana na pewno miałaby go odnotowanego w swoich dokumentach.
*** WOJNA NA PACYFIKU. ENCYKLOPEDIA
...10 marca 1974 na niewielkiej wyspie Lubang niedaleko wyspy Luzon poddał się porucznik Onodo Hiro. W 1945 otrzymał rozkaz zejścia do podziemia i rozpoczęcia walki partyzanckiej z Amerykanami. W ciągu prawie 30 lat zabił z ukrycia kilkunastu mieszkańców wyspy. Odnaleźli go japońscy turyści, ale nie chciał uwierzyć, że wojna dawno się skończyła. Przekonał go dopiero jego były dowódca pułku, przywieziony specjalnie na Lubang. Po powrocie do Japonii zgotowano mu entuzjastyczne powitanie. Swoją historię opisał w książce. Wypłacono mu żołd za wszystkie lata ukrywania się w dżungli.
Jeszcze w 1990 dwóch byłych żołnierzy cesarskiej armii ujawniło się i poddało w Tajlandii. Ich przypadek był nieco inny. Po wojnie przyłączyli się do partyzantki komunistycznej (podobnie jak wielu żołnierzy państw Osi w Europie) i walczyli na MALAJACH oraz w Tajlandii, do czasu, gdy rząd tego kraju ogłosił w latach 70. amnestie dla komunistów.
*** POLSKA 1939-1945. STRATY OSOBOWE I OFIARY REPRESJI POD DWIEMA OKUPACJAMI - pod redakcją Wojciecha Materskiego i Tomasza Szaroty
...Prezentowany obecnie raport historyków nie podaje ścisłych danych dotyczących strat osobowych pod okupacją niemiecką i sowiecką w latach 1939-1945. Badacze, sumując dotychczasowe ustalenia i podając przyczyny porażek i utrudnień badawczych, skłonni są przypuszczać, że pod okupacją sowiecką zginęło w latach 1939-1941, a następnie 1944-1945 co najmniej 150 tys. obywateli II RP.
Łączne straty śmiertelne ludności polskiej pod okupacją niemiecką oblicza się obecnie na ok. 2 770 000. Liczbę tę należy traktować orientacyjnie, gdyż dla samej Warszawy historycy mają problem z ustaleniem liczby ofiar bezpowrotnych. Do tych strat należy doliczyć ponad 100 tys. Polaków pomordowanych w latach 1942-1945 przez nacjonalistów ukraińskich (w tym na samym Wołyniu ok. 60 tys. osób). Z kolei po weryfikacji m.in. badań dotyczących ofiar obozu koncentracyjnego w Auschwitz-Birkenau uważa się, że liczba Żydów i Polaków żydowskiego pochodzenia, obywateli II Rzeczypospolitej, zamordowanych przez Niemców sięga 2,7- 2,9 mln osób (w tym w obozach śmierci 1 860 000 osób; w samych Ponarach zginęły 72 142 osoby). Sądzić zatem można, że z rąk Niemców zginęło ok. 5 470 000-5 670 000 Polaków i Żydów - obywateli polskich.
Teza o znacznej przesadzie tradycyjnego wyliczenia
strat polskich obywateli w czasie II wojny - 6 milionów jest nieprawdziwa. Jeśli
podliczyć zabitych pod okupacją sowiecką - 150 tys. i okupacją niemiecką - ok.
5,5 mln to ostateczna liczba wynosi - 5,650 mln. Widać też olbrzymią
dysproporcję między stratami z rąk sowieckich i niemieckich - 1 do 36.
Niezależnie co dziś oglądamy w kinie i czytamy w prasie - społeczeństwo polskie
spłynęło rzeką krwi z powodu niemieckich okrucieństw. Tak więc, różnica między
reżimem III Rzeszy i sowieckim była dla Polski i Polaków zasadnicza. Takie są
liczby.
*** M. K. DZIEWANOWSKI - FARYS Z OKSFORDU (Lawrence z Arabii)
Mówią wieki
...Przygotowywane przez Lawrence'a i Husajna powstanie zaczęło się 6 czerwca 1916 r. równoczesnym atakiem na załogi tureckie w obu miejscach świętych: w Mekce i Medynie. Mekka padła od razu. Na wieść o sukcesach powstańców Turcja odpowiedziała natychmiast wysłaniem całego korpusu doborowych wojsk stacjonowanych w Syrii, który miał zdusić w zarodku rewoltę. Także dowódca garnizonu tureckiego w Medynie, dowiedziawszy się o opanowaniu Mekki przez Husajna i Fajsala, wysłał oddział ekspedycyjny w celu odbicia miasta. Tak więc Lawrence miał do rozwiązania dwa zagadnienia: opóźnienie i zlikwidowanie oddziałów tureckich na osi Medyna-Mekka (ok. 400 km pustyni) oraz mieszanego turecko-niemieckiego korpusu na linii Aleppo-Medyna, a więc w odległości ok. 1600 km. Opóźnienie przybycia posiłków tureckich z północy na południe miało umożliwić rozwinięcie się siłom powstańczym, niełatwym do zmobilizowania ze względu na trudności terenowe i komunikacyjne. Toteż gdy niedawny oficer sekcji kartograficznej z małą grupą wybranych przez siebie towarzyszy brytyjskich i arabskich, wspieranych przez lotne oddziały emira Fajsala na wielbłądach, wysadzał tory kolejowe linii Medyna-Mekka oraz Jerozolima-Akaba-Medyna, wysłańcy Husajna wędrowali z szeptaną propagandą od oazy do oazy, od obozu do obozu. W imieniu "Strażnika Świętego Grobu" wyjaśniali swoją misję, odmalowywali przeszłą wielkość Arabii, jej upadek, niewolę turecką, rozpalając wyobraźnię wizją oswobodzenia, którego chwila może być już niedaleka.
*** Martin Gardner - "Burżuazyjny idealizm" w radzieckiej fizyce nuklearnej
...W roku 1952 dziennik Floty Radzieckiej "Krasnyj Fłot" wydrukował artykuł A. Maksimowa, który określa poglądy Einsteina jako "reakcyjne, antynaukowe, antymaterialistyczne i idealistyczne" i dodaje, ze nie ma dla Einsteina usprawiedliwienia ponieważ, inaczej niż pozostali "burżuazyjni fizycy", znał pisma Marksa, Engelsa i Lenina. Maksimow połączył poglądy Einsteina z przekonaniami Ernsta Macha, o którym Lenin napisał: "filozofia Macha jest dla nauki tym czym pocałunek Judasza był dla Chrystusa". Nowe wydanie radzieckiego słownika filozoficznego opublikowane w 1952 roku nazywa Einsteinowską teorię względności "reakcyjnym, antynaukowym zniekształceniem prawdy" i szydzi z "mistyków i obskurantów którzy paplają o czwartym wymiarze, skończoności wszechświata i podobnych absurdach".
*** Leszek Kołakowski - Stalinizm w kulturze i nauce sowieckiej
...W tej atmosferze nieuchronnie pojawiali się w nauce wszelkiego rodzaju szalbierze, którzy ogłaszali o swoich niezwykłych osiągnięciach naukowych w należycie patriotycznych słowach. Łysenko jest najsławniejszym z nich, ale było wielu innych. Pewna uczona, nazwiskiem Olga Lepieszynskaja, ogłosiła w 1950 roku, że produkuje żywe komórki z nieożywionych substancji organicznych, a rewelacyjne to osiągnięcie zostało powitane przez całą prasę sowiecką jako niezbity dowód wyższości ojczystej nauki nad burżuazyjną. Wszystkie jej doświadczenia okazały się rychło bezwartościowe. Już po śmierci Stalina ukazał się w "Prawdzie" artykuł z jeszcze bardziej rewelacyjnym doniesieniem: okazało się, że w pewnej fabryce w Saratowie zbudowano aparat, który daje więcej energii, niż pobiera, co zarówno obala ostatecznie drugie prawo termodynamiki, jak też dowodzi prawdy twierdzenia Engelsa, iż energia, która się we wszechświecie rozprasza, musi się także gdzieś koncentrować. Teraz już było wiadomo, że koncentruje się w saratowskiej fabryce. Po krótkim czasie - co zresztą dowodziło już zmiany w atmosferze umysłowej - odkrycie to zostało wstydliwie zdementowane.
*** Andrzej Garlicki - Piękne lata trzydzieste
...Stanisław Cat-Mackiewicz, który został zesłany do Berezy wiosną 1939 roku, stwierdził przed komisją Winiarskiego, że torturą było nawet wypróżnianie się. Cat-Mackiewicz zeznawał, że
wolno było tę czynność fizjologiczną załatwić tylko raz na dobę, rano: dwudziestu ludzi stawało w pokoju z betonową podłogą i na komendę »raz, dwa, trzy, trzy i pół, cztery« każdy z nich miał obowiązek rozpiąć się, załatwić się i zapiąć się, co było oczywiście czasem niewystarczającym absolutnie, tym bardziej, że skandowanie komendy nie było wcale wydłużone, lecz wyrazy »raz i dwa« były mówione w takim tempie, że całość komendy nie mogła wynosić więcej czasu niż półtora sekundy najwyżej. Wobec czego ludzie stale chodzili z niewypróżnionymi żołądkami, co zwłaszcza było dolegliwe przy owej gimnastyce polegającej na kilkugodzinnym kaczym chodzie.
*** Jakub Mielnik - Jak Polacy stworzyli Izrael
Focus Historia - 05/05/2008
...W archiwach zachowało się pismo szefa rewizjonistów, skierowane do Zarychty. "Pożyczkę udzieloną naszym przyjaciołom traktuję jako dług honorowy, który postaramy się jak najszybciej zwrócić" - pisał Żabotyński. Współpraca z rządem polskim przysporzyła mu kolejnych wrogów wśród rodaków, dla których kolaboracja z "reakcyjnymi" władzami sanacyjnej Polski służyła jedynie usprawiedliwianiu antysemickiej polityki. Niełatwa była też sytuacja władz polskich, które zabiegały przecież o skierowany przeciw Niemcom sojusz z Londynem i za wszelką cenę starały się ukryć fakt pomocy Żydom, walczącym z brytyjskim panowaniem w Palestynie. By ukryć pochodzenie szmuglowanej z Polski broni, starannie zatarto numery seryjne i oznaczenia producenta uzbrojenia, które stanowiło standardowe wyposażenie polskiej armii. W magazynie na Ceglanej zgromadzono 20 tys. karabinów Mauser i setki karabinów maszynowych, w tym 200 ckm Hotchkiss. Pierwsze partie arsenału dla Irgunu wysłano przez Rumunię i Bułgarię jesienią 1938 i wiosną 1939 roku.
*** Adam Węgłowski - Zatruty sztylet Polski podziemnej
Focus Historia - 31/08/2011
...Sztyletnicy dopadli też Aleksandra Mirzę Tuhan-Baranowskiego, wysokiego funkcjonariusza carskiej policji, odpowiedzialnego za represje (m.in. wysokie kontrybucje), zarządzone wobec mieszkańców Warszawy. On też został zasztyletowany we własnym mieszkaniu. I to mimo policyjnej ochrony! Przy okazji zamachowiec ciął szablą także jego żonę. Tak rozrastał się mit o sprycie, bezwzględności i możliwościach sztyletników. Siali strach nie tylko wykonywaniem wyroków, ale i - jak twierdzi Nikołaj Berg - pogróżkami, wysyłanymi do władz. Pomocnik namiestnika Konstantego gen. Jewgienij Rożnow opowiadał historykowi, że "raz przysłano mu woreczek, zawierający porąbane na drobno kości jednego z jego ajentów". Czy można jednak wierzyć rosyjskiemu autorowi? "Berg był bardzo zdolnym historykiem. Wykorzystał ogromną masę źródeł i starał się dojść do sedna sprawy. On był obiektywny z punktu widzenia Rosjanina, takiego państwowca" - zapewnia dr Strzyżewska.
*** TADEUSZ PIÓRO - Krew napastnika - Interwencje zbrojne Armii Czerwonej 1920-1990
POLITYKA - 14 grudnia 1996
...Z meldunków przesyłanych przez wojska walczące na fińskim froncie wynikało, że w ciągu 105 dni zmagań poległo i zmarło od ran 81 tys. żołnierzy, a 20 tys. zaginęło bez wieści. Z tej ostatniej liczby około 6 tys. odnalazło się w niewoli u Finów, ale 14 tys. kazano doliczyć do poległych. W ten sposób straty bezpowrotne wyniosły 95 tys. osób. Jednakże gdy 10 lat później postanowiono z jakichś przyczyn ponownie zająć się stratami w fińskiej wojnie, sięgając do akt zgonów ludzi powołanych wówczas na front, to okazało się, że zabitych i zmarłych z ran było 87 tys., a nieudokumentowanych - 40 tys. Liczba poległych urosła więc do 127 tys. żołnierzy.
*** Magdalena Grochowska - Jerzy Giedroyc. Do Polski ze snów - LEGENDĘ OBMYĆ WE KRWI
...Słowo "ofiara" w ustach Giedroycia nie było metaforą. Lubił powtarzać za Piłsudskim, że Polacy chcieliby odzyskać niepodległość za dwa grosze i dwie krople krwi. Dopuszczał wysokie koszty. W Marcu popychał pióro Mieroszewskiego - Polski "nie należy oblewać zimną wodą", pisał, "w tej chwili trzeba ludzi podniecać, by wyprowadzić ich ze stanu drętwoty, niż zbytnio przestrzegać". Gdy w 1975 roku mówił Aleksandrowi Smolarowi, że nie można robić polityki bez ofiar, to zdanie kryło wizję realnej krwi.
- Ja spytałem: "Jakże pan może mówić spokojnie, siedząc za granicą, że w Polsce może się polać krew?" - opowiada Smolar. - Czasem w swojej bezwzględności i surowości miewał bardzo zabawny język... Powiedział: "Jakiś podział pracy musi być".
*** Eugeniusz Guz - Zagadki i tajemnice kampanii wrześniowej
...Cat-Mackiewicz po pokonaniu Francji przez Niemcy miał również zwrócić się do polskiego prezydenta na uchodźstwie, by ten zdecydował się na podporządkowanie Niemcom Polski na wzór kolaborującego reżimu Petaina. Obciążany na emigracji zarzutami podtrzymywania nawet po wybuchu wojny skrajnego germanofilstwa, Mackiewicz stanął przed sądem honorowym władz emigracyjnych. Liczne osoby zapewniały tam zgodnie, że uderzał ich zawsze wyjątkowy serwilizm Cata wobec Niemiec. Z przebiegu posiedzeń sądu honorowego wynikało, że podsądny bronił się właściwie tylko sam, dementując zarzuty. Twierdził, że zwolennikiem porozumienia z Niemcami był do anszlusu Austrii w marcu 1938 roku, że w Norymberdze na parteitagu był tylko raz, a na "wycieczkach" urządzanych przez ministra Goebbelsa - ani razu. Zaprzeczył, że w czerwcu 1940 roku chciał pozostać we Francji. Podkreślił też, iż nie twierdził wówczas, że wojna jest przegrana. Uważał natomiast, że katastrofa Francji znacznie przedłuży wojnę, co odbije się negatywnie na losach ludności polskiej w kraju.
*** Paweł Maria Lisiewicz - W IMIENIU POLSKI PODZIEMNEJ - Z DZIEJÓW WOJSKOWEGO SĄDOWNICTWA SPECJALNEGO ARMII KRAJOWEJ
...Według cytowanego już przekazu płk. Jana Rzepeckiego, Albrecht miał zostać aresztowany w Warszawie 18 lipca 1941 r. Przewieziono go następnie do Gestapo w Kielcach, gdzie był na przemian poddawany torturom oraz perswazjom, aż w końcu załamał się. Uwierzył w bezcelowość konspiracji, o której Gestapo miało wszystko wiedzieć i zgodził się podjąć próbę skłonienia Roweckiego do podjęcia kontaktu z okupantem. W związku z tym został zwolniony na słowo honoru. Po przybyciu do Warszawy, jawnie zamieszkał w swoim mieszkaniu wraz z rodziną "i zaczął nachodzić wszystkie znane mu lokale konspiracyjne, dobijając się o osobistą rozmowę z Roweckim". Wyznaczeni oficerowie ZWZ bezskutecznie usiłowali odwieść go od zamiaru powrotu do Gestapo, sugerując możliwość ukrycia wraz z rodziną. Albrecht upierał się, że jest związany słowem honoru. Jego zachowanie zdradzało rozstrój nerwowy. "Stawał się wręcz niebezpieczny. Łatwo mógł zostać wyzyskany przez Gestapo do wyśledzenia wielu komórek ZWZ, których znał tyle z tytułu pełnionej funkcji (...). Przy tym niewątpliwie sprzeniewierzył się podstawowym obowiązkom żołnierza: nie tylko załamał się sam, ale podjął się namawiania innych do porozumienia z nieprzyjacielem".
*** Paweł Maria Lisiewicz - BEZIMIENNI - Z dziejów wywiadu Armii Krajowej
..."W naszym sztabie oświadczyli oni, że są oficerami organizacji podziemnej »Muszkieterowie« i zostali wysłani przez jej dowódcę kpt. Tenczyńskiego. Jeden z nich miał przy sobie list w mikrofilmie, który był do mnie adresowany od podziemia krajowego. Zawierał wezwanie, aby wojsko uderzyło na tyły sowieckie. Twierdził, że ten list to podstęp, żeby Niemcy umożliwili im przejście frontu. Mnie zaś mieli zameldować o sytuacji w kraju. Ponieważ to, co powiedzieli nie stanowiło rewelacji, było nam ogólnie znane, zapytałem, czy po to tylko ryzykowali przejście frontu? Wyjaśnili, że kapitan chciał się popisać, jak sprawną posiada organizację [...] To wszystko, co mówili, nie miało znaczenia, cała ta eskapada stanowiła dziecinadę, ale był dokument, w którym wzywano, żebym zaatakował sojuszniczą armię! To była oczywista prowokacja i ja nie miałem wyboru. Zawiadomiłem natychmiast Londyn, a ich kazałem oddać pod sąd polowy i zaprosić sowieckich oficerów jako obserwatorów. Sąd uniewinnił dwóch, trzeciego - tego, który miał przy sobie mikrofilm - skazał na piętnaście lat więzienia za współpracę z Niemcami".
*** Jacek Wilamowski - HONOR, ZDRADA, KAŹŃ... - Afery Polski Podziemnej 1939-1945
...Za prawdziwy majstersztyk uznaje się głośną akcję "Góral". Polegała ona na zdobyciu przez AK 12 sierpnia 1943 roku na ul. Senatorskiej w Warszawie 106 milionów zł, transportowanych z Banku Emisyjnego przy ul. Bielańskiej na Dworzec Wschodni, skąd miały być przewiezione do Krakowa. Na 500-złoto-wych banknotach banku widniał wizerunek górala, stąd kryptonim akcji. Była ona przygotowana przez kilka miesięcy, a trwała zaledwie kilka minut. Z bojowcami współpracowali urzędnicy bankowi: Ferdynand Żyła ps. "Michał I" i Jan Wołoszyn ps. "Michał II". Wyznaczony do akcji zespół składał się z przeszło 40 ludzi z oddziałów Kedywu KG AK. Całość nadzorował mjr Jan Wojciech Kiwerski /ps. "Dyrektor", "Oliwa", "Lipiński"/, dowodził zaś por. Roman Kiźny ps. "Pola". Dysponowano dwoma samochodami. Ze 106 min zł, stanowiących wg ówczesnego kursu czarnorynkowego równowartość 1 mln 100 tys. dolarów USA, Niemcy nie odzyskali ani złotówki, choć bardzo się o to starali.
*** Dariusz Baliszewski - Honor jak kiełbasa
WPROST - nr 40/2008
...Historycy są w zasadzie zgodni co do tego, że gen. Rómmel odegrał w Warszawie fatalną rolę. Jak wynika choćby z meldunków płk. Leopolda Okulickiego do naczelnego dowództwa, Rómmel jest obwiniany o nieudzielenie pomocy wojskom generałów Kutrzeby i Bortnowskiego przebijającym się do Warszawy. Podobnie jak nie udzielił pomocy swojej własnej Armii Łódź, skierowanej na Warszawę przez gen. Thommée. Generał Michał Tokarzewski-Karaszewicz, który zdołał się przebić do oblężonego miasta, po rozmowie z prezydentem Starzyńskim zapisał w swoich notatkach jednoznaczną krytykę Rómmla, oskarżanego o tendencje kapitulanckie. Wszystko wskazuje na to, co sugeruje Daniel Bargiełowski, że gen. Juliusz Rómmel we wrześniu 1939 roku był zdecydowany odegrać rolę polskiego marszałka Philippe'a Pétaina.
*** PIOTR GŁUCHOWSKI, MARCIN KOWALSKI - Wojna polsko-ruska pod bokiem niemieckim
Gazeta Wyborcza - 12/01/2009
...Na początku 1944 roku polskie zgrupowanie liczy prawie tysiąc żołnierzy, wśród nich są ułani na koniach, rowerzyści i piechota zbrojna w ciężkie karabiny maszynowe, granatniki, pistolety. Do tego tabory z amunicją, lekarstwami, namiotami, paszą dla koni itd. Przeszło 150 furmanek. Polski Oddział Partyzancki - tak teraz zwie się dawny otriad "Kościuszko" - je dzięki życzliwemu wsparciu polskich właścicieli majątków i chłopów, a za żywność kupuje broń w niemieckich magazynach. Polacy wespół z Niemcami konwojują transporty mąki idące do Mińska. Gdy napadają ich Sowieci - bronią się ramię w ramię. Gromią Sowietów także na własną rękę. W ciągu pierwszego półrocza 1944 akowcy i partyzanci sowieccy staczają ok. 200 bitew i potyczek. Niektóre trwają wiele godzin, używa się w nich artylerii. Polacy przeprowadzają konne szarże, organizują nocne zasadzki, raz strzelają z moździerzy, innym razem tną szablami. Zdarzają się nawet walki wręcz. Z rąk do rąk przechodzą fury z kartoflami, konie, chłopskie krowy, chutory, wsie, lasy, chwilami całe gminy. Niemcy nie reagują.
*** Bogdan Musiał - Polsko-niemieckie "przymierze" na Kresach
Rzeczpospolita - 27-02-2009
...Szczególnie oddział chorążego Nurkiewicza "Noc" dawał się sowieckim partyzantom we znaki. W marcu 1944 r. dowództwo brygady "Żukowa" skarżyło się: "Banda Nurkiewicza wyrządza nam większe szkody niż Niemcy". Gennadij Budaj, jeden z dowódców zgrupowania Baranowicze, relacjonował później: "W roku 1944 (...) walczyliśmy prawie wyłącznie z polskimi legionistami, wielu ludzi zginęło przez nich". Podobnie było na Wileńszczyźnie. 1 marca 1944 r. brygada "Łupaszki" rozbiła sowiecki oddział "Brodacza", 32 sowieckich partyzantów zginęło, dziesięciu zostało rannych, a sześciu dostało się do niewoli. Monachow, dowódca zgrupowania Wilejka, raportował w marcu: "Nie mam wystarczających sił, aby opanować rejony obwodu Wilejka leżące po drugiej stronie rzeki Wilejka. Rejony te są dosłownie zalane przez polskich bandytów".
*** Piotr Zychowicz - Mit sześciu milionów
Rzeczpospolita - 05-06-2009
...Profesor Materski: - Liczba Polaków zabitych podczas wojny znacznie spadnie. To będzie dla społeczeństwa szokiem i na pewno wiele osób nie przyjmie tego do wiadomości. Tak samo było, gdy zweryfikowano liczbę osób deportowanych przez Związek Sowiecki w latach 1939 - 1941 z 2 milionów do 320 - 340 tysięcy. Pierwsza reakcja była bardzo ostra. Niestety do dziś obowiązuje stara zasada, że poziom patriotyzmu mierzy się podawaną liczbą zamordowanych - podkreślił. Dowodem na tę tezę może być następująca anegdota. Jeden z wybitnych, nieżyjących już polskich historyków zapytany kiedyś w prywatnej rozmowie, co sądzi o 6-milionowych stratach, machnął ręką. - To zwykła bzdura, wymysł propagowany przez maniaków polskiej martyrologii. W rzeczywistości straty były kilkakrotnie niższe - powiedział. Kilka lat później na rynku pojawiła się jego książka, w której liczbę zabitych obywateli polskich oszacował na... 7,5 miliona.
*** Piotr Zychowicz - Zapomniani polscy jeńcy 1920 roku
Rzeczpospolita - 23-10-2009
...Generał Lucjan Żeligowski, który przybył do Chorzel dzień po zakończeniu walk, wspominał: "Widok pola walki robił przykre wrażenie. Leżała wielka na nim ilość trupów. Byli to w większości nasi żołnierze, ale nie tyle ranni i zabici w czasie walk, ile pozabijani po walce. Całe długie szeregi trupów, w bieliźnie tylko i bez butów, leżały wzdłuż płotów i w pobliskich krzakach. Byli pokłuci szablami i bagnetami, mieli zmasakrowane twarze i powykłuwane oczy". Zamordowano tam kilkuset Polaków. Do podobnej zbrodni doszło również w Zadwórzu na przedpolach Lwowa, gdzie wymordowano 400 młodych ochotników broniących miasta, a także w Ostrołęce, Żytomierzu, Bystrykach i w wielu innych miejscowościach. Bolszewicy w bestialski sposób mordowali rannych z polowych szpitali wojskowych, których Polacy nie zdążyli ewakuować. Na przykład w Berdyczowie kawalerzyści Budionnego spalili żywcem 600 rannych Polaków wraz z opiekującymi się nimi siostrami. - Takich wydarzeń były setki. Polskie oddziały, gdy w sierpniu i we wrześniu 1920 roku odbijały tereny z rąk bolszewików, niemal wszędzie znajdowały masowe groby. Mordowanie jeńców było stałym elementem sztuki wojennej Armii Czerwonej. To samo powtórzyło się w 1944 i 1945 roku. Skala zjawiska była olbrzymia. Dziś trudno jest ustalić, ilu polskich żołnierzy w 1920 roku zginęło w tych masakrach. Liczba ta może sięgnąć nawet 20 tysięcy - uważa prof. Karpus.
*** Igor T. Miecik - Piekło za drutami
Newsweek - 27 września 2009
...Minister spraw wojskowych Kazimierz Sosnkowski 8 grudnia 1920 r. zarządził śledztwo w sprawie transportów głodnych i chorych jeńców. Bezpośrednim powodem była informacja o transporcie 300 jeńców z Kowla do swoistego przedsionka obozów - stacji koncentracyjnej i rozdzielczej jeńców w Puławach. W pociągu zmarło 37 jeńców, a 137 przyjechało chorych. "(...) Byli 5 dni w drodze i przez cały ten czas ani razu nie dostali jeść. Jak tylko wyładowano ich w Puławach, jeńcy rzucili się na zdechłego konia i jedli surową padlinę". Gen. Godlewski pisze do Sosnkowskiego o tym transporcie, że liczył w dniu wyjazdu 700 ludzi, co by znaczyło, że w drodze zmarły 473 osoby. "Większość była tak zagłodzona, że nie była w stanie samodzielnie wysiąść z wagonów. 15 osób zmarło już pierwszego dnia w Puławach".
*** Jacek Kuroń - Wiara i wina (więzienie, wojsko)
...Starzy kasiarze, klawisznicy, doliniarze tłumaczyli mi, że świat przestępczy tak naprawdę skończył się z I wojną światową, że olbrzymi teren cesarstwa rosyjskiego dopiero dawał możliwość właściwego działania, ukrywania, "upłynniania blitu". Wprowadzenie bezgotówkowego obrotu, papierów wartościowych właściwie zniszczyło kasiarstwo. Skończyły się czasy, kiedy kupcy w kantorach, w grubych kasach trzymali złoto, biżuterię, brylanty. Mimo to środowiska przestępcze trwały wciąż jeszcze przez całe 20-lecie międzywojenne, rozbiła je dopiero II wojna światowa i późniejsze migracje ludności. Jeszcze przed wojną stałość środowiska, przestrzeganie norm, zawód, który dawał względnie regularne zarobki, a zarazem wymagał pewnego kunsztu - wszystko to sprawiało, że mogły istnieć normalne rodziny, gdzie dzieci wychowywały się w miłości. W związku z tym możliwa była ciągłość pokoleniowa, a więc i transmisja kulturowa. Młody człowiek pochodzący z takiej rodziny i zostając złodziejem mógł jednocześnie żyć w świecie wartości, być przyzwoity, uczciwy, rzetelny, lojalny, mieć życzliwy stosunek do świata i ludzi.
*** ANDRZEJ KRAJEWSKI - TO ZA PIŁSUDSKIEGO! (Tortury w twierdzy brzeskiej - 1930)
NEWSWEEK POLSKA - 19.09.2010
...Ciosy pięścią i kopniaki w tyłek były codziennym sposobem komunikowania się strażników z osadzonymi. Od razu wprowadzono także inne kary cielesne. Oficerowie co jakiś czas urządzali kolejnym politykom nocne pobudki, by kopniakami zagnać ich do piwnicy, gdzie największych szczęściarzy czekała rewizja osobista. Pechowców, takich jak np. prezesa Narodowej Partii Robotniczej Karola Popiela, po rozebraniu do naga rzucano na stołek, plecy okładano mokrym ręcznikiem, po czym tłuczono metalowym prętem, dopóki ofiara nie straciła przytomności. Podobnie zmasakrowano jedynego uwięzionego w Brześciu endeka, byłego wojewodę wołyńskiego Aleksandra Dębskiego. Szczególnie często maltretowano Kazimierza Bagińskiego z PSL Wyzwolenie. Pamiętano bowiem, że współorganizował z Piłsudskim związki strzeleckie w Galicji, a pod koniec lat 20. ośmielał się krytykować Marszałka, co uznano za zdradę.
*** Antoni Dudek, Grzegorz Pytel - Bolesław Piasecki. Próba biografii politycznej
...Aby zrozumieć tło polityczne porwania Bohdana Piaseckiego, należy przypomnieć sobie atmosferę, jaka panowała w Polsce z końcem 1956 roku. Zasadniczo były dwa środowiska atakujące dotychczasową działalność Bolesława Piaseckiego i i Stowarzyszenia PAX. Pierwszym było środowisko liberalizujących intelektualistów i dziennikarzy, którzy w okresie październikowej odwilży rozpętali szeroką kampanię prasową wymierzoną przeciw ideologii i przede wszystkim działalności Stowarzyszenia. Drugim była część wysoko postawionych działaczy partyjnych, określanych jako frakcja puławska, którzy dążyli do likwidacji PAX-u. Przebieg porwania, podobnie jak śledztwo dowiodło, że sprawcy, jeżeli wywodzili się czy też byli powiązani z którymś z dwóch wymienionych wyżej środowisk, to raczej z frakcją puławian.
*** Krzysztof Kęciek - Żydzi, Waszyngton i mity - Czy wpływowe izraelskie lobby steruje polityką USA?
Przegląd - 11/2003
...Społeczność żydowska w USA liczy 5-6 milionów osób (około 2,3% populacji), jest jednak doskonale zorganizowana, dysponuje potężnym zapleczem intelektualnym i finansowym oraz wpływami w mediach. Amerykańscy Żydzi, z których wielu uratowało się z holokaustu, rozumieli, że muszą mieć wpływy w kraju, aby zapewnić bezpieczeństwo Izraelowi. Dlatego zabrali się do uprawiania polityki z religijnym wprost zapałem. Ze wszystkich grup etnicznych w USA właśnie Żydzi najliczniej podążają do urn. Co więcej, 89% spośród nich żyje w 12 kluczowych stanach, które mają w Kolegium Elektorskim dostateczną liczbę głosów, by samodzielnie wybrać prezydenta. Dlatego żaden kandydat na gospodarza Białego Domu nie może narazić się na konflikt z tak potężną grupą wyborców. Prawicowy izraelski dziennik "Jerusalem Post" napisał, że wpływy amerykańskich Żydów są znacznie większe, niż wynikałoby z liczebności ich wspólnoty, gdyż są oni w stanie przeznaczyć niebagatelne środki finansowe na kampanie wyborcze. Najważniejszą organizacją izraelskiego lobby w Waszyngtonie jest American Israel Political Affairs Committee (AIPAC), mający 140 etatowych pracowników, około 60 tys. członków i roczny budżet w wysokości 20 mln dol.
*** Krzysztof Kęciek - Afera kreta z Pentagonu - Potężne lobby izraelskie w USA zamieszane w szpiegowski skandal
Przegląd - 2005
...Najsłynniejszym, a zarazem najbardziej pechowym izraelskim szpiegiem w Stanach Zjednoczonych był cywilny pracownik wywiadu marynarki wojennej, Jonathan Pollard, kierowany jakoby przez "dziką" komórkę izraelskiego wywiadu, bez wiedzy zwierzchników służb specjalnych państwa żydowskiego. Zdemaskowany w 1985 r. Pollard usiłował się schronić w ambasadzie Izraela, lecz został wydany. Do dziś odbywa wyrok dożywocia. Kierownictwo FBI stanowczo sprzeciwia się jego ułaskawieniu, aczkolwiek znacznie szkodliwsi dla Stanów Zjednoczonych szpiedzy karani byli łagodniej. Ta afera okazała się bardzo kłopotliwa dla amerykańskich Żydów, którym zarzucono podwójną lojalność. Od tej pory Izrael nie prowadzi działalności wywiadowczej w USA - oficjalne stanowisko Tel Awiwu jest takie, że oba kraje są zaprzyjaźnione i wymieniają ważne informacje, nie ma więc zapotrzebowania na szpiegów. Być może jednak rzeczywistość jest inna. Były urzędnik federalnych organów sprawiedliwości powiedział reporterowi agencji UPI, że izraelska aktywność szpiegowska przeciwko Stanom Zjednoczonym "szerzyła się" przez wiele lat. "Mało kto wie, że w czasach zimnej wojny dział kontrwywiadu FBI zajmujący się sprawami Izraela ustępował liczebnie tylko działowi zwalczającemu sowieckich szpiegów", powiedział ten pragnący zachować anonimowość informator.
*** Krzysztof Kęciek - Klęska Szczęśliwej Armady
Przegląd - 37/2008
...Katolicki monarcha zgromadził ok. 130 okrętów i statków różnych typów. Były wśród nich świetne galeony, noszące nazwy niebiańskich patronów, toteż nazwano je katalogiem świętych. Wicekról Neapolu przysłał cztery masywne galeasy wyposażone w żagle, ale poruszane także siłą wioseł. Pod flagą Filipa pożeglowała wynajęta w Gdańsku karaka "Barca de Anzique" ("Statek z Gdańska") o wyporności 450 ton z 26 działami, 25 żeglarzami i dwoma setkami żołnierzy na pokładzie. Imponująca flota miała 2630 dużych armat i 123.790 żelaznych, kamiennych i spiżowych kul. Na pokładach znalazło się 8050 marynarzy, 2088 wioślarzy niewolników i 18.978 żołnierzy oraz 1545 ochotników - młodych i dumnych szlachciców. W wyprawie wzięło udział także 200 kapłanów, którzy mieli nawracać angielskich kacerzy. Tej masie okrętów nadano nazwę Armady. Znaczy to uzbrojona flota). Filip lubił mówić o Szczęśliwej Armadzie (La Felicissima Armada). To papież Sykstus V nazwał ją Armadą Niezwyciężoną (Armada Invencible) - później miano to szyderczo rozpowszechnili Anglicy.
*** Krzysztof Kęciek - Tajemniczy rejs U-977
Przegląd - 36/2010
...Była to niezwykła ucieczka. Kapitan U-977 nie chciał się poddać aliantom. Okręt płynął w zanurzeniu przez rekordowe 66 dni. Dopiero 17 sierpnia 1945 r. zawinął do argentyńskiego portu Mar del Plata. Przybycie jednostki ponad trzy miesiące po klęsce hitlerowskich Niemiec stało się prawdziwą sensacją. Natychmiast pojawiły się teorie, że U-977 szedł w konwoju okrętów podwodnych przewożących broń, złoto i brunatnych dygnitarzy. Twierdzono, że na pokładzie U-boota znalazł się reichsleiter Martin Bormann, a być może nawet sam führer z Evą Braun. Schronili się oni rzekomo w Nowym Berchtesgaden, ostatnim bastionie hitlerowców, gigantycznym kompleksie obronnym w jaskiniach w pobliżu antarktycznej Ziemi Królowej Maud. To oczywiście czysta fantazja, jednak mit o polarnej twierdzy Hitlera, którą Amerykanie zdołali zniszczyć dopiero za pomocą bomb atomowych w 1958 r., utrzymuje się do dziś.
*** Krzysztof Kęciek - Fałszywy mit Termopil
Przegląd - 14/2007
...Sparta była okrutnym, totalitarnym państwem, budzącym lęk wśród współczesnych, w okresie klasycznym kulturalną pustynią (przedstawianie spartiatów jako obrońców cywilizacji musi wzbudzić wśród znawców przedmiotu śmiech). Persom zresztą niszczenie greckich dzieł historycznych i literackich, co sugeruje film, na myśl by nie przyszło. Spartiaci mogli przez całe życie ćwiczyć się w wojennym rzemiośle tylko dlatego, że utrzymywali ich poddani - periojkowie, czyli Lacedemończycy niemający spartańskiego obywatelstwa, oraz przede wszystkim heloci, swego rodzaju państwowi niewolnicy. Spartanie po morderczych stuletnich wojnach ujarzmili Messenię, rozległą krainę na zachodzie Peloponezu, zamieszkaną (podobnie jak Lacedemon) przez Greków z ludu Dorów. Messeńczycy zostali obróceni w niewolników - było to wydarzenie bezprecedensowe w helleńskim świecie. Spartiaci ciemiężyli helotów bez miłosierdzia - wykształcili cały system wyzyskiwania i upokarzania poddanych. Heloci zlewali się potem na polach swych panów, musieli nosić ośmieszające stroje, byli systematycznie chłostani tylko po to, aby nie zapomnieli, że są niewolnikami. Spartiaci upijali ich na ucztach i zmuszali do śpiewania sprośnych pieśni - patrząc na upodlenie helotów, "bohaterowie" znad Eurotasu pielęgnowali swoje poczucie wyższości.
*** Krzysztof Kęciek - Kto wysyłał wąglika? - Wynik śledztwa FBI w sprawie zamachów bioterrorystycznych z 2001 roku budzi poważne wątpliwości
Przegląd - 10/2010
...Zastanawiający jest fakt, że listy z zarazkami zostały wysłane do liberalnych mediów, a także demokratycznych senatorów, ze strony których administracja Busha mogła się spodziewać sprzeciwu. Dziennikarz "Vermont Daily Briefing" w rozmowie z senatorem Patrickiem Leahym powiedział, że zamachów mógł dokonać szaleniec z kręgów skrajnej prawicy. Leahy zgodził się z tym, stwierdził jednak, że terrorysta nie był szalony. Wyraził także przekonanie, że w rządzie są ludzie, którzy wiedzieli, kto jest sprawcą. Senator Leahy jest przekonany, że dr Ivins miał pomocników, którzy mogą zostać oskarżeni o morderstwo. W klimacie paniki i grozy po zamachach 11 września oraz aktach bioterroru administracja Busha z łatwością przeforsowała w Kongresie Patriot Act ograniczający swobody obywatelskie. Tylko jeden senator zagłosował przeciw. Propagandowe i militarne przygotowania do inwazji na Irak ruszyły pełną parą.
*** Krzysztof Kęciek - Nowe Alcatraz - Supermax - najpilniej strzeżone więzienie w USA
Przegląd - 5/2002
...Więzienie otwarto w listopadzie 1994 r., przenosząc tu najbardziej niebezpiecznych skazańców z Marion. Kompleks zakładów karnych składa się z obozu pracy, więzienia o średnim stopniu bezpieczeństwa i wreszcie Supermaksu - trójkątnej fortecy z betonu i cegieł, otoczonej murami i zasiekami z drutu kolczastego. Mury wzmacnia sześć wież wartowniczych różnej wysokości, wyposażonych w karabiny maszynowe, a nawet rakiety przeciwlotnicze, by odeprzeć nawet atak z powietrza. "Nowe Alcatraz" zostało tak skonstruowane, aby nie tylko udaremnić wszelkie ucieczki, ale także powstrzymać zmasowane natarcie z zewnątrz z użyciem śmigłowców i broni pancernej. Całość ma w sobie ponury urok fortecy z jakiejś mrocznej bajki. "Budowla ta świadczy, że więzienie wcale nie musi wyglądać brzydko, aby być bezpieczne", mówi zadowolony projektant, architekt John Quest. Tylko że widok od wewnątrz jest znacznie mniej przyjemny.
*** Krzysztof Kęciek - Posępne groby wampirów
Przegląd - 12/2009
...Archeolodzy natrafiają na tzw. grobowce wampiryczne stosunkowo często. Najstarszy znany do tej pory, sprzed 4 tys. lat, odkryty został w pobliżu miejscowości Mikulovice we wschodnich Czechach. Podczas penetracji cmentarzyska z epoki żelaza archeolodzy zauważyli, że jeden ze zmarłych pochowany został nieco na uboczu. Szkielet przygniatały dwa duże kamienie, jeden położony na piersiach, drugi na głowie. Radko Sedlacek, kurator Muzeum Archeologicznego, nie ma wątpliwości, że pochowano tu jakiegoś odmieńca, którego uznano za wampira. Kamienie miały go powstrzymać przed nawiedzaniem żywych.
*** Krzysztof Kęciek - Zagadka zagłady mamutów - Czy ludzie Clovis dokonali masakry wielkich ssaków w Ameryce?
Przegląd - 10/2009
...Naukowcy do dziś toczą spór, co było przyczyną tego wymierania. W 1963 r. Paul Martin, młody ekolog z uniwersytetu stanu Arizona, wystąpił z hipotezą overkill, co tłumaczone jest jako "wielkie zabijanie". Martin, już profesor w stanie spoczynku, twierdzi, że to ludzie Clovis, wędrujący rozległymi terenami niedawno uwolnionymi od lodu na wschód od Gór Skalistych, wybili ogromne i przedziwne zwierzęta Ameryki. Stworzenia te nigdy przedtem nie widziały człowieka, toteż nie potrafiły się przed nim bronić. Obfitość pokarmu sprawiła, że ludzie Clovis szybko się rozmnażali - myśliwych było coraz więcej. "Wielkie ssaki wymarły nie dlatego, że zabrakło im pożywienia, lecz z tego powodu, że same stały się pożywieniem", napisał Martin, który swoje stanowisko podtrzymuje do dziś.
*** Krzysztof Kęciek - Bóg deszczu żąda ofiary - Majowie przelali morze krwi, aby zyskać łaskę bóstw
Przegląd - 9/2008
...Jeszcze do lat 70. XX w. Majowie uważani byli za nastawionych pokojowo budowniczych, znakomitych astronomów i obserwatorów nieba, uduchowionych twórców zadziwiająco dokładnego kalendarza. Przypuszczano, że ci Indianie, których cywilizacja kwitła od mniej więcej 300 n.e. do 900 n.e. na terenie południowego Meksyku, Gwatemali, Belize, części Hondurasu i Salwadoru, prowadzili wojny w sposób rytualny i mało krwawy, a swym łagodnym bogom rzadko składali ofiary z ludzi. Obecnie wiadomo, że miasta-państwa Majów przynajmniej w ostatnich wiekach toczyły ze sobą zaciekłe konflikty na wyniszczenie, a podczas tych walk brano jeńców, aby zabić ich ku czci bóstw, często wśród wyrafinowanych tortur. Pojmanym przeciwnikom, zwłaszcza arystokratom, wyrywano paznokcie, jadeitowe kolczyki w uszach dostojnych jeńców kapłani zwycięskiej strony zastępowali zwitkami papieru. Miało to dodatkowo upokorzyć skazanych na śmierć brańców. Ciała przeznaczonych na ofiarę malowano na niebiesko i używano w charakterze żywych tarcz, przy czym łucznicy i miotacze oszczepów mierzyli przede wszystkim w genitalia.
*** Krzysztof Kęciek - Krwawe ofiary w deszczu - Kulturę peruwiańskich Indian Moche zniszczyły potężne zaburzenia klimatu
Przegląd - 46/2010
...Cywilizacja Moche nie znała pisma, pozostały po niej jednak niezliczone malowidła na murach oraz bogato zdobione naczynia. Dzbany i wąskie butelki miały barwę białą i żółtą. Na jasnym tle sporządzano czarne lub brązowe rysunki, zaznaczane wyrazistymi konturami. Jednym z ulubionych motywów artystów był Dekapitator, czyli Ścinający Głowy (Ai Apaec Ayapec), często przedstawiany jako pająk, niekiedy jako stworzenie ze skrzydłami lub ośmiornica czy potwór morski. Na niektórych wizerunkach Dekapitator ściska w jednym ramieniu nóż, w drugim trzyma za włosy ściętą głowę. Na makabrycznych malowidłach można spostrzec bezbronnych jeńców, którym oczy wydziobują ptaki lub wydłubują je zwycięzcy wojownicy. Jak wynika z tej ikonografii, pod piramidami odbywały się przerażające ceremonie, podczas których kapłani w rytualnych szatach gwałcili jeńców analnie i oralnie. Na rysunkach widać, że z naturalnych otworów w ciałach ofiar obficie spływają płyny - symbol klęski i upokorzenia. Jak wynika z malowideł, jeńcy byli torturowani, w końcu podcinano im gardła. Prawdopodobnie kapłani i arystokraci pili krew ofiar i spożywali ich ciała. Potem zdzierano mięso z kości, a szkielety wieszano na ścianach piramid.
*** Krzysztof Kęciek - Starożytny komputer z dna morza - Naukowcy wciąż próbują rozwiązać zagadki słynnego mechanizmu z Antykithiry
Przegląd - 16/2009
...Początkowo badacze przypuszczali, że to szczątki nowożytnego zegara, który przypadkiem opadł na wrak. Nikt nie przypuszczał bowiem, że starożytni Hellenowie potrafili sporządzać tak skomplikowane urządzenia. Koła zębate pokrywały wszakże napisy w języku greckim. Z trudem przyjęto więc do wiadomości, że aparat z Antykithiry pochodzi z czasów starożytnych. Podobny poziom dokładności i precyzji mechanicy osiągnęli po upływie tysiąca lat. Niektórzy uważają nawet, że dopiero zegary z XVIII w. dorównują złożonością starożytnemu komputerowi. Przez dziesięciolecia trwało żmudne czyszczenie mechanizmu, którego trzy najważniejsze fragmenty wystawione są w Muzeum Archeologicznym w Atenach. Jako pierwszy po prawie 20 latach badań rekonstrukcję starożytnego komputera wykonał w 1974 r. Derek de Solla Price z uniwersytetu w Yale. Podczas swych dociekań współpracował z greckim fizykiem nuklearnym Charalamposem Karakalosem, który prześwietlił aparat z Antykithiry promieniami rentgena i gamma. Zgodnie z tym modelem aparat składał się z 27 kół. Wskazówka na przedniej tarczy wskazywała coroczną wędrówkę Słońca i Księżyca poprzez znaki zodiaku, przy czym nazwy miesięcy pochodzą z kalendarza egipskiego.
*** Krzysztof Kęciek - Zagadkowy dysk z Fajstos - Kalendarz, amulet czy starożytny podręcznik technik seksualnych?
Przegląd - 23/2008
...Na dysku dostrzec można 45 różnych znaków (cała inskrypcja składa się z 241 znaków). Znaki przedstawiają ptaki, topory, kwiaty, ryby, ludzi z "punkową" fryzurą. Badacze nie są zgodni, czy to pismo sylabiczne czy obrazkowe, czy może nawet alfabetyczne. Zdumiewające, że znaki nie zostały sporządzone ręką, lecz wyciśnięte czymś w rodzaju stempelków (lub matrycą). Niemiecki lingwista Herbert Brekle twierdzi więc, że napis na dysku wykonany został "dokładnie według zasady typograficznej", jest zatem najstarszym drukowanym dokumentem świata, który powstał ponad 3 tys. lat przed wynalazkiem Gutenberga. Amerykański biolog Jared Diamond w wydanej także u nas książce "Wynalazki, strzelby, maszyny" napisał, że dysk z Fajstos jest przykładem postępu technicznego, który został dokonany w niewłaściwym czasie, niejako za wcześnie. Minojczycy najwyraźniej wynaleźli zasadę druku, ale jej nie rozpowszechnili. Pisanie ręką na glinie było przecież znacznie łatwiejsze niż sporządzanie i odciskanie stempelków. Wynalazek poszedł więc w zapomnienie. W czasach Gutenberga sytuacja była zupełnie inna. W znacznie bardziej rozwiniętym społeczeństwie późnośredniowiecznym wynalazek druku został przyjęty entuzjastycznie i znalazł licznych sponsorów.
*** Krzysztof Kęciek - Rzymianie w Państwie Środka? - Badania DNA mogą wyjaśnić zagadkę zaginionego w Chinach legionu Marka Krassusa
Przegląd - 15/2007
...Do dziś nie jest pewne, co się stało z tysiącami Rzymian, pojmanymi pod Karrai. Prof. Dubs przypuszcza, że niektórzy uciekli, podążyli na wschód i przyłączyli się do wojowniczych Hunów. Państwo chińskie pod wodzą prężnej dynastii Han prowadziło wtedy wojny z Hunami. Chiński historyk Ban Gu (32-92 n.e.) napisał "Dzieje Dawnej Dynastii Han". Jak wynika z tego dzieła, w 36 r. p.n.e. dwaj cesarscy wodzowie, Gan Janszou i Czen Tang, dowodzący wojskami w Regionach Zachodnich (obecnie Xinjiang i część Azji Środkowej), poprowadzili 40-tysięczną armię przeciwko Hunom, siedzącym wokół miasta Zhizhi (obecnie Dżambuł w południowym Kazachstanie na przedgórzu Tien-szanu). Zdumieni chińscy woje spostrzegli, że miasto było ufortyfikowane drewnianymi palisadami, wzmocnionymi przez potężne pnie. W Azji Środkowej Hunowie nie znali takiej techniki budowania twierdz, natomiast jest ona charakterystyczna dla sztuki wojennej Rzymian. W bitwie pod Zhizhi niektórzy przeciwnicy Chińczyków zastosowali zadziwiającą taktykę - połączyli swe tarcze tak ściśle, że przypominały rybie łuski. Przypomina to słynny rzymski szyk bojowy, zwany żółwiem (testudo). Oddział tworzący żółwia osłaniał się zachodzącymi na siebie tarczami ze wszystkich stron, także od góry. Mimo wsparcia bitnych legionistów Hunowie ponieśli klęskę. Armia dynastii Han wzięła 1,5 tys. jeńców, wśród których znalazło się jakoby 145 dawnych żołnierzy Krassusa.
*** Krzysztof Kęciek - Owidiusz - poeta wygnany - Czy słynny rzymski piewca lekkiej miłości wplątał się w spisek przeciw cesarzowi?
Przegląd - 51-52/2007
...Historycy do dziś zastanawiają się, dlaczego cesarz Oktawian August potraktował największego poetę swoich czasów tak srogo. Czy gniew pryncepsa wywołały tylko frywolne pieśni? A może piewca lekkiej miłości (tenerorum lusor amorum), jak nazwał się Owidiusz, nawiązał romans z wnuczką imperatora, Julią, która knuła polityczny spisek?
*** Krzysztof Kęciek - Goebbels - zbrodniarz i narcyz
Przegląd - 49/2010
...Naukowcy od dawna próbowali tłumaczyć chorobliwą ambicję, dynamiczną, niszczycielską energię i szyderczy cynizm gauleitera Berlina czynnikami psychologicznymi. Helmut Heiber, autor wydanej w 1962 r. i wciąż wartościowej biografii Goebbelsa, podkreślał, że główny agitator reżimu nigdy nie przezwyciężył pełnych namiętności zaburzeń emocjonalnych wieku dojrzewania. Powszechnie panuje opinia, że rozstrzygającą rolę w życiowej drodze ministra propagandy odegrało jego kalectwo - deformacja prawej stopy (stopa końsko-szpotawa) - którego nabawił się w wyniku choroby w wieku około siedmiu lat. Wyśmiewany w szkole przez kolegów, popadł w kompleksy i przez całe życie próbował kompensować tę skazę na innych polach. Brytyjski historyk Ian Kershaw, autor monumentalnej biografii Hitlera, tak pisał o Goebbelsie: "Kompleks niższości był źródłem jego ambicji i potrzeby demonstrowania osiągnięć przez błyskotliwość umysłu. Dlatego też znalazł się w ruchu, który wyszydzał zarówno fizyczną słabość, jak i intelektualistów".
*** Krzysztof Kęciek - Neandertalczyk zjedzony? - Człowiek współczesny mógł traktować swego włochatego krewniaka jako smakowity posiłek
Przegląd - 23/2009
...Kromaniończycy mogli po prostu wymordować neandertalskich kuzynów w bezlitosnej wojnie o tereny myśliwskie, zapewniające bezpieczne schronienie jaskinie czy złoża niezbędnego do wyrobu narzędzi krzemienia. Zdaniem niektórych ekspertów, zagłada neandertalczyków była pierwszym ludobójstwem w dziejach. Teoria paleolitycznych "pól śmierci" i brutalnego zderzenia dwóch ludzkich populacji trafiła do literatury. Brytyjski noblista William Golding napisał powieść "Spadkobiercy", której bohater, neandertalczyk Lok, usiłuje zrozumieć, co się dzieje, gdy jego pobratymcy są bezlitośnie masakrowani przez najeźdźców. Zabójcza moc obcych tak fascynuje Loka, że trudno mu nawet zdobyć się na żal po utraconych towarzyszach.
*** Krzysztof Kęciek - Tajemnicza faraonka z brodą - Dlaczego egipska królowa Hatszepsut jest ikoną feministek?
Przegląd - 21/2007
...Wydaje się, że opowieści o kobiecym pacyfizmie Maatkare należy między bajki włożyć. Hatszepsut nie była tak zapalonym wojownikiem jak Totmes III, lecz z napisów jasno wynika, iż za jej panowania armie Egiptu toczyły bitwy z tradycyjnymi wrogami kraju na południu i wschodzie. Z "nieoficjalnego" graffiti żołnierza imieniem Ti wynika nawet, że faraonka osobiście prowadziła wyprawę do Nubii: "Widziałem, jak król (Hatszepsut) pokonał nubijskich nomadów, widziałem, jak niszczył ziemie Nubii". Wydaje się jednak, że władczyni nieco zaniedbała politykę zagraniczną. Totmes III jako faraon musiał potem podjąć aż 17 wypraw do Azji, gdzie dotarł aż do Eufratu.
*** Andrzej Fedorowicz - Ciemna strona mocy
Focus Historia - 04/02/2010
...II Korpus gen. Władysława Andersa był jedną z nielicznych formacji alianckich, która mimo ciężkich strat i braku uzupełnień z kraju cały czas zwiększała stan osobowy. 1 października 1943 r. Korpus liczył zaledwie 52,7 tys. żołnierzy, by po zakończeniu wojny dojść do 105 tys. Skąd brali się ci ludzie? Zaciąg ochotniczy na wyzwolonych terenach Europy w latach 1942-1945 dał zaledwie 11 710 żołnierzy. Polskie władze przekonały więc aliantów do przeprowadzenia tzw. ewakuacji specjalnej. Pod nazwą tą krył się zaciąg do Polskich Sił Zbrojnych byłych żołnierzy Wehrmachtu, którzy po poddaniu się lub dezercji trafili do obozów. To była dobra decyzja. W samych Włoszech w 1944 r. do II Korpusu wcielono 16 500 byłych wehrmachtowców, a do maja 1945 r. - kolejnych 18 000. Jednocześnie 2000 Polaków służących wcześniej w Afrika Korps zasiliło dywizję pancerną gen. Stanisława Maczka, wyzwalającą Belgię i Holandię. W sumie ewakuacja specjalna objęła 85 tys. Polaków.
*** Andrzej Gass - Ostra gra Zagra-lina
Focus Historia - 28/09/2009
...Nie były to pierwsze polskie zamachy bombowe w Berlinie. Te zaczęły się jeszcze w 1939 r. Oficer Abwehry mjr Helmuth Groscurth zanotował w "Dzienniku" ("Tagebucher eines Abwehroffiziers 1938-1940", Stuttgart 1970), że 16 września 1939 r. wybuchły w Berlinie bomby: przed Prezydium Policji i przed gmachem Ministerstwa Lotnictwa. "Wiele szkła na ulicach, jedna osoba zabita" - zapisał. Zdaniem gestapo, eksplozje były dziełem Polaków. Potem jeszcze kilkakrotnie dokonywano zamachów, najczęściej podkładając bomby w pociągach, berlińskiej rafinerii oraz na dworcach klejowych. Akcji dokonywali AK-owcy ze Śląska, którzy bez przeszkód podróżowali do Rzeszy. Przeprowadzanie zamachów bombowych w miejscach publicznych Rzeszy nakazał komendant główny AK generał Stefan Grot-Rowecki. Musiał liczyć się z cywilnymi ofiarami. Ale zamachy były odpowiedzią na niemiecki terror na ziemiach polskich. Stwierdzono to w specjalnym komunikacie, opublikowanym w "Biuletynie Informacyjnym".
*** Andrzej Gass - Napad na bank (Warszawa, ulica Jasna 1, rok 1964)
Focus Historia - 17/04/2008
...Po opublikowaniu w 1997 r. w tygodniku "Kulisy" (już nie istnieje) artykułu o napadzie (po raz pierwszy opartego na aktach śledztwa znajdujących się wtedy w archiwum MSW) do redakcji przyszedł list wysłany z Jaworzna na Śląsku. Autor podpisał się nazwiskiem człowieka mieszkającego w tej miejscowości, który był funkcjonariuszem MO i, jak powiedział mi członek jego rodziny, podobno uciekł z Polski. Adres był fałszywy. Autor listu, posługujący się policyjnym żargonem, napisał, że sprawcy napadu zostali: "wykryci, ustaleni i zlikwidowani, przynajmniej dwaj bezpośredni, (...) ze względu na zachowanie autorytetu środowiska, z którego się wywodzili, i dobro państwa nie podano ich nazwisk do publicznej wiadomości. Byli to dwaj oficerowie SB, major i kapitan".
*** Marek Mejsner - Serce bezpieczeństwa
Focus Historia - 07/07/2010
...SB namierzyła Sobieską po raz pierwszy podczas obchodów Święta Niepodległości 11 Listopada przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie. Esbecy postępowali wręcz klasycznie - najpierw przeprowadzili z Sobieską serię rozmów ostrzegawczych, potem zrobiono kilka pokazowych rewizji w mieszkaniu jej rodziców, a na koniec dwukrotnie zatrzymano ją na dłużej, czyli na 48 godzin. 1 września 1979 r., kiedy powstała KPN, Sobieską zatrzymano wraz z innymi aktywistami nowej organizacji. 11 listopada 1979 r. zatrzymano ją powtórnie i po rozmowie w Komendzie Stołecznej MO... dobrowolnie zgodziła się na współpracę z SB. Por. Paweł Przeorski, prowadzący werbunek, zapisał nawet w notatce służbowej: uważa ona, że "rozmowa z nim była wielkim przełomem w jej życiu". Szybko związała się z politykiem Ruchu Młodej Polski Aleksandrem Hallem, mimo że jej rodzina nie aprobowała tego związku. 14 kwietnia 1980 r. oświadczyła, że zamierza wziąć ślub z Hallem i odciągnąć go od działalności opozycyjnej w rezultacie wyjazdu na prowincję. "Nie da się ukryć, że informacje dostarczane przez Sobieską przeceniano.
*** Andrzej Gass - Śmierć i koronki
Focus Historia - 28/07/2009
...Poeta Jan Lechoń w Nowym Jorku zapisał w prowadzonym przez siebie "Dzienniku" pod datą 3 sierpnia 1951 r.: "Zwłoki Marty Śmigłowej poćwiartowane znaleziono gdzieś pod mostem w Nicei. Zanim została ona żoną nieszczęsnego Rydza - była panią Zaleską, i mąż jej, pan Zaleski, zastawszy kiedyś pewnego pana w jej, powiedzmy, buduarze zastrzelił go (...). Nie jest to oczywiście przypadek, że tak zacząwszy, tak zginęła". Przyszła marszałkowa miała 18 lat, gdy została mężatką. Helena Kutyłowska ("Wspomnienia z Podola 1898-1919") tak ją zapamiętała: "Brat Adzi Zaleskiej z Adampola, Michał, po skończeniu gimnazjum w Żytomierzu poznał tam Martę Thomas, zakochał się w niej i ożenił" - napisała. Dodała też: "Nie wiem kiedy, ale zamieszkali w naszych stronach w Sandrakach i pewnego dnia złożyli rodzicom wizytę. Pani Marta, wesoła, przystojna, szybko weszła w rolę ziemianki i - choć w owych czasach taki związek uważano za mezalians, gdyż była córką aptekarza - została przez sąsiadów, szczególnie panów, mile przyjęta. Dobrze jeździła konno i często wpadała do Kumanowic, aby wziąć udział w naszych wycieczkach".
*** Andrzej Gass - Hłasko: pożeracz kieliszków
Focus Historia - 01/12/2009
...Prawdopodobnie niektóre sytuacje Hłasko aranżował. W powieści Andrzejewskiego "Idzie skacząc po górach" ("i podpierając się chujem" - dopełniał tytuł Janusz Szpotański, czyniąc aluzję do seksualnych preferencji autora) Hłasko występuje jako pisarz Marek Kostka. Na przyjęciu gryzie w ucho krytyka. To powtórzenie gestu Stawrogina z "Biesów" Dostojewskiego, ulubionej książki Hłaski. Podobno ukąszony został Jarosław Iwaszkiewicz, redaktor naczelny "Twórczości", zafascynowany Hłaską, którego nazywał w listach "drogim Maruniem" i słał mu samolotem z Moskwy róże. Rój homoseksualistów wokół Hłaski to temat na inną opowieść. Jeden z nich, Henryk Bereza, powiedział Andrzejowi Czyżewskiemu, że prawdziwa biografia Hłaski będzie mogła powstać dopiero za 50 lat. Żadna z kobiet Hłaski nie pisała do niego tak pięknych listów jak oni. Choćby Wilhelm Mach: "Ukochany, Ukochany Marku mój, Przyjacielu, Bracie najdroższy, najbliższy mi na świecie Człowieku, Światło moje, radości moja i smutku", itd., itd. (Barbara Stanisławczyk, "Miłosne gry Marka Hłaski")
*** Marcin Rogoziński - Młot na ludobójców
Focus Historia - 26/05/2009
...Tajny oddział utworzyli w 1918 roku działacze Ormiańskiej Federacji Rewolucyjnej (ARF). Partia przejęła władzę po upadku caratu, gdy Armenia przez trzy lata cieszyła się niepodległością. Kierownictwo opracowało czarną listę z nazwiskami około 200 osób. Pierwsze miejsca zajęli młodotureccy przywódcy. Zadaniem tajnej jednostki było ich wytropienie i likwidacja. Akcji nadano kryptonim "Operacja Nemezis" od greckiej bogini zemsty. Pierwszy zginął Fatali Khan Khoyski, były premier Azerbejdżanu. W 1921 roku tajni agenci wytropili w Berlinie Talata Paszę, w Konstantynopolu Behbuda Khan Javanshira, szefa azerskiego MSW, w Rzymie Wielkiego Wezyra Saida Halim Paszę. W kwietniu 1922 roku stolicą Republiki Weimarskiej wstrząsnęło kolejne morderstwo. Na jednej z głównych ulic zamachowcy zastrzelili Bahattina Sakira, współzałożyciela partii rządzącej, oraz generała Jemala Azmi, zwanego "potworem z Trebizond". Minister Jemal Pasza zakończył życie w Tbilisi. Enwer Pasza zginął w Tadżykistanie z rąk ormiańskiego żołnierza Armii Czerwonej.
*** Andrzej Nieuważny - Jako mąż... i nie mąż
Focus Historia - 02/03/2009
...Wreszcie, 25 sierpnia 1775 r. stęskniony za ojczyzną d'Éon podpisał cyrograf. Zwracał wszystkie dokumenty i godził się na oficjalne potwierdzenie żeńskiej płci (ukrytej ponoć w dzieciństwie przez rodziców) oraz na damskie suknie. W zamian mógł liczyć dożywotnio na królewską pensję, powrót do kraju oraz zdobyty "w męskim przebraniu" order św. Ludwika! Po spełnieniu warunków (1777) panna d'Éon mogła zajmować się rodową rezydencją oraz wyrobem wina. Świat za bardzo jednak ją pociągał, by po ustaniu wojny z Anglią, toczonej w imię amerykańskiej niepodległości, poddana króla Francji nie wróciła na Wyspy. Pojechała do Londynu z zamiarem ostatecznej likwidacji swych spraw, ale... została na zawsze. Dramat przyszedł wraz z Rewolucją, która skasowała królewską pensję. By przeżyć, panna d'Éon wyprzedawała wspaniałą bibliotekę i - mimo wieku oraz sukni - stawała do szermierczych pokazów. Umierała (1810) w biedzie, nie napisawszy autobiografii, na którą pięć lat wcześniej pobrała zaliczkę. Pochowano ją na cmentarzu Saint-Pancrace, który w XIX wieku zniknie pod fundamentami jednego z londyńskich dworców kolejowych.
*** Marcin Rogoziński - Smak wroga
Focus Historia - 01/07/2008
...Zhou Shiana, fryzjera z sąsiedztwa, wyciągnął z domu Liao Huoshou. Skrępował mu ręce drutem i z rzeźnickim nożem w ręku gnał go ulicą na plac targowy. Po drodze przyłączali się następni oprawcy, którzy bili, opluwali i obrażali Zhou Shiana. Gdy dotarli do skrzyżowania, wokół zebrał się tłum. Pojawili się młodzi czerwonogwardziści, którzy zainscenizowali rozprawę "trybunału ludowego". Ludzie zmusili Shiana do wyznania win na klęczkach i złożenia samokrytyki. Potem pod gradem ciosów i obelg wleczono go po schodach w dół nad rzekę. Zhou jeszcze żył, gdy niejaki Wang Chunrong prawie 13-centymetrowym nożem rozciął jego ciało i wydobył z niego serce i wątrobę. Przyłączyli się inni i niebawem obdarto go ze skóry. Następnie przy pomocy drewnianej łodzi utopili szczątki w rzece. Zwłoki porwał nurt, płynący w stronę Hongkongu. Mieszkańcy Wuxuan wrócili na plac, ugotowali wnętrzności i podczas uczty zjedli wroga ludu. Ofiarami kanibalizmu padło tego dnia w Wuxuan jeszcze 5 osób.
*** Jerzy T. Bąbel - Gdy ojciec zjadał syna...
Focus Historia - 13/12/2008
...Najwięcej szczegółów o głodzie, który zapanował na Kremlu i w Kitajgrodzie, znajdujemy w relacji kupca kijowskiego Bożka Bałyki: "Tego roku dnia 14 września głód wielki zaczął uciskać, piechota nowa (600 piechurów węgierskich Feliksa Niewiarowskiego) zaczęła z głodu mrzeć i mało nie wszyscy umarli, i nasza piechota, i towarzystwo także wszystkich zjedli; Niemcy kotki i psy wszystkie wyjedli, zielskiem i trawą, i lada czym żywili się, bo wszystko Moskwa odjęła; drożyzna wielka nastała (...). A potem już głód nieznośny zaczął trapić, tak że piechota i Niemcy zaczęli ludzi rżnąć i jeść. My najpierw, idąc z sobornej cerkwi Przenajświętszej Bogarodzicy z nabożeństwa, głowę i nogi ludzkie w dole naleźli, w kajstrze (worku - przyp. JTB); wyciągnąwszy z turmy kilkunastu moskiewskich ludzi, piechurów, pomordowali, tych wszystkich zjedli (...) Pacholika jednego, niedawno zmarłego, z grobu wykopali i zeżarli".
*** Kazimierz Pytko - Zwarci, silni, naćpani
Focus Historia - 06/02/2008
...Głównym składnikiem pervitinu zaś była metamfetamina, używając więc dzisiejszych określeń, można powiedzieć, że Wehrmacht podbijał Europę na "spidzie". Potwierdzają to rozliczne listy, jakie niemieccy żołnierze wysyłali z frontu i okupowanych krajów. Stacjonujący w Polsce pisarz Heinrich Böll, przyszły noblista w dziedzinie literatury, pisząc do domu co kilka tygodni, prosił rodzinę o przesłanie kolejnych dawek pervitinu. Niebezpieczeństwo uzależnienia coraz częściej dostrzegali lekarze, którzy w raportach do Ministerstwa Zdrowia Rzeszy informowali o ubocznych skutkach zażywania leku - zaburzeniach krążenia, rozdrażnieniu, nadmiernej utracie wagi, a nawet zgonach z powodu zatrzymania akcji serca. Minister zdrowia Leonardo Conti opracował przepisy, poddające wydawanie specyfiku surowym ograniczeniom, ale ich wprowadzenie zbiegło się w czasie z inwazją Niemiec na ZSRR i stały się fikcją. Zimą z frontu wschodniego, zamiast informacji o zagrożeniach, zaczęły napływać relacje o dobroczynnej, czy wręcz zbawiennej, mocy pervitinu. Jeden z lekarzy raportował, że w styczniu 1942 r. pięciuset próbujących się wydostać z okrążenia żołnierzy po kilkunastu godzinach marszu przez sięgający do pasa śnieg całkowicie opadło z sił. Po konsultacji z lekarzami podano im tabletki. "Pół godziny później - pisał lekarz - zerwali się, spontanicznie ustawili w szyku i w bojowym nastroju ruszyli dalej".
*** Maciej Łubieński - Kupą mości panowie (lisowczycy)
Focus Historia - 11/10/2008
...Niewiarygodne umiejętności jeźdźców budziły zachwyt zachodnich wojskowych. Pisali do nich serdeczne listy wielcy ludzie epoki, na przykład namiestnik Czech Karol Lichtenstein. Ich dziwny wygląd - jeźdźcy nie mieli zbroi ani hełmów, nosili obcisłe spodnie i kaftany, mieli "porąbane" twarze i ogolone głowy - skłaniał wielu mieszkańców Rzeszy do podszytych zabobonnym lękiem rozważań. "Jeśli ich broń albo kula ima?" - pytali przestraszeni. Ci zaś, którzy doświadczyli z ich strony przemocy, swoją ciekawość poznania ich natury łączyli z mściwym okrucieństwem. Latem 1622 r. w zagubionej w nadreńskich Wogezach wiosce chłopi pochwycili służącego jednego z jeźdźców. Następnie "nago rozebrany, oględowany i wybadywany był, jeżeli on człowiek, jeśli zna Boga, jeśli umiera". Niepiśmienni naukowcy nie zdążyli zweryfikować ostatniej hipotezy, bo pachołek zdołał umknąć.
*** Jakub Kryst - Twardogłowy awanturnik (Kazimierz Mijal)
Focus Historia - 03/08/2010
...W Albanii Mijal utrzymywał kontakt korespondencyjny z Polską. Sterował konspiracyjną KPP, wydawał organ prasowy partii "Czerwony Sztandar" i kierował nadającym audycje do Polski Radiem Tirana. Zorganizowane grupki jego zwolenników działały m.in. w Warszawie, Wrocławiu, Łodzi, Katowicach, Pabianicach i Żyrardowie. Po latach swój pobyt w Albanii Mijal wspominał z nieskrywaną nostalgią: "Miałem willę w Tiranie, sam tam mieszkałem. Rano przychodził kucharz. W ogrodzie był domek dla pracownika bezpieczeństwa, a po ogrodzie chodził jeszcze jeden żołnierz. Chodziłem na spacery, jeździłem po kraju. Pieniędzy nie dostawałem, ale za wszystko płacił albański pracownik partyjny. Spotykałem się często z Enverem Hodżą" [wieloletnim przywódcą Albanii - przyp. red.]. W Polsce jednak SB udało się wprowadzić do KPP agenturę. Kilkunastu członków aktywu aresztowano i skazano na kilkuletnie więzienie. W ciągu niespełna czterech lat, w rezultacie działań operacyjnych SB pod kryptonimem "Znak", KPP została rozbita, a jej działacze zmuszeni do zaprzestania działalności. W połowie lat 70. stosunki Mijala z towarzyszami albańskimi zaczęły się psuć. Polski rezydent pozwalał sobie bowiem na coraz częstszą i otwartą krytykę tamtejszych władz - z pozycji ortodoksyjnie marksistowskich, rzecz jasna.
*** Andrzej Krajewski - Kanapka ze śmiercią
Focus Historia - 06/04/2010
...Wedle tego, co opowiadała prowadząca pierwsze eksperymenty dr Janina Gebarska-Mierzwińska, początkowo zajmowano się obserwacją działania bakterii dżumy, cholery, czerwonki oraz nosacizny. Z kolei Alfons Ostrowski podczas przesłuchań w warszawskim UB zeznał, że latem 1933 r. - na polecenie nadzorującego pracę laboratorium kpt. Ignacego Harskiego - zabrał ze sobą 0,2 g toksyny i pojechał do Łuńca, gdzie mieścił się garnizon Korpusu Ochrony Pogranicza. "W Łuńcu na placówce KOP-u pokazano mi człowieka lat około 40, narodowości rosyjskiej, średniego wzrostu, bruneta, typ inteligenta. Człowiekowi temu podałem toksynę botulinową, zmieszaną z kiszką pasztetową rozsmarowaną na bułce" - zeznał Ostrowski. Sowiecki szpieg, ujęty podczas nielegalnego przekraczania granicy, zmarł dopiero po dwóch dniach. Wedle relacji Ostrowskiego zwłoki przetransportowano potem do przystani nad Prypecią, wrzucono do motorówki i przewieziono w pobliże drugiego brzegu, gdzie zaczynało się już terytorium ZSRR. Tam ciało wrzucono do wody i pchnięto na sowiecką stronę.
*** Andrzej Gass - Świntuchy z dobrego towarzystwa
Focus Historia - 26/05/2008
...Zamożna panna z dobrego domu wysyłała anonimowe listy, szantażujące szereg osób w Poznaniu - ogłosił 1 stycznia 1932 r. "Dziennik Poznański". Próbowała wyłudzić w sumie 17 tysięcy złotych. "Każdy ma jakieś, choćby drobne grzechy na sumieniu, więc za milczenie chętnie zapłacił" - podsumowała gazeta, dodając, że toczy się śledztwo.
*** Witold Pronobis - Poślubieni zdradzie
Focus Historia - 2010 r.
...Zdekonspirowany przez kontrwywiad AK agent gestapo Eugeniusz Świerczewski został ujęty w Warszawie 20 czerwca 1944 r. Jeszcze tego samego dnia - po przesłuchaniu - na mocy wyroku wojskowego sądu został powieszony w piwnicy domu przy ulicy Krochmalnej 74. Jego zwłoki zostały zakopane pod podłogą. Śledztwo kontrwywiadu AK wykazało, że przed śmiercią Świerczewski działał w strukturach państwa podziemnego na polecenie Untersturmführera Ericha Mertena. Należał do siatki kierowanej przez Ludwika Kalksteina, w której pracowała też Blanka Kaczorowska. Działając we dwójkę lub pojedynczo, okazali się zabójczo groźni dla państwa podziemnego. Informacje przekazane przez Świerczewskiego na Krochmalnej były na tyle szokujące, że kierownictwo polskiego podziemia nakazało jak najszybszą likwidację obojga. Akcji nadano kryptonim "Pudełko". Specjalny oddział Armii Krajowej o kryptonimie 993/W, przeprowadzający między innymi akcje likwidacyjne na zdrajcach, dość szybko zlokalizował miejsce zamieszkania małżeństwa Kalksteinów na rogu ulic Śniegockiej i Koźmińskiej. Obserwowano ich, ale oboje zdołali jakoś wymknąć się z obławy. Kaczorowską już wcześniej uratowała zaawansowana ciąża i zwyczaj stosowany przez akowski wymiar sprawiedliwości, by nie likwidować skazanych na śmierć kobiet będących w takim stanie (w połowie kwietnia 1944 r. Kaczorowska urodziła syna, najprawdopodobniej w jednym z niemieckich szpitali). Wiadomo, że poszukiwano ich jeszcze w czasie Powstania Warszawskiego.
*** Jan Pietrzykowski - Tajemnice archiwum gestapo - Przyczynki do historii niemieckiej okupacji w Polsce
...Oceniając wyjaśnienia płk. Albrechta złożone w gestapo, można powtórzyć za Lucjanem Dobroszyckim, że o wielu sprawach mówił w sposób ogólnikowy i wykrętny, a niekiedy udzielał informacji nieprawdziwych. Znamienne było również, że zataił fakt, iż był szefem sztabu w Komendzie Głównej ZWZ, wyjaśnił natomiast, że podlegały mu tylko niektóre referaty oraz że był przewidziany na zastępcę gen. Roweckiego wówczas, gdyby ten nie mógł spełniać swych obowiązków. Jako szef sztabu Albrecht musiał wiedzieć więcej, niż ujawnił. Nie naprowadził gestapo na trop gen. Roweckiego, chronił też niewątpliwie inne osoby, nie podając konkretnych danych, umożliwiających policji bezzwłoczne ich aresztowanie, nie wskazał znanych mu adresów lokali organizacji. Opisał jednak strukturę organizacyjną Komendy Głównej ZWZ i siatkę terenową, kompetencje komendanta oraz poszczególnych oddziałów sztabu. Wskazał drogi przerzutów kurierów i opisał aparat łączności. Podał liczbę oficerów i podoficerów zawodowych, oficerów rezerwy i podchorążych według danych Komendy Głównej ZWZ. Ujawnił, wprawdzie ogólnikowo, stan posiadania broni.
*** SŁAWOMIR MIZERSKI, MAREK PRZYBYLIK - Historia patykiem pisana
POLITYKA - 20 stycznia 1996
...Lata siedemdziesiąte to czas rewolucji w polskim winiarstwie. Nieurodzaj trzciny cukrowej na Kubie spowodował dramatyczne zmniejszenie dostaw cukru. Jego ceny na świecie poszły w górę. Polska Ludowa, która rzucała na eksport za dewizy wszystko, co dawało się sprzedać, rzuciła więc i cukier. W kraju nakazano oszczędności. Ludność otrzymała kartki, a w winiarstwie rozpoczęto eksperymenty. Było się o co bić, bowiem każdy litr wina wymagał zużycia 300 g cukru. Zadano sobie pytanie: jak zachować moc bełta i oszczędzić cukier? Prosta odpowiedź brzmiała: zamiast sypać drogocenny kryształ, trzeba dolać ogólnie dostępnego spirytusu.
*** Piotr Osęka - Wódka po polsku
Newsweek Polska - 05/2002
...Komunistyczny projekt nowego społeczeństwa zakładał masową migrację chłopów do miast, gdzie mieli przeistoczyć się w wielkoprzemysłową klasę robotniczą. System starał się wyrugować przedwojenne normy i obyczaje, aby zastąpić je "moralnością socjalistyczną". Efektem tych eksperymentów była deprawacja, wyrażająca się m.in. powszechnym pijaństwem.
"Ludność wiejska, przenosząc się do miast, zabierała ze sobą tradycyjne wiejskie style życia, w tym wzór konsumpcji alkoholu, różniący się znacznie od miejskiego - pisze socjolog Jacek Moskalewicz. - Na wsi pito wówczas znacznie rzadziej niż w mieście. Okazje do picia dyktował roczny rytm produkcji rolnej, świąt religijnych, uroczystości rodzinnych. Pito rzadko, ale jeśli już, to na umór, (...) zwykle przez kilka dni z rzędu. Picie w mieście charakteryzowała znacznie większa częstość przy mniejszej konsumpcji jednorazowej. Wzór picia wyznaczany był przez miejski rytm życia i pracy, wymagający większej regularności i punktualności. W wyniku zderzenia tych dwóch wzorów wykształcił się nowy, »skumulowany« wzór picia regularnego, z częstą, typową dla wsi konsumpcją jednorazową".
*** Piotr Sarzyński - Do czytania przy kieliszku - Smaki. Alkohole
Polityka - 2009-03-28
...Wśród alkoholi mocnych wódka zostawiła daleko w tyle całą konkurencję: opanowała rynek w 94 proc. W 6 proc. muszą się więc zmieścić whisky, koniaki, brandy, likiery, giny i tak dalej. Tak, jesteśmy konserwatystami. Ale jak nie być, skoro przekazy żyjącego w XVI w. botanika Stefana Falimirza nie zostawiają wątpliwości: to my, a nie Rosjanie wymyśliliśmy gorzałkę. Polacy wciąż wolą produkty polskie; na czele sprzedaży są swojsko brzmiące nazwy: Absolwent, Starogardzka, Gorzka Żołądkowa. Jak nie woleć, skoro Desmond Begg w wydanej w Wielkiej Brytanii książce "Wódka - przewodnik konesera" przyznał wódkom Chopin i Wyborowa po cztery gwiazdki, zaś Absolutowi, Smirnoffowi, Stolicznej - zaledwie po dwie. I skoro sam wielki Picasso oświadczył kiedyś: "W XX w. powstały trzy rewelacyjne wynalazki: blues, kubizm i polska wódka".
*** Słownik zabójców - Richard LOEB i Nathan LEOPOLD
...Kiedy Andre Gide pisał Lochy Watykanu, nie przeczuwał, że w ten sposób stanie się inspiratorem jednej z najohydniejszych zbrodni stulecia. Loeb i Leopold bowiem powoływali się właśnie na przykład Lafcadia. Pragnęli popełnić zbrodnię idealnie czystą, wolną od wszelkiej banalnej nienawiści i jakiejkolwiek żądzy zysku. I trzeba przyznać, że była to istotnie zbrodnia bez precedensu. Maniacy wszelkiej maści, jak Kurten, Fish czy nawet Matuska, czerpali ze swoich czynów zwierzęcą satysfakcję. Natomiast zbrodnia Loeba i Leopolda dostarczyła im przyjemności o charakterze czysto intelektualnym. Nie miała, jak przypuszczano w pierwszej chwili, podłoża seksualnego, pozbawiona była wszelkich motywów, poza jednym: chęcią udowodnienia sobie, że są w stanie wyzwolić się z jarzma praw, którym podlega większość śmiertelników. Chodziło o akt w stanie czystym, spełnienie "boskiej wolności nadczłowieka". Kim są ci dwaj mordercy? Mając lat dwadzieścia, Nathan Leopold - syn króla przemysłu tekstylnego z Chicago - zna czternaście języków i jest już uznanym autorytetem w dziedzinie ornitologii. Nieco odeń młodszy (urodzony w roku 1904) Richard Loeb to równie nieprzeciętna postać. Jego wyniki w testach na inteligencję są, podobnie jak wyniki Leopolda, najlepsze ze wszystkich uzyskanych na uniwersytetach środkowego Zachodu. Niemniej, podczas gdy Leopold należy do gatunku intelektualistów o powściągliwym zachowaniu, oderwanych od życia i aspołecznych, Loeb - tęgi pijanica i poszukiwacz przygód miłosnych - jest pieszczoszkiem dobrze urodzonych dziewcząt z Chicago. To typowy przywódca, atleta o blond włosach i jasnoniebieskich oczach. Za przykładem Napoleona, Aleksandra Wielkiego, Mussoliniego (Hitler jest jeszcze nieznany), pragnie stworzyć sobie własny kodeks moralny, wyzwolony spod wpływu wszelkich tabu, którymi posługuje się vulgum pecus.
*** MICHAEL HODGES - AK-47 - "ROZWALANIE CZARNUCHÓW"
...Kałasznikow okazał się równie pociągający dla miłośników czarnej muzyki pod koniec tysiąclecia, jak dla lewicowej inteligencji w latach 60. i dla radzieckiej propagandy w drugiej połowie lat 40. W kałasznikowie rap odnalazł środek wyrazu dla podstawowych elementów swojego przesłania: szacunku, siły i buntu. Hip-hopowcy uważają swoją muzykę za próbę ukazania w formie artystycznej realiów ulic, na których się wychowali, ale dla człowieka nieosłuchanego może ona brzmieć jak agresywne wezwanie do broni. W uznawanej za hymn gangsta rapu piosence A to the K (Od A do K) grupa Cypress Hill mówi otwarcie, że AK-47 jest najczęściej spotykaną bronią na ulicach: "Słyszycie o nim w radiu, oglądacie w telewizji. Od A do K? On jest od A aż do skurwysyńskiego Z". Rap wykorzystywał kałasznikowa nawet jako symbol seksu, wskazując na rzekomo falliczny kształt magazynka, a w utworze Heated Heavy (Rozgrzany i ciężki) hip-hopowiec Krazie Bones zastosował psychologicznie jednoznaczne porównanie potęgi karabinu do mocy penisa: "Biegnę, a kałasz w moich rękach wierzga, rozgrzany i ciężki, czarnuchy uwielbiają, jak im zapakuję i sprawiam, że się moczą". "Moczyć" znaczy zalać krwią, a "zapakować" - odbywać stosunek.
*** Elena Petrescu i Nicolae Ceausescu
...W wieku szkolnym ta chudziutka i samotna dziewczynka spędzała wolny czas, wspinając się na drzewa i kradnąc gniazda ptakom. Jest najgorsza w klasie: przyszła pani inżynier chemik, z tytułem doktora honoris causa największych światowych uniwersytetów, w rzeczywistości w wieku 16 lat powtarza klasę. Jedyne przedmioty, z których ma dostateczny, to robótki ręczne, śpiew, gimnastyka. Porzuca szkołę i zaczyna pracować w polu, sprzedaje pestki słonecznika na dworcu kolejowym w Gaesti, a po paru latach w poszukiwaniu szczęścia przenosi się do Bukaresztu. Przez jakiś czas jest służącą, następnie tkaczką, w końcu zostaje zatrudniona jako sprzątaczka w niedużym laboratorium farmaceutycznym. Te podrzędne zawody oraz spektakularne niepowodzenia szkolne są przyczyną drastycznego kompleksu niższości, który sprawi, że otrzyma i będzie się chełpić fałszywymi tytułami naukowymi oraz nieprawdziwym cursus honorum. A także będzie rządzić swoim narodem niczym władczyni absolutna, pani jego ziemi i duszy. Paranoiczna parabola wynikająca z odwetu na społeczeństwie, z chęci władzy i samopotwierdzenia, pod pewnymi względami przypominająca życie Jiang Qing, żony Mao i okrutnej diwy chińskiej rewolucji kulturalnej.
*** Autobiografia Rudolfa Hössa, komendanta obozu oświęcimskiego
...Bardziej utkwiło mi w pamięci zagazowanie 900 Rosjan w starym krematorium, ponieważ korzystanie z bloku 11 stwarzało zbyt wiele zachodu. Podczas wyładowywania transportu wybito kilka otworów w suficie kostnicy i nasypie ziemnym nad nią. Rosjanie musieli się rozebrać w przedsionku i weszli spokojnie do kostnicy. Powiedziano im, że mają być odwszeni. Cały transport wypełnił akurat kostnicę. Zamknięto drzwi i przez otwory wsypano gaz. Nie wiem, jak długo trwało uśmiercanie, ale przez pewien czas słychać jeszcze było brzęczenie. Przy wrzucaniu gazu kilku jeńców krzyknęło "gaz", po czym rozległ się głośny ryk i zaczęto napierać na obydwoje drzwi, które jednak wytrzymały napór. Dopiero po kilku godzinach otwarto i przewietrzono pomieszczenie. Po raz pierwszy widziałem taką liczbę zagazowanych ludzi. Mimo iż znacznie gorzej wyobrażałem sobie śmierć w wyniku zagazowania, poczułem się jednak nieswojo, odczułem zgrozę. Wyobrażałem sobie tego rodzaju śmierć jako bolesne uduszenie. Zwłoki nie nosiły jednak śladów jakichkolwiek skurczów. Jak mi wyjaśnili lekarze, kwas pruski działa paraliżująco na płuca, działanie jego jednak jest tak szybkie i silne, że nie wywołuje objawów uduszenia, jak to ma miejsce np. przy uduszeniu gazem świetlnym bądź też przy pozbawianiu dopływu tlenu.
*** Richard Rhodes - Mistrzowie śmierci. Einsatzgruppen
...Komory gazowe oraz krematoria w obozach zagłady stały się symbolem holocaustu, ale tak naprawdę były stosowane wyjątkowo. Podstawowymi metodami masowych mordów używanymi przez nazistów podczas drugiej wojny światowej były broń palna oraz głodzenie jeńców na śmierć. Rozstrzeliwanie było skuteczniejsze od zagazowywania, przypuszczają historycy, było za to bardziej obciążające psychicznie dla egzekutorów, niż stosowanie ciężarówek oraz komór gazowych. Egzekucje wykonane z użyciem broni palnej rozpoczęto znacznie wcześniej i kontynuowano przez całą wojnę, skutkiem czego w ten sposób zamordowano znacznie więcej ludzi, tak Słowian, jak i Żydów. "Reżim nazistowski był najbardziej ludobójczy w dziejach ludzkości - uważa socjolog Michael Mann. - Podczas zaledwie dwunastu lat (z czego w olbrzymiej większości podczas ostatnich czterech) zabił około dwunastu milionów bezbronnych ludzi. [...] Żydzi stanowią zaledwie trzecią część tej liczby. [...] Najliczniejszą grupą byli Słowianie, określani jako Untermenschen - 3 mln Polaków, 7 mln cywilów radzieckich i 3,3 mln radzieckich jeńców wojennych". Nawet wśród ofiar żydowskich - ocenia Daniel Goldhagen - 40 do 50 procent zginęło śmiercią inną niż komora gazowa, a ponadto do ich śmierci przyczyniło się o wiele więcej Niemców niż w przypadku komór gazowych".
*** Słownik III Rzeszy
...Untermensch (niem.: podczłowiek) - określenie stosowane w propagandzie nazistowskiej w odniesieniu do "niearyjskich" grup etnicznych uznanych za upośledzone, a także w stosunku do środowisk i grup w społeczeństwie niemieckim, które nie spełniały hitlerowskich standardów dotyczących "ochrony jakości niemieckiej rasy". W pierwszym wypadku terminu tego używano głównie wobec Żydów, Romów oraz przedstawicieli narodów słowiańskich (przede wszystkim Polaków i Rosjan), w drugim zaś - m.in. wobec niepełnosprawnych fizycznie lub umysłowo, przedstawicieli mniejszości seksualnych oraz świadków Jehowy.
*** Wyłączanie wrogich elementów (Volksdeutsche) - wywiad
...Ilu ludzi zginęło w obozach?
- Dane są fragmentaryczne. Jak wynika z badań przeprowadzonych przed kilku laty przez Centralny Zarząd Zakładów Karnych, w obozie Jaworzno i jego filiach zmarło 6 tys. 987 osób. Oczywiście, byli wśród nich także Polacy i Ukraińcy, ale 90 proc. ofiar zginęło w latach 1945-46, kiedy w obozie przebywali prawie wyłącznie cywilni Niemcy (reichsdeutsche i volksdeutsche) oraz jeńcy wojenni.
Z tych samych badań wynika, że w Sikawie zmarło ponad 1 tys. Niemców. W ciągu pięciu miesięcy (od czerwca do października 1945) życie straciło 161 osób, a w listopadzie '45, wskutek epidemii tyfusu - 188.
W Potulicach, jak wynika z zachowanych wykazów, zginęło ok. 4,5 tys. osób - więcej zatem niż Polaków, którzy zginęli w tym obozie w latach okupacji.
*** Jarosław Gdański - Na progu kolaboracji - Mieli walczyć za III Rzeszę
Polityka - 2007-08-25
...Góralski Legion Ochotniczy SS (Goralische Freiwilligen SS Legion) rozpoczęto organizować pod koniec 1942 r., początkowo w sile batalionu. Jego szeregi mieli zapełnić posiadacze góralskiej karty rozpoznawczej. Góralscy liderzy objeżdżali podhalańskie wsie i miasteczka, nakłaniając ludzi do wstępowania do legionu. Przyszłych ochotników zapewniano, że będą pełnili służbę tylko na terenie swojego kraju (Polski!), a ich krewnym obiecywano zwiększone przydziały żywności. Członkowie rodzin ochotników mieli być zwolnieni z wyjazdu na roboty do Rzeszy, a przebywający w więzieniach mieli zostać wypuszczeni. Gdy zawiódł zaciąg ochotniczy, wyznaczano z każdej wsi kontyngent "ochotników", którym polecano stawić się przed komisją poborową w Zakopanem. Ostatecznie do poboru stanęło 410 młodych mężczyzn. Po badaniach lekarskich pozostało ich ok. 300. Po przyjeździe do obozu w Trawnikach, gdzie Legion miał odbywać przeszkolenie, pozostało 140. Z powodów zdrowotnych w krótkim czasie zwolniono 21, a 19 innych zdezerterowało. Kilkudziesięciu Niemcy odesłali do domów, gdyż brakowało im jakichkolwiek zdolności do służby lub odmawiali pełnienia wojskowych powinności.
*** Władysław Bułhak - Misja Retingera i mordy na Widerszalu i Makowieckich
Rzeczpospolita - 21-11-2009
...Popełnione latem 1944 r. polityczne mordy na grupie funkcjonariuszy Biura Informacji i Propagandy KG AK od dawna kładą się cieniem na pamięci Polskiego Państwa Podziemnego. Istnieje cały szereg poszlak pozwalających sądzić, że jako swoisty zapalnik czy też katalizator dla tych tragicznych zdarzeń posłużyła znana misja Józefa Hieronima Retingera do Warszawy (kwiecień - lipiec 1944 r.). Jej celem było przekonanie "kraju" do polityki ówczesnego premiera Stanisława Mikołajczyka. Zakładał on wówczas, że możliwe będzie uzyskanie od Związku Sowieckiego i Wielkiej Brytanii gwarancji niepodległości Polski w zamian za ustępstwa terytorialne na Wschodzie i ewentualne włączenie komunistów do rządu. Misja ta odbywała się za zgodą i wsparciem Brytyjczyków, choć to nie oni byli jej inicjatorami. W ślad za Retingerem do Warszawy trafiła instrukcja pochodząca z otoczenia Naczelnego Wodza gen. Kazimierza Sosnkowskiego, której sensem było uniemożliwienie jej realizacji, łącznie - jak zrozumiano w Warszawie - z wyeliminowaniem samego wysłannika.
*** Dariusz Baliszewski - Misja "Salamandra"
Wprost - 28/2004
..."Było to w kwietniu 1944 roku. Przyszedł do mojego mieszkania mój szef major 'Fiszer' (Stefan Ryś) z drugim mężczyzną, którym, jak się później okazało, był płk Kazimierz Iranek-Osmecki (szef II Oddziału KG AK). Pułkownik zapytał mnie, czy zechcę się podjąć zadania polegającego na asystowaniu Józefowi Retingerowi w czasie jego oczekiwania na odlot z kraju samolotem, który przyleci po niego z Brindisi. Moja rola polegać miała na zasypaniu tuż przed odlotem rzeczy w walizce Retingera białym proszkiem, który mi zostanie wręczony, a który zadziała za parę tygodni i spowoduje śmierć Retingera już poza krajem. Jednocześnie poinformowano mnie, że jest to rozkaz samego Naczelnego Wodza generała Kazimierza Sosnkowskiego". W świetle tej relacji zrozumiała staje się dla historyka wypowiedź jednego z oficerów VI Oddziału Sztabu Naczelnego Wodza, Eugeniusza Witta, który, nie ujawniając szczegółów, napisał na łamach paryskiej "Kultury" w 1966 r., że "sposób i okoliczności, w których miał Retinger być zgładzony, budzą niesmak i poczucie wstydu".
*** Józef Retinger "Salamander" (1888-1960)
...Związki Retingera z MI-6 wciąż są utrzymywane w ścisłej tajemnicy, ale mimo to trudno jest w nie wątpić. Jego dossier nie przekazywano do publicznych archiwów przez ponad sześćdziesiąt lat. Natomiast niedawno autor pracy opartej na oficjalnych źródłach wymienia go jako "wpływowego agenta MI-6", potwierdzając w ten sposób to, co wielu jego rodaków zawsze podejrzewało *[Stephen Dorrill, MI-6: Fifty years of Special Operations, London 2000, s. 7.]. Retinger był postacią zbyt ważną i zbyt angażował się w niezliczone zadania, aby mógł pozostawać tylko szeregowym pracownikiem brytyjskiego wywiadu. Mimo to nie jest zbyt prawdopodobne, żeby podejmował w czasie wojny jakieś poważniejsze inicjatywy bez uzgodnienia ich z MI-6. Jednak ta etykietka może okazać się niewystarczająca. W oczach niektórych ludzi Retinger był chorobliwie ambitnym fantastą.
*** JÓZEF RETINGER W ŚWIETLE RAPORTÓW POLSKIEGO I BRYTYJSKIEGO WYWIADU Z LAT 1913-1943
...Dn. 22.2.43 rtm. Gilewicz melduje, iż dn. 11.2.43 widział się ze swym znajomym Belgiem Collonem, radcą belgijskiego MSZ, który opowiadał mu, iż Retinger utrzymuje zażyłe stosunki z posłem belgijskim przy rządzie czeskim Jasparem, a za jego pośrednictwem z ambasadorem sowieckim Bogomołowym [sid]. Collon czytał raport Retingera o pobycie NW w Ameryce i dał do zrozumienia, że przez Jaspara raport ten doszedł do rąk Bogomołowa. Collon oświadczył dalej, że Belgowie uważają Retingera za agenta bolszewickiego.
Istnieje ciekawa relacja na temat Retingera pióra Tadeusza Chciuka (ps. Marek Celt) wysłanego do okupowanej Polski z misją (kwiecień-lipiec 1944) wraz z Retingerem. Ów wyznał, że za życia gen. Sikorskiego praktycznie zawsze, jako doradca towarzyszył generałowi w jego podróżach. Wyjątkiem była ostatnia, wizytacja II Korpusu na Bliskim Wschodzie, zakończona katastrofą gibraltarską. Sam Retinger, wedle Chciuka był przekonany o tym, że katastrofa była przypadkiem, nie wynikiem spisku.
*** Leszek Kraskowski - Jak we wrześniu 1939 Polska pogoniła Hitlera
Dziennik - 22 sierpnia 2009
...Warszawskie "ABC" 2 września donosiło o poważnych rozruchach antywojennych odznaczających się "nastrojem panicznym". W Bohum, Essen i Duesseldorfie tłumy miały wiecować pod hasłami "Nie chcemy wojny! Chcemy chleba!", zaś w miastach Zagłębia Ruhry pojawiły się afisze z napisami "Precz z Hitlerem!". Z zachodniej części kraju ludność uciekała "samorzutnie, często paląc swe domostwa" ("EP", 17 IX 1939 r.). Mobilizowaniu wojsk w Rzeszy towarzyszyć miały "bunty i masowe rozstrzeliwania" ("MD", 1 IX 1939 r.). Poważnym problemem dla Niemców byli też słowaccy partyzanci, którzy opanowali Tatry, i czescy sabotażyści. "W wielkich zakładach amunicyjnych Skody kontrolerzy niemieccy wykryli ostatnio ogromne zapasy pocisków, w których zamiast materiałów wybuchowych były w środku kartki z napisem »Ten pocisk nie wybuchnie. Czech«". Palma pierwszeństwa należy się jednak "Wiekowi Nowemu", który 20 września, powołując się na "krótkofalową stację wileńską" i "radiostacje szwajcarskie" podał informację o wypowiedzeniu Niemcom wojny przez Włochy i "państwa sprzymierzone": Rumunię, Węgry i Jugosławię.
*** Władysław Pobóg Malinowski - Najnowsza historia polityczna Polski 1864-1945
Powstanie Warszawskie
...Działanie w pośpiechu, w ostatniej chwili odbiło się też fatalnie na wyposażeniu oddziałów w broń - zapasy jej, uszczuplone wskutek wykrycia tajnych składów przez Niemców i wysyłania jej do okręgów wschodnich jeszcze w lipcu, zmniejszyły się jeszcze bardziej wskutek niespodziewanego zakwaterowania oddziałów niemieckich w pobliżu lub nawet w obrębie tajnych składów, co zamykało do nich dostęp *[Oddziały niemieckie usadowiły się na tajnych składach także gdzie indziej, np. na Woli.]; o paru składach w pośpiechu zapomniano *[Nie wykorzystano np. magazynu na Lesznie (678 pistoletów maszynowych i 60 tys. amunicji do nich).]; w kilku wypadkach transporty broni, wysyłane w ostatniej chwili (np. z Żoliborza na Bielany) wpadły w ręce Niemców *[Na Żoliborzu Niemcy zagarną po walce nie tylko transport, kierowany na Bielany, lecz także broń, wywożoną dla plutonu osłonowego Bora-Komorowskiego. Podobne straty na Poznańskiej i Chłodnej. W niejednym wypadku, na Żoliborzu i na Woli, nie zdołano wydobyć broni z tajnych magazynów.]; w rezultacie oddziały powstańcze otrzymywały broń zbyt późno, tuż przed zajęciem stanowisk wyjściowych, albo miały ją w ilościach bardzo szczupłych, w sumie nie więcej, jak 1,000 karabinów zwykłych, 7 maszynowych ciężkich, 60 ręcznych, około 20 przeciwpancernych, 500 pistoletów maszynowych i około 2.000 zwykłych, 15 "piatów" angielskich i około 25.000 granatów.
*** Kazimierz Wyka - Życie na niby - GOSPODARKA WYŁĄCZONA
...Wiele było powodów, dla których w warstwie urzędniczej, inteligenckiej i wśród nowego kupiectwa stroną aktywną były kobiety. Same handlowały, same pośredniczyły, za mężów i dla rodzin załatwiały interesy, wysyłane były do Niemców, zwłaszcza w godzinach pozaurzędowych, w porach restauracyjnych. Postawiona w takiej sytuacji kobieta szybko się orientuje, że jedną więcej walutą, jaką wnosi do interesu, jest jej ciało. Nawet kiedy zostawała kelnerką okupacyjną, kobieta miejska wiedziała, że temu przede wszystkim zawdzięcza ciężkie prawo biegania w fartuszku. Rzecz oczywista, że dobry kupiec w spódnicy nie będzie tym pieniądzem płacił w każdej okoliczności, za byle głupstwo, ale też dobry taki kupiec rychło się nauczy swój uśmiech i wykrój łydki traktować jako grosze na drobne wydatki, a w potrzebie sięgnie również po walory bardziej cenione na rynku męskim. Sięgał też często, wywołując narzekania na upadek obyczajów, powszechne w czasie każdej wojny oburzenia moralistów. Niestety, moraliści nie mają zwyczaju pytać, dlaczego to, z jakich przyczyn gospodarczych i społecznych moralność upada, więc w tym wypadku im pomóżmy.
*** Grzegorz Motyka - Służba Bezpeky OUN-B (Służba Bezpieczeństwa OUN-B). Z warsztatów badawczych
Pamięć i Sprawiedliwość - nr 9/2006
...Na przełomie roku 1944 i 1945 r. w szeregach SB na Wołyniu pojawiła się istna mania prześladowcza. Na początku 1945 r., w odpowiedzi na sowieckie represje, zaczęto stosować tam totalne czystki. Ich inicjatorem był wołyński referent SB OUN-B Dmytro Kljaczkiwśki, a od połowy 1945 r. jego następca - Mykoła Kozak "Smok", który już wcześniej zlikwidował około tysiąca partyzantów z grupy "Południe" podejrzewanych o zdradę. Od 1 stycznia do 1 października 1945 r. "Smok" wszczął 938 spraw przeciwko członkom OUN-B; 889 z nich zlikwidowano. Postępowanie "Smoka" doprowadziło do oddzielenia się od OUN-B kraju "Odessa", kierowanego przez Stepana Janiszewśkiego, a później nawet do małej "wojny domowej" pomiędzy ludźmi Janiszewśkiego a "smokowcami".
*** GRZEGORZ MOTYKA - Likwidacja OUN-UPA w ZSRR
..."Walka OUN-UPA - pisze Jurij Kyryczuk - z władzą radziecką była pojedynkiem Dawida i Goliata. Jednak, niestety, nie zakończyła się ona zgodnie z biblijnym scenariuszem". Bilans tych długoletnich zmagań był tragiczny. Oblicza się, że w trakcie zwalczania UPA Sowieci zabili 153 tys., aresztowali 134 tys. i deportowali ponad 203 tys. mieszkańców zachodnich obwodów Ukrainy.
Nie jest jasna sprawa strat poniesionych w tym czasie przez Sowietów. W kwietniu 1973 r. 10 wydział KGB USSR (archiwalno-statystyczny) na rozkaz jego naczelnika W. Fedorczuka dla potrzeb Rady Najwyższej USRR przygotował statystyczne zestawienie strat sowieckich za lata 1944-1953. Według tego opracowania w tym okresie z ręki OUN-B i UPA zginęło 30 676 osób.
*** Grzegorz Motyka - W kręgu "Łun w Bieszczadach"
...Grupa liczyła 33 ludzi, uzbrojonych w trzy erkaemy, pistolety maszynowe i karabiny. Sześć km na południe od Baligrodu na wysokości miejscowości Jabłonki jadący wpadli nagle w zasadzkę. Miejsce do napadu było wybrane bardzo dobrze. Szosa w tym miejscu wiła się między wzgórzami, których szczyty pokryte zaroślami doskonale maskowały stanowiska ogniowe napastników, jednocześnie stwarzając im korzystne warunki obserwacji i ostrzału biegnącej poniżej drogi. Po pierwszych strzałach samochody przejechały pod ogniem jeszcze kilkaset metrów, zatrzymując się w miejscu, gdzie mogły być rażone wyłącznie od tyłu. Samochód z gen. Świerczewskim stanął kilkadziesiąt metrów za mostkiem na Jabłonce, a "Zis" z ochroną przed mostkiem. Doszło do zaciętej walki. Żołnierze Wojska Polskiego, na rozkaz gen. Świerczewskiego, podjęli próbę zaatakowania stanowisk przeciwnika, ale zostali zmuszeni do odwrotu. W ogniu UPA poległ trafiony dwoma kulami "Walter", zginęło też dwóch innych żołnierzy, a kilku zostało rannych. Napastnicy wycofali się bez strat własnych, gdy na pole walki przybył samochód z tą częścią eskorty, której wóz doznał wcześniej awarii.
*** Grzegorz Motyka - Kolaboracja na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej 1941-1944
PAMIĘĆ I SPRAWIEDLIWOŚĆ nr 12, 2008 r.
...Znacznie mniej wiadomo na temat cudzoziemskich jednostek policyjnych, tzw. schutzmannschaftów (Schuma). W latach 1941-1944 sformowano 22 litewskie bataliony Schuma oznaczone numerami 1-15, 251-257, liczące w sumie około 8 tys. ludzi. Warto podkreślić, że nie udało się utworzyć litewskiego legionu SS, choć z Litwinów składały się niektóre pododdziały 15. Dywizji SS "Lettland". Powstało również jedenaście białoruskich batalionów Schuma, w których znalazło się ponad 3 tys. ludzi. W 1942 r., aby utrudnić działalność partyzantki sowieckiej, zaczęto tworzyć białoruskie oddziały samoobrony, tzw. samaachowy. W sumie powstało około 20 takich batalionów, liczących 15 tys. ludzi. W 1944 r. na Białorusi powstała tzw. Białoruska Obrona Krajowa, w założeniu będąca namiastką białoruskiego wojska. Utworzono 39 batalionów piechoty (ponad 30 tys. ludzi, z czego około 20 tys. przymusowo zmobilizowanych).
*** Paweł Ceranka - Historia pewnego artykułu (o eseju Witolda Jedlickiego Chamy i Żydy)
Pamięć i Sprawiedliwość - nr 10/2006
...Artykuł Jedlickiego jeszcze większe wrażenie wywarł poza murami Domu Partii. O ile członkowie PZPR, żeby przeżyć w politycznej dżungli musieli na ogół orientować się w walce "koterii", o tyle ludzie spoza układów byli zaskoczeni treścią publikacji. Giedroyc pisał do szefa RWE: "Z relacji, jakie mnie dochodzą z kraju, jest tam bardzo duże poruszenie z tego powodu, ale raczej pozytywne. W każdym razie wydaje mi się, że najważniejszym dorobkiem tego wystąpienia jest to, że przełamał powszechną apatię i zmusił ludzi do przemyślenia października". W innym liście zanotował: "Charakterystyczną jest reakcja [Marii] Dąbrowskiej, która przysłała do [Jerzego] Stempowskiego i do mnie ogromne listy, w których pisze o »prawdziwym wstrząsie«, jakim był dla niej artykuł Chamy i Żydy i że artykuł ten pomógł jej i jej przyjaciołom uporządkować własne oceny. Prawie identyczny message przywieziono mi wczoraj od [Antoniego] Słonimskiego. Znany Panu zapewne [Zygmunt] Weissberg-Cybulski miał telefony z Warszawy od przyjaciół, członków partii etc. (te informacje proszę traktować jako poufne). Bardzo to wszystko znaczące". Z emigracyjnej perspektywy artykuł Jedlickiego był oczekiwaną w kraju instrukcją, jak odczytywać wydarzenia przed i po Październiku 1956 r. Podobnie tłumaczył popularność tekstu Zenon Kliszko: "Otóż o tym artykule dużo się mówi, ponieważ ujawniono w nim mechanizm działania pewnych ludzi, powiedziano o niektórych motywach tej działalności".
*** Aleksander Gogun - Stalinowska wojna partyzancka na Ukrainie 1941-1944
Pamięć i Sprawiedliwość - nr 11/2007
..."Jakoś rano rozpalam piec, słyszę, niby wystrzał gdzieś. Potem krzyk rodziców »Uciekajcie, chowajcie się w pasiece!«. A strzelają już ze wszystkich stron. I pali się. Schowaliśmy się, a Gala [dziewczynka sąsiadów - przyp. A.G.] nie. I wujka mojego nie ma, poszedł do obory karmić bydło. Ojciec mówi - »wyjrzyj, może gdzieś tu jest«. Wylazłam. Patrzę, Gala biegnie. Koszyczki z kociętami niesie przed sobą. Wołam »Tutaj!«. A ona rękami macha - »Czekaj, zaraz!«. Ze strachu oszalała. Zaniosła kocięta do obory. A za chwilę stamtąd taki wrzask straszliwy, że nie wiem. Jak się już uspokoiło wszystko, dowiedzieliśmy się, że to pietrowcy okrążyli Starą Rafałówkę i prowadzili »walkę z banderowcami«. Banderowców kilku zabili, a miasteczko nasze zupełnie, można powiedzieć, zniszczyli. I ludzi niewinnych zabili, nie powiem ile nawet. Galę żywcem w ogień rzucili. Spalonego trupa wujka znaleźliśmy koło obory. Na podwórku i koło domu - też spalonych, sześć trupów tych, co szukali, gdzie mogli, ratunku. W naszym gospodarstwie ocalała tylko piwnica. Znaleziono w niej Oleżkę [dziecko sąsiadów - A.G.]. Miał nowiutkie, przez babkę uszyte buciki i miał brzuszek rozpruty bagnetem. Matka jego w innym miejscu się schowała. Uratowała się. Powiedzieli jej o synku. Przybiegła, zabrała. Przed oczami stoi, niesie Oleżkę, kiszki mu z brzucha wypadły, po drodze się wloką, matce pod nogami się plączą. A ona nic nie zauważa, z rozpaczy rozum straciła."
*** Laurence Rees - Hitler i Stalin. Wojna stulecia - ZSRR pod okupacją
...Wolfgang Horn z 10. Dywizji Pancernej osobiście rozkazał spalić rosyjską wioskę w ramach akcji odwetowej. Opinia, jaką miał na temat ludzi, z którymi walczył, pozwalała mu pozbawiać kobiety i dzieci dachu nad głową. "Europę dzieliło się na trzy obszary - wspomina. - Europę A, B i C. Rosja była Europą C - najniższy poziom ze wszystkich. Anglia, Niemcy i Francja były Europą A, a Polska może Europą B". Nie uważał, by Rosjanie byli "tak cywilizowani jak my [...]. Nie byli przyzwyczajeni do normalnego zachowania, takiego jak przychodzenie na czas i wykonywanie dobrze swojej pracy, tak jak my byliśmy do tego przyzwyczajeni w Niemczech". Wszystko to oznaczało, że spalenie rosyjskiej wioski nie miało dla niego większego znaczenia. Czym innym byłoby "spalenie cywilizowanego domu". W jego przekonaniu rosyjski dom był prymitywny i nie przedstawiał wielkiej wartości.
*** Marek Klecel - Pięć żywotów Józefa-Joska Mützenmachera, czyli jak rozbito Komunistyczną Partię Polski
...Oblicza się, że do 1938 r. w tej operacji aresztowano ogółem 350 tys. osób, w tym 144 tys. Polaków i rozstrzelano 247 tys. osób, w tym 111 tys. Polaków. W latach 1937-1938 wymordowano połowę z prawie 20 członków KC KPP, niektórych, jak Leszczyńskiego-Leńskiego, ściągnięto podstępnie nawet z Zachodu, by ich postawić przed sowiecką inkwizycją. Uratowali się tylko ci działacze KPP, którzy siedzieli w polskich więzieniach. W 1938 r. władze w Moskwie uznały KPP za partię rozpracowaną i nieprzydatną w dalszej ofensywie komunistycznej. Na wniosek Kominternu i jego szefa Georgiego Dymitrowa, choć była to decyzja Stalina, nakazano: "rozwiązać Komunistyczną Partię Polski z powodu jej zaśmiecenia szpiegami i prowokatorami". Na piśmie Dymitrowa Stalin dopisał uwagę: "Z rozwiązaniem spóźniliście się o dwa lata. Rozwiązać trzeba, ale ogłaszać tego w prasie - moim zdaniem - nie należy".
*** Piotr Osęka - Marzec '68 - Partia
...Amerykański historyk Jeff Schatz pisał kilkanaście lat temu o konsekwencjach wojny dla polskiego ruchu komunistycznego, a zwłaszcza dla jego wewnętrznej struktury. Wielu działaczy przedwojennej KPP wywodziło się ze środowisk żydowskich - im zawarta w ideologii marksistowskiej obietnica nowego, bezklasowego społeczeństwa, w którym nie będzie miejsca na dyskryminację etniczną, wydawała się szczególnie kusząca. Spośród funkcyjnych działaczy partii ponad dwie trzecie miało korzenie żydowskie (w całej KPP proporcja ta wynosiła 35 procent). W innych ugrupowaniach komunistycznych stosunek ten był jeszcze większy: na sześć tysięcy członków Międzynarodowej Organizacji Pomocy Rewolucjonistom blisko 90 procent wywodziło się z żydowskich domów. Oczywiście, trzeba pamiętać, że mowa o ruchu, który w szczytowym momencie skupiał niewiele ponad 30 tysięcy członków. Z komunizmem sympatyzowało zatem mniej niż 1 procent trzymilionowej społeczności żydowskiej.
*** Juan Eslava Galan - Niewygodna historia hiszpańskiej wojny domowej
...W parku San Isidro córki kowali i inne kobiety z madryckiego gminu przyłażą o czwartej nad ranem z niemowlętami na ramieniu, by poprzyglądać się egzekucjom. Gdy któryś więzień powie coś zuchwałego, nagradzają go rzęsistymi brawami. Zgotowały wielką owację na cześć syna Güella, który umierał wznosząc okrzyk "Niech Żyje Chrystus Król". Tych bardziej tchórzliwych wygwizdują, tak jak to się robi na korridach z udziałem potulnych byków.
*** Sensacje Z DAWNYCH LAT - Wyszukał i skomentował Roman Kaleta
...Deotyma była córką jedynaczką państwa Łuszczewskich. Imię jej było głośnym jako poetki, jako improwizatorki. Należało do dobrego tonu w Warszawie być z nią zaznajomionym. Lubiłem zawsze towarzystwo pięknej płci, bo tam tylko mężczyzna może kształcić serce. Kobieta, gdy ma talenta w pewnych granicach, to ją wielce zdobi; sawantka-kobieta jest zawsze nieznośna i nienaturalna. Poznawszy się z domem pp. Łuszczewskich, byłem raz na zawsze proszony na niedzielne wieczory. Byli to ludzie bogaci, zajmowali piękny apartament w pałacu Skwarcowa. O godz. 10-tej była recepcja. Najmniej sto osób zajmowało salony. Następowała herbata, po której proszono pannę Deotymę o improwizacją, zadawano jej temat i ta mogła improwizować całe pół godziny, lecz oklaskami zawsze okryta. Przyznam się w pokorze ducha - często ją nie rozumiałem. Być może, że to było bardzo mądrym, trudnym dla mnie do zrozumienia. Powierzchowność Deotymy nieładna, a do tego ubierała się oryginalnie, co ją więcej szpeciło. Rzadko trzymała się swych rówieśniczek, a zawsze szukała towarzystwa mężczyzn mających opinię uczonych. Po improwizacji następowała suta kolacja.
*** Roman Śliwonik - PORTRETY Z BUFETEM W TLE - Edward Stachura
...Nagle w tej mordowni dworcowej Sted wypatrzył dwóch ludzi pijących piwo, których znał. Byli wymięci na twarzach i szaty mieli wymięte, znać było, że to podróżni. Sted zaczął ich przywoływać; jak się okazało, byli to jego znajomi z Lublina, mieszkali razem w akademiku.
- Grałem z nimi w Lublinie w pokera, są słabi, wygrywałem z nimi, jak chciałem - szeptał Sted.
Cała trójka ucieszyła się ze spotkania, Stachura spytał, czy jeszcze grają, bo my wracamy właśnie z nocnego pokera. Powiedzieli, grają i wracają z dużej gry w Sopocie. Na dowód jeden z nich wyjął rulon pieniędzy, przy którym rulon Steda był mały.
Ze Stachury na widok pieniędzy buchnęło około tysiąca słońc i miliony pomniejszych promyczków Prawie oszalał. Zresztą z całej trójki biło radosne światło, nie wiem, może wszyscy pokerzyści świata tak świecą, a może tylko ci, którzy wygrywają i mają pieniądze.
*** Jarosław Kurski - Jan Nowak-Jeziorański. Emisariusz wolności
...List Jana Nowaka-Jeziorańskiego do Jerzego Giedroycia
...Zarzuca Pan Komitetowi Wolnej Europy, że finansował i "w sposób bardzo brutalny kontrolował wszystkie instytucje emigracyjne - demoralizując emigrację". Zarzucał nam Pan nieustannie na łamach "Kultury", że jesteśmy niewiarygodni, bo "RWE jest finansowane przez Amerykanów", a więc jesteśmy uzależnieni od obcych interesów. Zarzut ten był wykorzystywany przez wspólnego przeciwnika, w celu osłabienia RWE.
Najwyraźniej nie wiedział Pan, że byłem nieformalnym opiniodawcą Pana listownych wniosków o pomoc z Komitetu Wolnej Europy i jestem w posiadaniu kopii wymiany Pana listów z KWE. W chwili gdy byłem angażowany na dyrektora, otrzymywał Pan od Amerykanów 300 dolarów miesięcznie. Moja początkowa pensja wynosiła 310 dolarów. W późnych latach pięćdziesiątych dotacja Komitetu na działalność wydawniczą "Kultury" wynosiła rocznie 75 tys. dol. - niewiele mniej niż cały mój budżet operacyjny.
Nie mam Panu za złe, że wyciągał Pan od Amerykanów dużo pieniędzy na niesłychanie ważną akcję wydawniczą "Kultury". Rozumiem, że Pan ten fakt ukrywał, by nie dostarczać amunicji propagandzie przeciwnika. Za rzecz moralnie niedopuszczalną uważam, że prosząc Amerykanów o fundusze i przyjmując je skrycie, robił Pan z tego zarzut polskiemu zespołowi RWE i innym instytucjom i organizacjom emigracyjnym, korzystającym jawnie z pomocy amerykańskiej.
*** Juliusz Ćwieluch - Snajpera piąte nie obowiązuje
Polityka - 09-02-2008
...Kiedy z misji w Iraku zaczęły przylatywać do Polski pierwsze trumny, opór wobec snajperów zaczął wyparowywać. W kwietniu 2004 r. strzelcy przeszli chrzest bojowy podczas obrony ratusza w Karbali. - Gdy ktoś do ciebie mierzy z granatnika, to specjalnie się nie zastanawiasz nad naciśnięciem spustu - wspomina jeden ze strzelców uczestniczących w tamtej akcji. Żołnierze szybko zrozumieli, że w tzw. misjach stabilizacyjnych piąte przykazanie - nie zabijaj - nie obowiązuje. W ciągu tylko jednego dnia walk Polacy zastrzelili 80 rebeliantów. Politycy i wojskowi stawali na głowie, żeby informacja nie przedostała się do opinii publicznej. Ale z tamtych wydarzeń wyciągnięto wnioski. Gdyby nie wsparcie strzelców wyborowych, nie obeszłoby się bez ofiar i po naszej stronie. A tego już by się nie dało tak łatwo przemilczeć. - Armia odczuła potrzebę posiadania profesjonalnie wyszkolonych snajperów, ale brakowało jeszcze woli jej realizacji - wspomina gen. Mirosław Różański, dowódca 17 Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej.Trzecia zmiana wolę pogłębiła. - Jeden ze snajperów przyszedł do nas po akcji i poprosił o coś na sen, bo właśnie zabił kilkanaście osób i poczuł, że musi się z tym przespać, a bez chemii nie da rady - wspomina jedna z osób z personelu szpitala.
*** Arthur C. Clarke - Ryzyko prorokowania
...Załóżmy, że ktoś z nas uda się do uczonego z końca dziewiętnastego wieku i powie mu: "Proszę, oto są dwa kawałki metalu zwanego uranem 235. Jeśli będzie pan je trzymał osobno, nic się nie wydarzy, lecz jeśli zetknie je pan raptownie, wyzwoli się tyle energii, ile można jej uzyskać w wyniku spalenia dziesięciu tysięcy ton węgla". Bez względu na swą dalekowzroczność i wyobraźnię, nasz prawie współczesny uczony odrzekłby: "Ależ to kompletny nonsens! To magia, a nie nauka. Takie rzeczy nie mogą się zdarzyć w świecie realnym!" Około roku 1890, gdy istniały już podwaliny fizyki i termodynamiki, byłby w stanie nawet wyjaśnić, dlaczego jest to niemożliwe. "Energia nie może powstać z niczego" - powiedziałby zapewne. "Musi pochodzić z reakcji chemicznych, baterii elektrycznych, sprężyn zwojowych, sprężonego gazu, kręcących się kół zamachowych lub innego ściśle określonego źródła. Wszystkie tego typu źródła są w tym przypadku wykluczone - a nawet gdyby nie były, ilość uzyskanej energii jest absurdalna. Przecież to przeszło milion razy więcej, niż można osiągnąć w wyniku najsilniejszej reakcji chemicznej!"
*** DANIEL SELIGMAN - O INTELIGENCJI PRAWIE WSZYSTKO. KONTROWERSJE WOKÓŁ ILORAZU INTELIGENCJI
...Dane z roku 1992 (bazujące na rozkładach udostępnionych przez Educational Testing Service) wskazują, że czarni uczniowie z rodzin o najwyższym poziomie dochodów (ponad 70 000 $ rocznie) uzyskują nieco niższą punktację od białych uczniów pochodzących z rodzin o najniższych dochodach (poniżej 20 000 $ rocznie). Jeśli połączyć punktację testów zadaniowych i rachunkowych dla obu grup, okazuje się, że czarni uczniowie z bogatych rodzin osiągają wartość średnią równą 862, biali zaś uczniowie z rodzin biednych - 869; czarni uczniowie, których rodzice legitymowali się dyplomem ukończenia szkoły wyższej - wartość średnią równą 786, natomiast biali uczniowie, których rodzice nie ukończyli szkoły średniej - wartość średnią równą 794.
*** Maciej Iłowiecki - WAMPIRY
...Wampira czy strzygonia należało odnaleźć i unieszkodliwić, sposobów znano na to kilka. Zwykle wiadomo było w okolicy nawiedzanej, kto po śmierci mógł zostać upiorem, kto na tyle zasłużył się złem. Należało więc rozkopać jego grób. Jeśli ciało leżącego w tym grobie nieboszczyka okazało się nie zepsute, jeśli "miał lica różowe" i wyglądał "jak żywy" - niewątpliwie był właśnie wampirem. Czasem wystarczało go tylko obrócić twarzą w dół ("Aby się w ziemię wgryzał" - pisze Moszyński - to znaczy, by próbował, bezskutecznie, wychodzić z grobu niewłaściwą stroną...), czasem wystarczyło przysypać trumnę stosem kamieni albo położyć trupowi na szyję sierp lub kosę (wówczas, jeśli usiłował wstać, ostrze przecinało mu gardło). Niekiedy środki "przeciwwampirze" bywały drastyczniejsze: należało upiorowi obciąć głowę i ułożyć ją w nogach (by nie mógł po nią sięgnąć...). Stąd częste opisy spotkań z upiorami, niosącymi w rękach własną głowę - widać i tak radykalny sposób nie wystarczał. Sposobem zawsze niezawodnym było więc przebicie trupa osinowym kołkiem (nie jest jasne, dlaczego ważną rolę odgrywał w tym ponurym akcie gatunek drzewa, w każdym razie osika była najpewniejsza). W niektórych rejonach Europy domniemanym wampirom przebijano czaszki żelaznymi gwoździami lub zębami od brony.
*** Maciej Iłowiecki - ŻABY Z CHMUR
...Na przykład w Wielkiej Brytanii w marcu 1983 r., w oddalonej od morza o 100 kilometrów miejscowości Dilhome, znalazły się w jednym miejscu i na niewielkim obszarze (50 x 20 m) duże ilości muszli, o których mówiono, że "spadły z deszczem". Specjaliści z TORRO przypuszczali, iż przyniosła je trąba wodno-powietrzna z morza, gdy jednak zbadano do jakiego gatunku należały ślimaki, stwierdzono wręcz wręcz niewiarygodną: takie ślimaki żyją tylko w pobliżu Filipin! Wysunięto hipotezę, iż muszle miały służyć do wyrobu biżuterii (filipińczycy robią z nich właśnie naszyjniki), że przywieziono je do Anglii i... wypadły z ciężarówki, przejeżdżającej w czasie burzy akurat przez Dilhome. Specjaliści z TORRO nie dali za wygraną i zbadali dokładnie ułożenie muszli na ziemi. Sposób tego ułożenia wykluczał możliwość, by muszle spadły z ciężarówki! Nadal zatem podtrzymuje się hipotezę trąby powietrznej, która musiała porwać muszle z jakiegoś składowiska, ale w Anglii, od Filipin byłoby jednak na to zbyt daleko. No cóż, nie jest to hipoteza najbardziej zadowalająca, ale na razie nie ma innej.
*** Maciej Iłowiecki - Kocioł czarownicy
...Otóż w rudzie z Oklo znajdują się rzadkie pierwiastki: neodym, samar, europ i cer w takich proporcjach, jakie mogą być również tylko wynikiem reakcji łańcuchowej w reaktorze! Jeszcze inne właściwości rudy z Oklo potwierdzają fantastyczną hipotezę: w gabońskim złożu musiała w bardzo dawnych czasach zachodzić reakcja łańcuchowa. Złoża uranu w pobliżu Oklo liczą sobie miliard siedemset milionów lat. Zatem przed ponad półtora miliarda laty przyroda "zbudowała" tu reaktor jądrowy, który - jak wynika z charakterystyki rudy - musiał pracować (z przerwami) około miliona lat! Brzmi to niewiarygodnie. "Gdybym nie miał przed sobą wyników badań naukowych, nie mógłbym nawet czegoś takiego sobie wyobrazić" - powiedział Wysoki Komisarz Francji do Spraw Energii Atomowej dr Francois Perrin, składając sprawozdanie Francuskiej Akademii Nauk.
*** Maciej Iłowiecki - HOMO HIBERNATUS?
...Klinika Uniwersytetu w Bernie w Szwajcarii specjalizuje się w ratowaniu ludzi przysypanych alpejskimi lawinami. Oto jeden tylko przypadek z rejestru tej kliniki: 42-letni alpinista przeleżał pod 7-metrową warstwą lawiny śnieżnej 5 godzin. Po odkopaniu stwierdzono, iż jest "zamarznięty na kość", zwykłe metody reanimacji nie dawały rezultatów. Otworzono klatkę piersiową, serce okazało się też zamarznięte i "twarde jak kawałek stali" (podaję na odpowiedzialność prasy, skąd czerpię tę relację). Zaczęto więc powoli ogrzewać serce ciepłą krwią - po 20 minutach podjęło pracę. Alpinista, po długim leczeniu (miał blokadę nerek i obrzęk płuc), odzyskał zdrowie i całkowitą sprawność umysłu. Klinika w Bernie zaręcza, iż miała kilka podobnych przypadków "zamarznięcia serca".
*** Maciej Iłowiecki - TRZECIE OKO
...No dobrze, skoro jednak ewolucja wyeliminowała trzecie oko, widocznie nie było potrzebne. Skądinąd przecież w nieco innej formie przetrwało u wielu zwierząt - u płazów i gadów nawet blisko powierzchni ciała, przykryte tylko skórą, łuskami lub bardzo w tym miejscu cienkimi kośćmi czaszki. Takie ledwo przykryte "trzecie oko" mają żaby i jaszczurki. U wielkich jaszczurów z Ameryki Południowej, legwanów, łuski nad trzecim okiem są przezroczyste. Dziwaczna jaszczurka hatteria, żyjąca w Nowej Zelandii, ma trzecie oko, pokryte bardzo cienką, przezroczystą błoną; ustalono, iż to dodatkowe oko hatterii nie tylko reaguje na światło, ale rozróżnia nawet kolory (bardzo wiele zwierząt, stojących na drabinie ewolucyjnej znacznie wyżej niż hatteria, nie rozróżnia kolorów normalnymi oczami).
*** Maciej Iłowiecki - Rozmowa z goryliczką Koko
...Ale co zrobić z faktami? Takim na przykład, jak ten, że Koko w czasie rozmowy tworzy nowe znaki-symbole - co oznacza, iż jej gesty nie są tylko zręcznym naśladowaniem, lecz są wyrazem pewnego poziomu świadomości, wyrazem myślenia. Określenie wielkiej, kluchowatej lalki jako "dziecko-słoń" (Koko widziała słonia w ZOO) jest rodzajem metafory. Maska - to w języku Koko "kapelusz na oczy", zapalniczka - "zapałka butelkowa" (chodzi chyba o kształt?). Koko położyła sobie kiedyś na głowie klucz i "zamigała" do opiekunki, że ma kapelusz - pomarszczona twarz gorylicy miała przy tym wyraźnie kpiącą minę, małpka "śmiała się bezgłośnie", jak to potem zapisano w "dzienniczku zachowań" (taki zapis prowadzony jest bardzo skrupulatnie dla celów naukowych). Świadczy to o swoistym (choć dziecinnym) poczuciu humoru, małpy człekokształtne są zatem zdolne także do żartów.
*** Maciej Iłowiecki - Najdziwniejszy pomysł stulecia
...Nowe pojęcia dopiero się tworzą, zanim jednak zadomowią się w języku, zanim dobrze zrozumiemy ich sens, łatwo o nieporozumienia. Zwróćmy uwagę, jak niewiele mówiące są określenia używane przez samego Sheldrake'a: "hipoteza przyczynowości formującej" albo "hipoteza rezonansu kształtotwórczego". Najogólniej chodzi o to, że - zdaniem uczonego - jeśli jakaś struktura może wystąpić w przyrodzie w różnych formach, jeśli zachowanie się istoty żywej może przebiegać w różny sposób, jeśli cokolwiek może przybrać różne kształty - to owe kształty, formy zachowania się o d w z o r u j ą to, co już kiedyś w przyrodzie w y s t ą p i ł o. Zwróćmy uwagę, że Sheldrake zakłada istnienie takich związków przyczynowych w przestrzeni i czasie, jakich fizyka dotąd nie uwzględniała...
*** Maciej Iłowiecki - SMAK PRZYSZŁOŚCI
...Kiedy na początku XIX wieku Londyn jako pierwsze miasto na świecie zaczął wprowadzać gazowe oświetlenie, była to zapowiedź przełomu nie tylko w życiu miejskim; było to pierwsze znaczące zwycięstwo w walce z mrokiem, który dręczył większą część ludzkości od czasów jaskiniowych. W 1813 r. oświetlono lampami gazowymi Most Westminsterski. Ówczesne gazety londyńskie, opisując to niezwykłe wydarzenie, zamieściły też wypowiedzi niektórych uczonych i intelektualistów tamtych czasów. Większość z nich przewidywała straszne rzeczy w związku z oświetleniem ulic: oto mieszkańcy Londynu zaczną przebywać na ulicach do późna w nocy, co przyczyni się do zaziębień i licznych chorób, a także zmęczenia, nie pozwalającego rano wydajnie pracować. Rozwinie się pijaństwo i rozpusta, a ludzie zaczną się teraz lękać ciemności, do której przez tysiąclecia byli przyzwyczajeni. Konie natomiast będą się bać światła, więc wzrośnie liczba wypadków ulicznych.
Francuzom pokazano lampy gazowe w Luwrze w 1823 roku - eksperci francuscy oświadczyli z kolei, że następne pokolenia zaczną ślepnąć, ponieważ światło gazowe jest zbyt jaskrawe dla oczu.
W połowie XIX wieku większość dużych miast w Europie miała już oświetlenie gazowe.
*** Daniel Passent - Zygmunt przez duże "Z"
Polityka - 16-10-2004
...Kałużyński tymczasem zniknął, wszelki ślad po nim zaginął, aż po kilku dniach otrzymaliśmy telefon, że znajduje się w szpitalu w Tworkach. W redakcji zapanowała konsternacja. Nie była to redakcja taka jak dziś, pełna ludzi młodych i wesołych. "Polityka" zajmowała wówczas specjalne miejsce, w stopce redakcyjnej i na łamach (obok gołowąsów, jak my) pojawiały się czołowe nazwiska w partii i w kraju. Zatroskani towarzysze zebrali się na obradach kolegium i wysłali do szpitala delegację w składzie Andrzej Wirth, germanista, profesor, znawca Brechta, oraz niżej podpisany, który niewiele rozumie, ale jako beniaminek nie ściągnie na siebie gniewu Zygmunta. Tak się też stało. W domu bez klamek pacjent Kałużyński przyjął nas ciepło, wyjaśnił, że wracając ze Stowarzyszenia Dziennikarzy na ulicy Foksal, które było wówczas miejscem spotkań dziennikarzy, poczuł się źle, podszedł do milicjanta i poprosił o pomoc. Odwieziono go na komisariat, a następnie do szpitala.
*** DANIEL PASSENT - Delegacja do Pruszkowa
POLITYKA - 22 marca 1997
...Tak dotarliśmy do szpitala, gdzie otwierano przed nami kolejne drzwi bez klamek, aż trafiliśmy do pokoju, w którym nasz drogi kolega siedział na łóżku, ubrany w szpitalną piżamę i sandały. Strój ten zresztą mnie nie zaskoczył, gdyż Kałużyński - jako przeciwnik mieszczaństwa we wszystkich jego przejawach - zawsze ubierał się po swojemu. Sprawiał wrażenie jednego z najbardziej zdrowych oraz inteligentnych pacjentów, ale kto wie? Zeznał od razu, że ponieważ kierownictwo redakcji nie pozwoliło mu obok artykułu Szydłowskiego zamieścić swojej odpowiedzi, skoro jest takim nikim, komu nie pozwala się na obronę własnej czci i przekonań, to już niech o nim piszą jak najgorzej, co też i zapewnił, odpowiednio uzupełniając przed wydrukowaniem artykuł Szydłowskiego.
*** Zygmunt Kałużyński - KINO POLSKIEGO EROTOMANA
...Charakterystyczny w tym względzie był debiut Tadeusza Konwickiego "Ostatni dzień lata" z 1958 roku: na opuszczonej plaży Jan Machulski usiłował porozumieć się z Ireną Laskowską, ale zupełnie im się to nie udawało, i tylko od czasu do czasu na niebie ukazywał się przelatujący samolot, niby symbol wszystkich historyczno-wojennych przeszkód w owym smutnym antyflircie. Ten kameralny skromny film, z dwiema zaledwie osobami, miał zaskakujące powodzenie, a to dlatego, że wyrażał problem pokolenia: barierę rozdzielającą pragnących się kochać. Konwicki wracał do tego tematu: typowa w jego filmach była scena, gdy "on" zbliża się do "niej", lecz do niczego nie dojdzie, bo nagle towarzysz partyzant wzywa do oddziału, brygadier zawiadamia, że trzeba pospiesznie wyładować wagony itp. Wilhelm Mach tak streszczał twórczość Konwickiego: amant już decyduje się mieć coś wspólnego z amantką, rozpina sobie, ale z rozporka wypadają puste łuski z karabinu maszynowego.
*** ZYGMUNT KAŁUŻYŃSKI - Dalsze dzieje grzechu
Polityka - 39/2002
...Wywiad aktorki Grażyny Długołęckiej ukazał się w "Przeglądzie Tygodniowym" 14 kwietnia 1999 r. Nosił tytuł "Koszmar »Dziejów grzechu«" i odnosił się do filmu według powieści Żeromskiego, nakręconego w 1975 r. w reżyserii Borowczyka, z Długołęcką w roli głównej. Wspomina ona swój udział jako jej najbardziej dramatyczny wstrząs życiowy. "Spotkanie z Borowczykiem jest historią chorego seksualizmu, który trafił akurat na mnie... Chciał mnie rozbierać w scenach, które wcale do tego nie upoważniały. Nie potrafił zapanować nad swoimi emocjami... Próbował zmusić mnie, abym robiła rzeczy, na które się nie zgadzałam". "Chciał widzieć, jak rozkładam nogi. Zaczynając film byłam czystą, młodą dziewczyną z tysiącami kompleksów, kończąc byłam wystraszonym strzępem. Schudłam 14 kilogramów... Przeżywałam osobisty psychiczny dramat. Wychowana przez siostry urszulanki miałam mentalność zakonnicy i żyłam ze ściśniętymi nogami. Rozkładanie ich na planie w obecności reżysera niszczyło wszystko, co było we mnie czyste. Borowczyk z niebywałą złością sączył mi w ucho wulgarne słowa, straszył mnie i obrażał".
*** ZYGMUNT KAŁUŻYŃSKI - W sprawie zaczepek na ulicy
Polityka - 32/1999
...Malarz Marian Trzebiński, który przedstawia się jako regularny klient pań do dyspozycji, zapisał w pamiętnikach: "Ty, zabawimy się w dzikich ludzi?" Uniłowski opisuje osobę o wydatnych pośladkach, która wyklaskiwała się po nich z wypowiedzią następującą: "Będziemy dziś katować to dupsko?" Przykład ten powtarza Hłasko. Nie pamiętam już kto - zdaje się, dramatopisarz Krzywoszewski - opowiada, że spotkał propozycję ze strony osoby pochodzenia starozakonnego, mówiącej niegramatycznie: "Pójdziemy na dupie?", na co odpowiedział: "Nie jestem akrobatą", jednak kolega, z którym był, skarcił go za tę replikę jako arogancką i Krzywoszewski przyznał, że istotnie zachował się niegrzecznie.
*** Zygmunt Kałużyński - Film kryminalny
...Gatunek ma swoje typowe sytuacje i odnajdujemy je w Chinatown: oto detektyw prywatny, wyspecjalizowany w sprawach matrymonialnych, z pewną przeszłością. Był policjantem, ale nie powiodło mu się, zginęła przez niego kobieta, którą chciał daremnie uratować (słyszymy o tym tylko mętnie) i zginie inna po raz drugi, już w Chinatown, na naszych oczach, bo takie jest obowiązkowe FATUM GATUNKU: powtórzenie losu! Detektyw jest zimny, spokojny, regularny: każdemu klientowi zgłaszającemu się radzi najpierw, wbrew własnemu interesowi, by wrócił do domu i pogodził się z małżonkiem, którego chce śledzić. Nikt go w tym punkcie nie słucha i tym lepiej dla nas, bo nie byłoby dramatu: oto zgłasza się dama, która podejrzewa męża. Okazuje się - bo musi się okazać - że była fałszywa, podstawiona, nie o zdradę szło, lecz o łajdactwo narastające jak kula śniegowa, aż do wymiarów potworności, i które wreszcie przerasta siły bohatera, a może w ogóle ludzkie.
*** Alicja Helman - Film gangsterski (Dawno temu w Ameryce)
...W filmie Sergia Leone odpowiedź na pytanie, czy rzeczywiście zbrodnia nie popłaca, jest szczególnie perfidna. Patsy i Cockeye giną młodo, zgodnie z najbardziej elementarnymi kliszami gatunku - w rezultacie zdrady, zastrzeleni na ulicy. Noodles płaci całym swoim dojrzałym życiem, ale przecież nie za udział w zbrodniach, lecz raczej za brak konsekwencji w swoim oddaniu się złu. Często działa powodowany lojalnością, przyjaźnią, miłością, szacunkiem dla wspomnień, bezwiednym może respektowaniem zasad nie mających miejsca w anty-świecie. Max prawdopodobnie "skończy źle", choć już jako człowiek stary, w dosycie władzy, posiadania i sukcesów, ale był on zawsze gotów na wszystko i gdy przyjaźń stanęła mu na drodze, przekreślił ją. Film Sergia Leone - jak większość filmów gangsterskich - toczy się "w kręgu zła", nie ma tu walki między dobrem i złem ani między bezprawiem a prawem. Siły prawa i porządku reprezentowane są okazjonalnie przez raczej groteskowe figury policjantów, którzy sami ich nie przestrzegają. Pojęcie "normy moralnej", które w nielicznych filmach reprezentuje dom rodzinny bądź postać matki bohatera, tutaj może istnieć tylko domyślnie, ulokowane poza opowiadaniem. Młodociani bohaterowie żyją na ulicy, nie wiemy, jakie są ich domy, wiemy tylko, że nie są do nich przywiązani, że uosabiają dla nich nudę, ubóstwo, brak perspektyw.
*** Anita Has-Tokarz - Horror w literaturze współczesnej i filmie
...W roku następnym "The Daily Mail" opublikował rejestr pięćdziesięciu dwóch zakazanych filmów grozy, tj. video nasties (ang. nasty - wstrętny, przykry, złośliwy). Na liście, która w późniejszym okresie była systematycznie aktualizowana i poszerzana o nowe tytuły, znalazły się m.in.: The Driller Killer (1979, Abel Ferrara) opowiadający o wielokrotnym mordercy, który dokonuje rzezi przy użyciu wiertarki; Night of the Demon (1980, James C. Wasson), gdzie pojawiają się sceny drastycznych - ukazywanych w dużych zbliżeniach - kastracji, a także obrazy brutalnych tortur (np. mężczyzny biczowanego własnymi jelitami); Nightmare Island (1981, J. S. Cardone) zawierający barbarzyńską scenę, w której kobieta zostaje zadźgana widłami; Diabelski nieboszczyk (1982, Sam Raimi) ukazujący bestialski gwałt, którego dokonują upiorne drzewa; Nekromantic (1987, Jórg Buttgereit), gdzie są obecne liczne obrazy nekrofilii.
*** Maria Kornatowska - NURT MORALNEGO NIEPOKOJU
...Echa socrealizmu były w kinie moralnego niepokoju wyjątkowo silne. Najlepszym świadectwem Człowiek z żelaza Andrzeja Wajdy - dzieło par excellence socrealistyczne, zbudowane według klasycznych kanonów tego kierunku. Mimo że wiele cech młodej kultury rodziło się w wyraźnej opozycji do epoki stalinowskiej i poststalinowskiej, wydaje się, że proces wyzwalania się z określonego sposobu myślenia przebiegał bardzo powoli i jakby pokrętnie. Tylko kolory się zmieniały, schematy pozostały takie same. Co gorsza nie ulegał radykalnym przeobrażeniem ładunek intelektualny zawarty w owych schematach. Okazało się, że kino społeczne nie potrafi znaleźć swojej formuły, że nie jest łatwo wyjść poza ilustracyjność moralizatorskiej opowiastki i perswazyjny ton agitki.
*** Maria Komatowska - Eros i film
...Schlesinger, jak zwykle sentymentalny, Gold, jakby lekko ironiczny, odsłaniają mroczne rejony homoseksualnego środowiska. Dyskryminacja i ostracyzm społeczny tworzą wokół niego trudną do przekroczenia barierę. Rzeczywistość nie przedstawia się wcale tak różowo, jak to malują rzecznicy ruchu gaysów. Miejscem spotkań i zawierania znajomości bywają wielkomiejskie dworce i podrzędne bary. Miłość uprawiana jest pośpiesznie, chyłkiem, w publicznych ubikacjach, w podejrzanych ciemnościach sal kinowych. Obecność tzw. marginesu - wszelkiego rodzaju mętów i elementów przestępczych - nader duża. Gra nierówności wyjątkowo drastyczna. Starzy i bogaci deprawują młodych chłopców. Młodzi szantażują i okradają, a często mordują starych i bogatych. Szerzy się prostytucja, bo właściwie ona w swych rozmaitych postaciach stwarza możliwość zaspokojenia seksualnych potrzeb. Ouentin Crisp, kiedy zawodzi go nadzieja na romantyczną miłość, zażenowany i głęboko zawstydzony, choć niewolny od masochistycznej ekscytacji, idzie na ulicę. Na ulicy "podrywa" przygodnych kochanków Daniel z Niedzieli, przeklętej niedzieli. Zawsze łączy się to z ryzykiem: groźbą gwałtu, rabunku lub pchnięcia nożem w plecy. Los, jaki dosięgnął Pasoliniego, to jeden z rozdziałów tego dramatu.
*** Adam Garbicz - Przewodnik osiągnięć filmu fabularnego - Podróż piąta - 1974-1981 - cz. 1
...Faye Dunaway wyjątkowo przekonująco wyraża tragiczną sytuację, którą Evelyn skrywa za maską eleganckiego spokoju, zaś zimna diaboliczność Johna Hustona w scenach, gdy wyjaśnia się, czyje są okulary w sadzawce (wobec czego Jake już wie, kto jest sprawcą zbrodni), szczególnie zaś w finale, gdy Noah ogarnia szponami Christine, bezbronną i krańcowo zrozpaczoną nad ciałem matki, należą do najbardziej przerażających wizji triumfu cynicznego zła; większość specjalistów horrorów może tylko marzyć o takim skondensowaniu grozy.
*** Adam Garbicz - Przewodnik osiągnięć filmu fabularnego - Podróż piąta - 1974-1981 - cz. 2
...Alvarez kończy z hipokryzją i wykłada, jak się karuzela kręci: oczywiście, że sprzedawało się narkotyki, bo forsa była potrzebna na zwalnianie aresztowanych, a ci potrzebni jako źródło informacji. Trzeba też brać łapówki od gangsterów, aby osłabiać ich czujność i wchodzić z nimi w bliższe kontakty; a poza tym detektywi masowo popełniali krzywoprzysięstwo w sądach i powszechnie zakładali nielegalne podsłuchy, bo przepisy uniemożliwiają sensowne zakładanie legalnych; w ogóle zaś, to przecież prokuratura chyba wie, że aby zamknąć jakąś grubą rybę, trzeba mu najpierw ukraść całą grubą forsę, bo inaczej kupi sobie kaucję, oskarżyciela, sędziego i zwolnienie warunkowe. Nikt nie jest czysty. Także informator wymiaru sprawiedliwości Ciello, na którego on, Alvarez, nic nie ma, bo z nim nie pracował - ale Levy to miałby coś na pewno. Tylko że on odmawia zeznań. Bill Mayo zaś w ogóle już nic nie powie, bo popełnił samobójstwo.
*** CEZARY WIŚNIEWSKI - Spójrz na siebie, Dawidzie Aaronson!
(DAWNO TEMU W AMERYCE - ONCE UPON A TIME IN AMERICA)
FILM
..."Dawno temu w Ameryce" to moralitet; film podejmuje uniwersalny, odwieczny temat sztuki, jakim jest dwoistość natury ludzkiej, tragiczny konflikt dobra i zła mający nieskończoną ilość masek i wersji. W samym istnieniu tego konfliktu, a nie w jakimkolwiek jego rozstrzygnięciu, upatruje Leone przyczynę nędzy i klęski jednostki. Sam motyw społeczny - prawda, że potraktowany bardzo ostro, z wyraźną pasją oskarżycielską - określa jedynie sytuację wyjściową dla losu bohaterów. Leone nie wierzy w możliwość odmiany tego losu. Pogoń Maxa za pieniędzmi i władzą, Dawida za miłością i przyjaźnią, Debory za sławą i społecznym awansem - wszystko to kończy się porażką, okazuje drogą donikąd, do zagadkowego uśmiechu w narkotycznym śnie, który kończy film. Być może jedyną nadzieją pozostaje bezlitosne zgłębienie własnej kondycji moralnej i społecznej. "Spójrz na siebie, Dawidzie Aaronson!" - woła z pogardą i żalem Deborah; 46 lat później ona także patrzy na własną twarz w lustrze...
*** BOŻENA JANICKA - Uwiedziony (PUŁKOWNIK REDL)
FILM
...Redl jest już wtedy po drugiej stronie, nie ma możliwości odwrotu ani ucieczki. Przeszedł swój Rubikon, przyjmując awans. Ma teraz "dla dobra państwa decydować za innych", "szukać chętnych do współpracy", "działać w łonie wroga". W praktyce wygląda to mniej podniośle: podwładni werbują zwykłych kapusiów, on sam wrzaskiem wymusza zeznania, są też trupy i fałszywe raporty: "podejrzany popełnił samobójstwo". Atmosfera się zaciemnia, zagęszcza, wreszcie zaczyna się gra, w której Redl położy życie. Następca tronu żąda od niego zmontowania akcji, która "ukaże wroga", da "poczucie zagrożenia", sprawi, że "armia okrzepnie". Redl nawet wtedy nie ma odruchu, by przetłumaczyć sobie te frazesy na normalny język: sterroryzować, zastraszyć. Nie wiemy już, czy to jest dawny wierny Redl, który myślenie scedował na zwierzchność, czy nowy, cyniczny drań, który nie cofnie się przed niczym. Niewykluczone, że on sam nie wie również. Ocknie się dopiero, kiedy zorientuje się, że to jego upatrzono na ofiarnego kozła. Usłyszymy - za późno - gorzkie wyznanie: "mając czterdzieści lat, przyznać się do wyboru złej drogi?", "tamto, czego przysiągłem bronić, nie istnieje" i "najlepiej byłoby strzelić sobie w łeb".
*** IRENEUSZ DEMBOWSKI - WIELKI OBYWATEL - Orson Welles
FILM
...Był postacią ekscentryczną, cudownym dzieckiem, którym pozostał przez całe życie. Czy był również wielkim filmowcem? Jest to pytanie, które dziś można postawić. Imał się wszystkiego, do wszystkiego czuł się zdolny, uwierzył w swój geniusz, jak geniusz "się nosił". Znana jest anegdota (życie Wellesa składa się z samych anegdot), według której przybywszy na spotkanie autorskie, zaskoczony niewielką frekwencją, odezwał się w te słowa: "Panie i Panowie! Jestem dyrektorem teatru na Broadwayu, a także reżyserem teatralnym. Jestem aktorem sztuk dramatycznych. Piszę scenariusze i reżyseruję filmy, jestem także aktorem filmowym, piszę słuchowiska radiowe i sam je reżyseruję. Jestem aktorem, spikerem i prezenterem radiowym. Jestem także muzykiem - gram na skrzypcach i na fortepianie. Jestem również niezłym malarzem i rysownikiem. Piszę wiersze i powieści, jestem wydawcą, jestem także prestidigitatorem i magikiem. Czyż nie jest dziwne, że jest tu tak wiele mnie a tak mało was?"
*** OSKAR SOBAŃSKI - Lęk przed śmiercią samotną (WNIEBOWSTĄPIENIE)
FILM
...Kiedy "Wniebowstąpienie" pojawiło się po raz pierwszy na ekranach kin powierzchowni krytycy orzekli, że jest to swoista transpozycja losów Chrystusa i Judasza. Chrystusem był oczywiście cierpliwy i niezłomny wobec cierpienia Sotnikow; Judaszem - jego towarzysz, z którym schwytany został przez policję, kiedy we dwóch poszukiwali żywności dla otoczonego w lasach partyzanckiego oddziału. To takie proste: zdradził, więc Judasz. Tymczasem film Łarisy Szepitko nie jest aż tak prosty. Są tu oczywiście ewangeliczne odnośniki, nawet charakteryzacja Borysa Płotnikowa przywodzi na myśl ikony z Chrystusem o płonących oczach. Czym był jednak motyw Judasza w misterium Odkupienia? Judasz był tylko narzędziem Opatrzności - dzięki niemu spełniło się to, co postanowił Bóg. Ale w misterium występuje jeszcze inna postać, tym razem obdarzona wolną wolą: Symeon ben Jona, rybak z Galilei, zwany Kefasem - Opoką. Najbliższy i obdarzony najgłębszym zaufaniem uczeń, który w noc po pojmaniu Chrystusa po trzykroć go się zaparł, ogarnięty lękiem o własne życie. Towarzysz Sotnikowa nazywa się przecież Rybak. Jest odważny i silny, jest zapalczywy, jest silniejszy od swego towarzysza, ratuje go z pierwszej opresji, tak jak Kefas bronił Chrystusa w ogrodzie Geth Szemanim. A potem zapiera się wszystkiego, o co walczył wraz z Sotnikowem - i jak Kefas opłakuje gorzko swoje odstępstwo.
*** ZBIGNIEW LENGREN - Ostatni taper niemego kina
FILM
...Zanim w wąskiej, dusznej salce kina "Corso" przygasły nagie żarówki, nim na brudnawym ekranie przeleciał "deszcz" blanku, do stojącego pod ekranem podniszczonego pianina podchodził muzyk. Dobrze już starszy, chudy, ubrany w wyświecony staromodny anglez i sztuczkowe spodnie. Opierając się jedną dłonią o pianino kłaniał się publiczności. Zawsze mu trochę współczułem, bo temu uprzejmemu gestowi towarzyszyły gwizdy i śmiechy publiki, która widać nie gustowała w muzycznych uwerturach i jak najprędzej zobaczyć chciała swych ekranowych bohaterów. Muzyk, zwany przez bywalców "Corsa" wujem-szpilerem, zdawał się nie zrażać tym przywitaniem, bo zawsze z tą samą godnością składał swój ukłon; śledził jednak przy tym bacznie spod oka czy nie leci w jego kierunku ogonek od śledzia, lub końcówka pasztetówki. Trzeba jednak przyznać nieco sprawiedliwości publice, bo gdy wujo-szpiler usiadł do pianina tyłem do widowni, żaden już pocisk nie śmiał poszybować w jego stronę. Tom Mix też nigdy by nie strzelił w plecy.
*** Michał Chaciński, Konrad Wągrowski - Biegnij Blady, Biegnij czyli legenda Blade Runnera
esensja.pl
...Oczywiście na planie zdarzały się również piękne momenty - nie mogło być inaczej przy realizacji filmu, który dzisiaj porusza widza prawie każdą sceną. Dla realizatorów całość obrazu pozostawała tajemnicą, ale końcowa scena - rozmowa Batty'ego z Deckardem przed śmiercią - była zrozumiała. Monolog replikanta miał być początkowo znacznie dłuższy, ale Rutger Hauer przekonał Scotta, że to błąd. Reżyser zgodził się wypróbować jakąś krótszą wersję. W rezultacie Hauer powiedział tylko dwa-trzy zdania ze skryptu, a dalej improwizował: "Wszystkie te... chwile... znikną w czasie... jak łzy w deszczu.... Pora umierać". Po wyłączeniu kamery członkowie ekipy rozpłakali się na planie.
*** Tomasz Jopkiewicz - Syberiada
...Recenzent "Głosu szczecińskiego" Bogusław Gierlicki postawił sprawę zaskakująco otwarcie: Następuje naruszenie spoistości wiejskiej wspólnoty a następnie całkowity jej rozkład. Z każdą dekadą ubywa na wsi mężczyzn a przybywa grobów na pobliskim cmentarzu. Wiatr wielkiej historii rozsypuje drewniane domostwa. W latach sześćdziesiątych jedynymi strażniczkami tradycji wsi są już ubrane w czerń stare kobiety. Lata ostatnie wjeżdżają do wsi z niewinnością barbarzyńcy, który kierując chwacko gąsienicowym ciągnikiem wywala ocalałą w dziejowym zamęcie drewnianą bramę. Dzieło rąk swoich pradziadów.
*** Plebiscyty "Najlepsze filmy wszech czasów"
...Zmiany preferencji są w tegorocznych rezultatach zdecydowanie widoczne. W opinii krytyków (powtórzmy: tych zaproszonych przez "S & S") tylko 6 głosów zabrakło, by "najlepszym filmem wszech czasów" uznać "Zawrót głowy" Hitchcocka. Jest to doskonały film sensacyjny, ale żeby zaraz najlepszy twór filmowego artyzmu w ogóle? Dokonuje się chyba powolne przemieszczanie akcentów. Widać to w przypadku pierwszych części "Ojca chrzestnego" Coppoli (1972-74), który nie pojawił się jeszcze w 1982, a w 1992 tylko w liście reżyserów, gdy obecnie wskoczył na IV miejsce u krytyków i II u reżyserów. Ci ostatni obdarzyli ponadto IV miejscem widowiskowego "Lawrence'a z Arabii" Leana (1962), a VI "Wściekłego byka" Scorsesego (1980), który nawet wśród filmów tego twórcy trudno uznać za najlepszy.
To wdarcie się Hollywood na czołowe miejsca listy artystycznych osiągnięć stulecia oznacza niewątpliwie zwrot wielu krytyków (zwłaszcza młodszego pokolenia): od nowatorstwa i oryginalności ku przyzwyczajeniom przeciętnego widza żwawo zaspokajanym przez show-biznes według rezultatów niezliczonych rynkowych marketingów. Omawiając ankietę w imieniu "Sight & Sound" Ian Christie pisze z nutką żalu, że poprzednie plebiscyty dość jednoznacznie wskazywały na lata 20., a potem 60. jako na lata rozkwitu sztuki filmowej, w których dominowało "słowiańskie", jak pisze, pojęcie kina autorskiego. Dziś nie wskazują.
*** KSIĘGA FILMU. FAKTY I OSOBLIWOŚCI
...Czterdzieści lat po ukazaniu pierwszego symulowanego stosunku seksualnego w filmie Ekstaza (Extase, Czechosłowacja 1933) widownia mogła obejrzeć prawdziwy - w scenie miłosnej Julie Christie i Donalda Sutherlanda w Nie oglądaj się teraz (Don't Look Now, W. Brytania/Włochy 1973). Od tej pory kilku jeszcze parom przydarzyło się zapomnieć na planie filmowym. Byli to: Gerard Depardieu i Miou Miou w Walcujących (Les Valseuses, Francja 1974), Jessica Lange i Jack Nicholson w Listonosz zawsze dzwoni dwa razy (The Postman Always Ring Twice, USA 1981), Maud Adams i Bruce Dem w Tatuażu (Tatoo, USA 1981) oraz Beatrice Dalie i Jean Hughes Anglade w Betty Blue (Francja 1986). W większości przypadków można to usprawiedliwić chwilowym uniesieniem.
*** Tadeusz BOY Żeleński - PSYCHOLOGIA
...Spędziłem młodość w epoce, w której życie codzienne było bardzo skomplikowane. I szalenie wstydliwe. Na przykład, kiedy ktoś był z wizytą, a zachciało mu się siusiu, o ile nie gorzej. Sytuacja bez wyjścia; zwłaszcza kiedy wśród domowych były same panie. Gość wolałby się pod ziemię zapaść niż spytać się jak i gdzie. Zapytać pokojówki też nie podobna bez zwrócenia uwagi; zresztą naraziłby się na to, że pokojówka uda się do pani domu, zawiadującej kluczem od sanktuarium, położonego w drugim końcu podwórza. A świeca, a zapałki? To było zupełnie nie do pomyślenia, raczej umrzeć. Wyjść, uciec to była jedyna droga; też niełatwa: trzeba się było żegnać, wytrzymać długie certowanie: "Ależ nie puścimy, zaraz będzie kolacja, żartuje pan, mowy nie ma." Impertynencja! Aby się wydostać, gość, który na przemian robił się czerwony i blady, musiał się uciekać do przemyślnych chwytów psychologicznych, nastrojowych. Przybierał postać człowieka dziwnego, fantasty, który się rządzi kaprysem, Hamleta, który ma ataki niewiary w ludzi; rzucał półsłówka z sardonicznym grymasem, wreszcie, ku zdumieniu obecnych, wypadał nagle.
*** Tadeusz BOY Żeleński - UROCZY ZNACHOR
...Lutosławski poznaje w Madrycie (1886) młodą pannę, wcale już głośną poetkę hiszpańską *[Zofia Casanova (ur. 1862)]. Na drugi dzień po poznaniu, ona ofiarowuje mu swoją książkę, on dopisuje po polsku pod jej dedykacją: "Ta kobieta będzie moją żoną." Od tej pory traktował ją jak przeznaczoną sobie, jak swoją oblubienicę, narzucił jej niejako tę wiarę. Ale nie była to miłość w zwykłym znaczeniu. "To jakiś tajemniczy mus mnie wołał, niepodobny do miłości ani do pożądania... Od samego początku nigdy nie wyrażałem najmniejszej wątpliwości, że musi się stać tylko to, co ja sam zechcę. Nie pytałem się wcale o zgodę, tylko arbitralnie objawiałem wyrok nieodwołalny i zaraz pisałem o celu, mianowicie o powołaniu do życia syna, który by czegoś mógł dokonać dla Polski. Przytaczałem widzenie Księdza Piotra, ukazujące mu bohatera narodowego, urodzonego z matki obcej. Wprawdzie sobie nie mogłem przypisywać krwi dawnych bohaterów, bo nigdy w historii nie napotykałem żadnej wzmianki o moich przodkach, lecz przecież każdy polski szlachcic czuł się równy dawnym wojewodom. Więc mogłem i ja spełnić wróżbę księdza Piotra, spełniając zarazem wróżbę osobistą. Nawet imię miałem gotowe dla syna..."
*** Tadeusz BOY Żeleński - MÓJ DEBIUT W PSYCHIATRII
...Wyszedłem z rozpaczą w duszy, jak wygwizdany aktor. "Klapa!", myślałem sobie. Stanąłem w oknie w sieni i melancholijnie patrzałem z drugiego piętra na dziedziniec wawelski. Naraz słyszę, że drzwi się otwierają, i kątem oka widzę, że major zagląda i podchodzi do mnie. Czy żal mu się mnie zrobiło, czy zląkł się, że pacjent może z okna się rzucić i wpakować go w jakąś kabałę, dość, że złagodniał. Zaczął mówić do mnie z dobrocią, uspokajać etc. Na to ja rozpłakałem się jak bóbr, rzuciłem mu się w ramiona, zacząłem go całować po rękach, oskarżać siebie o niewdzięczność, że on był dla mnie tak dobry jak ojciec, a ja mu się tak źle wypłaciłem etc. Czech głaskał mnie po głowie, ja oplatałem się o niego kurczowo i tak cackaliśmy się dobrą chwilę, niczym Romeo i Julia. Wszystko to była oczywiście symulacja, ale wciąż w jakimś transie, w natchnieniu. Podobnego uczucia doznawałem później nieraz, kiedy zacząłem pisać wiersze. W końcu, kiedy nie mogłem utulić się w płaczu, major rzekł, aby mnie pocieszyć, że to nawet dobrze to, co się stało, że owa scena właśnie rzuca wiele światła na mój stan, że odegra ważną rolę w orzeczeniu etc. "To już dobrze", pomyślałem, pocałowałem go przemocą w same usta, choć się bronił, i poszedłem do wspólnej izby.
*** Tadeusz BOY Żeleński - FORTEPIAN STACHA
...Dziwny to był człowiek ten Gabryelski. Kiedy się nad nim po latach zastanawiam, nic o nim nie wiem. Coś w nim musiało być nie wyżytego, zahamowanego. W ówczesnych naszych stosunkach, które tak dotkliwie zubożały sferę działania każdego człowieka, tak ciasne granice zakreślając możliwościom i energii, pełno tłukło się takich nie wyładowanych talentów, wokacji, może nawet zboczeń, które dziś, tak czy owak, znalazłyby swoją drogę, a które wtedy tylko męczyły swego właściciela. On nie umiał się uporządkować z samym sobą. Student filozofii niemieckich uniwersytetów, wydał małą broszurę pt. Czym filozofia jest, a czym będzie, którą zdemaskowano jako dziecinny plagiat z popularnego niemieckiego podręcznika. W życiu lubił wygłaszać paradoksy, kryć histeryczny niemal entuzjazm i chorobliwą nadczułość pod maską zimnego Anglika, epatować oryginalnością. Ubierał się znakomicie, z dyskretną ekscentryczną elegancją. Przez kilka lat miał burzliwy stosunek z głośną aktorką: przywiedziona do rozpaczy jego angielską flegmą, artystka chwyciła raz zapaloną lampę (naftową) i tą lampą wypędziła go w nocy w koszuli na schody. Gabryelski zadzwonił do pierwszych drzwi z brzegu i przedstawił się zdumionemu gospodarzowi najspokojniej w świecie: "Jestem Zdzisław Gabryelski, właściciel składu fortepianów, czy nie mógłby mi pan pożyczyć na chwilę spodni?"
*** Tadeusz BOY Żeleński - Ksiądz Pirożyński
...Dziełko o. Pirożyńskiego przywodzi mi jedno wspomnienie. Podczas wojny miałem przez jakiś czas powierzony jeden z oddziałów fortecznego szpitala Nr 7 w Krakowie, pomieszczony w gmachu Akademii Sztuk Pięknych. Otóż jednego dnia zaraportowano mi, że ksiądz, który z urzędu odwiedzał chorych, przyniósł pod habitem młotek i poodbijał wstydliwe części wszystkim gipsowym posągom znajdującym się w sieni i w korytarzach. Nie darował nawet boginiom i ich nadobnym wzgóreczkom! Wojna szalała, sale były pełne rannych, ludzkość przechodziła gehennę, ale księżulo interesował się tylko tym jednym... Ten ksiądz ze swym młotkiem wydaje mi się symbolem; odzwierciedla psychikę całej kasty. Ci detektywi niemoralności sami nie zdają sobie sprawy, do jakiego stopnia przeżarci są niezdrowym erotyzmem. Czy przeciętny ksiądz strzeże celibatu czy nie, sprawa płci jest dla niego nieustającą obsesją, zboczeniem, chorobą. Przesłania mu cały świat.