Tekst zdumiewający, autor optuje za potrzebą genetycznych zmian w ludzkim ciele, niedoskonałym i niedostosowanym do współczesnego życia Konsekwencje najazdu Ariów na Europę
*** Marcin Ryszkiewicz - "SPRAWDZENI W MORDERCZYCH TESTACH"
Gazeta Wyborcza - 1998/04/17-18
*** Marcin Ryszkiewicz - "Geologia językowa"
Gazeta Wyborcza - 1997/06/13
*** Marcin RYSZKIEWICZ - "Zaraza Konkwistadorów"
Gazeta Wyborcza - 1993/05/14
Wielkie wymierania w dziejach
*** Msza Święta w klasycznym Rycie Rzymskim
*** APOKALIPSA ŚWIĘTEGO JANA
...I ujrzałem innego anioła stojącego w słońcu:
I zawołał głosem donośnym do wszystkich ptaków lecących środkiem nieba:
Pójdźcie, zgromadźcie się na wielką ucztę Boga,
aby pożreć trupy królów, trupy wodzów i trupy mocarzy,
trupy koni i tych, co ich dosiadają,
trupy wszystkich - wolnych i niewolników, małych i wielkich!
*** KSIĘGA HENOCHA. Księga Czuwających. Historia upadku aniołów
Wówczas Najwyższy, Wielki i Święty odezwał się. Posłał Arsialaiura do syna Lamecha mówiąc mu:
adres: Jackowo, USA, polaczkowo
"Powiedz mu w moim imieniu: 'Ukryj się!' Wyjaw mu nadchodzący koniec, albowiem cała ziemia zostanie zniszczona. Na całej ziemi nastanie potop i to, co na niej się znajduje, ulegnie zniszczeniu.
A teraz naucz go, jak ma uciec i jak jego potomstwo ma przeżyć na ziemi".
Następnie Pan powiedział do Rafała: "Zwiąż Azazela za ręce i nogi i wrzuć go do ciemności. Otwórz pustynię, która jest w Dudael, i wrzuć go tam.
I rzuć na niego chropowate i ostre kamienie i przykryj go ciemnością. Niech tam przebywa na zawsze! Przykryj jego oblicze, żeby nie mógł widzieć światła
I żeby w wielki dzień sądu mógł być wrzucony do ognia.
*** Kilka obrazków z życia polskich emigrantów
...Pierwsza rzecza, z która sie zetkniesz w swojej amerykanskiej karierze bedzie odkurzacz, szmata na kiju i worek plastikowy na smiecie. Nie przejmuj sie poczatki sa trudne, pokochasz kurz, który bedzie mial dla ciebie wartosc zlota.
*** JOANNA PAWLUŚKIEWICZ - O stylu życia Polaków w USA
HA-ART - 2003-10-22
...Alina miała absztyfikanta, wielkiego, strasznego chłopa, który nawiedzał ją regularnie w piątki i na początku zostawał na chwilę, potem na dłużej a potem do poniedziałku rano, i kąpał się w naszej łazience i jadł naszymi widelcami i kotłowali się z synem Aliny Dawidem w jednym pokoju wielkości dziupli, i Dawid ryczał pełnym głosem, bo nienawidził tego gacha, trudno mu się dziwić, i koncerty rozpoczynali od 7 rano w soboty, bicie i tupanie i wrzask dziecka wściekłego i piski koszmarne patologiczne Aliny i my dygoczące ze wściekłości w pokoiku z drzwiami z płyty pilśniowej i Asia nie wytrzymywała i płakała a ja leżałam i bałam się, ze ten gach też nas pobije. A gach nas mijał w kuchni w wyniosłym milczeniu a ja już nie wiedziałam czy mam się bać czy płakać i co mam zrobić, może zadzwonić na policję, że biją to dziecko albo że się przy nim gżą?
*** ANDRZEJ JAR - Jackowo, USA
Rzeczpospolita - 1999.02.20
...Nazwy Jackowo używa się dziś rzadko. Obrosła już patyną oficjalności. W użyciu pozostają wciąż "milłoki", czasem "milwałki", czyli oswojona nazwa zaadoptowanej przez Polaków na użytek własny ulicy. Niektórzy nazywają ją kpiąco Marszałkowską, w czym - z racji dominującego tu prowincjonalizmu - treści dla mnie najwięcej. Ci zaś, którym udało wyprowadzić się stąd na przedmieścia (chociaż niekoniecznie wiąże się to z zatratą ducha "Marszałkowskiej"), nazywają pogardliwie ten rejon "polaczkowem". Dziennikarze z Polski, skrobiący powierzchnię miejscowego życia podczas przelotnych wizyt na Jackowie, lubią potem pisać o polskim getcie. Anglojęzyczne dopiski przy nazwie ulicy głoszą: Polish Village.
*** ANDRZEJ DUDZIŃSKI - Polskie marzenia w Chicago
Przegląd - 2003-02-17
...Studia skończyłam w Polsce i co? Tutaj z talerzami biegam, byle głupek na mnie pokrzykuje, próbują za biust banknoty wsuwać. Upokorzenie. W Polsce taki furmanką by najwyżej jeździł, a tu pana rżnie. Koniak pije. Jak mi tu jeden zrobił awanturę, że mu koniak bez lodu podałam, to mnie o mało szefowa nie zwolniła, bo klient, nawet taki palant, zawsze ma rację. No i wysługuję się, za grosze. Bo już uważaj, jak ci Polak zostawi napiwek. Do szkoły bym chciała pójść, język poprawić, znaleźć lepszą pracę. Jak już kiedyś wyrwę się z tego Polakowa, to mnie tu nikt nie zobaczy. Ale pewnie zanim dostanę papiery, będę musiała zadać się z którymś z tych wieprzów. Nie dla każdego Ameryka jest Ameryką.
Interesujące jest to bagno obyczajowe w jakim tkwią te biedne Polaczki (jak ich nazwał Redliński - Szczuropolacy). Często dochodzi do zachowań znanych z Nowej Huty z lat 50-ych, prości ludzie z wsi i miasteczek wyrwani spod kontroli społecznej swych środowisk lokalnych - w usa zaczynają ostro balować. Matki dzieciom uprawiają tak zwany naukowo promiskuityzm. Panowie żyjący po 15 lat bez rodziny zostawionej w kraju znajdują sobie miejscowe kobiety na jakiś czas. Najwyraźniej wszyscy właściciele biznesów są złodziejami i nie tracą żadnej okazji by okraść rodaka.
Tam najlepiej widać, że dla zdrowej większości narodu fundamentem myślowym nie jest żaden romantyzm, jak sobie uroiły warszawskie profesorki, lecz plebejski instynkt przeżycia kosztem innych bez inteligencko-szlacheckich fanaberii.
Ranking amerykańskich uniwersytetów dokonany przez pismo
"US News & World Report"
Jak słyszałem, jest to ranking uznawany w USA za najbardziej miarodajną ocenę ichnich uniwerków. No, żeby nie stresować zainteresowanych podaję pierwszą dziesiątkę w roku 2000:
1.Princeton University
2.Harvard University
3.Yale University
4.California Institute of Technology
5.Massachusetts Institute of Technology
6.Stanford University
7.University of Pennsylvania
8.Duke University
9.Dartmouth College
10.Columbia University
10.Cornell University
10.University of Chicago
University of California - Berkeley na miejscu 20. Uuuuuuuu, żenadka Czesiu!!!
ale, ale, ten ranking dotyczy tylko studentów, docenci całego świata i tak wiedzą, że dla naukowca najlepszy jest Harvard.
Human development index - HDI
- cudowny wskaźnik ONZ, ukazuje nie tylko wzrost/spadek PKB, ale poziom HDI - wskaźnik jakości życia.
I mój komentarz do powyższych danych, które nijak się mają do narzekań na zbrodniczą globalizację.
*** Narody Zjednoczone przeciwko antyglobalistom, humanistom i lewakom
*** Niech zyje rewolucja
...50 mln ludzi umiera co roku z glodu to troche wiecej niz w ciagu pieciu lat II wojny
swiatowej to jest legalne ludobojstwo legalne przez system takie same ofiary
systemu kapitalistycznego jak robotnicy z 80 70 roku ( ktorzy walczyli
oczywiscie o kapitalizm jak wszyscy wiemy) tylko tym sie pomnikow nie
stawia. Ta obsesyjna chec zysku doprowadza ten swiat do (dzieki bogu) rewolucji
Tak zwany polemika, która doszła do mnie przez e-mail. Tak mnie dobiła
(z rachunku wychodzi, że w latach 90-tych esesmani-kapitaliści wykończyli głodem
pół miliarda ludzi), że nie napisałem odpowiedzi, co zwykle czynię.
Boże mój, ile jeszcze żyje pajaców wierzących w Dobrą Rewolucję Bolszewicką i Złego Stalina.
Human development index - HDI
adres, gdzie znajdziesz pliki Excela z dokładnymi danymi
Baza danych Banku Światowego
*** PAWEŁ WIECZORKIEWICZ - "WRZESIEŃ 1939 - PRÓBA NOWEGO SPOJRZENIA"
Mówią Wieki
...Zarzut zbytniej pobłażliwości, a właściwie nieumiejętności oceny
ludzi, dotyczy także szefa sztabu naczelnego wodza gen. Stachiewicza. Wiedząc
o karygodnym postępku dowódcy Armii "Łódź" gen. Juliusza Rómmla,
który po lotniczym bombardowaniu swego sztabu lekko tylko kontuzjowany zbiegł
do Warszawy, pozostawiając wszystko na łasce losu, Stachiewicz wskazał go na
dowódcę Grupy Armii "Warszawa", a było to zadanie pierwszorzędnej
wagi. Skutki okazały się fatalne, gdyż Rómmel nie chciał udzielić na jej
przepolach pomocy ani wojskom gen. Wiktora Thomméego, ani wesprzeć krwawiących
nad Bzurą oddziałów Armii "Poznań" i "Pomorze".
*** Paweł Piotr Wieczorkiewicz - Kampania 1939 roku - BILANS
...Odmiennie niż w Armii "Kraków" było u Rómmla, Dęba-Biernackiego i Bortnowskiego. W Armii "Łódź" wojska opuściło aż trzech dowódców: wspominani już generał Bończa-Uzdowski oraz pułkownicy Hanka-Kulesza i Dojan-Surówka. Dowódca 28. Dywizji Piechoty, "który drapnął do Warszawy", odnalazł się po kilku dniach w Modlinie, gdzie z łaski gen. Thommeego został przywrócony, jedynie nominalnie, na dawne stanowisko. Opamiętał się także Hanka-Kulesza, oficer o świetnej tradycji z Legionów (był uczestnikiem legendarnego "patrolu Beliny" w 1914 r.), zapisując ładną kartę w końcowym etapie kampanii. Dojan-Surówka, który, choć miał "przeszłość bojowo dobrą", uchodził za człowieka "wygodnego", któremu "nic się nie chce robić", odznaczający się do tego "lenistwem pracy, a nawet myślenia", nie okazał się, jak spodziewał się płk Rowecki, dobrym dowódcą dywizji; przeciwnie - był jednym z pierwszych wojskowych, którzy znaleźli się poza granicami RP, i to jeszcze przed uderzeniem sowieckim. Zagubili się w większości również podkomendni Dęba-Biernackiego, bijąc się źle i bez przekonania, jak gen. Paszkiewicz i płk Oziewicz, pierwszy skarżący się na niedomagania sercowe, drugi lekko draśnięty, zdradzali chęć jak najszybszego oderwania się nie tylko od przeciwnika, ale i swoich, pozostawionych samopas żołnierzy.
*** PAWEŁ WIECZORKIEWICZ - Sen o białym pióropuszu
Polska Zbrojna - 2004-05-27
...Wbrew legendzie stworzonej później na Zachodzie przy wybitnym udziale gen. Andersa, którą budowano m.in. za pomocą fałszowania dokumentów, wysiłek 2. Korpusu nie odegrał w bitwie o Rzym roli decydującej, bowiem o wycofaniu się Niemców z Monte Cassino przesądziło nie czołowe, mało skuteczne i krwawe uderzenie, lecz sprawne oskrzydlenie ich linii obronnej przez korpus gen. Juina, który otrzymał wreszcie pozwolenie na zrealizowanie swej koncepcji.
*** JAREMA MACISZEWSKI - Błędy i chwała Września
Przegląd - 2004-09-10
...Wypada skonstatować, że trzech dowódców armii: gen. Stefan Dąb-Biernacki, gen. Kazimierz Fabrycy i gen. Juliusz Rómmel, powinno było stanąć przed sądem wojennym za opuszczenie swych wojsk. Można wymienić także kilku dowódców dywizji, którzy porzucili swych żołnierzy, np. dowódca 2. DP, płk Dojan Surówka. Większość jednak biła się do granic możliwości. Poległo pięciu generałów służby czynnej: Józef Kustroń, Franciszek Wład, Stanisław Grzmot-Skotnicki i Mikołaj Bołtuć w walce z Niemcami. Piąty, gen. Józef Olszyna-Wilczyński, został po prostu zamordowany przez radziecką szpicę pancerną w miejscowości Sopoćkinie.
*** Grzegorz Czwartosz - ZWYCIĘZCÓW NIKT NIE SĄDZI
Polska Zbrojna
...Zbrodnią wojenną jest bierność wobec konieczności udzielenia elementarnej opieki
jeńcom. W tym kontekście Stany Zjednoczone obciąża śmierć ok. 18,1 tys.
żołnierzy niemieckich pod Bretzenheim na przełomie kwietnia i maja 1945 r.
Zmarli na skutek nieudzielenia pomocy medycznej, z zimna i głodu. Trzymani pod
gołym niebem, bez latryn, jedzący trawę, nieludzko ścieśnieni i unurzani we
własnych ekskrementach mieli niewielkie szanse na przetrwanie.
*** Zapomniane piekło - ARAM MATTIOLI
Die Zeit - 13.12.2001
...Za najazd na Abisynię, ludobójstwo i rządy terroru nie odpowiedział żaden polityk ani dowódca wojskowy Mussoliniego. Włosi nadal unikają rozliczenia zbrodni sprzed 60 lat.
*** Paweł Reszka - Żałoba zamiast zwycięstwa - Gruzińscy żołnierze wracają z Cchinwali w trumnach
Dziennik - 18 sierpnia 2008
...Tradycja każe chować zmarłych na trzeci dzień od śmierci. Ale Rosjanie ciągle posuwali się do przodu. Zajęli Gori, Poti, Zugdidi. Martwi żołnierze pozostali daleko za linią frontu. Minęły trzy dni, tydzień, dziesięć dni. W końcu za poległymi ujął się Eliasz II, katolikos - patriarcha Wszechgruzji. Dostojny, siwobrody, 75-letni duchowny osobiście pojechał do Gori prosić rosyjskiego komendanta miasta o wydanie zwłok. Generał Wiaczesław Borysow zgodził się, by z Tbilisi przysłano dwie ciężarówki. Niedługo potem kpił bezlitośnie, tak by słyszeli go dziennikarze: Gruzini nie potrafią nawet pozbierać swoich nieboszczyków. My nie zostawiamy nikogo. Wolelibyśmy nieść ciała kolegów na plecach, niż je porzucić.
Z ŻYCIA NIŻSZYCH SFER
Ta "cywilizacja prostych ludzi" raczej nie jest opisywana w polskiej prasie, w ogóle nigdzie nie jest opisywana. Tzw. inteligencja jest nią tak przerażona, że woli zamykać oczka. A w końcu to właśnie ci ludzie idą do Europy, a nie Fundacja Batorego.
To oni piją wino "Arizona", oni zabijają własne dzieci a zwłoki ukrywają w beczkach z kiszoną kapustą.
*** Włodzimierz Pawłowski - Dziedziczka w potrzasku
Gazeta Wyborcza - 31/03/1998
...To kraj, którego nie znałam. Mogłam przetrzymać wiele, ale nie tego powieszonego kota z wydłubanymi oczami i obciętymi uszami. Zostać tu? A po co?! Żeby mnie kiedyś widłami zabili? - mówi z goryczą pisarka Maria Nurowska.
*** Czysty jak łza - AGNIESZKA NIEZGODA
Polityka - nr 33/2000
...- U nas w Zajęcznikach 80 proc. ludzi pije denaturaty, a umierają ci, co nie piją - kolejka w sklepie spożywczo-przemysłowym na przedmieściach Siedlec rozważa leczniczy wpływ napoju. - W Mordach człowiek ma chyba z 90 lat, zdrowy w miarę, nieślepy, a przez całe życie pił, i to denaturat, ten fioletowy - pan w kwiecistej koszuli obala mity o utracie wzroku.
Bodaj czy nie najmocniejszy tekst jaki czytałem w ostatnich latach.
*** CO TO ZA MIĘSO? PSINA
Gazeta Wyborcza - 27/10/1995
...Tadeusz M., od 22 lat górnik kopalni Jaworzno. Włosy tłuste, przerzedzone, brudne paznokcie. Cierpi na wrzody. W domu żona i piątka dzieci. - Psów nie lubię. Nie smakują mi - zastrzega. - Kundla Krupowej też nie zabiłem ani go nie zjadłem. U Michalczyka w żartach tylko żem tak powiedział. A było tak: z kumplem jechaliśmy samochodem. Psa przejechał, ale nie białego w brązowe łaty, tylko czarnego. No to skórę jak z królika ściągnąłem nożem. Skórkę do kontenera, a mięso do Michalczyka. Chciał, to mu dałem, a Purchałka zaczął w maszynce to mięso mielić - mówi, a ręce mu się trzęsą. - Ja nawet nigdy psa nie miałem. Ja hoduję kanarki.
*** IRENA MORAWSKA - Miasteczko jak kryminał
Gazeta Wyborcza - 14/08/1995
...Ma wyższe wykształcenie i stanowisko. Więcej o sobie nie powie. Nawet imienia. Boi się. Niech więc będzie Anna. Kilka miesięcy temu w parku dwóch wyrostków zgwałciło córkę sąsiadki Anny. Zagrozili, że poderżną gardło jak piśnie. Anna się rozgląda, czy nikt jej nie śledzi, jak rozmawia ze mną (w miasteczku się rozniosło, że dziennikarka z Warszawy przyjechała, a obcego tu każdy rozpozna). Gdy przechodzi kilku chłopaków, Anna podnosi głos: - Tu bardzo dobrze się żyje, świeże powietrze mamy i tyle zieleni.
Strach odbiera tu ludziom zdrowy rozsądek. Niedawno w obieg puszczono fałszywe miliony. Krążyły po sklepach. Ekspedientki nie zgłosiły tego policji. Wolały stracić albo puścić fałszywkę dalej, niż donieść.
*** Irena Morawska - POKÓJ DLA CUDZOZIEMCA
Gazeta Wyborcza - 25/09/1998
...Nikt już z sąsiadów nie pamięta, kiedy Zenon K. zaczął grzebać w śmietnikach. Ani kiedy kupił (a może znalazł na śmietniku?) wielki kocioł, do którego wkładał kapustę i świńskie głowy. Gdy gotował sobie danie na tydzień albo dwa, w bloku cuchnęło tak, że nie sposób było wytrzymać. Zwłaszcza jak odgrzewał. Ale sąsiedzi wiedzieli, że jest "odsunięty" i tylko szeptali: "Gruby znów sobie coś gotuje". Bo w tym czasie został "Grubym".
Nikt też nie wie, kiedy "Gruby" wniósł do swego pokoju czarną walizkę, do której składał złote łańcuszki, pierścionki i kolczyki. Po jego śmierci wszyscy o niej mówią, bo oprócz złota były tam srebrne platery i Bóg wie, co jeszcze.
- Tam są skarby - przekonuje Krystyna J. - Dlatego tak bardzo chciał się ze mną spotkać. Ciągle powtarzał: "Tyle tego mam, ale ona nic nie dostanie".
*** Krzysztof Teodor Toeplitz - «MŁAWA ATAKUJE»
...Niedawno przeczytaliśmy też w gazecie, że w kawiarni "Stolica" w Stolicy, gdzie do niedawna odbywały się słynne "Podwieczorki przy mikrofonie", pojawiły się na sali szczury. Dochodzi tam podobno do pociesznych scen, kiedy przestraszone panie wskakują na stoliki, a dziennik, bez żadnego komentarza, podał, że kawiarnia zaprzestała serwowania ciastek, aby szczury nie mogły się nimi odżywiać...
*** ZDZISŁAW SKROK - Archeologia niezgody
Rzeczpospolita - 2000.11.10
...Kossinna, ulegając panującym wówczas w Niemczech ezoteryczno-megalomańskim nastrojom, głoszącym rasową i kulturową wyższość starożytnych Germanów nad innymi ludami Europy Środkowej, opracował koncepcję aryjskiej rasy nordyckiej, której przypisał rolę kulturotwórczą w pradziejach Europy. Jego zdaniem, już w epoce neolitu (4500-1800 przed Chr.) plemiona indogermańskie zasiedlały całą Europę Środkową i Zachodnią na zachód od Bugu i Sanu, tworząc na tym terenie cywilizację, której składnikami, według niego, były m.in. osiągnięcia starożytnych Greków, Rzymian i Celtów. Dopiero na obrzeżu tego rozkwitającego obszaru, w lasach Białorusi, bagnach Polesia i stepach Ukrainy umieszczał Kossinna ludy niższe rasowo i kulturowo - Słowian, Traków, Scytów. Fakt, że w pewnym okresie Słowianie przesunęli swe siedziby aż po Łabę, tłumaczył chwilowym osłabieniem germańskiego ducha.
*** Kultura nadeszła ze Wschodu - Neolityczna rewolucja
...Ponad dziewięć tysięcy lat temu na terenie dzisiejszej Grecji wyrosły pierwsze osady przybyszów ze Wschodu. Sąsiadami rolników były miejscowe społeczności zbieracko-łowieckie - niewielkie grupy wędrujące nieustannie w poszukiwaniu pożywienia. Los tych ludzi zależał od przyrody. Jeśli w okolicy nie rosły jagody ani jadalne kłącza, a stada dzikiej zwierzyny były nieliczne, cała grupa przymierała głodem. Brak pożywienia stanowił jedną z głównych przyczyn wysokiej śmiertelności wśród zbieracko-łowieckiej ludności Europy. Liczebność tej populacji była stała - liczne narodziny równoważyła wysoka śmiertelność. Tymczasem osadnicy z Azji Mniejszej bardzo szybko zadomowili się na terenie naszego kontynentu. Ciepły grecki klimat sprawił, że ziemia rodziła wspaniale. Siali głównie pszenicę, hodowali krowy, owce i kozy. Wysokie plony pozwalały na gromadzenie zapasów żywności. Wysoki przyrost naturalny spowodował, że już ok. 6 tys. lat p.n.e. cały Półwysep Bałkański pokryła gęsta sieć ludnych wiosek. Wtedy historia się powtórzyła: podobnie jak kiedyś z terenów Bliskiego Wschodu, tak teraz z Bałkanów ruszyły dwie fale kolonizacyjne w poszukiwaniu terenów pod uprawy i wypas zwierząt.
*** Krzysztof Kęciek - Tajemnicza epoka herosów - Przyczyny upadku wspaniałej kultury mykeńskiej do dziś pozostają tajemnicą
Przegląd - 14/2008
...Władcy mykeńscy zgromadzili bajeczne bogactwa - świadczą o tym znajdowane w grobowcach złote maski, klejnoty i broń. Nie wiadomo, czy źródłem tych dostatków był handel, łupieskie wyprawy zamorskie czy też wojskowa służba najemna u monarchów Bliskiego Wschodu, bo z całą pewnością nie rolnictwo i rzemiosło w nieurodzajnej Helladzie. Być może wanaksowie czerpali dochody z tych trzech źródeł naraz. Wątpliwe, czy istniało jednolite królestwo mykeńskie. W dokumentach imperium Hetytów, obejmującego większą część Azji Mniejszej, wymienione jest mające silną armię i flotę państwo Ahijawa, dokonujące wypraw zbrojnych na azjatyckie wybrzeża. Niektórzy naukowcy uważają, że Ahijawa to Achajowie, czyli Mykeńczycy. Nie ma jednak pewności w tej materii, językoznawcy przeczą powyższej identyfikacji, być może Ahijawa to jakaś azjatycka potęga, niemająca z Grekami nic wspólnego.
Świat mykeński skonał wśród krzyków mordowanych i w dymie pożarów. W XIII w. p.n.e. pałace zostały otoczone potężnymi fortyfikacjami - wanaksowie byli świadomi narastającego zagrożenia. Ale cyklopowe mury nie ocaliły dumnych królów. Około 1200 r. p.n.e. Mykeny, Tyryns i inne ośrodki zostały zdobyte i zniszczone - kilka innych pałaców zdołało przetrwać 50 lat dłużej. Cała cywilizacja uległa zagładzie.
*** Agnieszka Krzemińska - Kupa skarbów
Polityka - 2005-12-17
...Większość znalezisk w latrynach to różnego rodzaju naczynia. Najczęściej to zwykłe gary kuchenne, wykorzystywane niekiedy jako naczynia nocne (prawdziwe nocniki pojawiają się dopiero w latrynach nowożytnych). Równie często znajdowane są jednak naczynia, które z pewnością stanowiły ozdobę stołu mieszczanina - wspaniałe cynowe dzbany, nadreńskie kamionki, szkliwione dzbany do wina, fajanse z Holandii, Włoch, Francji, a nawet chińska porcelana. - W jednej z latryn elbląskich znaleźliśmy XV-wieczny talerz z mauretańskiej Hiszpanii, który jest jednym z sześciu podobnych zachowanych w Europie. Mamy też szklany kielich w kształcie fallusa z przełomu XV i XVI w., jedyny tego typu zabytek znany z wykopalisk - chwali się Nawrolska. Znalezione naczynia dowodzą nie tylko zamożności hanzeatyckiego miasta, ale i bogatych kontaktów handlowych.
*** MATTHIAS SCHULZ - DZIEJE STAREGO TESTAMENTU - Biblijne fantazje
Der Spiegel - 2002
...W sumie koło roku 1000 p.n.e. w górach Kanaanu mieszkało zaledwie około 50 tys. ludzi. Południe, jako szczególnie niegościnne, było wyjątkowo słabo zaludnione. Do tego ciągle dochodziło do zatargów z sąsiadami. W pobliżu mieszkali Edomici i Moabici. Nad morzem, na żyznej równinie, wielkie miasta pobudowali Filistyni. Dalej na północy swoje osady mieli Fenicjanie, podstępni morscy kupcy, którzy swoim bogom składali ofiary z dzieci. Absolutnym panem tej ziemi był jednak faraon. To on eksploatował tamtejsze kopalnie miedzi. Około roku 1250 p. n. e. Ramzes II nakazał wzniesienie ciągnącej się przez cały kraj sieci warowni i wodopojów. Była to Droga Horusa - trasa, wzdłuż której armie egipskie przeprowadzały wypady na północ. Trudno sobie wyobrazić, by ktoś taki, jak sypiający pod namiotem Mojżesz, mógł na tym dobrze obwarowanym przez faraonów obszarze przeprowadzać jakieś kampanie wojenne. W 1207 roku p.n.e. nazwę plemienia Izrael zapisano wprawdzie na steli faraona Merenptaha, ale tekst dotyczy ekspedycji karnej króla Egiptu, który stwierdza brutalnie: "Izrael jest zniszczony, jego nasienie nie istnieje". Władca kraju piramid wymuszał od swoich poddanych trybut. Kto chciał uniknąć przymusowych robót, uciekał w góry. Żyli tam uciekinierzy i ludzie wyjęci spod prawa. Wielu ekspertów wywodzi określenie "Hebrajczyk" od słowa hapiru, które znaczyło mniej więcej tyle co "włóczęga".
*** JEFFERY L. SHELER - Ile prawdy jest w Biblii?
US News&World Report - 24.12.2001
...A na wstrząsanym aktami przemocy Bliskim Wschodzie, subtelne naukowe dociekania przeradzają się w mocno upolityczniony konflikt, w którym stawką jest wiarygodność Biblii, historyczna prawda o "starożytnym Izraelu" oraz zasadność historycznych roszczeń zwaśnionych stron do terenów zwanych Ziemią Świętą. Niektórzy badacze uważają na przykład, że nie ma archeologicznych śladów wyjścia z Egiptu lub zdobycia Kanaanu przez Izraelitów - kluczowych wydarzeń opisanych w Biblii, wyjaśniających powstanie Izraela w Ziemi Obiecanej pod koniec epoki brązu. Wykreślenie tych wydarzeń z historii starożytnej mocno osłabiłoby, zdaniem niektórych naukowców, roszczenia współczesnego Izraela do biblijnej ziemi przodków na Bliskim Wschodzie.
*** Aszera - małżonka Jahwe? - Bóg starożytnych Izraelitów prawdopodobnie miał boską towarzyszkę
...Czy Jahwe, zazdrosny, jedyny Bóg starożytnego Izraela, miał boską towarzyszkę lub żonę? W świetle źródeł, nie tylko archeologicznych, wydaje się to prawdopodobne. Król judzki Manasses ustawił posąg bogini Aszery nawet w Świątyni Jerozolimskiej. Dodać wypada, że Aszera przedstawiana była z dziwną koroną na głowie, nago, z imponującą pupą i obfitym biustem. Na terenie starożytnego Izraela i Judy archeolodzy odnaleźli już przed II wojną światową niezwykle liczne posążki tego bóstwa. Znaleziska wprawiły pruderyjnych badaczy w zakłopotanie. Brytyjski archeolog Frederick Bliss zapisał: "Ubolewam, że te żeńskie figurki z terrakoty nie mają na sobie żadnych szat". Obecnie wiadomo, że tych Aszer było na terenie starożytnego Izraela tak wiele, że posążek bogini znajdował się niemal w każdym domu.
*** Krzysztof Kęciek - Kanaan i narodziny Izraela
Przegląd - 37/2009
...Nie było inwazji militarnej zza Jordanu, przynajmniej nie na znaczącą skalę. Izrael wykształcił się w etnicznym tyglu Kanaanu. Izraelici początkowo byli Kananejczykami, mówili tym samym językiem, czcili te same bóstwa, z których najważniejszymi byli El, Baal oraz bogini płodności Asztarte (Aszera). Archeolodzy wykazali, że w XI w. p.n.e. słabo zaludnione dotąd wyżyny środkowego Kanaanu stały się miejscem intensywnego osadnictwa. Osiedlali się tu rolnicy, znający tarasową uprawę pól i wykuwający cysterny na wodę deszczową. Ludność ta nie była jednak kulturowo różna od mieszkańców "miejskich", nadbrzeżnych równin Kanaanu. Według jednej z teorii, ciemiężeni kananejscy wieśniacy zbuntowali się przeciw swym panom z miast i uciekli w góry. Bardziej prawdopodobny jest inny rozwój wypadków. Około 1200 r. rozpoczął się okres niepokojów i migracji. Potężne związki plemienne, zwane przez Egipcjan Ludami Morza, wyruszyły z basenu Morza Egejskiego i pociągnęły na południe. Zdruzgotały królestwo Hetytów w Azji Mniejszej, prowadziły mordercze walki z państwem faraonów. Niektórzy uciekający przed Ludami Morza Hetyci i Aramejczycy znaleźli schronienie w Kanaanie. Należący do Ludów Morza Filistyni, pochodzący z Cypru, Krety lub Karii, zdobyli nadbrzeżne równiny Kanaanu. To przed nimi zbiegli na wyżyny Kananejczycy, do których dołączyli Hetyci i uciekinierzy z innych plemion. Czy była wśród nich jakaś grupa przybyszów z Egiptu? Jeżeli nawet, to nie odegrała większej roli.
To ja jestem dziewczynką w czerwonym płaszczyku
ale przeżyłam i o tym możecie przeczytać w moich wspomnieniach - takie było motto książki Romy Ligockiej. To oczywiście nawiązanie
do znanego filmu Spielberga, który wszak widzieli wszyscy. Taka reklama książki
wykonana przez autorkę w wymiarze moralnym sytuuje się na poziomie sławetnej
sesji zdjęciowej na cmentarzu w wykonaniu Justyny Steczkowskiej.
No tak, zbierało
się, zbierało i oto czas nadszedł na zajęcie się:
the Holocaust Industry
...Chociaż twierdzenia o wyjątkowości holokaustu są
nieetyczne i jałowe intelektualnie, to jednak ciągle utrzymują się na
powierzchni. Pytanie - dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że wyjątkowe
cierpienie upoważnia do wyjątkowych uprawnień. Zdaniem Jacoba Neusnera wyjątkowe
zło holokaustu nie tylko odróżnia Żydów od innych, lecz daje także Żydom
"prawo do roszczeń wobec innych", Według Edwarda Alexandra wyjątkowość
holokaustu jest "kapitałem moralnym"; Żydzi muszą "rościć
sobie prawo do monopolu" na ten "cenny majątek". W rezultacie,
wyjątkowość holokaustu - owo "prawo do roszczeń wobec innych", ów
"kapitał moralny" - służy Izraelowi za cenne alibi.
*** NORMAN G. FINKELSTEIN - Literatura przedsiębiorstwa holokaust
Rzeczpospolita - 2001.09.08
...Wilkomirski, podobnie jak Kosiński, opisuje siebie jako porzucone dziecko, które zostało niemową, wylądowało w sierocińcu i dopiero później odkrywa swe żydowskie pochodzenie. Na wzór "Malowanego ptaka", głównym narratorem "Fragments" jest prosty, skromny głos naiwnego dziecka, co pozwala również na unikanie konkretnych ram czasowych i przestrzennych nazw miejscowości. Jak w "Malowanym ptaku", apogeum każdego rozdziału "Fragments" to orgia przemocy. Kosiński przedstawiał "Malowanego ptaka" jako "wolne rozmrażanie umysłu", a Wilkomirski przedstawiał "Fragments" jako "odzyskaną pamięć".
*** Piotr Grochowski - Holocaust, Niemcy, Żydzi...
Nowe Państwo
...Według Petera Novicka z University of Chicago, którego książka The
Holocaust in American Life ukazała się w Niemczech równocześnie z pracą
Finkelsteina, dopiero po wojnie sześciodniowej w 1967 roku wśród amerykańskich
Żydów zakorzeniło się przekonanie, że jako naród są ofiarami największej
w dziejach ludzkości zbrodni. Novick uważa, że powodem tego było zagrożenie
egzystencji Izraela ze strony państw arabskich i związana z tym obawa przed
powtórką holocaustu.
*** BOGDAN MUSIAŁ - Historiografia mityczna
...Dla społeczności żydowskiej w USA zagłada stała się
"religią zastępczą" - instrumentem integracji. Dzięki temu
znaleziono sposób przeciwdziałania rozluźnieniu się tradycyjnych więzów
tej społeczności, która powoli roztapia się w społeczeństwie amerykańskim.
Pamięć o holokauście i doznanych krzywdach ma służyć zachowaniu zbiorowej
tożsamości. Tak rozpoczął się proces jego instrumentalizacji i
sakralizacji.
*** Rafał A. Ziemkiewicz - I ty zostaniesz antysemitą
Rzeczpospolita - 28-02-2009
...Pouczająca jest lektura wywiadu, jakiego udzielił ostatnio tygodnikowi "Przekrój" Elie Wiesel, laureat Nagrody Nobla i ponad 130 doktoratów honoris causa, uważany za twórcę samego pojęcia "Holokaust", niestrudzony strażnik pamięci jego ofiar i tropiciel przejawów antysemityzmu. Elie Wiesel, jeden z ocalonych, były więzień Auschwitz, korzysta w swej działalności publicznej ze szczególnego immunitetu, jaki zwykliśmy przyznawać ludziom tkniętym szczególną tragedią. Komuś, kto np. utracił najbliższą osobę (a Wiesel stracił w Auschwitz całą rodzinę), pozwalamy rzucać najbardziej nawet niesprawiedliwe oskarżenia i obelgi, za które każdego innego znieważony podałby do sądu. We wspomnianej rozmowie Wiesel formułuje zwięźle i wyraźnie sposób myślenia, który od pewnego czasu nazywany jest "religią Holokaustu". Rzecz w założeniu, że Holokaust był w dziejach zbrodnią tak wyjątkową i jedyną, iż niedopuszczalne są nie tylko "jakiekolwiek formy jego negowania", ale nawet wszelkie porównywanie z innymi znanymi z historii aktami ludobójstwa. Holokaust tak traktowany w istocie nie jest już wydarzeniem historycznym, ale dogmatem religijnym, i, jak to przy naruszaniu dogmatu religijnego, nie ma żadnej gradacji winy: czy ktoś twierdzi, że zbrodni w ogóle nie było, czy próbuje zweryfikować liczbę ofiar albo w świetle nieznanych wcześniej dokumentów ustalić, w jaki sposób one ginęły, czy próbuje na przykład analizy sytuacji socjologicznej, w jakiej narodziły się plany zbrodni (co przez fanatyków "religii Holokaustu" natychmiast uznawane jest za "próbę udowadniania, że Żydzi sami byli sobie winni") - popełnia zbrodnię najwyższą i musi być całkowicie wyeliminowany z życia publicznego, a jego środowisko zmuszone do oczyszczenia się i publicznego ukorzenia.
*** Grzegorz Górny - Auschwitz zamiast Synaju
Rzeczpospolita - 18-07-2009
...Dla bardzo wielu Żydów Holokaust stał się - jak pisze Jeffrey Hart - "ekwiwalentem Ukrzyżowania, Izrael stał się ekwiwalentem Odkupienia". Günther Ginzler dowodzi, że naród żydowski "sam stał się swoim własnym Mesjaszem", a George Steiner uważa, że "w Szoah naród żydowski umarł za Boga, że wziął na siebie niewyobrażalną winę obojętności lub nieobecności lub bezsilności Boga". Nic więc dziwnego, że Michael A. Hoffman nazywa Holokaust dwudziestowiecznym artykułem żydowskiej wiary, a Michael Wolffsohn ersatzem Boga.
*** Emmanuel Droit - Gułag kontra Szoah. Podzielona pamięć rozszerzonej Europy
Gazeta Wyborcza - 2010-08-23
...W marcu 2004 r. ostrą dyskusję wywołała w Niemczech mowa wygłoszona przez szefową łotewskiego MSZ Sandrę Kalniete podczas otwarcia targów książki w Lipsku: "Oba reżimy totalitarne - nazizm i komunizm - były zbrodnicze. Nie powinno się robić między nimi różnicy pod pretekstem, że jeden z nich stał po stronie zwycięzców". Jej słowa zostały uznane za skandaliczne, bo zwróciła uwagę na cierpienia zadane jej rodakom przez Sowietów, nie stawiając pytania o uczestnictwo setek Łotyszy w eksterminacji Żydów w latach 1941-44.
Mamy tu niezwykły dowód manipulowania pojęciem
antysemityzmu. Autor twierdzi, iż na Zachodzie oczywistością jest piętnowanie
jako antysemityzm relatywizowania Holocaustu, czyli zaprzeczanie wyjątkowości
tego ludobójstwa. Samo porównywanie Holocaustu do Gułagu albo rzezi Ormian jest żydożercze.
Nie ma chyba bardziej szokującego symptomu absurdalności "religii Holocaustu".
*** ZDZISŁAW KRASNODĘBSKI - Jak i komu wymierzyć sprawiedliwość
Rzeczpospolita - 03.06.2000
...Często zadaje się nam (w Niemczech) pełne zdziwienia pytanie, czy rzeczywiście w Oświęcimiu ginęli
jacyś Polacy. Można czasami odnieść wrażenie, że II wojna światowa
rozpoczęła się dopiero w roku 1941, a kampania 1939 r. to tylko jeden z wielu
konfliktów polsko-niemieckich, zawiniony zresztą przez Polaków, uciskających
mniejszości narodowe. Istnieje tendencja, aby niemieckie poczynania wobec Polaków
wpisywać już nie w historię totalitaryzmu, rasizmu i ludobójstwa, lecz w
historię nacjonalistycznych konfliktów, godnych pożałowania, ale
"normalnych". Niemcy popełniali wprawdzie zbrodnie wobec Polaków,
ale i Polacy mają wiele na sumieniu, najpierw sprawiali wiele problemów, a
potem, wypędzając Niemców z ziem zachodnich, w dużej mierze wyrównali
rachunki.
*** URI AVNERY - Bez taryfy ulgowej
Der Spiegel - 03.06.2002
...O tym, kto jest Żydem, decyduję ja - mawiał przed stu laty
antysemicki burmistrz Wiednia, Karl Lueger. Teraz ostrze obróciło się w drugą
stronę: O tym, kto jest antysemitą, decydujemy my. Dla rządu izraelskiego
bardzo wygodne jest piętnowanie każdej krytyki, jaka pojawia się za granicą
- nawet jeśli krytycy mówią to samo, co wielu Izraelczyków. Czy 100 tys.
ludzi, którzy przed kilkoma tygodniami protestowali przeciwko Szaronowi na
ulicach Tel Awiwu i krzyczeli "precz z okupowanych terenów" - to sami
antysemici?
*** NORMAN BIRNBAUM - Oni niszczą Izrael
El Pais - 21.02.2002
...Utożsamianie Palestyńczyków z europejskimi antysemitami jest absurdem. Ale
dla niejednego Żyda amerykańskiego ten absurd jest artykułem wiary. Wielu
osadników na Zachodnim Brzegu pochodzi ze Stanów Zjednoczonych. A Żydzi
amerykańscy, którym ani w głowie opuszczać USA, popierają innych Żydów,
którzy porzucili rodzinne strony ze strachu przed pogromami. A ci, którzy mają
pełne prawa obywatelskie dzięki uniwersalnym normom demokracji, ignorują te
wartości i popierają państwo etniczne, ciemiężące inny naród.
Manipulacje z Holocaustem nie dotyczą rzecz jasna samego
historycznego faktu - 5 milionów Żydów oczywiście zostało przez Niemców unicestwionych. Manipulacje odbywają
się na poziomie polityki historycznej, zwykłej polityki, kultury, a wręcz nawet
pop-kultury. Tworzy się i manipuluje mitologią Holocaustu.
Najbardziej niepokojący w tym zjawisku jest aspekt historyczno-kulturowy. Na naszych oczach powstał mit jedynego ludobójstwa w dziejach. Niewygodne fakty zostają albo unieważnione, albo zepchnięte na margines. Czemu na amerykańskich uniwersytetach nie tworzy się katedr nauczających o zagładzie miliona Ormian, tak jak to dzieje się w przypadku Shoah? Kto w ogóle wie, że Cyganie na równi z Żydami byli ofiarami ludobójstwa w czasie II wojny św. - ten drobny szczegół stał się zbędnym balastem dla mitologii Holocaustu. Czy teza o wyjątkowości Shoah wymagała zatarcia ludobójstwa Cyganów w świadomości świata? Konsekwencją jest brak filmów, naukowych monografii dotyczących Zagłady Cyganów. Kiedy w Waszyngtonie powstawało Muzeum Holocaustu zamierzano stworzyć w nim ekspozycję poświęconą eksterminacji Cyganów. W jakimś momencie to zamierzenie upadło. Pozostali tylko Żydzi-ofiary ludobójstwa. Czyż nie można nazwać tego jawną manipulacją?
Cała zbrodniczość nazizmu i II wojny światowej sprowadzona została do Holocaustu - iluż francuskich intelektualistów wie o zredukowaniu ludności Białorusi w czasie niemieckiej okupacji o 30%? Ilu pamięta o 3,5 mln eksterminowanych jeńców sowieckich w niewoli niemieckiej, z czego dokładnie dwa miliony wyginęły w ciągu kilku miesięcy na przełomie 1941 i 1942 roku? Ile osób na tak zwanym Zachodzie wie, że w czasie 8 lat wojny japońsko-chińskiej zginęło, wedle najnowszych wyliczeń 20 milionów Chińczyków, w ogromnej większości cywilów?
Mitologia Holocaustu prowadzi czasem do niesamowitych "skrótów myślowych". Kiedy kilka lat temu estońska polityk proponowała w parlamencie europejskim podjęcie uchwały o potępieniu zbrodni nazizmu i komunizmu została oskarżona o ...antysemityzm. Czemu? Zbrodnie nazizmu zostały bowiem zredukowane do Holocaustu, który jest, rzecz jasna wyjątkowym wydarzeniem w skali świata. A więc teza o symetrii zbrodni komunizmu i nazizmu oznaczałaby pomniejszanie Holocaustu. Krytyk "Le Monde" oskarżył "Katyń" Wajdy o fałsz historyczny, bo zamiast podjąć temat Zagłady ograniczył się do sowieckiej zbrodni eksterminacji 20 tysięcy Polaków. Padają w recenzji słowa: Żydów w tym filmie nie ma. Ofiarą drugiej wojny światowej jest Polak. Dlaczego to przemilczenie? Nie da się chyba w bardziej absurdalny sposób zaprezentować myślowego redukcjonizmu religii Holocaustu, ale tak właśnie myśli spora część elit intelektualnych Zachodu.
Manipulacje dotyczą także kwestii nazistowskiej motywacji Holocaustu, tu mocno promowane jest przeświadczenie, o tym, że naziści postrzegali Żydów jako zagrożenie biologiczne czy też jako odwiecznych spiskowców rodem z Protokołów mędrców Syjonu. Ale już zwalczana jest teza o pewnej racjonalności (oczywiście nie w sensie dosłownym) myślenia Hitlera i jego ludzi - Holocaust miał być reakcją na komunizm i realny udział wielu Żydów sowieckich w reżimie ZSRR.
Religia Holocaustu jest także narzędziem powstrzymania utraty tożsamości Żydów - ani syjonizm, ani judaizm nie są już czynnikami integrującymi. Holocaust nie jest więc tylko zdarzeniem historycznym, ale sztandarem pod którym Żydzi, żyjący dziś w pokoju i dobrobycie mogą znowu zintegrować się narodowo. Wiadomo wszak, że narody najlepiej zmobilizować poczuciem zagrożenia.
Funkcją polityczną mitologii Holocaustu jest powiązanie mitu Zagłady z państwem Izrael, co ma uzasadniać represje i zbrodnie dokonywane na Palestyńczykach jako "trudna, ale konieczna" obrona państwa "ofiar shoah". W tym kontekście powstała całkiem nowa definicja antysemityzmu rozumianego jako krytyka Izraela. Rozpoczęto piętnowanie krytyków Izraela jako pogrobowców Hitlera, co jest znakomitym i nośnym argumentem.
Wreszcie kwestia niebagatelnych, miliardowych sum, jakie udało się pozyskać w ramach odszkodowań. Co się z nimi stało? Zostały przejęte przez organizacje żydowskie, które miały je "dystrybuować" żyjącym ofiarom Holocaustu. Ostatnio, przy okazji wyborów do parlamentu izraelskiego powstała partia wzywająca ichni rząd do wsparcia owych ofiar. Żyją oni w zupełnej nędzy i zapomnieniu. Przedsiębiorstwo Holocaust ma się świetnie.
Na naszych oczach powstał osobny gatunek literacki - "wspomnienia ocalonych z Holocaustu". Wartość naukowa tych dzieł jest zerowa, jakąż bowiem wartość merytoryczną może mieć spisanie wspomnień 60 lat po faktach? Wielokrotnie już dowodzono, że wspomnienia ocalonych pełne są konfabulacji (Polański nazwał książkę Ligockiej stekiem bzdur). Żebyż tylko szło o luki w pamięci, ale skoro Holocaust stał się niemal gałęzią show-biznesu "wspomnienia" są wyraźnie pisane w oczekiwaniu na komercyjny sukces. A sukces wymaga efektów specjalnych. Prawda o ocaleniu Kosińskiego i Polańskiego jest dość nudna, zaś najlepiej sprzedające się wspomnienia ocalonych pełne są ekstremalnych wydarzeń, zadziwiających zwrotów akcji, jak w "Malowanym ptaku". Ekstremalnym przykładem są ostatnie zdemaskowane "wspomnienia" Mishy Defonseca, która w dziele przetłumaczonym na 18 języków opisywała ukrywanie się w lesie i przyjacielski związek z wilkami, traktującymi ją jak własne dziecię. Jest to tylko jedna z wielu zdemaskowanych fałszywek. A jako że bez wątpienia show-biznesowy aspekt Holocaustu przynosi rocznie grube miliony, przyszłość przyniesie następne kuriozalne dzieła.
Holocaust stał się tak nośny, że pod Zagładę podczepiają się dzieci, wnuki i prawnuki ofiar i ocalałych. Prawnuki rozpisują się, jakąż to traumą jest dla nich pamięć o tragicznej śmierci pradziadków. Piją rano kawę i cierpią, idą na party i widzą oczyma duszy druty kolczaste. I tak się kręci ten biznes.
Twórczość holocaustowa stała się elementem pop-kultury, musi więc być kiczowata. Ligocka reklamująca się jako "ta sama dziewczynka, ale uratowana" wpisuje się doskonale w klimat kiczu totalnego. Happy end jest przecież obowiązkowym elementem łzawych melodramatów dla kucharek. Reprezentantem tej shoahowej pop-kultury będzie Ligocka, ale nie opowiadania obozowe Tadeusza Borowskiego - okazuje się, że w Niemczech, najlepszym rynku dla holocaustowej pop-kultury nikt nie wie o jego twórczości. Ważnym bowiem składnikiem holocaustowego kiczu jest motyw "dobrego Niemca", o czym wiedział doskonale Andrzej Szczypiorski, specjalista w dziele żerowania na Zagładzie w Niemczech. W opowiadaniach Borowskiego nie ma dobrych Niemców, twórczość ta skazana jest więc na marginalizację. Motyw dobrego Niemca pojawia się, rzecz zastanawiająca coraz częściej i towarzyszy coraz częściej równolegle motywowi złego Polaka, czy szerzej złego mieszkańca Europy Wschodniej. Ten szczegół jest kolejnym symptomem manipulacji sztuki Holocaustu, która na przestrzeni lat uwypukla różne motywy na skutek zmieniających się uwarunkowań politycznych. 30 lat temu częściej piętnowano Niemców (czyli nazistów, jak to teraz przyjęto pisać), dziś jakby mniej. Może za kolejne 30 lat w ogóle źli Niemcy znikną z ekranów i książek? Kto ich zmieni?
Istotnym elementem "przedsiębiorstwa Holocaust" jest szantaż emocjonalny - artyści produkujący taśmowo utwory szoahowe, tacy jak Hanna Krall korzystają chętnie ze specyficznego szantażu. Nikt nie ośmiela się napisać krytycznej recenzji tych produkcji - bo jakże, taki temat i krytykanctwo? I autorzy i recenzenci i zwykli odbiorcy odczuwają wiszący w powietrzu strach przed oskarżeniem o antysemityzm. W takiej sytuacji jakikolwiek produkt filmowy czy literacki związany z Zagładą musi być skazany na sukces, o co zadbają "Gazeta Wyborcza" i "NYT".
Ostatnimi laty rokrocznie przyznaje się Oscara za film dotyczący Holocaustu. Do tej pory zaś nie powstał żaden film fabularny przedstawiający ludobójstwo Ormian.
A teraz dla odpoczynku
współczesna wersja "Ziemi Obiecanej"
Oczywiście w wersji bardziej trywialnej - jakie czasy, takie Buholce.
Dzieło ewidentnie literackie pochodzące z Forum "Dilbertoza" - części Forum gazeta.pl
Autor, niejaki Rifun pisał, pisał, rzesze wielbicieli jego talentu wpadały
w ekstazę, aż tu nagle wziął i zniknął.
Panie Rifun, jeśli jeszcze Pan żyjesz napisz choć co z tobą!!!
*** PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA - 1
...Wtedy też po raz pierwszy zauważył u siebie nieprzeciętne zdolności do robienia złotych "interesów". Zauważył, że loże w lokalu nocnym (tym "ekskluzywnym") są tak skonstruowane, że pomiędzy oparciem i siedziskiem jest szpara w którą wpadają kluczyki, bilon i drobiazgi, które siedzący tam goście noszą w kieszeniach. Zaproponował więc właścicielowi, że będzie zostawał po godzinach i pomagał sprzątającym doprowadzić do porządku salę - właściciel oczywiście się zgodził i jeszcze wyraził zachwyt jaki to pracowity naród ci Polacy.
*** PRZYPADKI DYREKTORA BURAKA - 2
...Postanowił zapytać, co ze sponsoringiem, na co usłyszał, że jest:
"Głupim i zachłannym sk......m któremu jak dać palec to on od razu wpi....li
całą rękę razem z płucami. I dlatego on (czyli Dyr. Burak) nauczy go
kultury i ukaże za chamstwo i więcej nie da żadnych pieniędzy, ani jemu ani
jego innym kumplom z pozostałych klubów". I to, w zasadzie można nazwać
końcem ery Sponsoring w Firmie.
*** Najświeższe wiadomości o Rifunie i dyrektorze Buraku !!!
ROSJA
CZYLI PROSIMY PAŃSTWA DO GAZU
Wysoko na jasnym niebie stał księżyc w pełni. Lasy i pola, niewidoczne przedtem poza obozem, wyłaniały się teraz w dali. A jeszcze dalej, za polami i lasami, widniała jasna, falująca, wabiąca ku sobie dal. Pierre spojrzał w niebo ku dalekim, migającym gwiazdom.
- I wszystko to moje, i wszystko to jest we mnie, i wszystko to ja! - myślał Pierre. - A wszystko to oni ujęli i wsadzili do baraku ogrodzonego deskami!
*** MAKSYM GORKI - ROSYJSKIE OKRUCIEŃSTWO
Fronda nr 7
...Wydaje mi się, że najbardziej jaskrawą cechą moskiewskiego narodowego charakteru jest właśnie okrucieństwo, tak jak humor - angielską. To specyficzne okrucieństwo - to jednocześnie wymyślona z zimną krwią miara dla określenia wytrwałości i oporu w cierpieniu, jakie może osiągnąć człowiek; swego rodzaju próba życiowej siły.
To prawda, ze Rosjanie mają potworną tradycję państwową, ale za to wspaniałą kulturalną. Kto u nas ośmieliłby się tak napisać o NARODZIE, książka Grossa poza szokującą faktografią żadnych ocen generalnych właściwie nie zawiera.
*** Rosja u progu XXI wieku - z profesorem Richardem Pipesem rozmawia Andrzej W. Pawluczuk
Rzeczpospolita - 1995.03.18
...Mówiąc inaczej: państwo, mocarstwo było dla Rosjanina ważniejsze niż jego poczucie narodowe, co znaczy, że Rosjanin widział samego siebie najpierw jako obywatela wielkiego, silnego imperium, a dopiero na drugim planie myślał osobie jako o etnicznym Rosjaninie.
*** MROKI ROSYJSKIEJ DUSZY - ALEKSANDER AGIEJEW
Profil - 11.05.2002
...W historii Rosji trudno właściwie doszukać się epoki, w której naród byłby prawdziwie wolny od odgórnej kontroli, sterowania i nacisku. Nie miał szans wyrobić sobie nawyku gromadzenia, zabiegania o lepsze życie. Chrześcijański ideał cierpliwości w warunkach rosyjskich przekształcił się w ideał przeczekiwania złych czasów. Przeczekiwano zatem mongolskie jarzmo, krwiopijcę-obszarnika, złego cara. Ludzie cierpliwie znosili swoją sytuację, ale nie przyszło im do głowy, by uznać takie urządzenie świata za sprawiedliwe. Jak tylko uścisk na chwilę zelżał - przystępowali do burzenia znienawidzonego porządku. Cierpliwe przeczekiwanie stawało się akumulatorem agresji.
*** Rosyjska dusza - Andrzej Łomanowski
Życie z dnia 2002-03-15
...Kilkadziesiąt lat przed rewolucją piewca rosyjskiej duszy Fiodor Dostojewski wystąpił w Moskwie z przyjętą owacyjnie przemową. A pisarz przedstawił w niej swoją wizję Rosji, jej duszy i roli dziejowej państwa. Dostojewski rzucał gromy na "egoistyczny i antychrześcijański Zachód", przeciwstawiając mu "po bratersku chrześcijańską Rosję". Historyk Nikołaj Karamzin tłumaczył zaś, na czym polega "braterskie chrześcijaństwo": "[Rosja] odkryła kraje dotąd nieznane, wprowadziła je do powszechnego systemu geografii i historii, oświeciła wiarą Boską, bez przymusu, bez zbrodni używanych przez innych zelantów chrześcijaństwa w Europie i Ameryce - a jedynie przykładem wyższości".
*** Marcin Wojciechowski - Dziennik podróży z Kijowa do Moskwy
Gazeta Wyborcza - 10-12-2004
Sekret duszy rosyjskiej nader łatwo objaśnić, wystarczy zaznajomić się z reakcją władz i narodu na nieoczekiwany wynik wyborów prezydenckich na Ukrainie.
*** Andrzej Wróblewski - Kawior
...Większość rosyjskich handlowców zdaje się po prostu mniemać, że życie bez niedoróbek byłoby śmiertelnie nudne. Czas między jedną a drugą transakcją trzeba przecież jakoś wypełnić i wypełnia się go wyjaśnianiem nieporozumień, które wyłącznie w tym celu są prowokowane. Zresztą, o sumiennym i punktualnym biznesmenie można powiedzieć jedynie, że jest jakiś taki nijaki. Nikt go przy wódeczce nie wspomni i w zasadzie będzie traktowany jak powietrze. A na takie lekceważenie prawdziwy człowiek interesu w żadnym wypadku pozwolić sobie nie może. Tak więc powiedzieć w Rosji, że ma się do kogoś zaufanie w interesach, to powiedzieć tyle tylko, że trzeba uważać, bo lada chwila ten ktoś może je zawieść. Gdybym po każdym nadużyciu zaufania przez swoich kontrahentów, obojętnie zresztą, z jakiej branży, zachowywał się pryncypialnie i zrywał wszelkie z nimi stosunki, to w krótkim czasie straciłbym wszystkich. Nowych też bym łatwo nie znalazł, bo szybko rozeszłaby się wiadomość, że jestem człowiekiem nie do życia i nie ma sensu wchodzić ze mną w żadne interesy.
*** OBRAZKI MOSKIEWSKIE - JERZY CZECH
Rzeczpospolita - 1999.11.20
Niedobitki moskiewskiej inteligencji balują na Titaniku
*** Przenicowanie - WŁADIMIR BUKOWSKI
Rzeczpospolita - 1998.03.14
...Mój Boże, przecież oni wszyscy
cierpieli, walczyli, byli prześladowani - taki już był ten reżim sowiecki,
którego istota nie zmieniła się od czasów Stalina. Nawet owi uczeni, którzy
roztrącając łokciami kolegów, pchali się, aby złożyć swój podpis
przeciwko Sacharowowi. Jakże by inaczej? Pokrzywdzeni byli ci, którym nie udało
się podpisać, nie weszli do grona "wybitnych sowieckich uczonych". I
mój przypadkowy rozmówca, którego "zesłano" za nieprawomyślność
na ambasadora do nieciekawego zachodniego kraju.
Jak to
mówią, cała prawda o rosyjskiej inteligencji
*** Na przyklad Charczikow - Nowi bardowie Rosji - ANNA LABUSZEWSKA, WOJCIECH GÓRECKI
Tygodnik Powszechny
...Spis piosenek to jednocześnie katalog rosyjskich kompleksów, fobii,
tęsknot, lęków, żalów, chęci i niechęci: "Okrutny Jahwe",
"Dobij Czeczeńca!", "W głodnej, wynędzniałej, nieogrzanej
Rosji", "Odpowiecie nam za wszystko!", "Za długo słuchałem
demokratów", "Jelcyn, Jelcyn, jak niegdyś Führer, utopił kraj we
krwi", "Rosjo, chwyć za topór"... Kasetę można bez problemu
kupić w centrum Moskwy na stacji metra.
Takie są
fakty, obecnie grób Wysockiego nie jest już zasypany kwiatami. Tylko kilka
plastikowych wieńców.
*** Diakon Andriej Kurajew - Tajemnica 8 marca
FRONDA nr 11/12 - 1998
Diakon Kurajew, jak informuje kochana "Fronda" najwybitniejszy obecnie teolog Cerkwi prawosławnej odważnie szkicuje historię Święta Kobiet. Wymyślonego dla uczczenia kobiet-komunistek. Które były Żydówkami. Więc genezy święta należy szukać w judaizmie.
*** Sonia Szostakiewicz - Święta Ruś i Trzeci Rzym
FRONDA nr 11/12 - 1998
Idea Moskwy jako Trzeciego Rzymu - może najistotniejsza doktryna w dziejach ludzkości. Można przecież udowodnić jej wpływ na imperializm Rosji carów i komunistów.
*** Agent Drozdow - MICHAIŁ SITNIKOW
Index-Dossier na Cenzuru - Nr 14, 2002
Co by tu jeszcze o Aleksym II, Patriarsze Moskwy i Wszechrusi? Kilka
lat temu kawalkada samochodów terenowych z Patriarchą przejeżdżała ulicami
Moskwy. Aż tu naraz jeden z nich, jak pamiętam terenowa Toyota uderzyła
kobiecinę, raniąc ją ciężko. Kawalkada z rzeczonym Patriarchą zatrzymała
się, pojawiła się milicja, z auta Patriarchy wysiadł ochroniarz mówiąc
"stróżom prawa", że to on jest winny. Po czym kawalkada pojechała
dalej.
Panie Boże, Jezusie Chrystusie, Józefie Święty - dzięki Wam składam, że nie urodziłem się w ojczyźnie Czechowa i Babla !!!
*** NIEUDANA PRÓBA REHABILITACJI - Własow nadal zdrajcą
Tribuna - 4.01.2002
...W przerwach pomiędzy pracą nad "historycznymi manifestami" i
troską o prywatne sprawy Własow wypełniał także swój nowy żołnierski
obowiązek. "Wojska generała Własowa walczyły bardzo dzielnie na
przedmieściach Berlina - zapisał w swoim dzienniku główny ideolog faszyzmu,
Goebbels. - Wstyd mi, kiedy czytam w raportach oficerów tych wojsk o tym, że
żołnierze niemieccy sprawiają wrażenie zmęczonych i nie chcą walczyć".
Okazuje się, że własowcy próbowali wzmocnić bojowego ducha w wycieńczonych
obrońcach Berlina. Straszny finał - bronić cudzej stolicy, skazanej na
przegraną!
*** WYCHOWANIE WOJSKOWE - Narybek Rosji - GALINA KOWALSKAJA
Jeżeniedielnyj Żurnał - 04.02.2002
- Często organizujemy spotkania z weteranami wojen. Zapraszamy duchownych prawosławnych. Na zajęciach teoretycznych nieraz zresztą przychodzi nam wypełniać luki, które pozostawiła szkoła: wielu chłopców nie wie, gdzie leży jaki kraj i kiedy zaczęła się Wielka Wojna Ojczyźniana. Nawet najmłodsi obowiązkowo zabierani są na wycieczkę do pobliskiego monasteru: Niech widzą, że dyscyplina i posłuszeństwo obowiązują nie tylko w armii. Puste miejsce po patriotyzmie usiłuje zająć "idea prawosławna", flirtująca nieraz z nacjonalizmem, nieraz z nurtami faszystowskimi.
*** Apokalipsa poborowego
Newsweek Polska nr 19/02 - 2002
Kiedyś czytałem opowiadanie ukraińskiego autora opisującego
metro w Kijowie, gdzie na stacji pojawiają się milicjanci i blokują wyjścia.
Kto "z twarzy" wygląda na 20-latka jest legitymowany i odstawiany do
wojskowej komendy... i do woja. Myślałem, że to takie kafkowskie fantazje.
*** Czeczenki już nie płaczą - KRYSTYNA KURCZAB-REDLICH
Dziennik Polski - 11 X 2002
Niegdyś Waleria Nowodworska napisała o Rosjanach, iż naród ten przez tak długie wieki używał mięśni do wszelkich działań, że nastąpił zanik mózgu. I gdyby nawet Rosjanie chcieli coś przemyśleć, zachować się racjonalnie, to nie mogą.
Eksterminacja Czeczenów to taki sam problem, jak zmiana Teatru na Dubrowce w komorę gazową. Co, jak wiadomo wywołało w Rosji powszechny entuzjazm i miłość do specnazu i Putina.
Czeczenia w 1991 liczyła 1,3 mln mieszkańców. Jak wyczytałem w październiku 2002 r. według oficjalnych danych rosyjskich w czasie wojny (I i II) w Czeczenii zginęło 10 tys. żołnierzy rosyjskich, nieoficjalnie 30 tys. Liczba zabitych Czeczenów (czy może raczej mieszkańców Czeczenii) to 100 tys.
*** Komsomolska-nostra - SIERGIEJ DIUPIN
Kommiersant Włast' - 6.11.2001
Ministerstwo Sprawiedliwości
Rosji szacowało niedawno, że 50% gospodarki rosyjskiej kontrolowane jest przez
mafię. Znowu wiceprzewodniczący partii "Jabłoko" twierdzi, iż w ciągu
10 lat rosyjskiej prywatyzacji kuponowej w trakcie przejmowania kontroli nad majątkiem
firm przez mafię zginęło 20 tys. ludzi. I jeszcze informacja z lutego 2002 r.
z "Forum" - mafia rosyjska liczy szacunkowo 114 tys. członków, a włoska
mafia, tak rozreklamowana tylko 20 tys. I tyle tylko z tego szczęścia dla
ludzkości, że Rosjanie są wybitnie rozproszkowani, nie ma rosyjskiej
zcentralizowanej Cosa Nostry, czy nawet "Pruszkowa".
*** Rosyjski Sing-Sing - ANDRIEJ SKROBOT, MICHAIŁ CIMMERING
W podobnych, humanitarnych obozach karnych zmarli czeczeńscy komendanci - Salman Radujew w grudniu 2002 r. i Turpał-Ali Atgierijew w sierpniu. Obaj zmarli z powodu wewnętrznego krwotoku, jak zaskakująco szczerze wyznały władze.
*** Wywiad z Aleksandrem Duginem - "Czekam na Iwana Groźnego"
FRONDA, nr 11-12, 1998
...My Rosjanie i Niemcy
rozumujemy w pojęciach ekspansji i nigdy nie będziemy
rozumować inaczej. Nie jesteśmy zainteresowani po prostu
zachowaniem własnego państwa czy narodu. Jesteśmy
zainteresowani wchłonięciem, przy pomocy wywieranego przez nas
nacisku, maksymalnej liczby dopełniających nas kategorii. Nie
jesteśmy zainteresowani kolonizowaniem tak jak Anglicy, lecz
wytyczaniem swoich strategicznych granic geopolitycznych bez
specjalnej nawet rusyfikacji, chociaż jakaś tam rusyfikacja
powinna być. Rosja w swoim geopolitycznym oraz
sakralno-geograficznym rozwoju nie jest zainteresowana w
istnieniu niepodległego państwa polskiego w żadnej formie. Nie
jest też zainteresowana istnieniem Ukrainy. Nie dlatego, że nie
lubimy Polaków czy Ukraińców, ale dlatego, że takie są prawa
geografii sakralnej i geopolityki...
Biedni Ruscy, co im się kłębi w tych głowinach.
Czas temu jakiś czytałem, iż głównym zajęciem rosyjskich żołnierzy
stojących na warcie jest strzelanie do psów. Racje żywnościowe są bardzo
małe...
*** FASZYZM W ROSJI - Czwarta Rzesza - SIEMION CZARNYJ
Moskowskije Nowosti - 16-22.04.2002
Z jakichś powodów (a z jakich, koteczku?) faszyzm od końca II wojny stał
się w Rosji ideą atrakcyjną. "Pierwsza grupa zwolenników Hitlera w Związku
Radzieckim powstała - co za paradoks - w środowisku dzieci najwyższych
funkcjonariuszy państwowych pod koniec lat 40." I znowuż aż strach pytać
- o co chodzi?
*** SOCJALIZM Z ZAPACHEM ONUC I NOWY PODZIAŁ - WOJCIECH GÓRECKI
Fronda nr 7
Czytając brednie Żyrinowskiego pamiętajmy, że to anachronizm, pocieszna postać wprost z wesołych lat 90-tych. Lat, kiedy Jelcyn wywracał się o własne nogi, a sam Ż. proponował likwidację długów Rosji poprzez masową sprzedaż rosyjskich dziewic Arabom za 10 000 $ sztuka.
No, było śmiesznie, ale się skończyło. A teraz, kto się będzie śmiał,
ten dostanie w RYJ !
*** Uchodźcy we własnym kraju - JADWIGA BUTEJKIS
Rzeczpospolita - 1998.03.25
...W dawnych, dobrych czasach gdy Związek Radziecki był jednolitym państwem,
25 mln Rosjan, rozsianych po różnych republikach etnicznych, miało -
nieformalnie - status uprzywilejowanej "rasy panów". To oni zajmowali
najwyższe i najważniejsze stanowiska w kraju, oni kierowali życiem
gospodarczym i politycznym, język rosyjski był językiem oficjalnym. Dotyczyło
to nie tylko republik środkowoazjatyckich czy nadbałtyckich i Kaukazu, ale również
Białorusi i Ukrainy. Do tej pory znaczna część ludności tych krajów lepiej
zna język rosyjski niż ojczysty i posługuje się nim najchętniej.
*** Bezprizorni
Newsweek Polska nr 41/02 - 2002
...Po artykule o tragicznym losie bezdomnego psa do redakcji
"Moskowskiego Komsomolca" zgłosiło się 124 czytelników chcących
go przygarnąć. Po trzech artykułach o bezdomnym chłopcu ze szpitala Św. Włodzimierza
było 27 telefonów.
*** Mistrz superstar?
Res Publika - styczeń 2003
...Byłoby dobrze, gdybyśmy mówili o mistrzach czy autorytetach w sferze bardziej duchowej niż rynkowej. I tu przykład Wajdy i Pendereckiego jest wymowny. Mnie nie boli Zemsta, natomiast boli mnie, kiedy Wajda mi mówi, że mówi o rzeczach ważnych, że przygląda się naszej współczesności i tak dalej. Ten mentorski ton Wajdy! Te kaznodziejskie bajdy Wajdy stają się zakalcem naszej tak społecznej, jak artystycznej dyskusji. Dla mnie byłoby dużo sympatyczniejsze, gdyby powiedział: zrobiłem rzecz dla rozrywki i dla pieniędzy. Penderecki pisze muzykę, ale potem mówi, że on tą muzyką naucza świat, że pragnie swoją muzyką kulturę wyprowadzić z kryzysu, także i tego etycznego.
*** PATRICK J. KIGER - Nie z każdego jaja będzie Kolumb - ZŁOTY WIEK PRZECIĘTNOŚCI
Los Angeles Times - 7.03.2004
...W 2002 roku na wystawie w nowojorskim New Museum of Contemporary Art można było zobaczyć "Kloakę", wypełniającą całe pomieszczenie mechaniczną instalację belgijskiego rzeźbiarza Wima Delvoye'ego, która miała przedstawiać działanie systemu trawiennego człowieka. Dwa razy dziennie z jednej strony instalacji wkładano talerz pełen jedzenia z manhattańskiej restauracji, które następnie przechodziło przez skomplikowaną plątaninę rur i kadzi, gdzie za pomocą komputera poddawano je działaniu enzymów, kwasów i bakterii. Mniej więcej dzień później, z drugiego końca rzeźby wydobywała się brązowa substancja, która do złudzenia przypominała ludzkie odchody.
Schodami w górę, schodami w dół
czyli o mafii polskiej
...9 listopada 1989 roku podczas widzenia Marek włożył kurtkę i czapkę brata. Z resztką domowego ciasta udał się do jego celi. Nikodem w kurtce Marka bez problemu wyszedł z więzienia. Przez trzy miesiące nikt się nie zorientował. Wszystko wydało się dopiero 6 lutego 1990 roku, kiedy więzienie odwiedzili policjanci z Hamburga zaniepokojeni kartką pocztową, jaka przyszła do nich z Polski. Podpisał ją Nikodem S. Ten wyczyn trafił na czołówki niemieckich gazet. "Polski ojciec chrzestny znika" - pisały.
...W środę 23 marca 2000 roku Ireneusz Sekuła, harcmistrz Polski Ludowej, były wicepremier i biznesmen, nie miał dobrego nastroju. Większą część wieczoru spędził samotnie w jednej z warszawskich restauracji. Potem wrócił do biura przy ulicy Brackiej. Zadzwonił do córki. Jak wynikało z późniejszych ustaleń - po to, aby się pożegnać. Po kilkudziesięciu minutach znalazła go z trzema kulami w ciele. Według najbardziej prawdopodobnej wersji, miał strzelać do siebie z własnego rewolweru, dwukrotnie w brzuch i raz w klatkę piersiową. W szpitalu leżał miesiąc. Zmarł na początku maja. ...Pojawiła się równo 10 lat temu, obchodzi właśnie urodziny. Przez kilka pierwszych lat była bezimienna - politycy upierali się, że w Polsce żadnej mafii nie ma. Chrztu dokonali dopiero dziennikarze. Z właściwą tej profesji skłonnością do przesady ogłosili wszem i wobec, że oto narodziła się nad Wisłą rodzima odmiana cosa nostry, camorry i triady. Brutalna, chciwa i groźna. To dziennikarze wprowadzili do społecznego obiegu nazwy: Pruszków, Wołomin, Otwock. Przez 10 lat polscy mafiosi wykonywali swój fach w poczuciu bezkarności. Rabowali, przemycali, mordowali - a wszystko w świetle jupiterów i bez skrępowania. Nawet jak trafiali za kraty, to na krótko.
...- Mafia pruszkowska przez lata doglądała interesów grupy polityków SLD. Zaczęło się od maszyn do gier, a potem były milionowe pożyczki. Człowiekiem, który udzielał pożyczek w imieniu "Pruszkowa", był Bogusław Bagsik. To do niego przychodzili m.in. poseł Jerzy Dziewulski i Ireneusz Sekuła, wicepremier w rządzie Mieczysława Rakowskiego. Gotówka, którą pożyczali, pochodziła z kieszeni zaprzyjaźnionego z Bagsikiem Andrzeja Kolikowskiego (Pershinga). Pośrednikiem w interesach pomiędzy gangiem a politykami był m.in. Wojciech P. - kandydat na ministra budownictwa w połowie lat 90.
...- W swoich zeznaniach Masa delikatnie obszedł się z politykami. Szkoda, że nie powiedział więcej! Na przykład tego, jak obecny poseł Samoobrony z Trójmiasta jeszcze kilka lat temu zlecał gangowi pruszkowskiemu ściganie dłużników. Szkoda, że nie opowiedział, jak na polecenie niedoszłego ministra budownictwa Wojciecha P. obrzuciliśmy granatami auto mecenasa Ś., bo przegrał proces. To P. zlecił nam także pobicie na Saskiej Kępie jakiegoś gościa, który mu podpadł. Żeby policja nie drążyła tej sprawy, P. kupił komendzie radiowóz - opowiada przyjaciel Masy.
...- Młodzi gangsterzy wszystko przeznaczają na bieżącą konsumpcję - ocenia nasz rozmówca z CBŚ. - Po udanym napadzie na tira przez tydzień, najwyżej dwa, bawią się do upadłego. Potem spłukani znów szukają fartu. Oszukują jedni drugich, wciąż są sobie nawzajem winni jakieś pieniądze, stąd wybuchające gwałtowne, kończące się użyciem broni, kłótnie o szmal. ...Stanisław Staszewski, poeta i bard, ojciec "Kazika", napisał kiedyś piosenkę "Knajpa morderców". Jej klienci, pogrążeni w melancholii, wspominają czasy zawodowej prosperity: "Szafa wygrywa rzewne kawałki / Siedzą mordercy, łamią zapałki. Wracajcie słodkie chwały godziny / Sławne gonitwy i strzelaniny". W Warszawie knajpa dla zawodowych zabójców z pewnością świeciłaby pustkami. Nie dlatego, że w stolicy brakuje zabójstw na zlecenie - od początku 2002 roku popełniono ich 18. Nie ma jednak profesjonalnych egzekutorów. Zabijają nieudolni amatorzy.
*** ADAM ZADWORNY - Antyballada o Nikosiu
Gazeta Wyborcza - 11/07/2005
*** Dorota Kania - Niebezpieczne związki
Nowe Państwo - 2001
*** PIOTR PYTLAKOWSKI - Gangrena
Polityka - nr 39, 2000 r.
*** Wojciech Sumliński - To tylko mafia
Wprost - 20 lipca 2003
*** Ewa Ornacka - Masa informacji
Wprost - 27 lipca 2003
*** PIOTR PYTLAKOWSKI - Nieobliczalni, brutalni, źli
Polityka nr 50, 2002 r.
*** Igor Ryciak - Amatorzy bez skrupułów
Newsweek nr 33, 2003 r.
*** VIOLETTA KRASNOWSKA - SMĘTNA STAROŚĆ MAFIOSA
NEWSWEEK - 25.07.2010
...Po wyjściu z więzienia "starzy" zastali więc kompletną pustkę. - Nawet ludzi nie mieli. Ich "żołnierze" odeszli. Powstały nowe strefy wpływów, każda grupa ma jakiś rejon, żyje z agencji towarzyskich albo z udziału w handlu narkotykami. Nie było ostatnio wojen. Widać, że wszystko zostało poukładane. I nikt nie chce rezygnować z dochodu ani dzielić się ze "starymi". Nowe czasy, nowi ludzie - tłumaczy oficer operacyjny CBŚ, który od lat śledzi wydarzenia w warszawskim podziemiu.
A poniżej możecie sobie poczytać jak wyglądałaby nasza kochana ojczyzna, gdyby nie wkroczyli do akcji dzielni agenci CBŚ i nie rozbili polskiej mafii. Chyba nikt nie docenia wagi powołania do życia Centralnego Biura Śledczego i zniszczenia mafii pruszkowskiej. Jeszcze kilka lat swobodnego rozwoju a "Pruszków" stałby się może polską Cosa Nostrą a rolę włoskiej chadecji pewno odegrałby SLD. Jednak III RP nie była aż taka zła, skoro zmobilizowała się do walki z mafią. Pamiętajmy, zrobili to Marek Biernacki i Adam Rapacki.
*** Marcin Wojciechowski - Chłopcy z donieckiej ferajny
Gazeta Wyborcza - 29-11-2002
...Rok po śmierci Bragina, jesienią 1996 r., Achmetow został prezesem Szachtara Donieck, a Janukowycz wicegubernatorem od polityki przemysłowej. W listopadzie zamordowano poprzedniego gubernatora obwodu donieckiego Jewhena Szczerbania. Zginął na miejscowym lotnisku, schodząc razem z żoną z trapu samolotu. Zabójcy wjechali na płytę w milicyjnym gaziku. Byli ubrani w mundury maskujące. Puścili kilka serii z kałasznikowów, upewnili się, że Szczerbań nie żyje, i uciekli. Milicja do dziś zastanawia się, dlaczego ochrona lotniska nawet nie próbowała ich zatrzymać.
*** Miłada Jędrysik - WARIACI MIASTA PALERMO
Gazeta Wyborcza - 04/08/1995
...To na tym skrzyżowaniu 23 maja 1992 roku 500 kilo trotylu rozerwało byłego członka słynnej grupy antymafijnej z prokuratury w Palermo, sędziego Giovanniego z Falcone, jego żonę Francescę i trzech członków ich eskorty. Państwo Falcone przylecieli z Rzymu, zamierzając spędzić spokojny weekend na jachcie przyjaciela. W dwa miesiące później w Palermo wysadzono w powietrze jego przyjaciela i współpracownika z grupy antymafijnej, Paolo Borsellino. Paolo Borsellino właśnie wsiadał do samochodu po wizycie u swej matki. Gdy w mieszkaniu staruszki wyleciały w oknach wszystkie szyby, wiedziała już, co stało się z jej synem.
*** AGNIESZKA ZAKRZEWICZ - Obrzyn i szpilki
Polityka - nr 15/2002
...Pogrzeb 19-letniej Rity Atria, która była najmłodszym świadkiem koronnym płci żeńskiej (w procesie przeciwko zabójcom ojca i brata) - stał się ogólnokrajową manifestacją środowisk kobiecych. Kiedy mafia zabiła Borsellina - Rita rzuciła się z okna. Na jej pogrzebie w Partanna matka nie pojawiła się uważając, że córka jest zdrajczynią. Przyjechały za to kobiety z całych Włoch. Stara Atria przyszła na grób po kilku dniach i zdjęcie córki rozbiła młotkiem. Dziewczynka prowadziła dziennik, napisała w nim: "Mafia to także my - nasze ślepe i głuche milczenie".
*** SVEN BODECKER - Czcigodni ludzie honoru
Die Woche - 04.01.2002
...W 1925 r. Benito Mussolini rozkazał usunąć prefekta Palermo i obsadzić urzędy ślepo oddanymi faszystami. Po wieloletnich zakrojonych na szeroką skalę czystkach Mussolini uznał mafię za pokonaną. Jej powrót rozpoczął się w roku 1943. Alianci chcieli zająć wyspę i zwrócili się z prośbą o wsparcie do przebywającego w USA bossa mafijnego Lucky'ego Luciano, który pozostawał wszak w dobrych stosunkach z "antyfaszystami", bo tym właśnie stali się mafiosi za sprawą Mussoliniego. A że byli przy tym jeszcze antykomunistami - tym lepiej. W dowód wdzięczności za okazane usługi dopuszczono ich po desancie wojsk alianckich do lokalnej polityki i niejednokrotnie powierzano funkcje burmistrzów.
*** Piotr Kowalczuk - Bogobojny mafioso
Rzeczpospolita - 29.04.2006
...Toto Riina mordując z Provenzano setki mafijnych rywali i ich bliskich w wojnie 1981 - 1983 został "capo di tutti capi", ale kilku niedobitków - ze strachu lub zemsty - poszło na współpracę z policją. Za kratkami znalazło się ponad pięciuset mafiosów. Riina odpowiedział w jedyny sposób, jaki znał. Wypowiedział wojnę państwu włoskiemu. Ginęli politycy, dziennikarze, policjanci i sędziowie. Riina z Provenzano toczyli wojnę nawet poza Sycylią. Bomby wybuchły w Rzymie (m.in. w bazylice św. Jana na Lateranie) i Florencji. Na Sycylii wylądowało siedem tysięcy regularnego wojska. W 1993 r. Riina został schwytany.
*** Piotr Kowalczuk - Kalabria - protektorat mafii
Rzeczpospolita - 25.08.2007
...15 sierpnia nad ranem mafijne komando położyło trupem pod włoską restauracją Da Bruno w Duisburgu sześciu mężczyzn. Wszystkie ofiary poza urodzonym w tym mieście synem włoskich emigrantów pochodziły z San Luki, gdzie od 1991 roku toczy się krwawa wojna Vottari-Pelle i Nirta-Strangio, dwóch klanów kalabryjskiej 'ndranghety, najpotężniejszej mafijnej organizacji w świecie kontrolującej handel kokainą na czterech kontynentach. Po raz pierwszy mafijne porachunki wylały się poza granice Italii. Włoska policja lada dzień spodziewa się odwetu i obawia, że wkrótce cała Kalabria może znów spłynąć krwią. Po pustych ulicach San Luki krążą policyjne patrole, karabinierzy na rogatkach przeszukują samochody, ale wszyscy, od ministra spraw wewnętrznych po miejscowego proboszcza, zdają sobie sprawę, że na dalszy rozwój wypadków nie będą mieli większego wpływu, bo Kalabrią rządzi 'ndrangheta, a struktury państwa to przeszczep, który się tam nigdy nie przyjął.
*** Piotr Kowalczuk - Plunąć policjantowi pod nogi
Rzeczpospolita - 19.02.2005
...W Scampii camorra organizuje życie - ściąga podatki, inwestuje, daje zatrudnienie, kredyty, świadczy usługi. Pilnuje porządku i zawiaduje wymiarem sprawiedliwości. Gdy w 1997 roku z powodu ślamazarności neapolitańskiego sądu ku oburzeniu mieszkańców dwóch miejscowych pedofilów uniknęło odpowiedzialności, zamachowcy camorry położyli ich trupem w biały dzień w 24 godziny po opuszczeniu przez nich aresztu. Zresztą mieszkańcy Scampii i Secondigliano nie idą po sprawiedliwość do sądu. Szukają jej u lokalnego bossa. Podobnie jest z pracą, kontraktem budowlanym, zezwoleniem, zaświadczeniem. W oczach mieszkańca Scampii camorra wcale nie jest pasożytem. Żyje z nią w symbiozie. Niekoniecznie ze strachu. Mafijna rzeczywistość jest jedyną, jaką zna. Pasożytem jest dla niego państwo ze swoimi podatkami i policją, która stara się zrujnować świetnie idący narkotykowy biznes. W wojnie państwa z camorrą stoi po mafijnej stronie barykady. Gdy 7 grudnia ubiegłego roku o świcie 1500 karabinierów i strażaków z ciężkim sprzętem, przy wsparciu z powietrza, rozpoczęło forsowanie fortyfikacji camorry, by aresztować 65 jej członków, z góry obrzucano ich czym popadnie. Karabinierzy po zdobyciu barykad stawali oko w oko z murem złorzeczących im kobiet, nierzadko w widocznej ciąży. Uciekających kamorystów zasłaniały własnymi ciałami. Dwunastu udało się zbiec.
*** Maciej Kuczyński - Japonia chora na mafię
Rzeczpospolita - 20.04.1996
...Siła yakuzów bierze się zarówno z kontaktów z rządzącą partią PLD, jak i z cichego porozumienia z policją. Yakuzi czasami zapewniali sobie dobre stosunki z policją za pomocą przekupstwa, ale najczęściej warunkiem pasywności policji wobec mafii było ograniczanie przez gangsterów poziomu "widzialnej" przestępczości (napady, kradzieże, włamania, itp) . Dlatego Japonia miała zawsze najniższy stopień przestępczości spośród krajów rozwiniętych. Yakuzi dbali o to, aby policja odnosiła "sukcesy" podczas spektakularnych akcji antymafijnych, o których gangsterzy byli wcześniej uprzedzani. W czasie jednej nocy aresztowano tysiące ludzi - rano policjanci mogli pokazać dziennikarzom sporą ilość narkotyków, pieniędzy i broni. W zamian zatrzymani yakuzi bardzo szybko wychodzili na wolność. Bandyci mieli także obowiązek względnej dyskrecji w załatwianiu porachunków i nie wolno im było otwarcie zakłócać spokoju społeczeństwa. Dzięki przestrzeganiu tych warunków, władze i policja pozwalały yakuzom na praktycznie jawne działanie - większość wielkich gangów japońskich ma swoje siedziby w biurowcach, noszących nazwę gangu i jego godło.
*** Maciej Jarkowiec - Mafia na włosku
Przekrój - 21 lutego 2008
...Powstaniu nowoczesnej struktury mafijnej w USA pomogła prohibicja i talenty Charlesa "Lucky" Luciano. Antyalkoholowa poprawka do konstytucji, która weszła w życie w 1920 roku, pozwoliła gangsterom, do tej pory trudniącym się głównie ściąganiem haraczy, wypłynąć na szerokie wody kryminalnej działalności. Błyskawicznie wyrosły nielegalne destylarnie, rozkwitł handel z Kanadą i dostawcami zza oceanu. W tym samym czasie wielu czołowych mafioso z południa Włoch uciekło do USA przed zwalczającym ich Mussolinim. Dwóch z nich - Giuseppe Masseria i Salvatore Maranzano - założyło w Nowym Jorku pierwsze "rodziny" - organizacje mafijne oparte na hierarchicznym porządku. Na czele rodziny stoi boss, który ma pod sobą underbossa. Drużynami złożonymi z zaprzysiężonych członków mafii (tak zwani zrobieni - made guys) kierują capo (kapitanowie). Są też współpracownicy, którzy mogą dostąpić "zrobienia", jeśli mają korzenie w południowych Włoszech.
*** Historia przestępczości zorganizowanej
...Luciano uznawał Lansky'ego za "największy mózg" i człowieka, który "widział, co jest za rogiem". Meyer pomógł we wprowadzeniu amerykańskiej mafii w świat hazardu i narkotyków, przewidując, że wcześniej czy później profity wynikające z prohibicji muszą się skończyć, Jego zdolność do myślenia i planowania uczyniła z niego również doradcę zaprzyjaźnionych mafijnych szefów, który uczył ich prania pieniędzy po uwięzieniu Capone'a za malwersacje podatkowe. Był pierwszym gangsterem, który, w 1934 r. założył konto bankowe w Szwajcarii, a także pierwszym, który wszedł w posiadanie zagranicznego banku. Uprzywilejowana pozycja Lansky'ego oraz jego nieprawdopodobne dziedzictwo spowodowane były tym, że po 1933 r. uzyskiwał dla syndykatu zyski większe niż ktokolwiek inny. Lansky zachował swą główną rolę w prowadzeniu Narodowego Syndykatu Przestępczego aż do 1970 r., kiedy przeszedł na "emeryturę".
*** JOHN LAWRENCE REYNOLDS - MAFIA I COSA NOSTRA
...D'Amato był głową De Cavalcante, największej mafijnej rodziny w New Jersey, ponoć pierwowzoru bohaterów popularnego telewizyjnego serialu Rodzina Soprano. Był także zaufanym osławionego Johna Gottiego, co mogłoby go chronić w innych czasach i innych okolicznościach. Jednakże D'Amato zaczął ze swoją przyjaciółką Kelly odwiedzać kluby, w których kobiety i mężczyźni wymieniali się partnerami i uczestniczyli w seksie grupowym. Przy okazji nieraz, co widziała przyjaciółka, uprawiał seks oralny z innymi mężczyznami. Kobieta ze łzami w oczach wyznała to jednemu z jego mafijnych kolegów, który opowiedział o całej sprawie donowi Vincentowi Palermo (Vinny Ocean). Wielki boss kazał zamordować D'Amato. Powód był jasny. "Nikt nie będzie nas szanował, jeśli jeden z naszych szefów zasiadający do rozmów o interesach będzie homoseksualistą" - zeznał w sądzie zabójca.
*** TIM NEWARK - MAFIA NA WOJNIE - WSPÓŁPRACA WIELKICH GANGSTERÓW Z ALIANTAMI
...Historia tego, jak rząd USA zawarł układ z Luckym Luciano i jego wspólnikami, by bronić Wschodniego Wybrzeża USA przed sabotażem, zapisana jest w Raporcie Herlandsa z 1954 r. Było to śledztwo przeprowadzone pod kierunkiem Thomasa E. Deweya i miało ustalić szczegóły kontaktów między Wywiadem Marynarki USA i nowojorskimi mafiosami. Marynarka USA nie była zadowolona z ustaleń śledztwa i raport pozostawał tajny przez wiele dziesięcioleci. Nadal nie został opublikowany.
...W latach trzydziestych u steru syndykatu znajdowali się Lucky Luciano, Meyer Lansky oraz kilku czołowych gangsterów z Nowego Jorku i New Jersey, zaś Chicago - pogrążone w chaosie po aresztowaniu Ala Capone - nie odgrywało większej roli w tej organizacji. W ciągu dekady lat czterdziestych za ważniejsze decyzje dotyczące spraw syndykatu odpowiadała tzw. Wielka Szóstka: Frank Costello i Joe Adonis reprezentowali interesy rodzin mafijnych z Nowego Jorku, Meyer Lansky reprezentował samego siebie, pozostałych gangsterów żydowskiego pochodzenia (takich jak Moe Dalitz) oraz przebywającego na wygnaniu Luciano, który przed deportacją nakazał "słuchać Lansky'ego"; Longy Zwillman reprezentował gangi z New Jersey, a Tony Accardo i Greasy Thumb Guzik co tydzień przylatywali na zebrania z Chicago, aby zabierać głos w imieniu tamtejszych organizacji przestępczych. Skład etniczny Wielkiej Szóstki - trzech Żydów i trzech Włochów - zadaje kłam popularnemu twierdzeniu, jakoby Mafia monopolizowała przestępczość zorganizowaną na terenie USA.
...W 1931 r., za sprawą Lucky'ego Luciano oraz żydowskiego gangstera Meyera Lansky'ego, zawiązano syndykat regulujący sprawy przestępczości zorganizowanej na całym terenie Stanów Zjednoczonych. Warto zauważyć, że w owym czasie siły Mafii - nawet jeśli uwzględnić wszystkich gangsterów pochodzenia włoskiego, a nie tylko Sycylijczyków - nie dominowały na amerykańskiej arenie przestępczej. Rzecz jasna nie istnieje żaden oficjalny "spis gangsterów", ale można zaryzykować twierdzenie, że w chwili powstania syndykatu gangsterzy żydowscy przeważali liczebnie nad włoskimi. Pomimo to współpraca między obiema narodowościami zawsze układała się dobrze. Włosi uciekali przed biedą panującą w ich ojczyźnie, zaś Żydzi byli zbiegami z gett Europy. Obydwie grupy przybyły do USA mniej więcej w tym samym okresie i obydwie musiały borykać się z podobnymi formami dyskryminacji. Charakterystycznym przejawem współpracy żydowsko-włoskiej był skład zbrojnego ramienia syndykatu, osławionej grupy Murder, Inc., dzielącej się mniej więcej po połowie na Żydów i Włochów. Zgoda pomiędzy obydwiema grupami nie objęła organizacji irlandzkich.
Na początku lat 30-ych w USA doszło do integracji przestępców na wielką skalę, konsekwencje tego są boleśnie odczuwane nawet dziś. Po pierwsze dokonała się integracja środowiska mafii włoskiej w USA czyli cosa nostry. Powstało w tym czasie 25 rodzin mafijnych działających w największych miastach USA i Kanadzie. Jednak co istotniejsze dokonano zintegrowania gangów żydowskich i włoskich w ramach tzw. syndykatu. Powstały dwie komisje mafijne: nowojorska grupująca tylko włoskich gangsterów i 6-osobowa komisja krajowa (narodowa) koordynująca przestępczość żydowsko-włoską. Obecnie funkcjonuje już tylko komisja nowojorska, zaś syndykat ogólnokrajowy jest tylko wspomnieniem.
*** ZBIGNIEW BASARA - Rosyjska ośmiornica
Gazeta Wyborcza - 05/12/1997
...Opierając się na szacunkach rosyjskiego ministerstwa spraw wewnętrznych i FBI, autorzy raportu obliczyli, że w Rosji działa obecnie 8 tys. grup kryminalnych, liczących ponad 100 tys. członków. Co najmniej 200 największych prowadzi też przestępczą działalność w 50 krajach świata: od Japonii, Chin i Korei Południowej przez Turcję po Stany Zjednoczone. Te międzynarodowe kryminalne konglomeraty nawiązały kontakty z lokalnymi gangami i dzielą się zadaniami oraz zyskami z różnego typu przestępstw. Od kradzieży samochodów przez gigantyczne finansowe fałszerstwa i przemyt narkotyków po hazard i prostytucję. Amerykańskie organa ścigania wpadły już na trop 26 rosyjskich grup kryminalnych, działających w 17 miastach na terenie 15 stanów. Gangsterzy trzymają się przede wszystkim wielkich metropolii, jak Nowy Jork, Los Angeles i Miami, będących głównymi ośrodkami kontaktów z kolumbijskim kartelem kokainowym Cali. Rosjanie znani są policji i FBI jako przestępcy biegli w komputerach i technikach szyfrowania, specjalizujący się w wyrafinowanych fałszerstwach finansowych, praniu brudnych pieniędzy i przemycie narkotyków. Bandycka centrala znajduje się w Brighton Beach, dzielnicy południowego Brooklynu, zamieszkanej przez 60 tys. rosyjskich imigrantów. Od kilku lat działa tam "organizatsiya", luźny związek przestępczych grup, mający "wypustki" w amerykańskich miastach oraz na Puerto Rico oraz Antigui, St. Vincent i Arubie - wyspach karaibskich znanych z banków, tzw. offshore, tj. przyjmujących każdy depozyt bez pytania o źródło pochodzenia.
*** Robert Cheda - Wory story
Polityka - 2010-03-20
...W tym czasie na fali pierestrojki Moskwę zalała tzw. przestępczość etniczna, jak nazywano mafie nierosyjskie. Specjalny plan przewidywał jej likwidację z pomocą gangu Sołncewa, robotniczej dzielnicy Moskwy. Posiadając właściwe "świadectwa pracy" Wiaczesław Iwańkow bez trudu przejął Sołncewską Bratwę.Czy realizował projekt KGB? Jeśli tak, to po rozpadzie ZSRR wzajemne relacje odwróciły się całkowicie. Nieprzypadkowo jelcynowska transformacja bywa określana mianem Wielkiej Rewolucji Kryminalnej. Dzięki zdominowaniu rynku ochrony mienia i osób organizacja Japończyka została największym przestępczym związkiem Rosji lat 90. Nie byłoby to możliwe bez licznych funkcjonariuszy MSW i KGB, którzy przekazali kryminalistom swoją wiedzę i kontakty. Także raczkujący biznes sprzyjał Sołncewu. Jak prowadzić interesy, gdy wszędzie czai się uzbrojony oprych? Prasa i lokalne administracje sugerowały wręcz zawarcie państwowo-przestępczego układu stabilizacyjnego. I faktycznie, według eksperta MSW Aleksandra Gurowa, wielka wojna z lat 1992-1994 o podział kryminalnych stref była wspólnym planem mafii z Sołncewa oraz służb specjalnych, osłaniających nowych rosyjskich oligarchów przed zwykłymi gangsterami.
*** Piotr Pytlakowski - Mafiosi demoludów
Polityka - 18-04-2009
...W Rosji zwykłe uliczne gangi, tzw. gruppirowki, nagle awansowały do roli strażnika porządku. Tworzyli je prości chuligani, ale też weterani wojny afgańskiej i rozpuszczeni do cywila niżsi rangą funkcjonariusze KGB. Gruppirowki zajęły się ochroną biznesu. Tego nielegalnego, półlegalnego, ale i tzw. uczciwego. Ochrona była niezbędna przed innymi gruppirowkami. Na rynku zrobiło się bowiem gęsto od grup ulicznych rekieterów. Taksa za usługę wynosiła, w zależności od wysokości obrotów, od 10 do 30 proc. dochodów ochranianych firm. Nikt nie protestował, ba, przedsiębiorcy radziecko-rosyjscy dopraszali się nawet kryszy (dosłownie: dachu, czyli ochrony), bo uzyskiwali poczucie bezpieczeństwa. Zupełnie zmieniła się hierarchia panująca od czasów carskich. Przywództwo utracili wory w zakonie (czyli złodzieje w prawie) - cieszący się największym poważaniem recydywiści kryminalni. Przestępczość w rodzącym się kapitalizmie wymagała innych umiejętności i innych autorytetów. Gruppirowek w całej Rosji powstało ponad 10 tys., liczyły ok. 1 mln ludzi, z czego ok. 200 tys. posiadało całkowicie legalnie broń - to członkowie gangów zarejestrowanych pod szyldem firm ochroniarskich. Niektóre gruppirowki z czasem przerodziły się w prawdziwe kartele.
*** MARCIN ŻUREK - Meksykańska masakra narkotykowa
Gazeta Wyborcza - 05/03/2009
...Narkokryminaliści stosują szok medialny. Kilka miesięcy temu gubernator stanu Jukatan opowiadała mi o anonimowych telefonach od ludzi, którzy żądali zakończenia operacji przeciwko kartelom. Grozili, że w przeciwnym razie popełnią zbrodnię, która obiegnie świat - opowiada mi w redakcji radia Enfoque Leonard Curzio, jeden z czołowych komentatorów politycznych w Meksyku. Wkrótce po naszej rozmowie w pobliżu stolicy stanu Meridy znaleziono dwanaście odciętych głów. W lutym w stolicy kraju podrzucono ciała dwóch ściętych kobiet, a w nadmorskim Acapulco głowę ściętego piętnastolatka. Uzbrojone komando wdarło się też do domu policjanta w stanie Tabasco, zabijając dwanaście osób, w tym sześcioro dzieci. Nawet dwuletniego chłopczyka, który daremnie chronił się pod łóżkiem. W końcu grudnia w Chilpancingo w stanie Guerrero porwanych zostało ośmiu wychodzących na przepustkę z koszar żołnierzy. Byli torturowani, potem ścięto im głowy.
*** Jędrzej Winiecki - Kosowo Nostra
Polityka - 11 kwietnia 2009
...Pieczę nad tym sprawnym narkotykowym systemem trzyma kilkadziesiąt klanów. Największe liczą po kilkuset członków. Są dochodowymi, rodzinnymi, patriarchalnymi i pracującymi na własny rachunek przedsiębiorstwami, które za granicą dysponują armią rezydentów. W Kosowie i w Albanii poszczególne rodziny kontrolują doliny lub miasta, a więc i przechodzące przez nie szlaki. Krewniacy premiera Thaciego opanowali położoną na południu Kosowa dolinę rzeki Drenica. Terytorium rywala szefa rządu Ramusha Haradinaja z rodziną rozciąga się na zachód od Prisztiny. W podobny sposób podzielone jest całe Kosowo i Północna Albania.
*** Mafia w Bułgarii
Polityka
..."Zabójstwa na zlecenie stały się najskuteczniejszym i najtańszym sposobem rozwiązywania poważnych problemów ekonomicznych" - pisał niemiecki dziennikarz śledczy Jürgen Roth w książce "Nowe bułgarskie demony". Według Centrum Badań nad Demokracją, w latach 2000-2005 było ich 156, więcej niż co dziesiąte zabójstwo w tym okresie. Jednocześnie kwitł przemyt - samochodów (Bułgaria stała się cudownym rynkiem na skradzione auta), papierosów, alkoholu. Mafia się bogaciła, a przestępcy żyli dostatniej. Szara strefa dawała zyski o 30-50 proc. wyższe niż legalna, a na czarnym rynku przebicie było nawet kilkusetprocentowe. Na szarą strefę pod koniec lat 90. przypadało 30-35 proc. PKB. W 2007 r. jej udział w obrotach gospodarczych zmalał do 17 proc. Sukces? Z pewnością, ale to i tak grubo za dużo jak na standardy Komisji Europejskiej. Nie tylko zresztą Unia to zauważa. Atanas Atanasow, deputowany do parlamentu, były szef kontrwywiadu, ujmuje rzecz lapidarnie: inne państwa mają mafię. W Bułgarii to mafia ma państwo.
*** Claire Sterling - Bułgarski łącznik
...Agca, niedoszły zabójca Papieża, słyszał o tym dwustronnym handlu, kiedy pracował dla Ugurlu w Turcji, a potem, podczas lata spędzonego w Sofii widział ten proceder na własne oczy. "Broń przechodziła do Bułgarii z Belgii, Włoch, Czechosłowacji, Węgier i Polski. Była załadowywana na okręty i wysyłana dla syryjskich i libańskich terrorystów - powiedział sędziemu Palermowi. - Do Sofii przyjeżdżały ciężarówki załadowane pistoletami i bronią maszynową dla powstańców arabskich, dla Iranu, dla Iraku (...), a z Bliskiego Wschodu przybywali klienci - z gotówką, przemyconym złotem, albo z narkotykami. Bekir Celenk miał wielu Turków, którzy kierowali broń do Bułgarii, a sam jeździł po całym Bliskim Wschodzie i wymieniał broń na narkotyki - opowiadał dalej Agca. - Celenk często jeździł do Syrii, Libanu, na Cypr, żeby kupić heroinę i morfinę od terrorystów i ekstremistów palestyńskich, wysyłał to wszystko do Sofii i przywoził im broń". Dzięki tym transakcjom Celenk "był znaną osobistością w Bułgarii", co zresztą potwierdziły źródła z samej tureckiej mafii, a także nader często potwierdzali i inni obserwatorzy. Niemniej, niezależnie do swojej pozycji w Sofii, Celenk był jednak tylko podwładnym. Abuzer Ugurlu przewodził mafii tureckiej w Bułgarii, a była to chyba najbardziej uprzywilejowana i rozpieszczana banda handlarzy narkotyków, jaka kiedykolwiek chodziła po bożym świecie.
W roku 2002, zdaje się, że "Spiegel" podał następujące dane na temat narodowych mafijnych grup:
mafia albańska - 30 tys. członków - obroty 8 mld $
mafia kolumbijska - 25 tys. - 10 mld $
mafia nigeryjska - 4 tys. - 10 mld $
chińskie triady - 230 tys. - 11 mld $
mafia turecka - 40 tys. - 43 mld $
mafia włoska - 20 tys. - 64 mld $
mafia rosyjska - 114 tys. - 201 mld $
Jeśliby przeliczyć te "obroty" na jednego "gangstera statystycznego" to wyjdzie, że najbardziej efektywną mafię tworzą rzecz jasna Włosi. Jeden Włoch "wypracowuje dochód" w wysokości 3,2 mln $, Nigeryjczyk 2,5 mln (legendarna mafia nigeryjska specjalizuje się w wymyślnych przekrętach finansowych), Rosjanin 1,7 mln $ (Sołncewo rulez!), Turek 1 mln $, Kolumbijczyk ledwie 0,4 mln $, Albańczyk 0,26 mln $ (ale to podobno najbardziej ekspansywna mafia w Europie). Najgorzej wypadają gangsterzy chińscy, na łeb ledwie 47 tys. $.
Rzecz jasna są to wyliczenia na podstawie danych gazetowych, czyli diabli wiedzą czy wiarygodnych.
Przestępczość, okrucieństwo, zło
*** WOJCIECH KNAP - Ani sznura, ani szczęścia - KARA ŚMIERCI W POLSCE
Rzeczpospolita - 03.04.2004
...W drugiej połowie lat 50. rynek zaczęła monopolizować jedna para katów. - Żadnych wzniosłych myśli u nich nie było. Robili to dla pieniędzy - ocenia były pracownik Centralnego Zarządu Zakładów Karnych. - Byli na niezłym etacie i z wolnym czasem mogli robić wszystko. Przy wyroku dostawali zwrot kosztów przejazdu i niewielkie pieniądze "od głowy". Na dzisiejsze może z 500 zł. Pierwszemu katu, komuniście, powierzyła ten niepowtarzalny, społecznie użyteczny, odcinek partia. Z pomocnikiem stanowili duet ciężkich, wiecznie skłóconych ze sobą prymitywów. Kiedyś, jadąc "na robotę" do Wrocławia, spili się rutynowo i usnęli w pociągu. Okradziono ich dokumentnie. Z kieszeni płaszcza zabrano im m.in. linkę szubieniczną. - Patrz pan - skarżyli się później. - Podobno ta linka szczęście przynosi. A tu ani sznura, ani szczęścia!
*** Stanisław Podemski - STRYCZEK I KULA. HISTORIA KARY ŚMIERCI W PRL-U
...Do 1950 r. minister sprawiedliwości mógł zarządzić egzekucję publiczną. Strażników obozu koncentracyjnego na lubelskim Majdanku powieszono na oczach wielotysięcznej widowni. Egzekucję sfilmowano, a później prezentowano na ekranach kin. Publicznie stracono też Rudolfa Hössa, komendanta obozu w Oświęcimiu, i Artura Götha, szefa obozu w podkrakowskim Płaszowie.Arthura Greisera, hitlerowskiego namiestnika Kraju Warty, kat powiesił na stokach poznańskiej Cytadeli. Od rana na egzekucję ściągały tłumy ludzi, nieraz z dziećmi. Przekupnie sprzedawali lody i ciastka.
*** Piotr Osęka - Klawisznicy, potokarze i koniki
Newsweek Polska - 30/2002
...W historii dwudziestolecia nie brakowało potężnych i sławnych gangów, jak Urke Nachalnika czy Łukasza Siemiątkowskiego, pseudonim Tata Tasiemka. Przestępcza kariera tego ostatniego była wyjątkowo powikłana i nietypowa. Zanim został hersztem bandy, dowodził bojówką PPS i położył zasługi w walce o niepodległość. Wraz ze swoimi ludźmi uczestniczył w akcjach ekspriopracyjnych, czyli w rabowaniu carskich urzędów, by zdobyć gotówkę na działalność partyjną. Po 1918 r. "Tata Tasiemka" ochraniał pochody pierwszomajowe przed atakami endecji. Z czasem okazało się, że w II Rzeczypospolitej wcale nie zrezygnował z dawnych metod pozyskiwania funduszy, ale teraz płynęły one do kieszeni jego i jego podwładnych - najgorszych bandziorów stolicy. Szajka wymuszała haracze od drobnych kupców, właścicieli knajp i zakładów usługowych. Był to rozpowszechniony wtedy proceder, wszelako Siemiątkowski uprawiał go na niespotykaną skalę. Około 1928 r. gang kontrolował całe Powązki, a także największy w Warszawie bazar, tzw. Kercelak. Powszechnie uważano, że "Tata Tasiemka" zawdzięcza bezkarność wpływowym protektorom i znajomości z wysokimi funkcjonariuszami policji. Dopiero po kilku latach popadł w niełaskę opiekunów i wraz z gangiem trafił na ławę oskarżonych.
*** Sześć dni kacetu - "więzienny" eksperyment Philipa Zimbardo
...W zaskakująco krótkim czasie grupa normalnych, zdrowych, amerykańskich studentów przeistoczyła się w strażników więziennych, którzy zdawali się czerpać przyjemność ze znieważania, grożenia, poniżania i traktowania w nieludzki sposób swych rówieśników, którym losowo przydzielono rolę "więźniów". Mimo wyraźnego zakazu stosowania siły fizycznej, często dochodziło do aktów agresji (w szczególności ze strony strażników). Więźniowie - choć mieli całkowitą swobodę wyboru zachowań - stali się bierni i zależni, wystąpiła u nich również depresja, poczucie bezradności oraz obniżenie poczucia własnej wartości. O czym rozmawiali w celach? O sympatiach i zainteresowaniach czy o tym, co będą robić, gdy eksperyment dobiegnie końca? Dane okazały się zaskakujące. Głównym tematem rozmów między więźniami były warunki panujące w więzieniu (aż 90 proc.), czyli jedzenie, kary i przywileje, brutalność strażników itd. Nawet w trakcie prywatnych rozmów więźniowie nie przestawali odgrywać narzuconej im roli. W konsekwencji zaskakująco niewiele wiedzieli o sobie nawzajem, np. o swych przeszłych doświadczeniach lub planach na przyszłość. Oceniając swych towarzyszy, więźniowie w 85 proc. wypowiadali się o nich nieprzychylnie i niepochlebnie, przyjmując wobec nich negatywną postawę, taką jaką mieli strażnicy.
*** Jerzy A. Rzewuski - Zniewalający urok zabójców
Rzeczpospolita - 16.06.2007
...Sprawa Zodiaka, ale przede wszystkim podniecenie, które ogarnęło całą Amerykę po zabójstwach bandy Mansona, dały początek ogólnonarodowej obsesji na tle seryjnych morderców. Nagle otworzyła się przed nimi szansa zaistnienia w masowej wyobraźni. Wielu z nich zaś - i to tym najbardziej okrutnym - ów sprzyjający klimat medialno-kulturowy zapewnił trwałą sławę. Miejsca popełnionych przez nich zbrodni przyciągają pielgrzymki z całych Stanów, wywiady z nimi gromadzą przed telewizorami miliony widzów, ich podobizny na T-shirtach stały się częścią scenerii amerykańskich ulic. Pisane za kratami wspomnienia mają wielomilionowe nakłady, a pamiątki osiągają na giełdach kolekcjonerów zawrotne ceny. Oni sami otrzymują wysokie honoraria za prawa autorskie na przykład do ekranizacji ich historii czy wykorzystywania nazwisk i wizerunków w różnych publikacjach i gadżetach. Dostają sterty listów od wielbicieli, bywa, że z czekami na wysokie sumy, oraz niczym gwiazdy kina czy rocka udzielają w więzieniach audiencji fanom ustawiającym się w długich kolejkach. Im bardziej ohydna zbrodnia, im więcej ofiar, tym wyższe miejsce w notowaniach popularności. Rekordy bije Jeffrey Dahmer, kanibal z Milwaukee, mający na sumieniu 17 młodych ludzi. W pamięci zachował się stracony w 1995 r. przedsiębiorca z Chicago John Wayne Gacy, zabójca 33 osób, głównie chłopców i młodych mężczyzn, których w większości pochował pod fundamentami swego domu. Fascynacją wciąż otoczony jest Ted Bundy, który w latach 1974 - 1978 zamordował 30 kobiet (przypuszcza się, że było ich znacznie więcej), często gwałcąc je przed i po śmierci, a swoją karierę już jako gwiazda zakończył w 1989 roku na krześle elektrycznym.
*** JERZY RZEWUSKI - Dawno temu w Nowym Jorku - Monk Eastman
Rzeczpospolita - 05.04.2003
...Monk Eastman kochał swoją pracę. Według jego cennika 15 dolarów kosztowało rozwalenie komuś głowy lub zmasakrowanie ucha, 19 - złamanie ręki lub nogi, 25 - postrzał w nogę lub dziabnięcie nożem, 100 i więcej - porządne skatowanie lub poważna mokra robota. Rzetelność i wysoka jakość świadczonych przez Monka usług były legendarne. Klientów nie brakowało. Niebawem pracownicy pogotowia nie inaczej mówili o oddziale urazowym szpitala Bellevue niż Eastman Pavillion. Przymioty Monka nie uszły uwadze Tammany Hall. O włączeniu go w służbę "systemu" zdecydowało ostatecznie to, iż jego działalność na własnych śmieciach w ciągu kilkunastu miesięcy doszczętnie zburzyła panujący od 40 lat układ sił w przestępczym półświatku. Gdy XIX wiek dożywał swych ostatnich dni, Monk był już niekoronowanym królem Lower East Side. Na każde jego wezwanie mogło stawić się pospolite ruszenie w sile 1200 ślepo oddanych mu zabijaków.
*** Rodney Castleden - Amerykańscy zamachowcy
...Raport, który ostatecznie przygotowała Komisja Warrena, głosił, że Oswald dał wszystkie trzy strzały - pierwszy, który chybił zupełnie, oraz dwa pozostałe, które trafiły Kennedy'ego - i że działał sam, nie miał wspólników. Teorie spiskowe żywiły się pragnieniem wytłumaczenia tego doniosłego zdarzenia jakimś skomplikowanym i bardzo tajnym spiskiem, w który zaangażowana byłaby jakaś wpływowa organizacja, być może mafia albo CIA. Prawda zdaje się jednak taka, że tragiczny koniec prezydentury Johna Kennedy'ego został spowodowany przez jednego szalonego strzelca, desperacko pragnącego zapewnić sobie miejsce w historii. I udało mu się.
Niezwykłą specyfiką USA jest dokonywanie spektakularnych zamachów na osoby publiczne właściwie bez racjonalnych motywacji. Zwykle dokonują ich żądni sławy życiowi nieudacznicy. Motywy polityczne nie mają żadnego znaczenia.
*** Stanisław Szenic - Sprawa Bohdana Ronikiera
...Gdy władze śledcze przystąpiły do sprawdzenia podanych przez hr. Ronikiera okoliczności mających ustalić jego alibi, zaczął on przejawiać nienormalny stan psychiczny. W lipcu 1910 roku napisał do żony z więzienia list, w którym boleje nad tym, że ją aresztowano, o czym zawiadomił go "jeden pan", gdy go przyszedł odwiedzić. Chociaż w rzeczywistości hr. Ronikierowa nigdy aresztowana nie była i nikt obcy do więźnia dopuszczony być nie mógł, jednakże i w następnych listach do żony, i w rozmowach z administracją więzienną hr. Ronikier nie przestawał twierdzić, że żona jego męczy się w więzieniu, do którego wtrącili ją nieprzyjaciele. Wówczas też zaczął zdradzać cechy manii religijnej, opowiadając, że ukazał mu się św. Klemens i namawiał do zorganizowania zakonu "klemensistów"; dlatego on, Ronikier, postanowił wstąpić do zakonu i teraz nie nazywa się już hr. Ronikier, lecz jest przeorem Teodorem. Podczas dwukrotnych ekspertyz sądowolekarskich na pytania lekarzy udzielił wielu prawidłowych odpowiedzi, ale obstawał przy tym, że odwiedził go w więzieniu jakiś pan, którego tym razem rozpoznał w osobie urzędnika wydziału śledczego Kurnatowskiego; a następnie opowiedział, że nawiedzili go święci i sam Pan Bóg. Gdy przyszła do niego żona, hr. Ronikier rzekł, że to jakaś obca kobieta, chociaż na pożegnanie w rękę ją pocałował.
*** Stanisław Szenic - Sprawa o zabójstwo Władysława ks. Druckiego-Lubeckiego
...Natomiast zwrot sensacyjny nastąpił w sprawie samego zabójstwa. Pod zarzutem popełnienia go aresztowano ordynata Bispinga. Z całą atencją należną osobie tak wysokie zajmującej miejsce w hierarchii społecznej został on zaproszony do gabinetu prokuratora, gdzie po kilkugodzinnym przesłuchaniu zapadła decyzja zatrzymania ordynata w więzieniu śledczym. Przewieziono go do aresztu, dla uniknięcia sensacji, w prywatnym zamkniętym landzie. Do celi więziennej za staraniem pani Bispingowej wstawiono wygodne polowe łóżko. "Rzeczywistość czy jakiś szatański zbieg okoliczności?" - stawiano sobie pytanie na łamach prasy, stwierdzając, że ordynat na Massalanach jest skuzynowany z wielu dworami europejskimi przez małżonkę swoją, księżnę Radziwiłłową, wdowę po księciu Karolu, a córkę Andrzeja hr. Zamoyskiego z Podzamcza i księżny Karoliny de Bourbon, siostrzenicy nieżyjącej cesarzowej Elżbiety. Podawano, że władze śledcze wyłączają motywy materialne, a nawet premedytację przy spełnieniu przestępczego czynu. Oskarżenie ma być oparte na przypuszczeniu, że dokonano zabójstwa w rozdrażnieniu na tle sprzeczki.
*** Tadeusz Dyniewski - Zbrodnia Damazego Macocha
...Zbrodnia nabrała wielkiego rozgłosu. Ze zrozumiałych względów - zważywszy status społeczny zabójcy - wieść o niej docierała do społeczeństwa polskiego przez wszystkie granice zaborów. Wśród różnych plotek i pogłosek funkcjonowała i ta, że Macoch był agentem ochrany, związany z Rybakiem, prowokatorem zabitym przez polskich rewolucjonistów w Krakowie na początku 1910 roku. I wersja o agenturalnej pracy Macocha wydaje się bardziej niż prawdopodobna. Zda się za nią przemawiać zarówno wspomniane wyłączenie Denisowa, jak i odebranie sprawy pierwszemu prokuratorowi. Powierzenie prowadzenia śledztwa dwom prokuratorom też wiele mówi: po prostu jeden drugiego pilnował. Znani ze współpracy z ochraną, sformułowali wobec Macocha i współoskarżonych wyłącznie zarzuty natury kryminalnej. I wreszcie ostatnia okoliczność: z zeznań niektórych świadków można wnioskować, że Damazy Macoch zabił brata bynajmniej nie z zazdrości o jego żonę. Gdyby tak było, to Damazy by małżeństwa Heleny ze swym kuzynem nie skojarzył. A uczynił to na dwa czy trzy miesiące przed dniem zbrodni, wyprawiając huczne wesele nie byle gdzie, bo w Hotelu Europejskim w Warszawie za 1400 rubli (suma ta stanowiła równowartość trzech lat pracy średniego urzędnika), potem młode małżeństwo wyposażył w luksusowe mieszkanie oraz finansował wcale nie biedne życie. Skąd więc ta zazdrość?
*** Jakub Mielnik - Bank Pana Boga
Przekrój
...Roberto Calvi, syn skromnego urzędnika bankowego z Mediolanu, nie zrobiłby zapewne wielkiej kariery, gdyby nie pomógł mu w tym sycylijski handlarz cytryn Michele Sindona. Sindona od końca II wojny światowej reprezentował w Mediolanie interesy sycylijskiej mafii. W operacjach, które zapewniały Cosa Nostrze dostęp do świata legalnych pieniędzy, korzystał z poparcia wpływowego arcybiskupa Mediolanu Giovanniego Montiniego. Pod koniec lat 60. ten sam arcybiskup Montini, wówczas już papież Paweł VI, miał poważny problem finansowy. We Włoszech rosły wpływy komunistów, a razem z nimi opodatkowanie kościelnych obligacji. Wbrew powszechnym opowieściom o nieprzebranych bogactwach watykańskich skarbców Stolica Apostolska stała na progu niewypłacalności. - Kościół nie utrzyma się z Ave Maria - zwykł wtedy mawiać biskup Paul Marcinkus, nałogowy palacz kubańskich cygar i zaufany ochroniarz papieża Pawła VI. Ten potężnie zbudowany syn litewskich emigrantów dorastał w slumsach Chicago. Doświadczenie w bankowości zdobył jeszcze przed wstąpieniem do seminarium, gdy pracował jako kasjer w jednym z chicagowskich banków. W roku 1971 Marcinkus został szefem Instytutu Dzieł Religijnych, jak nazywa się oficjalnie bank watykański.
*** Jorge Luis Borges - POWSZECHNA HISTORIA NIKCZEMNOŚCI
...Z zatrważającą trzeźwością bezsennych nocy organizował tłumne orgie, trwające okrągłe cztery doby. Pod koniec zabawy, kiedy miał już dosyć, kulami płacił rachunek i odjeżdżał. Dopóki nie zawiódł go palec na cynglu, był najgroźniejszym (i być morze najbardziej niczyim i najbardziej samotnym) człowiekiem pogranicza. Garrett - jego przyjaciel, a zarazem szeryf, który go później zabił - powiedział mu kiedyś: "Ja uczyłem się strzelać polując na bizony." "Ja zaś strzelając do ludzi" - odparł miękko. Szczegóły są nam nie znane, wiemy jednak, że miał na swoim koncie dwadzieścia jeden śmierci, "nie licząc Meksykanów". Przez siedem ryzykanckich lat praktykował w tym luksusowym rzemiośle odwagi.
Późnym wieczorem, dwudziestego piątego lipca 1880 roku, Billy the Kid przejechał galopem na swoim kasztanku główną (i jedyną) ulicą Fortu Summer. Upał był nie do wytrzymania, nie zapalano więc lamp; komisarz Garret, siedzący w fotelu na biegunach u wylotu korytarza, wyjął rewolwer i strzelił trafiając w brzuch. Kasztanek popędził dalej; jeździec zwalił się na piaszczystą ulicę. Garret strzelił po raz drugi. Ludzi (wiedząc, że rannym jest Billy the Kid) pozamykali drzwi i okiennice. Agonia była długa i bluźniercza. Kiedy słońce sięgało zenitu, podeszli do niego i zabrali mu broń; człowiek był zabity.
*** Janusz Tazbir - Okrucieństwo w nowożytnej Europie
...Egzekucje odbywały się z reguły publicznie i w centralnym punkcie miasta (najczęściej przed ratuszem). Można je porównać do widowisk teatralnych, w których rusztowanie było sceną, "kat i skazaniec aktorami pierwszego planu", a widownię tworzyli gapie. I podobnie jak w teatrze płacono za miejsca, przynajmniej te położone blisko "sceny" (drogo kosztowało wynajęcie okna, pełniącego rolę sui generis loży). "I jam tam był sobie z książęty Radziwiłłami jedno okno najął i przypłaciliśmy go dobrze" - wspomina Jakub Sobieski egzekucję Ravaillaca. W szlacheckiej Rzeczypospolitej schodziło się na to po kilkuset widzów, w silnie zurbanizowanych Niemczech liczba ich sięgała czasem kilkunastu tysięcy. Przybywano nie tylko tłumnie ale i dobrowolnie. Władze kościelne, miejskie czy państwowe nie wywierały żadnego w tym kierunku nacisku. Od udziału w oglądaniu nie uchylali się nawet ci autorzy opisów kaźni, którzy podkreślali ich barbarzyński charakter i okrucieństwo. "A jednak nie pomijają żadnej okazji, by w nich uczestniczyć. Zda się, że rezygnacja z udziału w krwawym przedstawieniu jest wręcz niemożliwa", stanowiła bowiem niezbędny i oczywisty "element partycypacji w życiu społecznym". Skomentował to już Adam Mickiewicz pisząc, że "gmin znikczemniony zawsze ma skłonność do okrucieństwa, lubi widowiska krwawe, ciśnie się tłumami na publiczny plac kary".
Wokół umieszczanego na podwyższeniu szafotu, koła czy szubienicy budowano nieraz trybuny, na których miejsca były oczywiście płatne. Sprzedawcy wina czy piwa rozbijali w pobliżu swe stragany. Słowem, był to wielki ludowy festyn, odbywający się nie tylko w asyście straży miejskiej ale i wojska.
*** Helmut Werner - Krwawa hrabina Batory - największy wampir wszechczasów
...W zamku hrabiego Nadasdy w Wiedniu hrabina gościła kiedyś węgierskich arystokratów. Tamtego wieczoru oczy całego towarzystwa zwrócone były na pewną piękną dziewczynę. Okazało się, że piękność ta była zaręczona z jej krewniakiem. Hrabina natychmiast zaczęła przemyśliwać, jak mogłaby ją zwabić, by wykąpać się w jej krwi, po której wiele sobie obiecywała. Bez trudu nawiązała rozmowę z młodą arystokratką i, niepostrzeżenie dla innych gości, pod jakimś pretekstem, zaprowadziła ją do jednego z bocznych pokoi, w którym jej pomocnicy obezwładnili i zakneblowali ofiarę, a następnie niepostrzeżenie przenieśli do karocy. Przewieziono ją do pewnej willi na przedmieściach Wiednia, którą hrabina Batory wynajęła specjalnie do swoich zbrodniczych celów. Półżywą z przerażenia dziewczynę wykąpano, dzięki czemu jej uroda nabrała jeszcze większego blasku. Rozebraną zaprowadzono do jasno oświetlonego pokoju, w którym oczekiwała już Elżbieta Batory. Dordula zwinęła dywan, który przykrywał wpuszczoną w parkiet klapę zasłaniającą przygotowaną wannę. Zaskoczona i przerażona dziewczyna została natychmiast zaatakowana przez Fritzko, który wbił jej nóż w plecy. Z powodu licznych ran kłutych ofiara błyskawicznie wykrwawiła się. Gdy tylko wanna wystarczająco napełniła się, hrabina usiadła w niej, czekając aż sięgająca jej po szyję krew w tajemniczy sposób odmłodzi jej skórę.
*** Michel Herubel - Proces Gilles'a de Rais
...Rzeczony oskarżony powiedział i wyznał, że w trakcie jednego z tych wywoływań odprawianych przez rzeczonego Franciszka pod jego nieobecność, zgodnie z tym, co ów powiedział mu po jego powrocie, Franciszek widział wspomnianego Barrona i mówił z nim; który to Barron powiedział mu, że nie przyjdzie do rzeczonego oskarżonego, ponieważ ten nie dotrzymał danej mu obietnicy i nie spełnił jej; wtedy on, oskarżony, dowiedziawszy się o tym, polecił rzeczonemu Franciszkowi zapytać tegoż diabła, co chciałby odeń dostać i zapewnić go, że da mu wszystko, czego sobie zażyczy, oprócz duszy i żywota, byleby w zamian diabeł odstąpił i dał mu to, czego on odeń zażąda; rzeczony oskarżony dodał, że miał zamiar żądać odeń wiedzy, potęgi i bogactw, ażeby przywrócić do pierwotnego stanu swoje dobra i swoją władzę; i że nieco później rzeczony Franciszek powiedział mu, że mówił z tymże diabłem, który zażądał między innymi, by rzeczony Gilles de Rais dał mu parę dziecięcych członków; który to Gilles dał wkrótce potem rzeczonemu Franciszkowi rękę, serce i oczy młodego chłopca, by je ofiarował diabłu w imieniu rzeczonego Gilles'a, oskarżonego.
*** Rodney Castleden - Kuba Rozpruwacz - morderca z Whitechapel
...Ostatnią ofiarą Kuby Rozpruwacza była Mary Jeanette Kelly, dwudziestopięcioletnia prostytutka, która została zamordowana 9 listopada w wynajętym pokoju na Miller Court przy Dorset Street. Rankiem, za kwadrans jedenasta, właściciel Henry Bowers przyszedł, by odebrać zapłatę za wynajem. Nikt jednak nie odpowiedział na jego stukanie. Kiedy zajrzał przez okno, ujrzał straszliwy widok. Pocięte na kawałki zwłoki Mary leżały na łóżku. Aby zrobić coś takiego, morderca potrzebował co najmniej godziny. Odcięta głowa zwisała na kawałku skóry. Na kracie kominka żarzyły się węgle, jakby morderstwa dokonano przy świetle ognia. Tym razem zabójca nie zabrał żadnych organów. "Ten widok będzie mnie prześladował do końca życia" - powiedział Bowers policjantom. Poprzedniego wieczoru Mary desperacko usiłowała zarobić na opłatę za pokój. Widziano ją, jak zaczepiała obcych. Ostatnim spośród tych, do których podeszła około drugiej w nocy, był wysoki, ciemnowłosy mężczyzna o "smagłej" cerze. Na głowie miał kapelusz myśliwski. Sprawiał wrażenie dobrze ubranego i miał złotą dewizkę. Oddalili się razem wąską alejką prowadzącą do wynajmowanego przez Mary pokoju na parterze. Ogólnie przyjęto, że owym smagłym dżentelmenem był Kuba Rozpruwacz.
*** Elwira Watała - Okrucieństwo w dawnej Rosji
...O Iwanie Groźnym lepiej nie mówić. Doznawał fizycznej rozkoszy, patrząc na torturowanych i konających w mękach ludzi. Oblanie gorącym wrzątkiem, szturchnięcie nożem, uderzenie pałką, nasypanie trucizny do kubka niewygodnego bojara, były dla Iwana Groźnego najlepszą rozrywką. Często ze swych okrucieństw czynił przedstawienia. Szczególnie odrażający był jego sadyzm związany z seksualną patologią. Car, mając lat 45, z powodu rozpusty i pijaństwa stał się zupełnie niedołężnym starcem. Doznawał szczególnej seksualnej przyjemności, obserwując akty płciowe, których kanwą musiało być krwawe przestępstwo. Rozkazał swoim oprycznikom wykradać bojarom ich piękne żony i przyprowadzać do niego. Do syta nasyciwszy się gwałtem, przekazywał je do dalszego gwałcenia oprycznikom, którzy mieli to robić w obecności związanego męża. Jeśli mąż zbytnio rozpaczał, czy nawet groził carowi na oczach półżywej żony, rozkazywał go zabić. Jeśli pozostawiał męża żywego, kazał wszystkim z niego szydzić, wyśmiewać i "rogaczem" nazywać. Pewnemu diakowi car zabrał żonę, zgwałcił ją, a dowiedziawszy się, że mąż z tego powodu wyraził swe niezadowolenie, rozkazał powiesić żonę nad drzwiami ich domu i nie zdejmować trupa przez dwa tygodnie. Innemu zaś diakowi żonę powiesił nad stołem. A ileż dziewcząt gwałcąc pozbawił dziewictwa? Chwalił się, że tysiąc. Gdy ktoś ośmielił się zaprotestować, karał okrutną śmiercią. "Radował się car, upajając się jękami i lamentem skazanych, niczym cudowną muzyką, chłonął wzrokiem krew i łzy, niczym przepiękne widowisko" - pisał kronikarz tamtych czasów.
*** Agnieszka Krzemińska - Ach, jak przyjemnie nabijać jest na pal...
Polityka - 2009-09-19
...Pala, na który miał być wbity skazaniec, nie zaostrzano, żeby zbyt szybko nie przebił wnętrzności i nie uśmiercił nieszczęśnika. Kładziono go na brzuchu z rozkraczonymi nogami i polewano oliwą. Uderzeniem młota wbijano drąg. Skazaniec wył z bólu. Gdy ustawiano go w pionie, pod ciężarem ciała pal wchodził głębiej. Głowa opadała na piersi. Omdlenie było wybawieniem od nieludzkiego cierpienia. Gapie rozchodzili się w przekonaniu, że król słusznie postąpił, skazując zdrajcę na kaźń. Tak wyglądały egzekucje z rozkazu królów asyryjskich, perskich, a później władców i sądów średniowiecznych. Według prezesa węgierskiego związku literatów Tibora Cseresa, ostatnie wbicie na pal w majestacie prawa odbyło się w 1946 r. w Jugosławii. W ten sposób Serbowie zemścili się na węgierskim generale Ferenzu Szombathelyi, który w czasie wojny pozwolił na ludobójstwo w Nowym Sadzie. Ta przerażająca tortura, opisana również w "Trylogii" przez Sienkiewicza, symbolizuje niewyobrażalne bestialstwo.
*** Nie wszystko zdrowe, co smakuje: Margery Lovett i Sweeney Todd (1789-1801)
...Zwłoki każdego z kolejnych klientów Todd sprawiał tak samo, jak rzeźnik rozbiera tuszę wołową - odcinał głowę, patroszył, obdzierał ze skóry, ćwiartował i trybował. Odpadki - głowę, kości i jelita - pakował w pudła, zanosił do jednej z krypt kościelnych i ustawiał tam między starymi trumnami, natomiast skrzynię z mięsem oraz szlachetniejszymi "podrobami" - sercem, wątrobą i nerkami - wlókł ciemnym, grząskim od krwi tunelem do sekretnego wejścia na tyłach piekarni. Tam Margery siekała je drobno i gotowała do miękkości, po czym starannie mieszała z innymi gatunkami mięsa. Sławę pasztecików Mrs Lovett poświadcza jeden z najwcześniejszych autorów historii Sweeneya Todda - Thomas Peckett Prest, który w czasie, gdy rozgrywały się opisywane tu wydarzenia, pracował na Fleet Street i doskonale znał wszystkie sekrety życia tej okolicy. W czasach, o których mówię, po lewej stronie Bell Yard, idąc od Carey Street, mieścił się jeden z najwyżej w Londynie cenionych sklepów z pasztecikami cielęcymi i wieprzowymi. Wszyscy - wielcy i mali, ubodzy i bogaci - musieli ich spróbować. Jak Londyn długi i szeroki niosła się sława tych wypieków i co dzień, punktualnie w południe, skoro tylko wyjęto z pieca pierwszą ich partię, przed sklepem zaczynał kłębić się tłum oczekujących.
INTELEKTUALIŚCI
wybór tekstów, który nie dyskryminuje żadnej opcji politycznej. I pozostaje tylko pytanie, skąd u jajogłowych i z prawicy i z lewicy taka chorobliwa skłonność do wiary w utopię. Szczególnie taką, której urzeczywistnienie musi się dokonać za cenę rozlanej krwi.
*** Ewa Bieńkowska - Dwie Francje. O terroryzmie intelektualnym
Res Publica - marzec 2001 r.
...Lista błędów zachodnich intelektualistów jest pokaźna i dość dobrze znana. Od końca ostatniej wojny i utrwalenia się dwóch bloków aż do upadku komunizmu sowieckiego mogliśmy śledzić kolejne zaangażowania: na rzecz Moskwy, Chin, Wietnamu Północnego, Czerwonych Khmerów, Kuby, Chile, guerrilli południowoamerykańskiej. Nie warto tego na nowo komentować. Ich wrażliwość lgnie tam, gdzie zarysowuje się miraż nowego społeczeństwa, radykalnie sprawiedliwego i równego, wytwarzającego inny typ człowieka i stosunków ludzkich.
*** Russell Jacoby - Bernard-Henri Lévy i dylematy zachodniej lewicy
DZIENNIK - 14 lutego 2009
...Z tych oparów krystalizuje się jednak pewien konkret, a mianowicie rozczarowanie do marksizmu, wywołane przez "Archipelag Gułag" Sołżenicyna opublikowany we Francji w 1973 roku. "Zawdzięczam Sołżenicynowi więcej niż większości socjologów, historyków i filozofów, którzy przyglądali się losom Zachodu przez ostatnie trzydzieści lat. Wystarczyło, by Sołżenicyn przemówił, i wszyscy obudziliśmy się z dogmatycznego snu" - pisał BHL. Ale zanim on sam się obudził, słońce stało już wysoko na niebie. Dała tutaj o sobie znać pewna cecha narodowa Francuzów. Nad Tamizą sowa Minerwy nie rozpościera skrzydeł o zmierzchu, tylko nazajutrz koło południa. Przy całym francuskim chic intelektualne i polityczne nowinki docierają tam późno. Hegel zyskał uznanie w Paryżu dopiero w latach 30. XX wieku - i to za pośrednictwem emigranta z Rosji (Alexandre'a Kojeve'a). Freud skarżył się, że Francja stawia opór psychoanalizie - opór ten został przezwyciężony dopiero w latach 50. Wreszcie mimo głęboko zakorzenionych tradycji socjalistycznych we Francji - a może właśnie z ich powodu - Marksem zainteresowano się tam dopiero w drugiej połowie XX stulecia. Jeśli wierzyć BHL, wiadomości o stalinizmie przybyły do Francji dopiero w latach 70., czyli ze sporym opóźnieniem w stosunku do reszty Europy i Ameryki Północnej.
*** KRZYSZTOF MASŁOŃ - Niewidzialnie oświeceni
Rzeczpospolita - 1999.02.13
...W całym świecie zachodnim nie było wówczas ani jednego - akcentuje Nina Berberowa - wybitnego pisarza, który opowiedziałby się "po naszej stronie", który zaprotestowałby przeciwko prześladowaniom inteligencji w ZSRR, przeciwko represjom, przeciwko sowieckiej cenzurze, aresztowaniom, procesom, zamykaniu czasopism, przeciwko żelaznym zasadom realizmu socjalistycznego - za niepodporządkowanie się którym unicestwiano fizycznie rosyjskich pisarzy. Starsze pokolenie - Wells, Shaw, Rolland, Mann - opowiadało się całkowicie za "nową Rosją", za "interesującym eksperymentem", likwidującym "potworności caratu", za Stalinem przeciwko Trockiemu, podobnie jak za czasów Lenina opowiadało się przeciw innym przywódcom rosyjskich partii politycznych.
*** Andrzej Łodyński - Wojny naukowe
Gazeta Wyborcza 22-23/05/1998
...Artykuł rozpoczynał się od stwierdzenia, że "wielu przedstawicieli nauk ścisłych, zwłaszcza fizyków, uparcie trzyma się dogmatu, który narzuciła kulturze zachodniej długoletnia hegemonia myśli postoświeceniowej". Na ów dogmat - wyjaśniał dalej autor - składa się pogląd, że świat zewnętrzny istnieje niezależnie od poznających go ludzi, a nauka może odkryć rządzące nim prawa. Tymczasem nauka - brzmiała główna teza artykułu - to tylko jeden z wielu równie prawomocnych "dyskursów" lub "narracji". Jej odkrycia nie mają waloru obiektywnej prawdy. Prawa przyrody są w gruncie rzeczy produktem warunków społecznych i wyrazem dominujących ideologii.
*** FRANCIS WHEEN - Spece od rozbiórki rzeczywistości (postmodernizm)
...Luce Irigaray, wielka kapłanka ruchu, potępiła Einsteinowskie E = mc2 jako
"seksistowskie równanie", ponieważ "przyznaje uprzywilejowany status
prędkości światła kosztem innych prędkości, które są nam konieczne do życia".
W podobnym duchu oprotestowała "uprzywilejowanie mechaniki ciała sztywnego w
porównaniu z mechaniką cieczy, a w istocie niezdolność nauki do rozwiązania
problemu turbulentnego przepływu, kojarzenia płynności z kobiecością.
Podczas gdy mężczyźni posiadają organy płciowe, które wystają i stają się
sztywne, kobiety mają otwory, z których wypływa krew menstruacyjna oraz płyny
pochwowe. [...] Z tej perspektywy nie budzi zdziwienia fakt, że nauka nie
potrafiła opisać turbulencji. Problemu turbulentnego przepływu nie można
rozwiązać, ponieważ pojęcia dotyczące cieczy (i kobiet) zostały sformułowane
w taki sposób, że nieuchronnie muszą pozostawić niewyartykułowane fragmenty".
*** Tony Judt - Paryż był wczoraj
Gazeta Wyborcza - 2010-07-12
...Za moich czasów Paryż był intelektualną stolicą świata. Dziś schodzi na margines międzynarodowych debat. Francuscy intelektualiści nadal podnoszą od czasu do czasu temperaturę, jednak światło, którym świecą, pochodzi z odległego, może już zgasłego słońca. Co symptomatyczne, młodzi, ambitni Francuzi i Francuzki uczęszczają dziś do École Nationale d'Administration - wylęgarni przyszłych urzędników. Albo idą do szkół biznesu. Młodzi normaliens są jak zawsze znakomici, ale odgrywają niewielką rolę w życiu publicznym (ani Finkielkraut, ani Glucksmann, Bruckner czy Kristeva nie ukończyli École Normale). Szkoda. Intelektualny szlif nie był jedynym atutem Francji, ale - jak język, inny jej zanikający walor - był czymś wyróżniającym. Czy służy Francuzom, że stają się tacy jak my, trochę tylko gorsi?
Kiedy myślę o czasie spędzonym w Normale Supérieure, przypomina mi się inżynier (absolwent École Polytechnique będącej odpowiednikiem Normale w naukach ścisłych), którego król wysłał w 1830 r. do Anglii, by obserwował próby Rakiety George'a Stephensona na nowo otwartej linii kolejowej Manchester - Liverpool. Francuz siedział przy torach, robiąc obszerne notatki, a mała, solidna lokomotywa ciągnęła sprawnie pierwszy w świecie pojazd szynowy tam i z powrotem między oboma miastami. Po starannym przeliczeniu poczynionych obserwacji przesłał wnioski do Paryża. "To niemożliwe - pisał - taka rzecz nie może działać". Oto prawdziwy francuski intelektualista.
*** Krzysztof RUTKOWSKI - PASAŻ KRYMINALNY
Louis Althusser
Gazeta Wyborcza 11/08/1992
...Komunizm pociągał mianowicie Althussera cieleśnie, by nie rzec - uwiódł erotycznie. To wspomnienia z ogrodu dziadka, zapach wina, skór, siana, grzybów, jagód, końskiej uryny, kukurydzy, oliwy i gnoju, ciężar drewnianych bali przesyconych żywicą i dźwiganych w pocie czoła na własnym karku spowodował, że Althusser pokochał marksizm i leninizm, odkrywając w nich prymat ciała, wyższość muskułów nad zwojami mózgu, przewagę robotniczych mięśni nad zjełczałą myślą spekulatywną. Przepocona koszula proletariusza (wąchana oczywiście wewnętrznym zmysłem) oddziałała na Althussera silniej niż kapcie Kanta.
*** Krzysztof RUTKOWSKI - PASAŻ Z GRZYWKĄ
Philippe Sollers
Gazeta Wyborcza 18/04/1995
..."Tel Quel" to był najdziwaczniejszy kwartalnik towarzyski i umysłowy w historii powojennej Francji. Ostatnie pismo, które duchowo promieniowało na całą Europę, choć blask ów zanadto okazał się czerwony. Sollers wręcz nieprzyzwoicie zalatywał bolszewicką machorką, zmieszaną co prawda z Chanelem, a kiedy miłość do Związku Sowieckiego przestała się opłacać, to grupa "Tel Quel" ukochała ostrą zupę po pekińsku, a majonez doskonale związała z maoizmem.
*** Corey Robin - O dwóch takich, co skręcili w lewo
John Gray - Edward Luttwak
Gazeta Wyborcza 09-10/06/2001
...John Gray był w latach 70. wschodzącą gwiazdą brytyjskiej Nowej Prawicy. Ten filozof polityki i wychowanek Oksfordu wypisywał istne poematy prozą na cześć wolnego rynku, raz po raz przemierzał Atlantyk, by ładować akumulatory libertarianizmu u klasyków amerykańskiej myśli prawicowej, a potem, jak wspomina jego wieloletni przyjaciel, do późnej nocy zamęczał kolegów swoimi wizjami nadchodzącej utopii "anarcho-kapitalistycznej".
Po upadku muru berlińskiego Gray zmienił front.
*** Vladimir Tismaneanu - W czeluści zwanej wiek XX
Emil Cioran
Gazeta Wyborcza 24-25/06/1995
...W rok po przejęciu władzy przez Hitlera młody Cioran z zapałem świętował nazistowską, neopogańską dramaturgię: "Lubię hitlerowców ze względu na ich kult irracjonalności, ich pochwałę witalności jako takiej (...) bez zahamowań i kontroli". A w pół roku potem, po wycieczce do Monachium, Cioran posunął się jeszcze dalej. "Nie ma dziś na świecie polityka, który budziłby we mnie większą sympatię i podziw niż Hitler (...) Hitler wypełnił walki polityczne gwałtowną pasją i zdynamizował duchem mesjanizmu całą dziedzinę wartości, sprowadzoną przez demokratyczny racjonalizm do banału i frazesu. Zmęczeni tyloma prawdami, które nie wzniecają płomienia, wszyscy potrzebujemy mistycyzmu".
*** ZBIGNIEW MIKOŁEJKO - Niewidomy w Jassach
Mircea Eliade
Gazeta Wyborcza - 14-16/08/1998
...Nieprawdą jest, że Rumuni to jedyny naród, który nie wydał świętych - przekonywał Eliade. Właśnie "religia śmierci" i "męczeństwo" legionistów miały temu przeczyć. Niczym typowy średniowieczny święty, chrześcijański asceta i działający pod patronatem św. Michała Archanioła rycerz, jawił się w oczach Eliadego rozstrzelany z wyroku sądu Corneliu Codreanu.
*** Tadeusz Klimowicz - Sołżenicyn - ostatni sprawiedliwy
Aleksandr Sołżenicyn
Gazeta Wyborcza - 05-12-2003
...Sto lat później Sołżenicyn, duchowy spadkobierca Dostojewskiego, zrozumiał - a była to iluminacja, którą w postromantycznej Rosji przeżyło wielu twórców - że jest kimś więcej niż pisarzem. Został więc Misjonarzem niosącym ludzkości nowy ład moralno-ekonomiczny, Nauczycielem Narodu znającym odpowiedzi na wszystkie pytania i rozwiewającym wszystkie wątpliwości, Guru - czy może zgodnie z tradycją prawosławną Starcem - uczącym sztuki życia, niepodważalnym Autorytetem Moralnym dla zdeprawowanej przez komunistów Rosji i zbrukanej przez liberałów cywilizacji zachodniej.
*** GUSTAW HERLING-GRUDZIŃSKI - Nocne łowy
...Odtąd dziewczyna odmieniła się zupełnie. Nie spieszyła się jak przedtem po zupę do kuchni, ale wróciwszy z bazy, goniła się po zonie do późnej nocy jak nieprzytomna kotka w okresie marcowego parzenia. Miał ją, kto chciał, pod pryczą, na pryczy, w separatkach techników, w składzie ubrań. Ilekroć mnie spotykała, odwracała głowę, zaciskając konwulsyjnie usta. Raz tylko, gdy zaszedłszy przypadkowo do składu kartofli na bazie, przyłapałem ją na kartoflisku z brygadierem 56., garbatym pokurczem Lewkowiczem, wybuchnęła spazmatycznym płaczem i wracając wieczorem do zony, tamowała łzy dwiema drobnymi piąstkami. Spotkałem ją w roku 1943 w Palestynie. Była już zupełnie starą kobietą. Zmęczony uśmiech na pomarszczonej twarzy odsłaniał szczerby w spróchniałych zębach, a przepocona koszula drelichowa pękała od dwóch obwisłych piersi, wielkich jak u karmiącej matki.
Polski Słownik Biograficzny
*** Józef Piłsudski
...Przedstawiciele PPS (Piłsudski i Tytus Filipowicz) zaproszeni zostali do Tokio, dokąd udali się w pierwszej połowie czerwca przez Stany Zjednoczone. Do Tokio przybyli 10 VII i okazało się, że gości tu również Roman Dmowski z misją diametralnie różną (starał się on bowiem przekonać Japończyków o szkodliwości dla interesów Japonii powstania polskiego w zaborze rosyjskim). Piłsudski w memoriale złożonym 13 VII przedstawiał niejednolitość narodowościową Rosji, wprowadzając rozróżnienie na narody historyczne (Polacy, Finowie, Gruzini i w pewnym stopniu Ormianie) i niehistoryczne (Litwini, Białorusini, Łotysze). Wskazywał, że celem politycznym PPS jest "rozbicie państwa rosyjskiego na główne części składowe i usamodzielnienie przemocą wcielonych w skład imperium krajów. Uważamy to nie tylko jako spełnienie kulturalnych dążeń naszej ojczyzny do samodzielnego bytu, lecz i jako gwarancję tego bytu, gdyż Rosja, pozbawiona swych podbojów, będzie o tyle osłabiona, że przestanie być groźnym i niebezpiecznym sąsiadem". W załączonym projekcie umowy przewidywano m.in. organizację legionu polskiego (z jeńców-Polaków z armii rosyjskiej) i akcję polityczną Japonii na rzecz sprawy polskiej. Zarówno koncepcja tego legionu polskiego, jak i wszelkie postulaty polityczne zostały przez Japończyków odrzucone. Zainteresowali się jedynie akcją wywiadowczą i sabotażową, na którą oprócz pewnych ilości broni, amunicji i środków wybuchowych przekazali łącznie ok. 20 tys. funtów. Miało to duże znaczenie dla samodzielności Piłsudskiego i jego współtowarzyszy wobec CKR, przed którym akcję japońską utrzymywano w tajemnicy.
*** Władysław Sikorski
...Dn. 6 VIII Sikorski został mianowany dowódcą 5. armii, mającej pierwotnie za zadanie obronę odcinka na północ od Modlina, po granicę polsko-niemiecką w Prusach Wschodnich. Podejmując kontruderzenie w kierunku na Nasielsk i Ciechanów, 5. armia od 15 VIII wiązała skutecznie siły 15. i 3. Armii Czerwonej, przyczyniajac się do sukcesu, który przyniosło uderzenie znad Wieprza. Dn. 30 VIII Sikorski objął dowództwo 3. armii, prowadzącej od 11 IX skuteczne działania ofensywne na Wołyniu i na Polesiu - 26 IX zdobyła ona Pińsk. Następnie Sikorski objął dowództwo nowej 3. armii, walczącej na północno-wschodnim odcinku frontu polskiego, m.in. zabezpieczającej działania na Wileńszczyźnie. Wg Michała Kossakowskiego, Sikorski należał wówczas do nielicznych wyższych dowódców, na których mógł liczyć Piłsudski.
*** Edward Rydz-Śmigły
...Dn. 1 IX 1939, z chwilą wybuchu wojny, Rydz-Śmigły objął stanowisko naczelnego wodza i został mianowany przez prezydenta RP jego następca. Dążył do ustabilizowania obrony do czasu rozpoczęcia przez aliantów działań wojskowych, co - jak wiadomo - nie nastąpiło. Próbował dowodzić bezpośrednio wszystkimi związkami operacyjnymi. Dn. 9 IX przeniósł stanowisko dowodzenia z zagrożonej przez Niemców Warszawy do twierdzy w Brześciu nad Bugiem, a w trzy dni później do Włodzimierza Wołyńskiego. Wykazywał wielkie opanowanie i spokój w najcięższych chwilach, nie stanął jednak na wysokości zadania. Niektóre rozkazy były spóźnione, brak im było zdecydowania i spójności; przejawiło się to m.in. przy podejmowaniu decyzji w sprawie zwrotu zaczepnego armii "Poznań" do bitwy nad Bzurą. Nie miał strategicznej myśli przewodniej, gubił się w szczegółach.
*** Kazimierz Sosnkowski
...Gdy powstanie wybuchło Sosnkowski powrócił do Londynu (6 VIII) i starał się u brytyjskiego szefa sztabu A. Brooke'a i ministra lotnictwa A. Sinclaira o zorganizowanie pomocy dla walczącej Warszawy, m.in. domagał się od aliantów zgody na przerzucenie tam 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej. Widząc fiasko swych zabiegów wydał 1 IX rozkaz nr 19 do AK, w którym zarzucił sprzymierzonym "oportunizm polityczny", opuszczenie Polaków "na froncie wspólnego boju z Niemcami", mimo posiadania "technicznej potęgi", odwołując się do zobowiązań sojuszniczych, żądał dostaw broni oraz amunicji i oznajmiał, że jeśliby ludność stolicy "przez bierność, obojętność, czy zimne wyrachowanie wydana została na rzeź masową, wówczas sumienie świata obciążone będzie grzechem krzywdy straszliwej i w dziejach niebywałej". Rozkaz ten wywołał skandal polityczny w Londynie, zarówno Wielka Brytania i ZSRR, jak i rząd Mikołajczyka, postawiły wymóg udzielenia dymisji Sosnkowskiemu. Raczkiewicz ugiął się i 30 IX, wbrew zdaniu Krajowej Rady Ministrów, Komorowskiego oraz wielu generałów Polskich Sił Zbrojnych, zdymisjonował Sosnkowskiego, przyznając w rozmowie z nim: "mam pełną świadomość, że popełniam czyn niegodny".
*** Juliusz Słowacki
...Dn. 17 VIII tegoż roku matka wyszła bowiem powtórnie za mąż, za Augusta Bécu i Słowacki wraz z nią i ojczymem znalazł się ponownie w Wilnie, gdzie rodzina zamieszkała przy ul. Zamkowej 24, w gmachu uniwersytetu. Matka prowadziła w Wilnie salon, który w czerwcu 1822 odwiedził m.in. Adam Mickiewicz. Wtedy to 13-letni Słowacki był świadkiem polemiki między Janem Śniadeckim a Mickiewiczem. Ten i kolejny incydent (drwiny ojczyma z "Dziadów") wywołały - rzekomo - oburzenie, a nawet płacz przyszłego poety. Antoni Edward Odyniec zapamiętał Słowackiego jako "malca o dużych, czarnych, pałających oczach", z nieodłącznym "pierwiastkiem pychy [...] wyrażającym się już to głośnym sarkazmem, już ironicznym tylko uśmiechem na ustach", co wziął po ojcu, po matce zaś - "nerwową wrażliwość, bujną imaginację i w ogólności usposobienie poetyczne". Matka miała ogromny wpływ na jego oczytanie, a także wcześnie rozbudzone ambicje literackie.
*** Henryk Sienkiewicz
...W ostrym konflikcie z pisarzem znalazła się znaczna część pokolenia Młodej Polski. Sienkiewicz skrytykował ostro egotyzm, pesymizm i estetyzm modernistów już w obszernej dygresji jubileuszowego szkicu Maria Konopnicka (1902). W r. 1903 odpowiadając na ankietę "Kuriera Teatralnego" w sprawie "repertuaru pesymistyczno-zmysłowego", określił ten kierunek słowami "ruja" i "porubstwo" i uznał go za szkodliwy etycznie i bezwartościowy artystycznie. Kontrofensywa młodych nastąpiła na łamach "Głosu". Zaprotestował przeciw oskarżeniom Przybyszewski, z atakiem frontalnym wystąpił Stanisław Brzozowski; jeszcze brutalniej potraktował Sienkiewicza Wacław Nałkowski (także w broszurze "Sienkiewicziana", Kr. 1904). Zarzucano mu zdradę dawnych przekonań, idealizowanie szlachetczyzny i w ogóle karykaturowanie historii, "lenistwo ducha", płytką religijność, zobojętnienie na kwestie społeczne, gloryfikację groszoróbstwa, wręcz wysługiwanie się klasom panującym, a także - zmanierowanie stylistyczne. W obronie Sienkiewicza wystąpiło kilku publicystów prawicowych, m.in. Władysław Rabski; sam pisarz nie zareagował.
*** Tadeusz Reytan
...Stanisław August w swych pamiętnikach twierdzi, że Rejtan popadł w rozstrój umysłowy, przejawem czego miało być przyjęcie pruskiej asysty wojskowej. Opisy zachowania się Rejtana w dn. 19-22 IV 1773 mówią o jego wielkiej pobudliwości psychicznej i gwałtowności reakcji. Dn. 19 III 1775 miał popaść w obłęd i bracia musieli go siłą wywieźć do domu do Hruszówki, gdzie w małym dwuizbowym budynku o zakratowanych oknach przebywać miał, nie odzyskawszy zdrowia, do samobójczej śmierci. Odebrał sobie życie kalecząc się szkłem 8 VIII 1780.
*** Rafał A. Ziemkiewicz - Plamy na pomniku
Rzeczpospolita - 22.11.2008
...Mija dziesięć lat od wydania książki Ryszarda Świętka "Lodowa ściana", w której w sposób bardzo przekonujący - na ile mogę to stwierdzić jako amator - zebrane zostały poszlaki świadczące o wieloletniej współpracy Józefa Piłsudskiego z wywiadem Austro-Węgier. Książka wydana w niewielkim nakładzie, niewznawiana jest dziś białym krukiem i nikt się nie pokusił o zbicie poszlakowego, ale solidnie i logicznie uargumentowanego wywodu autora. Jedyne polemiki, jakich się on doczekał, przypominały elaboraty dyskredytujące pracę badaczy archiwaliów dotyczących TW "Bolka": nie ma podpisu Piłsudskiego na żadnym zachowanym dokumencie, więc nie ma twardych dowodów, to po co o tym mówić. Zdumiewające jest to wymaganie twardych dowodów tam, gdzie wiadomo, że były one niszczone, a świadkowie poginęli w okolicznościach jednoznacznie wskazujących na polityczne skrytobójstwo. Dotyczy to nie tylko śmierci generała Włodzimierza Ostoi-Zagórskiego, który jako swego czasu oficer c.k. wywiadu zamordowany został najprawdopodobniej dlatego właśnie, że zbyt wiele wiedział o sprawach z naszego dzisiejszego punktu widzenia łatwo wybaczalnych, ale w ówczesnej mentalności się niemieszczących, a w realiach politycznych po zamachu śmiertelnie dla dyktatora niebezpiecznych.
*** Masoneria polska - Janusz Korwin-Mikke rozmawia z prof. Tadeuszem Cegielskim
Najwyższy Czas, nr 44-45/2000 r.
Mamy tu zabawny i charakterystyczny dla Polski szczególik. Także w środowisku polskiej masonerii (jak pośród literatów, harcerzy itd.) trwa konflikt "komuna-antykomuna". Po jednej stronie "Szkoci", których loża powstała w Warszawie w grupie opozycyjnych intelektualistów (Jan Józef Lipski, Jan Olszewski) w latach 60-tych, po drugiej "PeZetPeeRowski" polski Wielki Wschód.
*** Alfabet Urbana
...Jeśli socjalizm dla kogokolwiek dobrze wymyślono, to dla pisarzy. Mianowano ich arcykapłanami i ważnymi partnerami władzy. Błąd w tej metodzie polegał na tym, że o ile marniejszych przyklejało to na zawsze do klamek w KC, to zdolniejszych zmuszało do przejścia do opozycji. Po prostu literat ogromnie nabierał znaczenia, kiedy stawał się kontrpartnerem władz. Te bowiem sztucznie ulepiły z niego ważną osobistość i potem się go bały, zwalczały, kokietowały, paktowały. Inaczej mówiąc, władze lepiły bożków, a potem się ich lękały i zabiegały o ich przychylność.
HISTORIA NAJNOWSZA POLSKI
wg. Antoniego Dudka
*** Antoni Dudek - Gorbaczow pod stołem
"Wprost" - 11 kwietnia 2004
...W lipcu 1989 r., już po opublikowaniu głośnego artykułu "Wasz prezydent, nasz premier", Adam Michnik wraz z Andrzejem Wajdą przebywali w Moskwie, gdzie prowadzili rozmowy m.in. w Wydziale Zagranicznym KC KPZR. Ich szczegóły nie są znane, ale wymowny wydaje się sposób, w jaki w Moskwie zareagowano na powstanie rządu Mazowieckiego. W protokole z posiedzenia sowieckiego Biura Politycznego z końca września 1989 r. znalazł się zapis mówiący o konieczności współpracy ze wszystkimi "konstruktywnymi siłami politycznymi w PRL opowiadającymi się za (...) wypełnianiem sojuszniczych zobowiązań Polski w ramach Układu Warszawskiego" oraz polecenie, by ministerstwa i instytucje mające kontakty z Polską "wypełniały wszystkie zobowiązania i umowy, (...) nie dopuszczając do obniżenia poziomu współpracy z PRL".
*** ANTONI DUDEK - Reglamentowana rewolucja
Rzeczpospolita - 2004.02.07
...Najpóźniej z początkiem 1988 r. Rosjanie zaczęli szukać kontaktów z różnymi środowiskami polskiej opozycji, postrzegając w nich potencjalnych partnerów do przyszłych rozmów o nowym układzie sił nad Wisłą. Szczegóły tych rozmów kryją kremlowskie archiwa oraz pamięć tych działaczy opozycji, z którymi nawiązano wówczas pośrednie lub bezpośrednie kontakty. Z zachowanych szyfrogramów Grupy Operacyjnej "Wisła" (placówka polskiego kontrwywiadu pracująca w Moskwie na podstawie porozumienia z KGB) wynika na przykład, że władze radzieckie jeszcze w kwietniu 1988 r. zamierzały zaprosić do Moskwy Adama Michnika. Zrezygnowały z tego dopiero wskutek wyraźnego sprzeciwu ze strony kierownictwa PRL. Jednak w 1988 r. przynajmniej część kierownictwa PZPR podejrzewała, że Rosjanie nawiązali kontakt z niektórymi osobami z kręgów umiarkowanej opozycji.
*** Niesprawdzony rzad - rozmowa z dr. ANTONIM DUDKIEM
Dziennik Polski - 28.12.2004
...Na temat agentury w rzadzie Tadeusza Mazowieckiego nie mamy dotychczas informacji, ale od dawna dysponujemy rozkazem gen. Dankowskiego z lipca 1989 r., w ktorym mowa jest o tym, ze agenci, ktorzy zostali parlamentarzystami, maja zostac wyrejestrowani, czyli usunieci z kartotek SB, ale nalezy z nimi utrzymac kontakt operacyjny. Pierwszy rozkaz, jaki otrzymali agenci parlamentarzysci dotyczyl wyboru na prezydenta gen. Wojciecha Jaruzelskiego (Jaruzelski zostal prezydentem przewaga jednego glosu - przyp. red.). Przez analogie mozna stwierdzic, ze zadania do wykonania otrzymywali rowniez tajni wspolpracownicy, ktorzy byli agentami w poszczegolnych ministerstwach rzadu Mazowieckiego.
*** Antoni Dudek - Zakazane tematy. O czym w Polsce nie można pisać
FAKT EUROPA - 29.09.2004
...Kiedy przed kilku laty w ferworze dyskusji, prowadzonej na falach publicznego radia, ośmieliłem się stwierdzić, że gen. Wojciech Jaruzelski ma krew na rękach, redaktor, który zaprosił mnie do studia, musiał się z tego gęsto tłumaczyć. A przecież nawet zagorzali obrońcy generała nie kwestionują, że w stanie wojennym zabito kilkadziesiąt osób. Domagają się tylko, by nazywano to "mniejszym złem".
> INSTYTUT PAMIĘCI NARODOWEJ <
*** CENA WYGRANEJ - O problemach wsi w PRL z Tomaszem Berezą, Leszkiem Próchniakiem, Ryszardem Śmietanka-Kruszelnickim rozmawia Barbara Polak
Biuletyn IPN
...Po dwudziestu latach od wprowadzeniu stanu wojennego generał Jaruzelski, cytuję za "Gazetą Wyborczą", powiedział: "Uzasadnione jest dziś mówienie o wielkiej, historycznej Solidarności. Ale była też Solidarność Rolników Indywidualnych [...], która obiecywała bułkę z szynką, lecz trzymała i bułkę, i szynkę na zapiecku". Tak generał definiuje cel i zasady działania społeczności wiejskiej i powody, dla których powołano związek chłopski. To kwintesencja komunistycznego myślenia - dobra solidarność robotnicza i zła solidarność chłopska.
*** PRZEWODNIA SIŁA NARODU - O ROBOTNIKACH W PRL Z HISTORYKAMI ŁUKASZEM KAMIŃSKIM i STANISŁAWEM JANKOWIAKIEM ROZMAWIA BARBARA POLAK
Biuletyn IPN
...Trzeba pamiętać, że od 1947 r. urzędy bezpieczeństwa tworzą tzw. referaty ochrony, czyli swoje ekspozytury w zakładach pracy. Właśnie w zakładach pracy była najbardziej rozbudowana sieć agenturalna, poza tym jeszcze w środowiskach PSL, byłego podziemia. Środowisko robotnicze było bardzo intensywnie inwigilowane przez władze, nawet nie po to, żeby je kontrolować, tylko żeby zastraszać. W zakładach pracy wiedziano, kto jest z urzędu bezpieczeństwa. Mimo to istniały pewne formy oporu - ktoś coś powiedział, jakiś dowcip polityczny, napisał w toalecie hasło przeciwko Stalinowi. Bardzo dużo tych haseł spotykano w zakładach pracy. Referat ochrony szukał sprawcy. I taka osoba znikała.
*** MIĘDZY MODERNIZACJĄ A MARNOTRAWSTWEM - O gospodarce PRL z historykiem Krzysztofem Madejem rozmawia Barbara Polak
Biuletyn IPN
...Silna militaryzacja przemysłu rozpoczęła się w okresie kryzysu wywołanego wojną koreańską. Różne gałęzie przemysłu zaczęły pracować na rzecz zbrojeniówki. Szacuje się, że wydatki na zbrojenia w latach 1950-1955 wyniosły około 4 mld dolarów. Pod koniec realizacji planu sześcioletniego na potrzeby wojska pracowało 166 zakładów. Liczebność armii wzrosła ze 140 tys. w 1948 r. do ponad 400 tys. w 1953 r. Wydatki na infrastrukturę pochłonęły miliard ówczesnych dolarów - wybudowano wtedy między innymi kilka linii kolejowych prowadzących do granicy wschodniej, stacje przeładunkowe, również lotniska wojskowe w Modlinie i na Bemowie. Takie zmiany dotyczyły nie tylko Polski.
"SOCJALIZMU BĘDZIEMY BRONIĆ JAK NIEPODLEGŁOŚCI" - O propagandzie PRL z Jerzym Eislerem rozmawia Barbara Polak
Biuletyn IPN
...Autor znakomitej książki o kulcie Stalina w Polsce w latach 1944-1956, Robert Kupiecki, zadał sobie pytanie, czy ten parareligijny kult został importowany ze Związku Radzieckiego, czy też były w tym elementy rodzimego kultu, na przykład marszałka Józefa Piłsudskiego. Mimo że może nam się to nie podobać - tak jednak w znacznym stopniu właśnie było. W latach trzydziestych można było usłyszeć w Polskim Radiu takie zawołanie sławnego lektora i spikera Tadeusza Bocheńskiego: "Bądź pozdrowiony Zułowie (miejsce urodzin Marszałka), polski Betlejemie". To się co najmniej ocierało o świętokradztwo. Kult Stalina, który - w oczach komunistycznych propagandystów - miał być najgenialniejszym i najwspanialszym człowiekiem pod słońcem, w znacznym stopniu wywodził się z tego właśnie rodzimego pnia, przy czym fakt, że system był ateistyczny, laicki, świecki, antyreligijny i antyklerykalny - nie miał tutaj nic do rzeczy.
*** POLITYKA WOBEC HISTORII, HISTORIOGRAFIA WOBEC POLITYKI: PRL i III RZECZPOSPOLITA
Biuletyn IPN
...Paweł Machcewicz - Parę słów chciałbym poświęcić kwestii totalitaryzmu. Uważam, że pojęcie to jest bardzo ważne przy analizie PRL. W Polsce w latach 1947-1954 budowano państwo totalitarne i wprowadzano wzorce sowieckie we wszystkich dziedzinach życia. Potem nastąpiła odwilż - przełom 1956 r., który rozpoczął detotalitaryzację systemu. Pozostała jednak nie tylko tendencja totalitarna, lecz również struktury powstałe w fazie totalitarnej. Moim zdaniem była zasadnicza różnica między komunizmem nawet w fazie posttotalitarnej a klasycznymi reżimami autorytarnymi. Zakres kontroli nad różnymi formami życia był w Polsce, nawet u schyłku lat osiemdziesiątych, znacznie większy niż w Hiszpanii generała Franco. Tam nigdy państwo czy partia tak bardzo nie ingerowały w życie ekonomiczne, kulturalne czy społeczne. W PRL niemal do końca trwały posttotalitarne struktury, mimo że nie były już wypełniane totalitarną treścią. Fakt ten determinował w znacznej mierze rzeczywistość, w której funkcjonowali zarówno aktorzy obozu rządzącego, jak i opozycji.
*** WALDEMAR GRABOWSKI - KALKSTEIN I KACZOROWSKA W ŚWIETLE AKT UB
Biuletyn IPN - 2004, nr 8/9
...Według pewnych informacji 25 marca 1944 r. Wojskowy Sąd Specjalny skazał trójkę zdrajców na karę śmierci. Inne informacje mówią, że pełny obraz zdrady Kalksteina i Kaczorowskiej został przedstawiony dopiero w zeznaniach Świerczewskiego, który w maju 1944 r. usiłował nawiązać kontakt z konspiracją. Występował wówczas jako kurier "na wschód", który utracił kontakt organizacyjny. 20 czerwca 1944 r. Eugeniusz Świerczewski został zlikwidowany przy ul. Krochmalnej. Przesłuchanie zdrajcy przeprowadził Stefan Ryś "Józef", zastępca kierownika Wydziału Bezpieczeństwa i Kontrwywiadu Oddziału II KG AK. Świerczewski miał przyznać się do wydania Roweckiego. Warto jednak zauważyć, że w zeznaniach Stefana Rysia z 24 marca 1954 r. brak wiadomości o wydaniu "Grota" przez Świerczewskiego, jest natomiast długa lista osób wydanych, a będących pracownikami wywiadu i łączności AK. Kontrwywiad AK poszukiwał Kalksteina i Kaczorowskiej.
*** Konrad Białecki - LEPSI KATOLICY? (Kościół polskokatolicki a SB)
Biuletyn IPN - nr 3, 2004 r.
..."Pojechałem i tu 20 IX 1957 r. ob. dyr. Jan Lech zakomunikował mi, rzecz krótko ujmując, że mam wstąpić do Kościoła Narodowego i tu zostać biskupem naczelnym tegoż Kościoła. Po paru rozmowach doszedłem do przekonania, że na propozycję tę nie mogę się nie zgodzić, bo inaczej nie otrzymam żadnej odpowiedniej pracy. Nie mając innego wyjścia, wyraziłem zgodę warunkową: przez jakiś czas chciałem być tylko redaktorem czasopisma kościelnego »Posłannictwo« i ew. wydawnictw broszurowych i profesorem Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej, by bliżej przyjrzeć się temu Kościołowi, chociaż idea polskiego katolicyzmu pociągnęła mnie względnie szybko, wszelako nie odpowiadało mi przywdziewanie na nowo szat duchownych. [...] Wreszcie nie mając innego wyjścia, zostałem bowiem w międzyczasie zupełnie osaczony, zgodziłem się być duchownym w tym Kościele ufając, że tak poważna instytucja państwowa jak Urząd do Spraw Wyznań nie zawiedzie mnie".
*** Wojciech Frazik - OPERACJA "CEZARY" - PROWOKACYJNA V KOMENDA WiN
Biuletyn IPN - nr 1/2, 2008 r.
...W kwietniu 1948 r. ponownie przybył do Polski kurier Boryczko "Adam". Mimo początkowej nieufności wobec podejmującego go Wendrowskiego, uwierzył w autentyczność organizacji, gdy na kolejnym spotkaniu pojawił się znany mu już Sieńko. "Adam" powrócił na Zachód z informacją o utworzeniu tzw. V Komendy WiN. Rozpoczęła się w ten sposób operacja "Cezary" - jedna z największych i najważniejszych gier operacyjnych komunistycznego aparatu bezpieczeństwa, prowadzona przez MBP w latach 1948-1952. Była ona wymierzona w pozostałości struktur konspiracyjnych w Polsce oraz Delegaturę Zagraniczną WiN i, szerzej, środowiska polskiej emigracji politycznej, a także wywiady anglosaskie. Jej istotą było pozorowanie przez MBP istnienia konspiracyjnej organizacji niepodległościowej, by w ten sposób docierać do osób pozostających jeszcze w konspiracji, przejmować pod swoją kontrolę ewentualne struktury, a także dezinformować delegaturę i współpracujące z nią wywiady zachodnie. MBP planowało przejąć winowskie drogi łączności z Zachodem, a wykorzystując silną pozycję delegatury na uchodźstwie, kontrolować z czasem relacje kraj-emigracja.
*** PRZEWODNIA SIŁA NARODU - O POLSKIEJ ZJEDNOCZONEJ PARTII ROBOTNICZEJ Z ŁUKASZEM KAMIŃSKIM ROZMAWIA BARBARA POLAK
Biuletyn IPN - nr 5/2002
...Na początku lat sześćdziesiątych pojawia się kolejna grupa, bardzo skrajna i w związku z tym bardzo nieliczna, ale posiadająca pewne wpływy w aparacie partyjnym i aparacie bezpieczeństwa - Komunistyczna Partia Polski Kazimierza Mijala. Dzięki ambasadzie Albanii (Mijal uciekł do Albanii) dysponowała ona pewnymi środkami propagandowymi. Przemycano drukowane w Albanii ulotki, ostro atakujące "pana" Gomułkę - nie uważanego za towarzysza. Tę grupę spotykały takie same represje jak ówczesną opozycję - były procesy sądowe, ujawnieni członkowie KPP byli usuwani z aparatu i z partii. Prowadzili swoją podskórną działalność aż do 1981 r., ożywiając się w momentach kryzysu. Ich ulotki pojawiły się w różnych miejscach kraju w grudniu 1970 r. i wzywały między innymi do prawdziwej rewolucji. Pojawia się też w KPP grupa prochińska, zwłaszcza po 1966 r., po rewolucji kulturalnej i po powrocie do władzy Mao. Ambasada chińska uprawiała w Polsce propagandę, której obiektem i odbiorcą była też część PZPR. Partia polska bardzo pilnie śledziła, kto chodzi do ambasady chińskiej, kto się spotyka, kolportuje literaturę. W marcu 1968 r. i grudniu 1970 r. KPP ma nadzieję przejąć władzę, są to nadzieje całkowicie złudne, bo nigdy nie miała ona istotnych wpływów w aparacie, jedynie pojedyncze, sympatyzujące z nią osoby, zwłaszcza z kręgów starych komunistów.
*** Bogumił Grott - UKRAIŃSKI NACJONALIZM A POLSKA POLITYKA WOBEC UKRAINY I UKRAIŃCÓW
Biuletyn IPN - nr 7-8, 2010 r.
...Naród dla Doncowa stanowił osobny gatunek w przyrodzie, był wartością najwyższą; absolutem, wyrastającym nawet ponad Boga. Doncow rzucił hasło: "nacja ponad wszystko". W jej obrębie miała obowiązywać hierarchia z wodzem o nieograniczonej władzy na czele. Widać tu podobieństwo do hitleryzmu i faszyzmu włoskiego. Wódz miałby do dyspozycji "mniejszość inicjatywną" - ludzi uznanych za lepszych wobec reszty narodu, który w swojej masie był traktowany dość pogardliwie. Ta "mniejszość inicjatywna" miałaby prawo stosowania w stosunku do reszty społeczeństwa "twórczej przemocy", co oznaczało zapowiedź zupełnego nieliczenia się tak pojętej elity z opinią społeczną i szerokiego stosowania przymusu i represji. Tak też było w UPA, gdzie terror w stosunku do jej członków był na porządku dziennym, a rolę "mniejszości inicjatywnej" spełniała OUN. Była to więc dyktatura jednej partii, tak charakterystyczna dla systemów totalitarnych. Doncow mówił wprost, że właśnie taka partia powinna podporządkować sobie i "zdynamizować" masy, a opornych i sceptyków po prostu usuwać lub nawet fizycznie likwidować.
*** Lucyna Kulińska - DZIAŁALNOŚĆ TERRORYSTYCZNA UKRAIŃSKICH ORGANIZACJI NACJONALISTYCZNYCH W POLSCE W OKRESIE MIĘDZYWOJENNYM
Biuletyn IPN - nr 7-8, 2010 r.
...Przy użyciu lignosytu udało się terrorystom wysadzić jeden obiekt publiczny w Sądowej Wiszni (28 czerwca 1922 r.). Do niszczenia linii telefonicznych i telegraficznych używano pił ręcznych, zaś do przecinania drutów - specjalnych nożyc. Maszyny (głównie parowozy) uszkadzano specjalnym proszkiem, którym dysponowali terroryści - był to materiał ścierny o wysokiej twardości, tzw. karborundum (współcześnie: karborund). Dosypany do oleju smarującego powodował uszkodzenie silników, pomp wtryskowych, napędów, a nawet wybuchy kotłów parowych. Śledztwa wykazały też, że bojówki dysponowały preparatami chemicznymi, którymi planowano zabijać (truć) polskich urzędników administracyjnych i policyjnych. Były to m.in. cukierki nasycone cyjankiem potasu. Władzom nie udało się ustalić, czy i w stosunku do kogo próbowano ich używać.
*** Ewa Siemaszko - BILANS ZBRODNI
Biuletyn IPN - nr 7-8, 2010 r.
...Dalsze badania ukraińskiego ludobójstwa dokonanego na Polakach z całą pewnością powiększą liczbę ofiar zidentyfikowanych z nazwiska, natomiast ostrożność badawcza powstrzymuje przed twierdzeniem, że łączna prawdopodobna liczba 130 800 ofiar na Wołyniu i Małopolsce ulegnie istotnej zmianie. Do całości strat spowodowanych zbrodniami OUN-UPA należy jeszcze dodać liczbę, wstępnie określoną na ok. 3 tys., Polaków zamordowanych na Lubelszczyźnie i nieznaną liczbę ofiar z południowych powiatów woj. poleskiego, graniczących z Wołyniem.
*** JANUSZ MARSZALEC - ZDOBYCIE ARCHIWUM DELEGATURY RZĄDU PRZEZ AL I GESTAPO
Biuletyn IPN - nr 62/63, 2006
...Najważniejsza część operacji, jaką było wydobycie archiwum, dokonała się na strychu oraz w pokoju "Kruka", gdzie wyrwano w tym celu fragment podłogi, a z biurka powyłamywano zamki. "Aleksandrowi" asystowali w tym alowcy, nie ujawniając zdobytego materiału przed mipowcami i zamkniętym w drugim pokoju gestapowcem. Materiał był natychmiast pospiesznie segregowany. Od razu wyodrębniono dokumenty antykomunistyczne. Zabrał je Hrynkiewicz, przekazując pozostały materiał gestapowcowi. Był to duży zbiór informacji dotyczących spraw niemieckich. Nie powiodła się natomiast zaplanowana przez "Aleksandra" likwidacja "Kruka" przez podanie mu trucizny. Kupecki wyczuł podejrzany metaliczny smak i wypluł cyjanek, krztusząc się. Dramatyzmu sytuacji dodawała histeria jego żony, szybko jednak sterroryzowanej pistoletem przez Wiechockiego i Romanowskiego. Wkrótce potem Kupecki wbrew planom Hrynkiewicza został przesłuchany przez agenta gestapo, co niezwykle zdenerwowało bojowców z AL, obawiających się dekonspiracji "Aleksandra" i swojej kompromitacji w związku z niewykonaniem rozkazu. Tymczasem po zakończonej akcji "Aleksander" nie czynił im większych wymówek, żałując tylko, że nie zadusili Kupeckiego własnymi rękami.
*** PIOTR SZUBARCZYK - POWRÓZ NA SZCZĘŚCIE...
Biuletyn IPN - nr 7/2003
...4 lipca 1946 r. o godzinie 17 jedenaścioro skazańców przybyło na wielki plac, gdzie czekało już pięć szubienic. Było to Wzgórze Stolzenberg, znajdujące się niedaleko więzienia i obecnego Urzędu Miejskiego, na granicy współczesnych dzielnic Chełm i Śródmieście. Tłumy czekały. Na platformie każdej z jedenastu ciężarówek znajdował się skazaniec, funkcjonariusze więzienia i bezpieki oraz były więzień obozu (wśród nich jedna kobieta). To właśnie więźniowie mieli być symbolicznymi wykonawcami kary. W jednym przypadku nie tylko symbolicznymi. Kiedy ciężarówka ze skazaną, z pętlą na szyi, nie mogła ruszyć z miejsca, by zrzucić kobietę z platformy, była więźniarka wypchnęła ją na zewnątrz. Tłum nie okazał litości, słychać było okrzyki aprobaty i gniewu. Trzeba pamiętać, że wielu ludzi obserwujących widowisko miało za sobą udręki obozu lub wysiedlenia z rodzinnych domów. Tylko z pobliskiej Gdyni jesienią 1939 r. Niemcy wyrzucili z domów około 100 tys. ludzi i w nieludzkich warunkach wywozili ich do Generalnej Guberni. Nie było zatem litości, obfity materiał obciążający skazańców nie pozostawiał wątpliwości co do ich winy. Krytyczny moment nastąpił już po wykonaniu egzekucji. Tłum rzucił się w kierunku wisielców. Jedni chcieli ich zobaczyć z bliska, inni chcieli zachować na pamiątkę kawałek szubienicznego sznura, który podobno przynosi szczęście... Ciała skazańców przewieziono, jako bezimienne, do Akademii Medycznej w Gdańsku. Wykorzystał je do badań Zakład Anatomii i Neurobiologii.
*** KRZYSZTOF SZWAGRZYK - ŻYDZI W KIEROWNICTWIE UB - STEREOTYP CZY RZECZYWISTOŚĆ?
Biuletyn IPN - 11/2005
...Analizie poddano zawartość Informatora MSW oraz akt osobowych 450 osób zajmujących kierownicze stanowiska w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego oraz 249 z Komitetu do spraw Bezpieczeństwa Publicznego, uzupełnioną o dane zaczerpnięte z innych źródeł. Jak pokazują jej wyniki, w latach 1944-1954 na 450 osób pełniących najwyższe funkcje w MBP (od naczelnika wydziału wzwyż) 167 było pochodzenia żydowskiego (37,1 proc.). Po likwidacji MBP w 1954 r. w powstałym na jego miejsce Kds.BP liczba ta zmalała do 86 kierowniczych stanowisk (34,5 proc.). W tym czasie (1944-1956) wśród 107 szefów i zastępców szefów wojewódzkich UB/UdsBP pochodzenie takie miało 22 oficerów (20,5 proc.). Po uwzględnieniu innych wysokich stanowisk wojewódzkich UB/UdsBP: naczelników i zastępców naczelników wydziałów wynika, że najwięcej osób pochodzenia żydowskiego znalazło się w strukturach aparatu bezpieczeństwa w województwach: szczecińskim (18,7 proc.), wrocławskim (18,7 proc.), katowickim (14,6 proc.), łódzkim (14,2 proc.), warszawskim (13,6 proc.), gdańskim (12,0 proc.) i lubelskim (10,1 proc.). W pozostałych województwach odsetek ten wynosił średnio ok. 7 proc., osiągając najniższy poziom w woj. zielonogórskim (3,5 proc.). W świetle zaprezentowanych danych statystycznych teza o dużym udziale Żydów i osób pochodzenia żydowskiego w kierownictwie UB sformułowana została na podstawie prawdziwych przesłanek i jako taka odzwierciedla fakt historyczny. Wyniki badań nie przynoszą jednak odpowiedzi na pytanie: w jakim stopniu liczby mogą stanowić argument w toczącej się już od wielu lat silnie emocjonalnej dyskusji?
*** SŁAWOMIR CENCKIEWICZ, PIOTR GONTARCZYK - NA GRANICY ZDRADY - STANISŁAWA MACKIEWICZA POWROTY DO POLSKI
Biuletyn IPN - nr 62/63 2006
...W rozmowach z "Oskarem" Stanisław Cat Mackiewicz starał się akcentować swoją niezależność i przeciwstawiał się wszelkim próbom nadania swojej współpracy z komunistami form agenturalnych. Z raportów "Oskara" wynika, że Mackiewicz przekazał mu materiały na temat Bergu, w tym raport Tymczasowej Rady Jedności Narodowej. Przekazał także "Oskarowi" korektorską wersję swojej książki (Od małego do wielkiego Bergu, Londyn 1956) z własnoręcznymi poprawkami. Materiały te zostały wykorzystane w krajowej kampanii propagandowej przeciwko emigracji. Wiosną 1956 r. kierownictwo Komitetu ds. BP przesłało materiały przekazane przez Cata do najwyższych czynników w państwie (m.in. na ręce Edwarda Ochaba, Józefa Cyrankiewicza, Franciszka Mazura i Jakuba Bermana) oraz do wszystkich wojewódzkich struktur aparatu bezpieczeństwa.
*** Polacy w Wehrmachcie
Biuletyn IPN
...Największą grupę narodowościową w niemieckich siłach zbrojnych stanowili obywatele ZSRS: Rosjanie, których liczebność szacuje się na ok. 1 miliona (dołączyło też ok. 20 tys. rosyjskich emigrantów, głównie oficerów białej armii), Łotysze i Estończycy - odpowiednio 150 i 100 tys. (częściowo z poboru), Ukraińcy - 75 tys., Kozacy - 70 tys., Litwini - 50 tys., Białorusini - 15 tys. W następnej kolejności: Chorwaci (w tym bośniaccy muzułmanie) - 30 tys., Węgrzy - 20 tys., Serbowie - 15 tys., Albańczycy - 6,5 tys., Rumuni - 3,5 tys., Bułgarzy - ok. 600. Wśród mieszkańców Europy Zachodniej dominowali Holendrzy - 55 tys., a po nich Hiszpanie - 40 tys., Flamandowie - 23 tys., Duńczycy - 20 tys., Włosi (po kapitulacji w 1943 r.) - ok. 20 tys., Francuzi (bez poborowych z Alzacji i Lotaryngii) - ok. 15 tys., Norwegowie - ok. 15 tys., Walonowie - 15 tys., Luksemburczycy (nie licząc przymusowego poboru po 1942 r.) - 2 tys., Finowie - 2 tys., Szwajcarzy - ok. 700, Szwedzi - 300, Brytyjczycy - ok. 100. Wyjątkowo liczne były oddziały sformowane z przedstawicieli środkowoazjatyckiej części ZSRS i narodów Kaukazu: Uzbecy, Kazachowie i Turkmeni - 70 tys., Azerowie - 40 tys., Czeczeńcy, Abchazowie i inne narody Północnego Kaukazu - ok. 30 tys., Gruzini - 25 tys., Ormianie - 20 tys., Tatarzy nadwołżańscy - 12,5 tys., Tatarzy krymscy - 10 tys., Kałmucy - 7 tys. Ponadto w Wehrmachcie, a pod koniec wojny w Waffen SS, służyło 3,5 tys. Hindusów i ok. 5 tys. Arabów i mieszkańców Afryki Płn.
Liczbę obywateli b. II RP (Górny Śląsk, Wielkopolska, Pomorze) walczących w wojsku niemieckim w większości pod przymusem można szacować na 250 tysięcy, z czego z Górnego Śląska - 120-150 tys.
Inne źródła szacują liczbę obywateli b. II RP walczących w armii
niemieckiej na pół miliona, z tego ponad 100 tysięcy miało zginąć na
froncie. Proceder powoływania polskich obywateli uległ przyspieszeniu w latach
1943-44, kiedy z powodu klęsk wojennych Niemcy przestali zwracać uwagę na
wcześniejszą nieufność wobec tubylców ze Wschodu. W tym czasie doszło także
do werbunku do niemieckich struktur wojskowo-policyjnych nie tylko wśród
folksdojczów ale i "czystej krwi" Polaków. Zagadnienie to nie jest
zbytnio drążone przez polską historiografię.
> MEDIA O IPN <
Przegląd prasy nt. niekoniecznie dosłownie IPN, ale np. lustracji. Sama pikanteria !
>> wyszkukiwarka nazwisk z "LISTY WILDSTEINA" <<
*** Jak czytać tę listę
"Głos", luty 2005
...Publikowana powyżej lista zawiera 162.617 nazwisk i została zestawiona przez pracowników IPN. To oni są jej autorami, wykonali ja czerpiąc materiał (nazwiska i ich kwalifikację) z różnych dokumentów byłych komunistycznych służb specjalnych. Lista, jak informują pracownicy IPN, obejmuje przede wszystkim obszar dawnego województwa warszawskiego i osoby rejestrowane przez centralę MSW. Są tu odnotowane nazwiska tych jedynie osób, których teczki ocalały. Jak się wydaje, lista w zasadzie pomija agenturę służb wojskowych (choć sporadycznie je odnotowuje). Istnieją analogiczne listy regionalne i tak np. na liście krakowskiej (b. województwo krakowskie) znajduje się 32.848 nazwisk.
Najlepszym dowodem, iż kampania antylustracyjna nie bierze się z humanitaryzmu, ale ze strachu przed zdemaskowaniem ubeckich układów jest wybór niektórych opinii z forum dyskusyjnego portalu gazeta.pl. Dyskusja nad ujawnieniem tzw. "listy Wildsteina" rozgorzała zaraz po publikacji sławetnego tekstu przez "GW" pt. "Ubecka lista krąży po Polsce"
*** Kampania nienawiści przeciw Bronisławowi Wildsteinowi
*** Instytut Przeczyszczenia Narodowego - Cezary Łazarewicz
Przekrój nr 7, 2005
...Instytut Pamięci Narodowej jest jak wielki magazyn z butami. Z tym że w kartonach zamiast obuwia leżą życiorysy. Jakie? Nikt tego do końca nie wie. Trzeba zajrzeć do środka, by się o tym przekonać. Każdy sam decyduje: zdjąć pokrywę i uwolnić zmory przeszłości czy żyć w nieświadomości.
Można tak jak Andrzej Ostoja-Owsiany, były senator z województwa łódzkiego, zajrzeć do wewnątrz i po lekturze swojej teczki stracić przytomność. - Miałem w życiu tylko jednego przyjaciela - wyszeptał potem. - Traktowałem go jak brata. I właśnie się dowiedziałem, że to on na mnie przez te wszystkie lata donosił. Teraz wiem, skąd miał pieniądze na te drogie cygara.
Tajnym współpracownikiem o pseudonimie "Wacław" okazał się zmarły przed laty szanowany łódzki socjolog i opozycjonista doktor Andrzej Mazur, po którym w archiwach IPN-u pozostały setki meldunków.
*** Ludzie w teczkach - JOANNA CIEŚLA, EWA WINNICKA
Polityka - nr 05/2005
...Są dokumenty wskazujące, że w połowie dekady niepodległościowi przywódcy opozycyjni negocjowali niejawnie z władzami, co pośrednio, obok innych działań, umożliwiło rozmowy przy Okrągłym Stole. Według Wysokiego Oficera to środowiska Unii Wolności, można więc przypuszczać, że dlatego są na agresywną lustrację szczególnie wyczulone. Taką, w której nazwiska będą fruwać w powietrzu, bez kontekstu historycznego...
Jednak właśnie przeciekiem z Instytutu tłumaczy się list Małgorzaty Niezabitowskiej na temat jej teczki. (Wysoki Oficer podpowiada z kolei, że nagła detonacja teczki Niezabitowskiej to przypomnienie dla lustratorów ze strony dawnych służb, żeby nie łamać lojalnościowych porozumień zawartych przed Okrągłym Stołem i nie ruszać grubej kreski).
*** W IPN jest dużo list - MARCIN GUGULSKI
"Głos", luty 2005
...Wykaz rozpracowywanych osób obejmuje Polaków z kraju i emigrantów oraz cudzoziemców: opozycjonistów i komunistów, artystów, oficerów i żołnierzy, księży i zakonnice, lekarzy i nauczycieli, profesorów i inżynierów, studentów, uczniów i harcerzy, sportowców i przemytników, ludzi zwykłych i niezwykłych, uczciwych i przestępców, bohaterów i szuje, ludzi czynnych w latach 40-tych, 50-tych, 60-tych... i tak aż do roku 1990, do ostatnich dni istnienia SB. Nie sposób napisać tu o więcej niż paru procentach z rozpracowywanych ofiar bezpieki. Zapewne też udało mi się poprawnie zidentyfikować najwyżej parę procent nazwisk wymienionych w ewidencji SOR (spraw operacyjnego rozpracowania osób) Polaków (że już nie wspomnę o również bardzo licznie rozpracowywanych cudzoziemcach - zauważyłem i zanotowałem SOR John Lennon oraz SOR George Harrison).
*** Poezja pro- i antylustracyjna !!!
źródło - fora internetowe - luty 2005 r.