GAZETA WYBORCZA - 1
wybór artykułów
Pe eR eL
*** Jerzy Karaszkiewicz - Słodkie lata
Gazeta Wyborcza - 15/05/1998
...W tych dniach marcowych spotkałem kiedyś na ulicy mojego pułkownika ze Studium Wojskowego. Ucieszył się ogromnie. I zagadał: "No i co, Karaszkiewicz? A wy tam, artyści, za swoich Żydków się nie weźmiecie?". I tu rzucił parę nazwisk moich kolegów. I wtedy mu powiedziałem: "Oni to nic, panie pułkowniku, ale najgorszy Żyd to ten Siemion". "Siemion Żyd? Co wy, Karaszkiewicz, pleciecie. Przecież to chłopek ze wsi". A ja na to: "Pan się myli, panie pułkowniku, to taka odmiana. Żyd polny". Obywatel pułkownik uśmiechnął się błogo: "Patrzcie - powiedział. - Jeszcze jeden farbowany lis. Dziękuję za nowe dane". Wyciągnął do mnie rękę, obcasami stuknął, jakby się odmeldowywał, i tak po polsku spojrzał mi prosto w oczy.
*** AGATA TUSZYŃSKA - PORA BIGOSU, PORA INTYMNA
Gazeta Wyborcza - 06/05/1999
...O salonie Ireny Krzywickiej, istniejącym w latach 1955-1962, wiele osób ma dużo do powiedzenia. Jacek Kuroń napisał, że był to jedyny salon godny swego miana w dziejach powojennej Warszawy. Leopold Tyrmand stworzył literacki portret salonu, a raczej pamflet, w swojej powieści "Życie towarzyskie i uczuciowe". Żaden z nich nie znalazł się nigdy wśród gości Ireny Krzywickiej. Jan Garewicz, jej kuzyn, pojawiał się tam regularnie. Pamięta salon jako "targowisko próżności", gdzie przychodzono, aby otrzeć się o sławy kolejnych sezonów.
*** LESZEK K. TALKO - Szczęście z Franią
Gazeta Wyborcza - 12/04/1996
...Helena Urbańska z małej wsi koło Lublina kupiła Franię w 1961 r. Napisała do fabryki list: "Tak sobie myślę, ile ta moja Frania wyprała przez te lata rzeczy grubych i cienkich. Zestarzałam się razem z nią. Nie wiem, ile jeszcze będę żyła i prała bez remontu, bo ta moja Frania w ogóle nie ma zamiaru przestać prać. Mam nadzieję, że tak będzie zawsze."
*** ANNA BIKONT, JOANNA SZCZĘSNA - TOWARZYSZE NIEUDANEJ PODRÓŻY
Borowski, ofiara stalinowskiego terroru, i Andrzejewski, przedwojenny żarliwy katolik, Konwicki, partyzant z wileńskiej AK, i Ważyk, świadek sowieckich zbrodni na Wschodzie. Dlaczego tak wielu polskich pisarzy poszło na służbę komunistycznej władzy?
I jak później od komunizmu odchodzili?
*** Andrzej KLOMINEK - GAŁCZYŃSKI W "PRZEKROJU"
Gazeta Wyborcza - 07/04/1995
...Był rok 1948, 7 listopada, Gałczyński w gronie polskich pisarzy zaproszonych do ZSRR stał pod mauzoleum Lenina. Wielka chwila, nawet dla małowiernych, a cóż dopiero dla zapalonego neofity, który dotarł tu "po latach błądzeń" i ogląda na placu Czerwonym defiladę zwycięskiej Armii Radzieckiej. Gałczyński chłonie wzrokiem scenerię mogącą przyprawić o zawrót głowy. W pewnej chwili przechyla się do ucha stojącego obok kolegi-literata i mówi: "Przepraszam. Czy pan może jeszcze dwa razy bez wyjęcia?".
*** PIOTR LIPIŃSKI - NIETOPERZ CICHO ŚMIGNĄŁ
Gazeta Wyborcza - 05/01/1996
..."Niejaki Stefan Martyka, aktorzyna trzeciorzędny, który prowadził w Polskim Radiu audycję pod tytułem >>Fala 49<< - pisał Marek Hłasko w >>Pięknych, dwudziestoletnich<<. - Bydlę to włączało się przeważnie w czasie muzyki tanecznej, mówiąc: >>Tu Fala 49, tu Fala 49. Włączamy się<<. Po czym zaczynał opluwanie krajów imperialistycznych; przeważnie jednak wsadzał szpilki w pupę Amerykanom, mówiąc o ich kretynizmie, bestialstwie, idiotyzmie i tego rodzaju rzeczach - następnie kończył swą tyradę słowami: >>Wyłączamy się<<. Pewnego dnia jakiś student położył Martykę trupem; z początku sądzono, że jest to zemsta Jana Cajmera, który był wtedy dyrektorem orkiestry tanecznej Polskiego Radia: w czasie audycji Cajmera Martyka włączał się najczęściej. Wkrótce jednak ustalono, że morderca Martyki był stałym gościem Ośrodka Informacyjnego Ambasady USA i Ośrodek zamknięto".
*** Piotr Lipiński - MIĘSO, A W ŚRODKU RZEŹNIK (afera mięsna)
Gazeta Wyborcza - 10/06/1999
...Stanisław Wawrzecki, dyrektor warszawskiego Miejskiego Handlu Mięsem, został skazany na śmierć w 1965 r. za udział w tzw. aferze mięsnej. Po 1956 r. był to w PRL jedyny wykonany wyrok śmierci za przestępstwo gospodarcze. Według profesora Andrzeja Rzeplińskiego, prawnika z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, powieszono go jednak nie o świcie, ale po południu: - Po 1956 r. kary śmierci wykonywano w Polsce około godziny siedemnastej, osiemnastej. Nie, jak wieść gminna niesie, o świcie. Żaden prokurator nie wstanie o czwartej rano na egzekucję. Po południu, między obiadem a kolacją, był lepszy czas na wieszanie. Zwykle między decyzją Rady Państwa a egzekucją upływały dwa, cztery tygodnie. Uzgadniano wówczas terminarz prokuratora, księdza, no i kata. Anonimowy współwięzień z Rakowieckiej zapewnia: - Wawrzecki do końca był przekonany, że z Rady Państwa nadejdzie ułaskawienie. To była pewność absolutna. Może kogoś chronił, nie wyjawił pewnych nazwisk w sądzie i oczekiwał w zamian lojalności. Ktoś ważny musiał mu obiecać, że nie zawiśnie.
*** HENRYK DASKO - Nie ma miłości szczęśliwej (Andrzej Brycht)
Gazeta Wyborcza - 19/08/1999
...Po sześciu tygodniach skróconego okresu rekruckiego Brycht podjął pracę na pierwszej szychcie w kopalni Wanda-Lech w Nowym Bytomiu. Zjeżdżał codziennie o 3.30 nad ranem z butelką kawy zbożowej zatkaną korkiem z gazety, ćwiartką chleba i "dodatkiem pracującym", 10 dekagramami kiełbasy, na głębokość ośmiuset metrów, najniższy poziom gazowej, zalewanej wodą kopalni. Wraz z nim - był ładowaczem, wrzucającym jednym zamachem szufli 20 kilogramów urobku na wózek - darło tę samą ścianę trzech zawodowych górników i ośmiu żołnierzy wyrokowców. W ciągu dwóch miesięcy z dwudziestu ludzi, z którymi dzielił salę noclegową, trzech zginęło pod ziemią. Z podziemnego chodnika wyciągnął go boks.
*** TERESA BOGUCKA - WALKA O WŁADZĘ, WALKA O DUSZE
Gazeta Wyborcza - 22/07/1999
...Po pół roku naszego pobytu na wsi przyszło do mnie dwóch milicjantów i bez zbędnego wstępu zaproponowali mi wstąpienie do partii, PPR. Propozycja milicjantów w sprawie partii wydawała mi się o tyle niepoważna, a wręcz groteskowa, ponieważ pochodziła od robotników, których znałem, a jednym z nich był parobek dziedzica, a drugim bezrobotny gołębiarz. Kiedy opowiedziałem żonie, kto są ci przedstawiciele prawa, ledwo umiejący się podpisać, była szczerze zdumiona. A ponieważ byłem jednym z nich, nie namyślając się dłużej, postanowiłem zostać komunistą.
*** LIDIA OSTAŁOWSKA - Plaga nadeszła nocą
Gazeta Wyborcza - 06/01/1996
...Antoni Kroh, etnolog, tłumacz, wydawca z Nowego Sącza: - Przez parę lat mieszkałem w Pradze. Stonka nazywa się w Czechach mandelinka - migdałek, ale wtedy mówiło się amerykański żuk - americki brouk. To było wyzwisko. Przy głównej ulicy redakcja tygodnika "Svet v obrazach" miała na zewnątrz gablotę. Pewnego razu umieszczono tam butelkę z naftą, w której pływał americki brouk, żeby lud zobaczył wroga. Działacze partyjni wyskoczyli z awanturą - tylko jedna szyba, stonka jest słabo strzeżona, na pewno ją ukradną amerykańscy dywersanci. Przez tydzień przed gablotą stało dwóch żołnierzy: bagnet na broń, ostra amunicja, rozkaz - w razie czego strzelać.
*** CEZARY ŁAZAREWICZ - SADZIMY RYŻ, BUDUJEMY SOCJALIZM
Gazeta Wyborcza - 29/06/2000
...Duży fotoreportaż z Puław "Tam gdzie rośnie ryż, bawełna..." znalazłem tylko w "Nowej Wsi" z roku 1953. Na zdjęciach kłosy zboża wielkości człowieka, czterometrowe słoneczniki, liście tytoniu jak obrus i tylko jedno szarobure zdjęcie pola ryżowego. Bose kobiety w grząskim bajorze grzebią w błocie. Obok podpis: "Ojcowie nasi nie uprawiali bawełny, herbaty ani ryżu - a żyli. My też nie musimy - może powiedzieć ktoś, kto się boi zmian". W "Nowej Wsi" co tydzień jest też "Kącik młodego miczurinowca", do którego pisze młodzież z całej Polski, która chce naśladować "wielkiego radzieckiego agronoma", który chciał sadzić na Syberii jabłonki i morele.
*** Grażyna KURYŁŁO - Trzepak na Krupniczej
Gazeta Wyborcza - 17/10/1997
...Na jednym z zebrań partyjnych pewien robotnik szuka argumentu, aby udowodnić, że dobry artysta musi mieć pochodzenie robotnicze: - Spójrzcie na twarz towarzysza Polewki, nie ma w niej ani śladu inteligencji, a jednak tworzy, i to po marksistowsku. Gdy Polewka zostaje prezesem oddziału ZLP, czatuje pod drzwiami ubikacji, żeby przyłapać autora wierszyków ściennych: "Tutaj każdy sobie siurka ze swojego Jalu Kurka" albo "Tu w spokoju co niedziela czytam felieton Kisiela". Po wielu godzinach stania na warcie kontroluje ściany toalety. Odnajduje list do siebie: "Ej, Polewka, nie bądź Sławoj, pod wychodkiem nie wystawoj". To Ludwik Flaszen, krytyk literacki "Życia Literackiego", przechytrzył wartownika i wlazł przez okno.
*** Gdzie są chłopcy z tamtych lat...
Gazeta Wyborcza
...Przede wszystkim jednak Roman Bratny pisze książki, po dwa, trzy, nawet cztery tomy rocznie. Łapczywie rzuca się na każde polskie wydarzenie polityczne i niemal każdą polityczno-towarzyską aferę. Pisząc patrzy przede wszystkim na zegarek. Nie słucha uwag nawet życzliwych mu krytyków, utyskujących, że jego książki to "właściwie na gorąco spisywane notatki, pośpiesznie gryzmolone bruliony, z licznymi uproszczeniami, płyciznami myślowymi, niechlujne warsztatowo, pełne wulgaryzmów i obscenów".
W latach 60. i 70. jest pieszczochem władzy, wydawców i czytelników. Partia dąsa się na polityczne ploty i aluzje, trochę też na brutalny seks w jego powieściach, cenzura czasem wstrzymuje druk kolejnych powieści (do czasu udanej interwencji pisarza na szczycie), ale w sumie władza nagradza i zaszczyca obecnością jubileusze swego autora. Wydawcy zacierają ręce - książki Bratnego sprzedają się w nakładach stutysięcznych. Czytelnicy lubią podpatrywanie salonów i gabinetów, krytykę "układów", "wypaczeń" i - obscena, towar w komunistycznej literaturze deficytowy. "Patrzyło na mnie osłupiałego ślepe oko odbytnicy" - tak pisało wówczas naprawdę niewielu literatów.
TRANSFORMACJA USTROJOWA III RP
*** Agnieszka Wróblewska - Pamiętnik kapitalisty
Gazeta Wyborcza - 09/08/1996
...Przeżyliśmy. Ale wielu nie przeżyło. Prywaciarze, zwani też rzemieślnikami, mieli swój szok transformacji nie mniejszy niż klasa robotnicza. W PRL-u narzekali na hamulce - głupie przepisy, braki w zaopatrzeniu. Ale czym jest stres niemożności rozwijania skrzydeł wobec stresów, jakie przyniosła konkurencja?! Nagle okazało się, że robione po piwnicach części samochodowe, buty, okulary czy kanapy wyglądają pokracznie. Bo ze świata zaczęły płynąć porządne towary. W dodatku tańsze. Nasze, młotkiem stukane, przedmioty nie wytrzymywały kalkulacji z przemysłową masówką. Rzemieślnicy, którzy nie umieli być przedsiębiorcami, nienawidzili reformy ustroju. Dawniej wzdychali do wolnego rynku, teraz od państwa żądali ochrony, przymykania granic, niższych podatków. Największą gorycz przeżywali jednak ci, którzy nie pojęli, że w biznesie koszty nie mają prawa być wyższe od zysków.
*** Leszek K. Talko - Świnki poszły w swoją stronę
Gazeta Wyborcza - 06/02/1998
...Pelagia Bąk okazała się starszą panią na rencie. Co jakiś czas przypominało się jej, że posiada jeszcze jeden dom, mieszkanie lub firmę. Wtedy Skrzypczak przyjeżdżał do niej, oglądał posiadłość, a następnie udawał się do banku z nadzieją na pożyczkę. W ten sposób zwiedził kawał Polski, bo hipoteki pani Pelagii znajdowały się w Lublinie, Mławie, Krynicy, Kutnie, Kruszwicy. Bank odmawiał jednak wypłacenia 15, 10, 5 czy nawet jednego miliarda, bo kolejne domy miały wbrew zapewnieniom Pelagii Bąk pozajmowane hipoteki. - Teraz wiem, że te jej hipoteki po całej Polsce chodziły - z goryczą mówi Skrzypczak. - Ale wtedy wierzyłem, że są czyste.
*** LESZEK K. TALKO - PSY WIELKIEGO BRATA (Big Brother)
Gazeta Wyborcza - 26/04/2001
...W Big Brotherze na żywo znowu nic się nie dzieje. Część grupy opala się na kurniku, czytają książki, układają wiersze, bo akurat takie zadanie wyznaczył im Wielki Brat. Wreszcie w sypialni dziewczyn coś się zaczyna dziać. Manuela droczy się z Piotrem Gulczyńskim. Manuela zaśmiewa się do łez. Piotrek zbyt mocno wykręca jej rękę, Manuela krzyczy z bólu i wściekła uderza go w twarz. Piotr momentalnie poważnieje. Obrażony wychodzi do salonu. Alicja przekonuje Manuelę, że wina leży po obu stronach. Manuela idzie do Piotra do salonu, siada obok niego, proponuje pojednanie. Piotr nadal obrażony. Manuela nie rezygnuje. Piotr naburmusza się. Manuela po kilku próbach wraca smutna do sypialni.
*** ANNA FOSTAKOWSKA - NACJA KREACJA (agencje reklamowe)
Gazeta Wyborcza - 08/03/2001
...Andrzej bierze od sześciu lat. W swojej pierwszej agencji nawet się z tym nie krył. Szef, Amerykanin, też był kokainistą i jak komuś ciekło z nosa, udawał, że nie widzi. - Zresztą nie tylko ja - rozgrzesza się. - Kiedyś na planie musiałem ratować reżysera. Przygrzał i nie panował nad ekipą. Raz mówi, że kamera w prawo, raz w lewo. Krzyczy na aktorów, głupio się śmieje. A obok mnie siedzi klient, który za to wszystko zapłacił 800 tys. złotych, bo na łeb spadała mu sprzedaż. "Panie, ta reklama to moja osobista tragedia" - powiedział reżyserowi, gdy zobaczył na ekranie, jak lata obraz. A facet był luźny i odpalił: "Fuck you!". Ileż musieliśmy się natłumaczyć, żeby wszystko odkręcić. Reklamówkę kończył operator.
*** EWA WINNICKA, PAWEŁ WUJEC - Na ósmym miejscu są krzesła (korporacje)
Gazeta Wyborcza - 04/04/1997
...Tam zrozumiałam, co znaczy termin "zombie". To człowiek tak wyciśnięty, że jest już tylko martwym ciałem. Wszystkie siły, które mu pozostały, ma zmobilizować dla firmy. Poznałam takich ludzi. Poznałam dziewczynę, która spała pod biurkiem, bo kończyła pracę o szóstej rano i nie opłacało jej się jechać na dwie godziny do hotelu. O dziewiątej ta dziewczyna budziła się, siadała przed komputerem i dalej przeliczała dane w arkuszu. Zapytałam: "Po co to robisz?". Wytłumaczyła: "Bo obiecali mi, że zapłacą mi za studia biznesowe na Harvardzie. A jak wytrzymam jeszcze dwa lata, będę mogła wybrać dowolne biuro firmy w Europie. I wybiorę Paryż. To nie jest ważne biuro. Ale ja będę jeszcze młoda, będę miała mnóstwo pieniędzy, a Paryż to piękne miasto".
*** ANNA FOSTAKOWSKA - ZŁA WIADOMOŚĆ: ZOSTAŁEŚ ZRACJONALIZOWANY
Gazeta Wyborcza - 11/10/2001
...Od kiedy w firmie zaczęły się zwolnienia, każdy przede mną ucieka - mówi Alicja Machalska, personalna w firmie farmaceutycznej. W ciągu ostatnich dwóch lat zwolniła trzysta osób. - Ludzie przeczuwają wyroki. Gdy niosłam wymówienie szefowi marketingu, ten schował się w szafie. Przesiedział w niej cały dzień, a nazajutrz przyniósł lipne zwolnienie. Dopóki trwało, nie można było mu nic zrobić. Pobierał pensję, jeździł firmowym samochodem i szukał nowego zajęcia.
*** PAWEŁ MOSKALEWICZ - MŁODZI KOŃCA WIEKU - MAŁA WYSPA, DUŻO SKARBÓW
Gazeta Wyborcza - 02/04/1999
...Upieram się jednak, że wszystko i tak sprowadza się do pieniędzy. Stwierdzenie, że funkcjonujemy w tej samej rzeczywistości, doświadczamy tego samego - jest śmieszne. Tak naprawdę żyjemy w zupełnie różnych wymiarach. Ostatnie miejsce, które jest dla nas wspólne, to państwowa szkoła podstawowa. Tam po raz ostatni koegzystowałem z dziećmi z "niższych klas społecznych". Z reguły nie była to zresztą koegzystencja przyjemna, bo w tym wieku przeczytane książki przegrywają z kretesem z umiejętnością wygrania tzw. solówy (dla niezorientowanych, solówa - od łac. solo - to sytuacja, gdy dwóch młodych ludzi czuje silną potrzebę natychmiastowego dania sobie po ryju). Potem nasze światy rozchodzą się z prędkością światła. Czasem spotykamy się na ulicy - ja mam w kieszeni portfel, a mój rówieśnik gazrurkę i silną potrzebę wejścia w posiadanie mojego dobytku. Pod ministerstwem, gdzie kryjący się w gabinecie "doradca polityczny" często ma tyle samo lat, co rzucający petardą w okno młody robotnik.
*** Leszek K. Talko - Wizyty u psychiatry prowadzą do zmniejszenia głowy (prasa kolorowa)
Gazeta Wyborcza - 22/12/1995
...W "Rewelacjach" ukazały się materiały o chłopcu, który wpadł do studni, ale w locie złapał go duch jego matki. O plamie w rogu jadalni Duńczyka Nilsa Ulrika, która zeżarła dwa psy i kota ("Zdążyłem tylko zobaczyć koniec ogona"). O zombie, któremu w USA odmówiono świadczeń socjalnych ("Nie umarłem, jestem ożywionym trupem, a to różnica - mówi Carlos Ferreira z Miami"). O zdrowiu ("Ugniatanie nosa przyniesie wam pieniądze - dr Carlton Smith stwierdził, że 91 proc. ludzi uciskających nos zanotowało przypływ gotówki"). O psychiatrii (dowiedziono, że wizyty u psychiatry prowadzą do zmniejszenia głowy). O intelekcie ("Im większy tyłek, tym bystrzejszy umysł"). O sporcie ("Głowa szachisty eksplodowała podczas gry. Jak poznać, że twoja głowa ma zamiar eksplodować"; eksplozji sprzyja praca umysłowa i dużo słodyczy). O wypadkach ("Wysmarkał nos i wypadło mu oko"). O duchach ("Duch mąż siedzi w szambie i usiłuje mnie zabić"). O urodzie (bekanie powiększa piersi - stwierdzili amerykańscy naukowcy). O konikach polnych (w Australii ustrzelono agresywny egzemplarz ponadmetrowej długości).
*** Piotr LIPIŃSKI, Leszek K. TALKO - KOCUR ZEŻARŁ ŻABĘ
Gazeta Wyborcza - 23/02/1996
...Andrzej Chorosz wyjaśnia: - Dziewczyny pokażą delikatny seks i seks bardzo mocny. Planujemy trzy wyjścia co godzinę, od delikatnej erotyki po wulgarne porno. Najostrzejszą mam Agnieszkę. Niedawno w jednym z klubów rozebrała się, rozpięła spodnie facetowi na widowni, nałożyła mu prezerwatywę i zrobiła "loda" [popularna nazwa miłości francuskiej - przyp. red.]. Zrobiło się okropne zamieszanie, właściciel przestraszył się skandalu, a przy okazji skorzystał z okazji i odmówił zapłacenia honorarium.
*** Marcin Baczyński, Michał Cichy - Książka na wolności
Gazeta Wyborcza - 12/09/1997
...Od początku Amber zaczął wprowadzać na polski rynek powieści takich gwiazd, jak Ludlum, Follett, Forsyth. Na ich książkach zbudował swoją potęgę. Przez dwa następne lata pojedynek z konkurencją odbywał się na wielkie nakłady i wielkie pieniądze. Tłumacz potrafił zarobić w Amberze 180 mln zł za książkę, podczas gdy w PIW-ie za przekład o wiele trudniejszych tytułów płacono około pięciu milionów.
- Wszystko załatwiało się za gotówkę - wspomina Zbigniew Foniok. - Hurtownicy nieraz całą noc czekali z teczkami pieniędzy na ciężarówki z kilkusettysięcznym nakładem. - Ostatni raz widziałam kolejkę hurtowników w czerwcu 1995 r. po "Strażników Apokalipsy" Ludluma - wspomina Małgorzata Cebo-Foniok, od 1992 r. redaktor naczelny Amberu.
*** Robert Leszczyński - SCYZORYK Z KIELC
Gazeta Wyborcza - 13/11/1998
...Na okładce "Alboomu" Liroy wita nas z otwartymi ramionami. Stoi na tle obskórnej ściany z czerwonej cegły pod graffiti z herbem miasta i napisem: "Tu był Liroy, raper z Kielc". Jest też tytuł płyty i spolszczona wersja wymaganej amerykańskim prawem ramki: "Uwaga! Niecenzuralne teksty", która zaciekawia raczej niż zniechęca. Zdjęcie jest nieostre, przypomina amatorskie, cała okładka zaś - szarobura i surowa. Album zaczyna się niepokojącą introdukcją: syreny, mocny, leniwy rytm bębnów i zapowiedź-ostrzeżenie: "Liroy is in da house!" (w slangu: Liroy tu jest). Trwa ona nieco ponad półtorej minuty, ale skutecznie buduje napięcie i wzmaga nastrój oczekiwania. Daje pojęcie o muzycznej i dramaturgicznej premedytacji Liroya - w jego zamyśle album ma być całością, skończoną opowieścią ze wstępem, rozwinięciem, kulminacją i zakończeniem.
*** Robert Leszczyński - Brakujące ogniwo
Gazety Wyborczej - 27/11/1998
...Jeden z producentów kaset, Sławomir Skręta z Reguł pod Warszawą, zgromadził w swojej firmie Blue Star kilkanaście najlepszych weselnych zespołów. Chcąc uniknąć haniebnego określenia "muzyka chodnikowa", a także by wyodrębnić z tej masy wykonawców zespoły grające na syntezatorach, wymyślił termin "disco polo". Jako pierwszy zaczął je profesjonalnie nagrywać (wcześniej często wydawano nagrane występy), robić teledyski, i lansować w mediach. Media publiczne oczywiście stawiły opór, ale w latach dziewięćdziesiątych pojawiły się już komercyjne radia i telewizje, które zaczęły puszczać disco polo, bo okazało się, że ludzie chcą tego słuchać. Niewidoczna wcześniej muzyka nagle stała się wszechobecna. Ciągle jednak była to muzyka potworna. Choć spełniała u nas tę samą rolę co country w USA czy buzuki w Grecji, w porównaniu z nimi była przerażającym mutantem hodowanym przez lata w potwornych warunkach.
*** Mariusz SZCZYGIEŁ, Wojciech STASZEWSKI - Usta są zawsze gorące (disco polo)
Gazeta Wyborcza - 06/05/1995
...Bo przecież ci poeci odeszli, poumierali wszyscy, na przykład Baczyńskiego to na wojnie zabili. Tacy poeci nie przemawiają do dzisiejszego człowieka. A już do dziewczyn z mojej klasy to w ogóle. A Bayer Full pisze o nas: "Hej ha, kto nam radę da"... Ta piosenka mówi, jak się zachowujemy na imprezach narodowych.
- Ale co to znaczy: "butelek rząd, pokryjesz ląd". Jak to pokryjesz ląd?
Śmiech. - Widać, że z miasta przyjechałeś. Przecież to znaczy, że ziemię całą zarzygasz, tak się spijasz co sobotę.
*** Robert Leszczyński - VARIUS MANX - ślub i rozwód z rozsądku
Gazeta Wyborcza - 06/11/1998
...Ponad półtora miliona płyt sprzedanych w niespełna cztery lata. Dzięki temu wynikowi zespół Varius Manx stał się najbardziej bestsellerowym polskim wykonawcą lat 90. Tylko nielicznym polskim wykonawcom udało się nagrać wysokonakładowy album. A tylko zespołowi Varius Manx ta sztuka udała się więcej niż raz. Album "Emu" z 1994 roku rozszedł się w nakładzie przeszło 300 tys. egzemplarzy, "Elf" w ponadpółmilionowym, "Ego" w przeszło 450 tysiącach i "End" w ponad 120 tysiącach egzemplarzy.
*** Maria Kruczkowska - SIŁACZKA '98
Gazeta Wyborcza - 08/07/1998
...Prowincjonalni nauczyciele, podobnie jak większość Polaków, nie interesują się polityką i niewiele o niej wiedzą. Dla 67 proc. "konkordat" to ubiór, urząd stanu cywilnego, ewentualnie wizyta Papieża. Od co drugiego nauczyciela uczeń dowie się, że "koalicja rządowa" to opozycja, siły porządkowe bądź ustawy prawne. Większość nauczycieli nie wie, co oznaczają słowa i wyrażenia: "proces legislacyjny", "prohibicja" (zakaz palenia? głosowanie w Sejmie? porozumienie?), "profit" (wyścig kolarski? pozór? element teatru? kradzież?), "triduum paschalne", "alternatywność", "wybory powszechne", "środki halucynogenne" (na cukrzycę? typ żarówki?), "kooperacja".
*** Anna Bikont - Z heroiną na topie
Gazeta Wyborcza - 11/09/1999
...Uważa się powszechnie, że narkomania to problem młodzieży z rodzin patologicznych. Lecz biorą nie tylko blokersi - także dzieci z dobrych rodzin, wychowankowie renomowanych liceów, świetnie ustawieni młodzi pracownicy mediów, reklamy, biznesu. W pewnym momencie Kuba przestał się z tym kryć, zaczął się afiszować. W środowisku mediów był postrzegany jako sztandarowy użytkownik narkotyków. Bierze i jest świetny. Idol młodych, prężnych, zadowolonych z III Rzeczypospolitej, która dała im szansę zarabiać tyle, że stać ich na te same używki co rówieśników zza niegdyś żelaznej kurtyny.
Pod imieniem Kuba kryje się Max Cegielski
*** Anna Bikont - Przychodzili z lodami i heroiną
Gazeta Wyborcza - 16/05/1998
...Mieszkają w dobrych warszawskich dzielnicach, w kamienicach, w których nierzadko mieszkali ich pradziadkowie. Pochodzą z domów z tradycjami. Są mili, dobrze ułożeni. W dzieciństwie chodzili na lekcje francuskiego i lekcje gry na pianinie. Gdy wychodzą wieczorem kupić działkę heroiny zwanej brown sugar, kłaniają się grzecznie sąsiadom, którzy jeszcze przed wojną znali ich dziadków. Dziadkowie walczyli o niepodległość, rodzice o wolną Polskę. Teraz rodzice pracują w administracji, w reklamie, w telewizji. Są bardzo zajęci, ale dobrze zarabiają i posyłają dzieci do renomowanych szkół, często społecznych czy prywatnych. To z reguły tam dzieci pierwszy raz biorą.
HISTORIA
*** Jarosław KURSKI - PORTRET WODZA (Bolesław Piasecki)
Gazeta Wyborcza - 15/07/1994
...W nocy z 11 na 12 listopada 1944 roku Piaseckiego aresztuje NKWD. Wydał go współpracownik, żołnierz Batalionów Kadrowych - Ryszard Romanowski "Babinicz", który potem pracował w MO. Piaseckiego przewieziono do więzienia na Zamku w Lublinie. Mógł spodziewać się tylko najgorszego. Nie kończących się przesłuchań, tortur, klozetowego sądu, kuli i dołu z wapnem. Tymczasem na Zamku dochodzi do najbardziej chyba niezwykłego i tajemniczego spotkania w dziejach najnowszych Polski. Antysowiecki polski faszysta, szef ONR Falanga, spotyka się z generałem radzieckiego bezpieczeństwa, późniejszym szefem KGB - osławionym Sierowem, współodpowiedzialnym za mord w Katyniu, tym samym, który wkrótce podstępnie aresztuje 16 przywódców Polski Podziemnej. Spotkanie kończy się przekazaniem Piaseckiego polskim komunistom i w efekcie uwolnieniem.
*** PIOTR LIPIŃSKI - Osiem śmierci Marcelego Nowotki
Gazeta Wyborcza - 19/07/2003
...W 1956 r. grupa osób wystąpiła do Gomułki z listem w sprawie Mołojców. Podpisali go m.in. Eugeniusz Szyr, żołnierz Brygad Międzynarodowych, i Romana Toruńczyk, towarzyszka życia Bolesława Mołojca. Według ich koncepcji Mołojcowie nie mogli działać na własną rękę. Ktoś za nimi musiał stać. Ktoś, kogo rozkaz usprawiedliwiłby mord. Zapewne więc rozkaz usunięcia Nowotki Mołojec otrzymał od... Ławrientija Berii, szefa NKWD. A ponieważ ten ostatni okazał się prowokatorem, więc Bolesław Mołojec, jako ślepe narzędzie prowokatora, powinien zostać zrehabilitowany.
*** Anna Bikont, Sławomir Zagórski - Burzliwe dzieje gruszek na wierzbie
Gazeta Wyborcza - 01/08/1998
...Wrażenia ze spotkania z Łysenką tak opisywał w 1990 r. w amerykańskim piśmie naukowym "The Quarterly Review of Biology" profesor Wacław Gajewski, który zafascynował się genetyką jeszcze przed wojną i w 1948 r. przygotowywał się właśnie do objęcia nowego zakładu genetyki i do cyklu wykładów na UW:
"Wszedłem do dużego biura. Pod ścianą w zupełnym milczeniu siedział rząd mężczyzn. Pozostali niemymi świadkami mojej wizyty aż do końca. >>Jeśli nie zamierza pan uwierzyć w to, co powiem, to pańska wizyta jest bezcelowa<< - oświadczył na wstępie gospodarz. Uśmiechnąłem się tylko. Potem Łysenko rozpoczął swój monolog. Trwał dwie godziny. >>Ludzie myślą, że kukułki podrzucają jaja do wysiadywania innym ptakom - mówił. - Mylą się. W rzeczywistości kukułcze pisklęta rozwijają się z jaj gospodarza. To tylko jeden z przykładów przekształcania się jednego gatunku w inny<<.
*** Andrzej MISIUK - BIAŁYM ŻELAZEM
Gazeta Wyborcza - 12/07/1994
...Obóz odosobnienia dla więźniów politycznych w Berezie Kartuskiej z pewnością stanowi plamę w dziejach państwa demokratycznego. Jednakże ocenianie całego dorobku II Rzeczypospolitej przez pryzmat Berezy, jak to się często zdarzało w okresie 40-lecia powojennego, jest zwykłym nadużyciem. Porównywanie Berezy z hitlerowskimi obozami koncentracyjnymi powtarzające się w historiografii radzieckiej służyło przede wszystkiem zafałszowaniu obrazu państwa polskiego.
*** PIOTR OSĘKA - KOSY PRZECIW SANACJI - 70. ROCZNICA STRAJKU CHŁOPSKIEGO
Gazeta Wyborcza - 25/08/2007
...Wobec skali rozruchów gaz łzawiący i pałki okazały się niewystarczające. W tej sytuacji szefowie policji zezwolili na użycie broni. Dziś, po 70 latach, nie sposób rozstrzygnąć, czy policja strzelała w stanie wyższej konieczności, broniąc się przed agresywnym tłumem, czy też - jak twierdziła opozycja - chciała utopić strajk we krwi. Salwy oddane do strajkujących zabiły 44 osoby - wśród ofiar były kobiety i dzieci. Wedle oficjalnych danych straty po stronie policji wyniosły 108 rannych. Obie strony nie przebierały w środkach. Pod koniec sierpnia walki bardziej przypominały bitwy partyzanckie niż tłumienie zamieszek. Schowani w lesie chłopi ostrzeliwali kolumny policyjne na drogach i nękali salwami śrutu mundurowych zbliżających się do wsi. W szeregach strajkujących nie brakowało młodych mężczyzn, którzy niedawno wrócili z wojska, a teraz formowali z chłopów regularne oddziały. W raporcie jednej z kompanii policyjnych zanotowano, że po rozproszeniu tłumu na pobojowisku znaleziono: "1 kbk francuski, 1 flobert kal. 7,35, 1 pistolet Steyer, 1 pistolet FN z magazynkiem i 6 nabojami, 1 bagnet austriacki, 5 sztuk naboi karabinowych, łuski z wystrzelonych naboi rewolwerowych, 1 szablę austriacką, jedną kosę osadzoną na sztorc, jedne widły, jedną laskę żelazną, 3 laski kute, jeden drąg z mutrą, jeden nóż rzeźnicki, 3 noże szewskie, jedną motykę, 4 siekiery i jeden toporek".
Zdaniem Kukiela sytuacja groziła wybuchem wojny domowej, bowiem rząd sposobił się do użycia armii.
*** JAN GONDOWICZ - WASYL MAKSYMOWICZ, DONOSICIEL FILOZOFICZNY (Czaadajew)
Gazeta Wyborcza - 21/05/1993
...Dziś mówi się, że był to wyjątkowo efektowny sposób ogłoszenia bankructwa. Miesięcznik "Telegraf" miał ledwie 80 prenumeratorów i z trudem wiązał koniec z końcem. Lecz umieszczenie w nim tekstu, który po latach Hercen miał nazwać "wystrzałem wśród nocy", anonimowego "Listu filozoficznego", było czymś więcej niż wystawieniem się na cios z ręki władz. Było jedną z tych umysłowych prowokacji, jakie zmieniają świadomość narodów. Wstrząśnięci byli wszyscy. I zasłużony, choć nie zawsze prawomyślny literat Puszkin, i prawomyślny, choć nie zawsze zasłużony literat Bułharyn. Najprzód stołeczne salony, potem sale wykładowe, wreszcie kancelarie, na koniec - kancelarie tajne. I to odwrócenie naturalnego porządku rzeczy było najbardziej wstrząsające.
*** Ernest Skalski - BYŁ CAR (Mikołaj II)
Gazeta Wyborcza - 17/07/1998
...W młodości wielki książę i cesarzewicz Mikołaj zabawiał się w sposób przyjęty w jego wieku i środowisku. Miał jakieś młodzieńcze miłości, jedną nawet traktowaną poważnie. Poza tym w towarzystwie innych wielkich książąt zabawiał się z panienkami lekkich obyczajów czy nawet z dziewczynami z nieco lepszych rodzin, którym imponował splendor wielkoksiążęcy. Nazywano je w tym gronie "kartoflami". W dzienniku Mikołaj skrupulatnie odnotowywał wspólne kolacyjki i spotkania z "kartoflami". Równie skrupulatnie odnotował podczas pobytu w Egipcie wizyty u tamtejszych prostytutek.
*** ANNA ŻEBROWSKA - MISTRZ I MIŁOŚĆ (Michaił Bułhakow)
Gazeta Wyborcza - 16/11/2000
...Pierwszą żonę rzucił w sposób obrzydliwy! Gdybym miała oceniać pisarzy na podstawie ich morale: Bułhakow byłby przestępcą - profesor Marietta Czudakowa, bułhakoznawczyni o światowej renomie, ścisza głos do szeptu. - Zostawił tę biedną Tatianę z początkiem roku 1924, gdy przyjęto do druku "Białą Gwardię", pojawiała się więc nadzieja na sukces i dobrobyt. Pomagał jej trochę finansowo, czasem nietaktownie przekazywał pieniądze przez drugą żonę, Lubow Biełozierską, ale mógł powiedzieć: "W tym miesiącu nic ci nie dam, musiałem zapłacić za skrobankę Luby". Nie chciał mieć dzieci, uważał, że ma złe geny.
*** Joanna Szczęsna - Grottger by tego nie namalował (Stanisław Dygat)
Gazeta Wyborcza - 07/02/1998
...Jego bon-moty, riposty, przygody, anegdoty, żarty, skandale, a także mniej lub bardziej prawdziwe plotki o nim, jego dworze, salonie, jego pożyciu małżeńskim z Kaliną Jędrusik, romansach jego, romansach jej obiegały swego czasu Warszawę. Charakteru był kapryśnego, usposobienia zmiennego, bywał podejrzliwy, wybuchowy, drażliwy, łatwo przechodził od uwielbienia do nienawiści, toteż wielu z jego przyjaciół doświadczyło niełaski, obrazy, odtrącenia.
*** MAGDALENA GROCHOWSKA - Jan Józef, ambasador marzeń (Jan Józef Lipski)
Gazeta Wyborcza - 08/09/2001
...Jan Józef był skryty. Bo też nie okazywało się w rodzinie uczuć. Wciąż wycinał żołnierzyki z kartonowych szablonów, miał ich trzy walizki. Każdemu nadawał imię i szarżę, notował jego awanse. Sporządzał rysunkowe plany bitew. Ustawiał tyraliery w salonie. I rzucając kostką, rozgrywał bitwy wraz ze Stasiem Lewińskim, przyjacielem. W czasie wojny pożyczał od Stasia stare numery "Wiadomości Literackich" i chłonął "Kroniki Tygodniowe" Słonimskiego. Napisał w pośmiertnym wspomnieniu o Słonimskim: "Odpowiadało mi bardzo to połączenie liberalizmu z tendencją socjalizującą, wyraźny antytotalitaryzm (...), obrona demokracji, humanitarna postawa, zdroworozsądkowy racjonalizm". Stasia zabili Niemcy. Jan Józef toczył dalej sam swoje bitwy - do osiemnastego roku życia, do wybuchu Powstania. Wtedy to, nie żegnając się z rodzicami, wyskoczył z chlebakiem przez okno.
*** Rzym koło Nowogródka - z Tomaszem Łubieńskim rozmawia Paweł Goźliński (Adam Mickiewicz)
Gazeta Wyborcza - 16/10/1998
...Jedna z uczestniczek moich zajęć na Uniwersytecie Warszawskim napisała przekonującą pracę na temat motywów kabalistycznych w "Dziadach". Ale do zrobienia takiej interpretacji matka Mickiewicza nie jest w ogóle potrzebna. Jeżeli jej przodkowie byli frankistami, to co z tego ma wynikać? Barbara Mickiewiczowa była katoliczką, bardzo głęboko wierzącą. Zresztą i tak nie ma i nie będzie bezpośrednich dowodów na jej frankistowskie pochodzenie. Owszem, żyli na Litwie Majewscy - frankiści, ale nie wiadomo, czy oni w ogóle byli krewnymi Barbary. Mnie się wydaje, że nie. Matka Mickiewicza była po prostu córką ekonoma, zaś frankiści to byli jednak zwykle ludzie wykształceni, materialnie dobrze sytuowani.
*** WITOLD GADOMSKI - Strajkiem w płot
Gazeta Wyborcza - 11/09/1999
...W czerwcu 1983 r. w wyborach parlamentarnych odbywających się niemal dokładnie w pierwszą rocznicę wojny falklandzkiej torysi zdobyli większość, bo aż 144 miejsca, w parlamencie. Była to największa przewaga, jaką miała jakakolwiek partia od 1945 r. Margaret Thatcher uznała, że ma mocny mandat społeczny do dalszych reform. Od starcia z górnikami w 1981 r. rząd po cichu przygotowywał się do przetrwania strajku. Zapasy węgla i ropy naftowej w elektrowniach nieustannie zwiększano, korzystając też z łagodnych zim. Nowe ustawy związkowe dawały prawny instrument tłumienia waleczności związkowców. To był bat. Przygotowano też marchewkę. Górnicy zwalniani w wyniku restrukturyzacji mogli liczyć na odprawy w wysokości 1 tys. funtów za każdy przepracowany w kopalni rok. Górnik o długim stażu pracy dostawał zatem ok. 30 tys. funtów - więcej niż roczną pensję.
*** Ewa BIEŃKOWSKA - SPRAWA DREYFUSA
Gazeta Wyborcza - 19/05/1995
...W dzień po uniewinnieniu Esterhazego ukazuje się artykuł Zoli, przez redaktora gazety zatytułowany "Oskarżam". Jest to punkt zwrotny Sprawy. Przecieki z ministerstwa i sztabu są w tym okresie tak znaczne, że można sobie wyrobić pogląd na rozmiary manipulacji. Zola oskarża po kolei, z nazwiska, dowódców armii o fałszerstwa i fałszywe zeznania, o świadome chronienie zdrajcy i obciążanie niewinnego. Dotąd żaden publiczny tekst nie brzmiał tak zuchwale, dreyfusiści woleli mówić o pomyłce sądowej, by konflikt z armią nie był zbyt drastyczny. Strategia Zoli polega na sprowokowaniu własnego procesu (o zniesławienie), aby przez rozpętanie skandalu wymusić na władzach rewizję sprawy Dreyfusa, a zwłaszcza, żeby ją wyjąć spod jurysdykcji wojskowej. W miesiąc później w atmosferze niesamowitego podniecenia, wśród krzyków, bójek na sali sądowej i na ulicy, odbywa się proces pisarza.
*** Jarosław Topolewski - Historie magnetyczne
Gazeta Wyborcza - 15/05/1998
...Mistrz krążył wśród pacjentów dotykających kadzi, połączonych dodatkowo ze sobą sznurem, dzięki któremu możliwa była swobodna cyrkulacja fluidu. Nazywał się Anton Mesmer i chociaż współcześni twierdzili, że jest "szarlatanem i awanturnikiem", jego nauki o "magnetyzmie zwierzęcym" odcisnęły piętno na całej przedrewolucyjnej epoce. Później magnetyzm stał się figurą romantycznej wyobraźni. Świat romantyczny przenikały fluidy, tak jak przenikały go uczucia. Fascynacja magnetyczną tajemnicą objęła zarówno lekarzy, filozofów, jak i poetów. O magnetyzmie pisał Adam Mickiewicz, do fascynacji nim przyznawali się Zygmunt Krasiński i Maurycy Mochnacki. Imponująco wygląda lista niemieckich magnetystów. Fryderyk Schiller pragnął leczyć się magnetyzmem, lecz mu się to nie udawało. Inny pisarz, Jean Paul, odnosił sukcesy w leczeniu bólu zębów, a Friedrich Schlegel, kolejny filozof na liście, uprawiał magnetyczną korespondencję na odległość.
*** Tony Barrell - Miasta w ogniu
Gazeta Wyborcza - 12/09/1997
...W schronach przeciwlotniczych nie można było znaleźć bezpiecznej przystani, bo zaprojektowano je tak, żeby chroniły od bomb burzących. Innymi słowy, gdyby to był nalot bombowy i mieszkańcy schowaliby się do piwnicy albo do podziemnego schronu, nawet jeśli budynek by się zawalił, mogliby przeżyć i doczekać, aż ktoś odkopałby gruzy. Ale gdy użyto bomb zapalających, ludzie w schronach dusili się, a żar na dole był nieraz tak potworny, że kiedy ratownicy schodzili do nich, nie znajdowali nic poza sześcioma calami zakrzepniętego tłuszczu z wciśniętymi weń kośćmi. Ludzie dosłownie stopili się na tłuszcz, tak jak to się widzi na dnie brytfanny po upieczeniu indyka na Święto Dziękczynienia.
*** BOGUSŁAW KUNACH - Być tym, co słynie (Igo Sym)
Gazeta Wyborcza - 01/12/2003
..."Biuletyn Informacyjny", pisemko okręgu warszawskiego ZWZ, pisząc o Symie, zawsze dodawał przed nazwiskiem epitet - "kanalia".
Sym czuł się bezkarny. - Otrzymałem już trzy wyroki śmierci i żyję, a jak będzie mi gorąco, to zwieję na stałe do Wiednia i niech mnie tam pocałują z ich wyrokami - uspokajał po swojemu aktora Bogusława Samborskiego, gdy ten otrzymał pocztą wyrok śmierci za kolaborację.
Gorąco zrobiło się, gdy Sym zaczął pracę przy realizacji propagandowego filmu "Heimkehr" (Powrót) zleconego przez Goebbelsa. Film miał proste przesłanie: - przed wojną mniejszość niemiecka była w Polsce torturowana, szykanowana i mordowana. Teraz, po powrocie tych ziem do Reichu, całe zło minęło. Film miał być kręcony w polskich plenerach, a do roli oprawców mieli być zaangażowani polscy aktorzy. Znalezienie obsady wziął na siebie Igo. I wywiązał się z niego znakomicie. Ściągnął dziesięciu aktorów, którzy obsadzili negatywne role. To przesądziło o jego losie.
*** ADAM ZADWORNY - Kalkstein
Gazeta Wyborcza - 23/02/2009
...W latach 70. w środowisku filmowym mówi się, że "Czarne chmury" wymyślił Ludwik Kalkstein. Próżno szukać jednak jego nazwiska na "liście płac". Zdzisław Nardelli, niegdyś dyrektor Teatru Polskiego Radia, który w latach 40. realizował w szczecińskiej rozgłośni słuchowiska Świerkiewicza, czyli Kalksteina, trzy lata przed swoją śmiercią opowiedział mi o spotkaniu z Kalksteinem: - Był u mnie po wyjściu z więzienia. Pożyczyłem mu pewną sumę. Później jego kuzynka chciała, abym wystawił mu opinię jako literatowi. Powiedziałem, że szybciej powinien zrobić to Andrzejewski. Była u niego, ale odmówił. Według Nardellego Kalkstein chciał zrobić słuchowisko o swoim przodku. Z jego nazwiskiem było to jednak niemożliwe: - To Kalkstein pisał scenariusz "Czarnych chmur", Rysiu Pietruski tylko to za niego podpisał.
- Zdradzę panu pewną tajemnicę - mówi 82-letni Andrzej Konic, z którym trzykrotnie rozmawiam przez telefon. - Nazwisko głównego bohatera musiałem zmienić na pięć dni przed rozpoczęciem zdjęć. W scenariuszu był Kalkstein. To wtedy by nie przeszło. Dowgird było krótkie i nieźle brzmiało.
*** ROBERT SPAŁEK - SZPIEG KOMUNISTÓW, AGENT GESTAPO
Gazeta Wyborcza nr - 03/02/2007
...W okresie współpracy z NKWD Hrynkiewicz zbierał głównie informacje na temat prawicowych organizacji podziemnych. Latem 1942 r. uzyskał szansę przeniknięcia do jednej z nich - grupy Miecz i Pług. Struktura ta powstała na przełomie 1939 i 1940 r.; z początku programowo zbliżona była do chrześcijańskiej demokracji i endecji. Wśród jej inicjatorów znaleźli się oficerowie, którzy przed wojną byli pracownikami Oddziału II Wojska Polskiego - kontrwywiadu prowadzącego m.in. walkę z komunistami. Na czele Miecza i Pługa stali komendant główny Anatol Słowikowski i dr Zbigniew Grad. Hrynkiewicz zdołał wniknąć w głąb owej struktury późnym latem 1942 r. Wprowadził go tam znajomy, także były członek OMS Życie Antoni Lewiński. Dzięki kolejnym kontaktom udało mu się poznać najściślejsze kierownictwo organizacji. Zgodnie z instrukcją Rittera Hrynkiewicz "ujawnił się przed Słowikowskim jako stary komunista, lecz po bytności w latach 1941-42 rozczarowany do ustroju radzieckiego i pragnący iść po innej drodze". Co ważne, sam Ritter potwierdził wydanie Hrynkiewiczowi takiej instrukcji, a także polecenie wstąpienia do organizacji prawicowej.
*** ARTUR DOMOSŁAWSKI - NAJSŁAWNIEJSZE SŁOWA XX WIEKU
Gazeta Wyborcza - 31/12/1999
...Gdy słyszę słowo "kultura", odbezpieczam rewolwer.
SŁOWA GRAFOMAŃSKIEJ SZTUKI HANNSA JOHSTA, POWTÓRZONE PRZEZ MARSZAŁKA III RZESZY HERMANNA GOERINGA
*** Polskie powiedzenia historyczne
Gazeta Wyborcza - 09/10/1998
...W jednym z przemówień Władysław Gomułka, sam mający skłonności do ascezy, nie rozumiejący zatem różnicy smakowej między różnymi produktami, perswadował słuchaczom, że kiszona kapusta zawiera więcej witaminy C niż cytryna, nie ma więc żadnych racjonalnych powodów, by właśnie o tę drugą tak zabiegać. Cóż, odporne na tłumaczenia społeczeństwo nadal wolało do herbaty sok cytrynowy od soku z kiszonej kapusty.
*** Nieskazitelni i tragiczni - PROF. GRZEGORZ MAZUR w rozmowie z Janem Tomaszem Lipskim
Gazeta Wyborcza - 30.03-01.04.2002
...13 czerwca 1944 r. Jerzy Makowiecki został wraz z żoną Zofią uprowadzony i zamordowany pod Warszawą; tego samego dnia zginął inny pracownik Wydziału Informacji BIP, wybitny historyk Ludwik Widerszal. Dwoje innych pracowników BIP - profesor Marceli Handelsman oraz Halina Krahelska - zostało wydanych gestapo. Ta sprawa do dziś nie jest do końca wyjaśniona. Wygląda na to, że działo się to na polecenie tajnej, skrajnie prawicowej organizacji zakonspirowanej wewnątrz władz Polskiego Państwa Podziemnego. Wiadomo, że należeli do niej Witold Bieńkowski z Departamentu Spraw Wewnętrznych Delegatury Rządu oraz oficerowie kontrwywiadu KG AK - Władysław Niedenthal i Władysław Jamontt. Ale nie wiemy, kto stał na jej czele. Obecnie nie ulega wątpliwości, że z zabójstwem Makowieckiego i Widerszala Narodowe Siły Zbrojne nie miały nic wspólnego.
*** PIOTR LIPIŃSKI - Raport Rzepeckiego
Gazeta Wyborcza - 28/12/2002
...Kto wydał rozkaz zastrzelenia Makowieckiego i Widerszala - wiadomo. Witold Bieńkowski. Witold Bieńkowski pracował w Departamencie Spraw Wewnętrznych KG AK. Rozkaz otrzymali Władysław Jamontt i Władysław Niedenthal, oficerowie kontrwywiadu KG AK, a jednocześnie, jak pisze Grzegorz Mazur, członkowie "skrajnie prawicowej grupy o charakterze mafijnym". Morderstw dokonała bojówka Andrzeja Odolińskiego "Andrzeja Sudeczki", uznawana za "margines konspiracji", wynajmowana do podejrzanych zleceń. Odoliński był zaprzysiężonym żołnierzem podziemia, odznaczonym Krzyżem Walecznych, ale jego grupa nie podlegała oficjalnej konspiracji. - Sprawa mordów wśród BIP-owców nadal nie jest do końca wyjaśniona, bo nie wiadomo, kto stał za Bieńkowskim i tymi dwoma facetami z kontrwywiadu AK - mówi Grzegorz Mazur.
*** Janusz Marszalec, Rafał Wnuk - Kainowa zbrodnia - 65. rocznica mordu na Widerszalu i Makowieckim
Gazeta Wyborcza - 2009-06-14
...Żołnierzom oddziału dywersyjnego "Andrzeja Sudeczki", którzy strzelali do Widerszala, powiedziano, że mają zabić agenta gestapo - Żyda i masona, a do tego komunistę. Konsternację niektórych wykonawców wywołał fakt, że Ludwik Widerszal - rzekomy komunista - modlił się gorliwie przed śmiercią. Już wtedy zaczęli podejrzewać, że dowództwo, zlecając ten "wyrok", mogło się pomylić. Gwoli wyjaśnienia dodajmy, że "Andrzej Sudeczko" w 1943 r. związany był z kontrwywiadem Okręgu Warszawskiego AK, a w 1944 r., gdy rozbudował swą grupę do silnego i dobrze uzbrojonego oddziału dywersyjnego, podporządkował się Państwowemu Korpusowi Bezpieczeństwa (policji Delegatury Rządu). Z całą odpowiedzialnością chcielibyśmy podkreślić, że żołnierze "Sudeczki", strzelając do Widerszala i Makowieckich, nie działali na rozkaz PKB ani kontrwywiadu AK! Byli nieświadomi, że zabijają polskiego patriotę.
*** WŁODZIMIERZ KALICKI - STRZELBA NA ŚCIANIE (Powstanie Warszawskie)
Gazeta Wyborcza - 29/07/1999
...Odprawa popołudniowa wyznaczona jest, jak zwykle, na godzinę 18. O godzinie 17 na Pańskiej obecni są jedynie generałowie Bór-Komorowski, Okulicki i Pełczyński. I wtedy niespodziewanie wkracza płk. "Monter", który miał zjawić się godzinę później, o 18. Płk. "Monter" informuje gen. Bora-Komorowskiego, że sowieckie czołgi rozerwały przyczółek niemiecki przed Pragą i zajęły już Radość, Miłosną, Okuniew i Radzymin. Trzej "jastrzębie" niewątpliwie domagają się wydania rozkazu do walki. Jakich używają argumentów, w jaki sposób wywierają presję na swego dowódcę - nie wiemy. Na Pańskiej nie ma wtedy żadnego z oficerów, domagających się respektowania podstawowych reguł rzemiosła wojskowego. Gen. "Bór" nie czeka na nich, a zwłaszcza, co osobliwe, na szefa wywiadu. Zgadza się na rozpoczęcie powstania.
*** Nawet Aleksander Wielki by nie wygrał - PROF. MARIAN ZGÓRNIAK w rozmowie z Pawłem Wrońskim (Wrzesień 1939 r.)
Gazeta Wyborcza - 28/08/1999
...Dlaczego uważa pan, że Hitler od razu planował najpierw wojnę z Polską? Uważam, że na początku wcale o niej nie myślał. Powiedział to sam. Jeszcze 22 sierpnia 1939, przemawiając do swoich generałów, twierdził, że zamierza uderzyć najpierw na Zachód. Paradoksem tej sytuacji jest to, że zdaniem Hitlera przedstawiona jesienią 1938 roku polskiemu ambasadorowi Józefowi Lipskiemu propozycja uregulowania kwestii spornych między Niemcami a Polską miała charakter "wyjątkowo wspaniałomyślny". Przypomnijmy, czego chcieli od Polski poprzednicy Hitlera - politycy Republiki Weimarskiej. Żądali zwrotu Pomorza, Górnego Śląska i nawet Poznańskiego, czyli granic z 1913 roku. Hitler chciał przyłączenia Gdańska, niewątpliwie wówczas niemieckiego, eksterytorialnej linii kolejowej i autostrady do Prus.
*** WŁODZIMIERZ KALICKI - Koniec niezdrowego romansu
Gazeta Wyborcza - 02/09/1999
...Czy Niemcy z pomocą polskich, rumuńskich, węgierskich i włoskich dywizji wygraliby kampanię rosyjską? Być może. Wehrmacht i jego sojusznicy uderzaliby z pozycji przesuniętych o 300 - 350 km na wschód od podstawy rzeczywistego ataku 22 czerwca 1941 roku. Sowiecka armia broniłaby się co prawda na umocnionych pozycjach, których w roku 1941 nad nową granicą nie miała, ale pewnie niewiele by jej to pomogło. Bez doświadczeń kampanii zimowej w Finlandii i późniejszej reorganizacji byłaby o wiele słabszym przeciwnikiem. Wygrana Hitlera oznaczałaby z pewnością złamanie gwarancji dla zachodniej granicy Polski i utratę Śląska, Poznańskiego i Pomorza. Z drugiej strony całkiem to możliwe, że Hitler po odebraniu nam zachodnich kresów wycofałby niemiecką mniejszość z reszty Polski, tak jak rzeczywiście później ewakuował do Rzeszy Niemców siedmiogrodzkich i bałtyckich.
*** MICHAŁ CICHY - 1945 - KONIEC I POCZĄTEK
Gazeta Wyborcza - 26/05/1995
...Aleksander Jackowski, obecnie redaktor naczelny kwartalnika "Polska Sztuka Ludowa - Konteksty", w roku 1945 urzędnik MSZ, opisuje w nie opublikowanych jeszcze wspomnieniach co się działo, kiedy wysłał protest w sprawie tych rekwizycji do radzieckiego ambasadora. Wezwał go Jakub Berman, wiceminister spraw zagranicznych i szara eminencja PPR, i powiedział tylko: "Coś ty narobił...". Ambasador już do Bermana dzwonił, kazał list "w zębach zabrać z powrotem". "Berman wrócił, sponiewierany, ze spuszczoną głową. Nie mógł nam spojrzeć w oczy. - Wiecie - powiedział - on mi to naprawdę kazał zabrać w zębach".
*** Paweł Smoleński - Bohaterowie są zmęczeni (Stanisław Skalski)
Gazeta Wyborcza - 29/10/1993
...Za wojskiem przemawia porządek. Wojsko jest najsilniejszą organizacją, mocniejszą od partii, parlamentów, rządów. Wojskowy dryl to remedium na bolączki. Mundur i dystynkcje to zewnętrzne oznaki pozycji społecznej.
- Gdybym miał władzę, oparłbym się na wojsku - marzy generał. - Zebrałbym grupę trzydziestolatków, pułkowników, którzy dowodzili już batalionami. Powiedziałbym: urodziłeś się w Wałbrzychu, będziesz wojewodą w Suwałkach, za pół roku melduj mi o efektach. Byłby wreszcie ład i spokój. Za niewykonanie rozkazu w wojsku jest kula w łeb.
- Chciałby pan Polskę złapać za twarz?
- Ten naród musi być trzymany krótko. Trzeba zagonić do roboty, niech pracują, produkują. Trzeba prawie wszystkiego nauczyć od nowa. Mówić po polsku, jeść nożem i widelcem. Trzeba wbić do łbów patriotyzm i kulturę.
*** Janusz Tazbir - Lustracja po staropolsku
Gazeta Wyborcza - 17/06/1995
...Rejestr, o którym mowa, zawierał dokładne dane: Nekanda w swej "księdze polowań" opisywał nawet (niczym w liście gończym) wygląd owych przestępców, a co ważniejsze dla nas, raz po raz przytaczał smakowite anegdoty na ich temat. Przeszła ona do literatury pod nadanym jej przez kopistę tytułem "Liber chamorum", choć Trepka nie używa jeszcze tego terminu (jak ustalił Józef Matuszewski, słowo "cham" pojawia się w polszczyźnie dopiero w ostatniej ćwierci XVII wieku). Swój rejestr, ułożony w porządku alfabetycznym, nazwał uczenie: księga pochodzenia plebejuszów ("Liber generationis plebeanorum"). Zaślepiony nienawiścią do ludzi bezprawnie osłaniających się tarczami herbowymi, Trepka traktował poważnie każdą relację ukazującą ich w zdecydowanie nieprzychylnym świetle.
*** Kłopoty z dziadkiem Lecha - z archeologiem prof. Magdaleną Mączyńską rozmawia Paweł Wroński
Gazeta Wyborcza - 29/08/1997
...Ideę "prasłowiańskości" Biskupina stworzył już w latach 30. tego wieku prof. Józef Kostrzewski. Była to odpowiedź na teorie wielkiego niemieckiego archeologa - prof. Gustawa Kossinny. On pierwszy przyjął pogląd, iż materiał archeologiczny można powiązać z narodowością. Kossinna twierdził, że obecne ziemie polskie były dziedzictwem germańskim, terenem osadnictwa germańskiego. W czasach nazizmu stało się to "naukowym" uzasadnieniem Drang nach Osten. To tak, jakby teraz Polska rościła sobie "historyczne" pretensje do Berlina, bo tam byli kiedyś Słowianie.
*** TOMASZ SZAROTA - Kolaboranci pod pręgierzem
Gazeta Wyborcza - 07/07/1995
...Sceny znęcania się nad kobietami uznać można za wstrętne, wręcz haniebne. Znamienne jednak, że tam gdzie doszło do takich ekscesów, prawie nie odnotowano potem ofiar śmiertelnych. Poprzez uczestnictwo w tego rodzaju "akcie spawiedliwości", wielu ludzi, w tym także członków ruchu oporu, rozładowywało swój gniew, dawało upust nagromadzonej od dawna wściekłości i chęci zemsty. Tym samym strzyżenie kobiet wielokrotnie po prostu zapobiegło rozlewowi krwi. Można jednak spojrzeć na to i z innej strony, widząc w napiętnowanych kobietach jedynie "kozły ofiarne". Wcale nie jest wykluczone, że niekiedy atak na nie był kierowany przez osoby, które w ten sposób oddalały podejrzenia od siebie i którym zależało na ostentacyjnym podkreśleniu swego rzekomo nieposzlakowanego patriotyzmu. Być może właśnie w ten sposób niejeden z mających na sumieniu znacznie większe grzechy, po prostu uniknął kary.
*** Michał Cichy - Powrót do Norymbergi
Gazeta Wyborcza - 29/11/1996
...Goering zeznawał trzy razy dłużej niż przeciętny podsądny Norymbergi, aż 12 dni, i przez cały czas dyskutował z przesłuchującymi go prokuratorami jak równy z równym. Jego postawa była co prawda bez znaczenia dla wyroku - Goering nie miał złudzeń - ale marszałkowi zależało na miejscu w historii. "Za pięćdziesiąt lub sześćdziesiąt lat wszędzie w Niemczech będą stały posążki Hermanna Goeringa. Może małe posążki, ale w każdym domu".
*** Wojciech Pięciak - Czasy ołowiane, czasy wielkie (Niemcy, denazyfikacja)
Gazeta Wyborcza - 27/03/1998
...W 1997 r. przez niemieckie media przetoczyła się fala gwałtownych sporów nad wystawą dokumentującą zbrodnie Wehrmachtu w ZSRR i Jugosławii. Krytycy wystawy uznali, że przedstawia ona armię III Rzeszy jako organizację zbrodniczą i znieważa 20 mln Niemców, którzy w niej służyli. Konserwatywny dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung" wprawdzie wystawę krytykował, ale łagodnie i rzeczowo - czym wywołał oburzenie wielu starszych czytelników. W listach do redakcji dawali stanowczy wyraz przekonaniu, że trzeba oddzielić Hitlera od prowadzonej przezeń wojny. Można się zgodzić, że nazizm był zbrodniczy, lecz jednak wojna była wojną, jak każda inna... Jeden z czytelników napisał: "W latach 50. taka wystawa nie byłaby możliwa", bo wówczas "żyło jeszcze zbyt wielu nas, żołnierzy Wehrmachtu".
*** WŁODZIMIERZ KALICKI - KONIEC TAMTEGO ŚWIATA - I WOJNA ŚWIATOWA
Gazeta Wyborcza - 12/08/1994
...Jeszcze 1 lipca 1916 roku, po dwóch latach rzezi na zachodnim froncie, angielscy oficerowie ruszyli do wielkiej ofensywy nad Sommą z szykiem starego, dobrego świata. Na niemieckie druty kolczaste i karabiny maszynowe szli przed swoimi oddziałami, podpierając się stylowo laskami, wymachując parasolami, kopiąc futbolowe piłki. Wszyscy bez wyjątku padli od kul. Do wieczora Brytyjczycy stracili 57 470 żołnierzy spośród 120 tysięcy, którzy rano wyszli z okopów. "Szli szereg za szeregiem, ubrani jak na paradę i ani jeden żołnierz nie próbował skryć się przed ciężkim ogniem artylerii i karabinów maszynowych, który kładł ich trupem. (...) Raporty, jakie otrzymałem od tych nielicznych, którzy przeżyli to wspaniałe natarcie, potwierdzają to, co widziałem. Nikt z naszych żołnierzy nie dotarł do linii frontu" - stwierdził tego dnia gen. Rees, dowódca 94. Brygady Piechoty. "Ogólna sytuacja była dobra" - podsumował ten wspaniały dzień brytyjski głównodowodzący gen. Haig, późniejszy marszałek polny.
*** WŁODZIMIERZ KALICKI - DZIEŃ KACZKI - 100 LAT LOTNICTWA
Gazeta Wyborcza - 15/12/2003
...Pewien amerykański antropolog prowadził na Nowej Gwinei badania plemienia, które praktycznie nie stykało się wcześniej z białym człowiekiem. Kiedyś opowiedział naczelnikowi wioski o samolotach: że to nie srebrzyste duchy przodków, które ulatują gdzieś na nieboskłonie, ale maszyny zbudowane przez człowieka. Tubylec zapytał: "A ja mógłbym też takim samolotem polecieć?". "Jasne" - odparł uczony. Nazajutrz naczelnik wioski poprosił: czy jak już kiedyś polecą tym samolotem, to nie mogliby zabrać ze sobą wielkiego kamienia, polecieć trochę dalej, nad wioskę, w której mieszkają wrogowie jego wioski, i zrzucić ten kamień? Antropolog zaniemówił: "Właśnie byłem świadkiem, jak po raz drugi w dziejach ludzkości wymyślono bombardowania strategiczne".
*** Tadeusz PIÓRO - GWIAZDA W KRAWACIE
Gazeta Wyborcza - 21/04/1995
...W umundurowaniu różniły radzieckich marszałków od oficerów tylko pagony. Natomiast Stalin wyróżnił ich czymś szczególnym: wielką gwiazdą marszałkowską z dukatowego złota, wyłożoną rubinami, między nimi pięć trzykaratowych diamentów, nie licząc mniejszych. Szacowaną na 160 tys. dolarów gwiazdę przypinano do krawata przy mundurze galowym. Wartością jubilerską wielokrotnie przebijał ją ustanowiony w 1943 r. order "Zwycięstwo": pięcioramienna gwiazda wysadzana 99 rubinami i 115 diamentami, z których pięć jest pięciokaratowych. Ten diamentowy order, mieniący się kolorami tęczy, z kremlowską wieżą w środku, przyznawany za zwycięską kampanię wojenną lub operację frontową, nosiło tylko dziesięciu marszałków i jeden generał armii. Żukow i Aleksander Wasilewskij, szef sztabu generalnego z okresu wojny, byli dwukrotnie odznaczeni orderem "Zwycięstwo".
*** WITOLD GADOMSKI - IWAN IDZIE NA WOJNĘ - ZWIĄZEK RADZIECKI. II WOJNA ŚWIATOWA
Gazeta Wyborcza - 09/02/2008
...Wieczorem 21 czerwca 1941 r. generał armii Dymitr Pawłow, naczelny dowódca Specjalnego Frontu Zachodniego, był w teatrze w Mińsku. Wystawiano komedię muzyczną "Wesele w Malinówce". Szef wywiadu pułkownik Błochin poinformował go, że stojące po drugiej stronie granicy czołgi niemieckie grzeją silniki. "To nie może być prawda - odparł Pawłow. - Nadszedł czas, żeby skupić się na sztuce". Po skończonym przedstawieniu Pawłow odebrał telefon od ludowego komisarza obrony Siemiona Timoszenki. "Jak tam u was, cisza? - pytał komisarz. Pawłow poinformował o wyjątkowej aktywności Niemców. - Spróbujcie się tak nie przejmować i nie panikujcie - odparł Timoszenko". Miesiąc później Pawłow zostanie rozstrzelany za to, że dopuścił do klęski i panicznej ucieczki dowodzonych przez siebie wojsk. Dowództwo frontu objął po nim Timoszenko, który kolejno dowodził kilkoma innymi frontami. Na ogół nieudolnie - w kwietniu 1942 r. w czasie ofensywy w kierunku Charkowa stracił 250 tys. żołnierzy. Nie przeszkodziło mu to w awansach. Zmarł w 1970 r. odznaczony niemal wszystkimi orderami sowieckimi.
*** WACŁAW RADZIWINOWICZ - 1937. DYM NAD MOSKWĄ - JAK ROZSTRZELANO TUCHACZEWSKIEGO
Gazeta Wyborcza - 09/06/2007
...Za bezproblemowe funkcjonowanie taśmociągu śmierci odpowiadał kapitan Błochin, "komendant Łubianki". Jego obowiązkiem było kierowanie ochroną centrali służb specjalnych, czuwanie nad codziennym porządkiem w położonym w centrum Moskwy kompleksie gmachów NKWD. Najważniejszym zadaniem gospodarza Łubianki, pochłaniającym coraz więcej czasu, stało się wtedy obsługiwanie taśmociągu śmierci. W tak zwanym więzieniu wewnętrznym urządził obitą tłumiącym hałas wojłokiem celę śmierci, sprowadził z Niemiec partię niezawodnych waltherów, a dla siebie zamówił specjalny strój kata. Był już wtedy niezastąpionym specjalistą odznaczonym wysokimi orderami. Biegłości w zabijaniu skazańców jedną kulą z broni krótkiej w tył głowy zaczął nabierać już w sierpniu 1924 r., kiedy został pomocnikiem dowódcy ochrony Łubianki. Z dokumentów wynika, że strzelał nieprzerwanie przez prawie 29 lat. Ostatniego skazańca zabił własnoręcznie 2 marca 1953 r., na trzy dni przed śmiercią Stalina, kiedy był już generałem majorem NKWD oraz kawalerem Orderu Lenina i dwukrotnie Orderu Czerwonego Sztandaru. To on zastrzelił Mikołaja Bucharina, głównego ideologa bolszewików, premiera Aleksieja Rykowa, pisarza Izaaka Babla, reżysera Wsiewołoda Meyerholda, a także swego byłego szefa, ludowego komisarza bezpieczeństwa państwowego Mikołaja Jeżowa, który po Wielkiej Czystce popadł w niełaskę u Stalina. W wewnętrznym więzieniu Łubianki nie strzelał sam. Miał pomocników wybieranych wśród funkcjonariuszy ochrony gmachu. Historycy oceniają jednak, że własnoręcznie zabił może i ponad 50 tys. osób.
*** WACŁAW RADZIWINOWICZ - POLAKÓW SETKAMI BRAĆ! - ROK 1937. "OPERACJA POLSKA" NKWD
Gazeta Wyborcza - 11/08/2007
...Sam Jeżow nocami przyjeżdżał do Lefortowa, by kontrolować, czy oficerowie śledczy pracują z dostatecznym entuzjazmem i rozmachem. Malutki (miał zaledwie 153 cm wzrostu), bardzo ruchliwy, biegał labiryntem korytarzy prowadzony przez milczących dyżurnych wskazujących mu drogę czerwonymi chorągiewkami. Zaglądał do każdego pokoju przesłuchań. Zbiegał do piwnicy, gdzie krzyki zagłuszał huk silników specjalnie wstawionych tam traktorów. To tu działała drużyna katów kierowana przez Łotysza, skromnego z wyglądu okularnika Piotra Maggo. Ten pracował, nie szczędząc sił. W Moskwie do dziś można wysłuchać opowieści, jak kiedyś w znakomitym tempie rozstrzelał jednego po drugim 20 skazańców. I wtedy taśmociąg śmierci raptem stanął, bo niespodziewanie zabrakło ofiar. Ogarnięty szałem strzelania w potylice Maggo wrzasnął do stojącego obok kolegi, oficera NKWD: - Rozbieraj się! Teraz ciebie zastrzelę! Przestoje machiny śmierci wyprowadzały z równowagi także Jeżowa. Rugał swych podwładnych z Łubianki za opieszałość. Za wzór stawiał im kolegów z Wielkiego Domu, jak nazywano nową, ogromną centralę NKWD w Leningradzie, gdzie Polaków rozstrzeliwano setkami.
*** Anna Żebrowska - Śmierć Wysockiego
Gazety Wyborczej - 23/01/1998
...W Marinie Vlady kochali się w ZSRR wszyscy mężczyźni, od podrostków do zgrzybiałych starców, jej filmy biły kasowe rekordy. W roku 1967 przyjechała do Moskwy na festiwal filmowy i trafiła na spektakl Taganki "Pugaczow". Wysocki miał w nim pięciominutowy, namiętny monolog - nic więcej o nim nie wiedziała. Podczas wspólnej aktorskiej kolacji natychmiast się oświadczył (tak samo jak poprzednim żonom). Była tą, która pokazała mu świat i uchroniła przed większymi nagonkami ze strony władzy. By ułatwić sobie kontakty z mężem, wstąpiła do Komunistycznej Partii Francji. Każdy atak na Wysockiego groził odporem z jej strony i - międzynarodowym skandalem.
*** ANNA ŻEBROWSKA - NIEJASNA POLANA (ZSRR, literatura)
Gazeta Wyborcza - 10/02/2000
...Jakkolwiek było, po wojnie Fadiejew mało pisał, tęgo pił. Pod presją krytyki przerobił powieść "Młoda Gwardia" w duchu ideologicznych gniotów, dwóch innych nie dokończył. Po zmianie koniunktury politycznej zdegradowano go w roku 1954 z funkcji sekretarza generalnego Związku Pisarzy i członka KC. Słał do KC listy, lecz nie zaszczycano go odpowiedzią. 13 maja 1956 roku strzelił sobie w serce w sypialni na piętrze willi. Zebrani na dole domownicy nie zwrócili uwagi na wystrzał, "podłogi się rozsychają", powiedział ktoś. Ciało znalazł 11-letni syn Misza, gdy poszedł zawołać ojca na obiad.
*** ANNA ŻEBROWSKA - PANCERNIK MOSFILM
Gazeta Wyborcza - 19/09/2002
...Po Pyriewie dyrektorem Mosfilmu został były trębacz z Teatru Wielkiego Władimir Surin. Miał absolutny słuch na nowatorstwo: wyławiał najlepszy moment filmu i żądał jego wycięcia. W "Lecą żurawie" chciał usunąć epizod śmierci bohatera: padające ciało i korony drzew, które zakręciły się w obiektywie - scena weszła do klasyki światowej. Po nim mianowano generała Nikołaja Sizowa, byłego szefa wydziału kryminalnego milicji. Sekretarce wydawał polecenie: "Proszę wprowadzić reżysera!" i nie miał elementarnego wykształcenia humanistycznego. - Zażądał ode mnie zmiany końcówki filmu "Jegor Bułyczow i inni" - mówi Siergiej Sołowiow. - Odpowiedziałem delikatnie, że to nie mój pomysł, tak napisał Gorki. - "Gdyby Gorki żył - o zmianach scenariusza rozmawiałbym z nim. A ponieważ Gorki umarł - rozmawiam z panem! Wykonać!". Pomogła dopiero uwaga, że Gorki korespondował z Leninem i ten zaakceptował końcówkę. Anegdotą stała się opinia Sizowa na kolaudacji filmu Nikity Michałkowa "Pięć wieczorów", że bohater jest źle ubrany. "Nikita, po co mu ten kapelusz i długi płaszcz? Nasi ludzie się tak nie noszą. Przebierz go!". W dodatku naczalstwo było bardzo cnotliwe. Sceny łóżkowe aktorzy grali w piżamach i podkoszulkach. Szef Goskina Aleksiej Romanow przed skierowaniem filmu na ekrany uprzedzał: "Jeśli jest tam golizna - nie będę tego nawet oglądał". W Związku Radzieckim seksu nie było.
*** SZACH I MAT W KRAJU RAD - z Markiem Dworeckim, wybitnym trenerem szachowym rozmawia Anna Żebrowska
Gazeta Wyborcza - 17/01/2002
...KGB bardzo interesowało się szachami i jego funkcjonariusze nie odstępowali zawodników. Potwierdziły to akta wywiezione przez Wasilija Mitrochina i opublikowane na Zachodzie. Do Baguio i Merano jeździło z Karpowem po kilkunastu i więcej kagiebistów. Głośna historia z hipnotyzerem Zucharem trafiła nawet do musicalu "Szachy" ("Chess"), którego libretto osnuto na walce Korcznoj - Karpow i wystawiano na Zachodzie... Statystyka 93 dni meczu w Baguio pokazała, że w obecności Zuchara Korcznoj przegrywał. Zuchara podjęła się unieszkodliwić para Hindusów, która ostentacyjnie zasiadła na sali w pozycji lotosu. Może to przypadek, ale Korcznoj zaczął wygrywać, co zdenerwowało naszą delegację. Strony zawarły dżentelmeńską umowę, że i Hindusi, i Zuchar opuszczą salę. Hindusi zniknęli, ale przed ostatnią partią, gdy Korcznoj, będąc w sytuacji beznadziejnej, wyrównał 5:5, Zuchar znowu się pojawił. "Umowy obowiązują dżentelmenów" - skwitowano to w sztabie Karpowa.
*** Anna Żebrowska - NIKITA I NIKITA (Nikita Chruszczow)
Gazeta Wyborcza - 22/05/1998
...Epoka Chruszczowa to również wyjazdy komsomolców do Kazachstanu i na Syberię (zorane ugory zmieniały się w step i rezultatem nierzadko bywała katastrofa ekologiczna), megalomańskie hasła typu "Dogonimy i przegonimy Amerykę!", obietnice bez pokrycia. Nikita Siergiejewicz obliczył na przykład, że komunizm nastanie w roku 1980 i w kraju będzie jak w raju: skrócony tydzień pracy, mieszkanie dla każdej rodziny, czynsze zniesione, bezpłatna komunikacja miejska, bezpłatne lekarstwa, sanatoria, stołówki, przedszkola, odzież i pomoce szkolne. W przypływie dobrego humoru Chruszczow "podarował" też Ukrainie Krym, a Czeczenii żyzne ziemie dwóch kozackich obwodów na lewym brzegu Tereku. Hojność I sekretarza, wprost proporcjonalną do ilości wypitych trunków, Rosjanie wspominają obecnie słowami nie nadającymi się do druku.
*** Anita Bialic, Katarzyna Bik - Ja chciałbym być poetą... (Andrzej Bursa)
Gazeta Wyborcza - 21/11/1997
...Guentner jest przekonany, że talent Bursy rodził się z buntu. Bruno Miecugow, dziennikarz i literat: - Był przeciwko wszystkiemu i wszystkim. Przeciw Kościołowi, instytucjom społecznym, redakcji i środowisku. Nie przylgnął do żadnej grupy literackiej, mimo że Adam Włodek - opiekun Koła Młodych przy Związku Literatów Polskich - cenił go. Bursa czuł się jednak niedowartościowany przez środowisko. Chodził od redakcji do redakcji i roznosił wiersze.
*** MONIKA PIĄTKOWSKA - Ślad wierszy na moich plecach (Rafał Wojaczek)
Gazeta Wyborcza - 24/12/1998
...Stycznia nie było przy śmierci Rafała. - Ale nikogo przy nim nie było. To się zdarzyło w jego pokoju na Śniadeckich. 12 maja 1971. Zapisał na skrawku gazety nazwy wszystkich proszków, które zażył. Rano gospodyni weszła, bo przyszedł list. Rafał siedział oparty plecami o ścianę. Już nie żył. Teresa: - Potem wielu próbowało pójść w jego ślady. Jeden wyskoczył z tramwaju na zakręcie. W garniturze, z teczką. Taki niby drugi Wojaczek. A tylko sobie pobrudził marynarkę. Śmierć Rafała tylko dla niego była finałem. Dla innych niczego nie zakończyła.
*** MAGDALENA GROCHOWSKA - LULEK (Leon Schiller)
Gazeta Wyborcza - 10/01/2002
..."Chleba! Chleba!" - skandują nędzarze w trzeciej części "Nie-Boskiej komedii" w czerwcu 1926 roku. W dramacie Zygmunta Krasińskiego to tylko pół linijki tekstu. W inscenizacji Schillera - 20 minut obrazu. I galeria podejmuje ten okrzyk. Stroje współczesne, przywódcy rewolucji noszą skórzane kurtki bolszewickie. Czarne tło; tłum tańczy wokół szubienicy, miota się na scenie, szturmuje bramę. Od bramy prowadzą wzwyż stopnie. Tłum się na nie wdziera. Galeria klaszcze i szaleje, parter krzyczy: - Cicho, komuniści! Potem gazety piszą, że widownią wstrząsnął dreszcz, że przebiegła przez teatr błyskawica solidarności, że groza idąca ze sceny była niemal realna.
*** MAGDALENA GROCHOWSKA - Odchodził jak Lear (Kazimierz Dejmek)
Gazeta Wyborcza - 01/02/2003
...Później wystawia "Dialogus de Passione", opowieść o męce Jezusa na podstawie siedemnastowiecznych tekstów. Chrystusa - na osiołku, upadającego, klęczącego, krzyżowanego i bitego - grają rzeźby. - Pamiętam, jak zrodził się ten pomysł - opowiada Piotr. - Ojciec powiedział: markowanie bicia będzie tylko śmieszne, trzeba bić naprawdę. Mieczysław Kalenik, biczownik w warszawskiej wersji przedstawienia: - Mieliśmy opory, jak to - bić? Dejmek krzyczy: wal, to jest drewno! Więc waliłem Chrystusa w twarz żelazną rękawicą. Ktoś bił łańcuchem, kopał. Aż czuliśmy fizyczne zmęczenie. Z widowni rozlegały się krzyki: "Nie bij!".
*** MAGDALENA GROCHOWSKA - Coraz wyżej i wyżej (Konrad Swinarski)
Gazeta Wyborcza - 16/08/2003
...- Dwa narody miały swoją siedzibę w sercu i umyśle Swinarskiego, tę rzecz się wstydliwie przemilcza - mówił w filmie o Swinarskim Erwin Axer. - Ja widzę Konrada jako Niemca, który się zakochał w Polsce i którego kultura polska zdobyła, i widzę w nim Polaka, który podzielał szereg polskich przesądów dotyczących Niemców, a jednocześnie bez tych Niemiec nie mógł się obejść. Jego umiejętność zobaczenia na nowo, z taką siłą, naszej literatury romantycznej to efekt obcości. Chłopak wychowany w atmosferze niemieckiej spojrzał na tę literaturę świeżym okiem.
*** MAGDALENA GROCHOWSKA - Tam cię zmielą jak w młynku do kawy (GUSTAW HOLOUBEK)
Gazeta Wyborcza - 17/07/2004
...Wielkiej Improwizacji oni właściwie nigdy nie próbowali - opowiada reżyser Maciej Prus, asystent Dejmka podczas realizacji "Dziadów" jesienią 1967 roku. - Któregoś dnia, gdy stanęły na scenie niedokończone dekoracje, Holoubek przyjrzał się im i zażartował: "Gramy jak na klepisku", bo były gołe deski, "To ja powinienem zagrać trochę z chłopska...". Zaczął zaciągać, parodiował tak przez dwa wiersze, oparł się na kolanie i... zaczął mówić. Było nas czworo na widowni. Od tamtej chwili wierzę w metafizykę teatru, wierzę, że Holoubka musiały słuchać nawet puste krzesła. Jego interpretacja była prosta jak czytanka dla dzieci. Jasna i przejrzysta. Na koniec krzyknął z rozpędu: "...żeś ty nie ojcem świata, ale.../ Carem!", to "carem" w oryginale krzyczy szatan, i zapadła cisza. Asystentka płakała.
*** MAGDALENA GROCHOWSKA - Ja broczę krwią (TADEUSZ ŁOMNICKI)
Gazeta Wyborcza - 07/12/2000
...Opowiedział Andrzejowi Wajdzie, jak "fantastycznie" przemawiał w KW i jakie zebrał "brawka". I jaki wściekły był sekretarz Kępa, któremu prawie nie klaskali. Wajda do dziś nie wie, czy pod tą opowieścią kryła się autoironia, czy satysfakcja Łomnickiego.
Aktor Adam Ferency odwozi Łomnickiego z Teatru Na Woli do PWST na Miodową, jest druga połowa lat siedemdziesiątych. - Oni rozkradają Polskę! - Łomnickiemu łzy płyną po twarzy. Ferency mówi dziś, że łzy były prawdziwe. Ale nie ma pewności co do rozpaczy.
- Lubił powtarzać: "Nie macie pojęcia, jak Gierek mnie kocha". Wiedział, że naraża się na śmieszność. Dlaczego tak mówił? - zastanawia się Joanna Szczepkowska, aktorka. (W 1972 r. złożył Gierkowi wyrazy uznania za "pozytywny klimat", jaki partia stwarza dla poszukiwań twórczych. Towarzyszyli mu Holoubek, Kutz, Kawalerowicz...)
*** MAGDALENA GROCHOWSKA - Barchan i koronka (Janusz Warmiński)
Gazeta Wyborcza - 12/12/1998
...Pomimo cenzury system PRL w pewnym sensie sprzyjał atrakcyjności teatru - mówi Władysław Kowalski. - Ludzie chcieli usłyszeć, że ustrój jest zły. Czy graliśmy klasykę, czy sztukę współczesną wszystko się widzowi kojarzyło z polityką. Im więcej aluzji wypowiadał aktor, tym lepszą - zdaniem publiczności - tworzył kreację. A władza podlizywała się aktorom, zależało jej na nas, bo to my nieśliśmy słowo w lud. Poklepywała nas po plecach, chciała kupić i często kupowała przydziałami na mieszkania i małe fiaty. Jednocześnie mówiła: przecież macie teatry Warmińskiego, Axera, Huebnera, więc nie przesadzajcie z tym zamordyzmem.
*** MAGDALENA GROCHOWSKA - W uścisku Komandora (Bohdan Korzeniewski)
Gazeta Wyborcza - 16/04/2005
...Obok list rozstrzelanych zakładników wisiały na słupach afisze rewii i tandetnych przedstawień: "Moczmy nogi", "Ząb, zupa, dąb!", "Cacko z dziurką"... Jeszcze przed wywózką do obozu Korzeniewski poinformował władze ZASP o tajnych zarządzeniach okupanta dotyczących propagandowej roli teatrzyków zaakceptowanych przez Niemców. Swoim repertuarem miały wykazać, że Polacy to naród zwyrodniały. Latem 1940 r. na zebraniu z udziałem Schillera, Jaracza, Adwentowicza, Wiercińskiego, sekretarza ZASP Dobiesława Damięckiego i Stanisławy Wysockiej Związek zakazał aktorom występów w jawnych teatrzykach. Zezwolił jedynie na recytacje i śpiew w kawiarniach. Zajęli się handlem; pracowali w kawiarniach. Ale około dwustu osób w Generalnej Guberni nie respektowało zarządzenia ZASP. Prócz "aktorskiego pospólstwa" - jak mawiał Korzeniewski - byli też wielcy sceny: Kazimierz Junosza-Stępowski, Jerzy Leszczyński, Józef Węgrzyn, Adolf Dymsza, Maria Malicka...
*** Józef Hen - Tadeusz, Stachu i Dagny (Boy, Przybyszewski)
Gazeta Wyborcza - 19/06/1998
...Bo Dagny kochała wciąż tego łajdaka męża. "To zwykła szuja - powie o nim Sewer-Maciejowski, który niedawno przekazał mu z ochotą swój tygodnik - najczarniejszy szubrawiec, który wszystko za gotówkę sprzeda, nawet swoją ubóstwianą Dagny". Przybyszewski jeździ do Lwowa, gdzie ma w tym czasie równolegle dwa romanse: z malarką Anielą Pająk, matką Stanisławy Przybyszewskiej, późniejszej autorki Dantona, i z Jadwigą Kasprowiczową, którą potem zabierze "kochanemu Jasiowi". Malarka wspomaga go pieniędzmi, wiedząc o tym, że jest ta druga.
*** Krzysztof Miklaszewski - Stodoła, błoto i radziecki skrzypek (Tadeusz Kantor)
Gazeta Wyborcza - 08/12/1995
...- To Pan jest tym skrzypkiem radzieckim? - pyta Kantor spoglądając na artystę już mocno przerażonego. Kiwa on też głową, boleśnie ten epitet przeżywając, kiedy Kantor się upewnia: - To dobrze nawet, że jest pan skrzypkiem r a d z i e c k i m.
Brodski zdaje się nic nie rozumieć.
- Wie pan, że w Polsce się niczego nie załatwi bez strachu! Polacy muszą się zawsze kogoś bać, do jasnej cholery! - dywaguje Kantor, wylewając wodę z buta.
- Ale skoro już pan jest tym skrzypkiem radzieckim, to niechże pan zmusi tę
swołocz, żeby tu podjechała!!
*** Dorota Szwarcman - Testament Paderewskiego
Gazeta Wyborcza - 17/01/1997
..."Ujemnie zaciążyła na karierze politycznej swojego męża czasu jego premierostwa w 1919 roku - pisze Adam Grzymała-Siedlecki, który znał ich oboje. - Huczało wtedy w Warszawie i poza Warszawą, huczało zdumieniem, czasami nawet zgorszeniem, a najczęściej rozbawieniem (bezmyślnym, niestety) nad jaskrawymi wystąpieniami >>pani Heleny<<. Potrafiła z domowym interesem albo nawet z jakąś swoją nerwową pretensją wtargnąć do gabinetu Paderewskiego, gdzie on odbywał oficjalną konferencję z ministrami czy z posłami; potrafiła być demonstracyjnie niegrzeczna dla ludzi poważanych, stale, a nawet jakby z odrazą, traktując pozycję męża jako jakiś niepotrzebny epizod ich życia".
*** PAWEŁ GOŹLIŃSKI - Flota w czeku na Wiedeń - NOBLE DLA POLAKÓW
Gazeta Wyborcza - 10/10/2002
...Ellen Wester podtrzymuje nadzieję Orzeszkowej. W listopadzie 1909 roku pisze do niej list: "Nazwisko Pani stale znajduje się na liście tych osób, które są przeznaczone do Nagrody Nobla". Plotka czy miłosierdzie? Orzeszkowa, ciężko już chora, rozpaczliwie chwyta się nadziei: "Zdaje się, że jestem bliską wielkiej wygranej na loterii losu, ale nie jest ona jeszcze w moim ręku, rzecz jeszcze niepewna". Nobla dostała Selma Lagerloef. Orzeszkowa nie jest w stanie zdobyć się na dystans: "Jednak gdy szło o wybór pomiędzy nami dwoma, wyroku sztokholmskiego za sprawiedliwy nie uznaję". Ale nie było żadnego wyboru. W noblowskich protokołach po 1905 roku nie ma nawet śladu Elizy Orzeszkowej. Umarła w 1910 roku. Czy zabiła ją Akademia Szwedzka?
*** Stanisław Manturzewski - Dlaczego Reymont uciekał przed Boryną?
Gazeta Wyborcza - 13/02/1998
...Epizod kolejowy trwał prawie trzy lata: wcześniej zaliczył Reymont karierę krawca (w 17 roku życia uszył frak dyplomowy!), zakochał się w aktorce, przyłączył się do wędrownej trupy teatralnej, grywał małe rólki w nędznych sztukach w Łęczycy, Przasnyszu, Skierniewicach - "Fantazje na temat miłości", "Chata za wsią", tańczył na scenie, występował nawet w... cyrku. Grał właściwie za darmo - z miłości do tej aktorki... Na kolei zaczepił się, żeby nie umrzeć z głodu, dosłownie, nie jest to frazes ani przenośnia - w czerwcu 1892 roku ląduje w skierniewickim szpitalu z rozpoznaniem: "głodowe zapalenie żołądka..."
*** Stanisław Manturzewski - RONDO HIMILSBACHA (Jan Himilsbach)
Gazeta Wyborcza - 27/02/1998
Bywał koszmarny, taka jest prawda, niestety. Gustaw Holoubek zamówił u niego jakiś sedes z marmuru kararyjskiego (a może wykładzinę w clo), Jaś wziął zaliczkę na surowiec i zniknął, zawalił fatalnie terminy... Ewie Kuklińskiej zrobił gorszy numer: wdarł się na krzywego ryja do lokalu, gdzie odbywała ucztę weselną (za poręczeniem nieszczęsnego Fillera) i ni stąd, ni zowąd po drugiej wódce ogarnął go małpi rozum, zaatakował kondukt weselny sękatą lagą!
GAZETA WYBORCZA - wybór tekstów - 2